Aromaterapia wdzięczności – rozważanie na 5 kwietnia

A po dwóch dniach była Pascha i święto Przaśników. I arcykapłani oraz uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by go podstępem pojmać i zabić.Mówili jednak: Tylko nie w święto, aby nie było rozruchów między ludem. A gdy On był w Betanii, w domu Szymona trędowatego i siedział przy stole, przyszła niewiasta, mająca alabastrowy słoik czystego olejku nardowego, bardzo kosztownego; stłukła alabastrowy słoik i wylała olejek na głowę jego.A niektórzy mówili z oburzeniem między sobą: Na cóż ta strata olejku?Przecież można było ten olejek sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać ubogim. I szemrali przeciwko niej. Ale Jezus rzekł: Zostawcie ją; czemu jej przykrość wyrządzacie? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie.Albowiem ubogich zawsze macie pośród siebie i gdy zechcecie, możecie im dobrze czynić, mnie zaś nie zawsze mieć będziecie. Ona, co mogła, to uczyniła, uprzedziła namaszczenie ciała mego na pogrzeb. Zaprawdę powiadam wam: Gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątkę o tym, co ona uczyniła.                                                   Mk 14,1-9

Jeśli chcesz zrozumieć fragment dzisiejszej ewangelii, nie skupiaj się, jak to zwykle bywa, na Jezusie i Kobiecie, która wylała nardowy olejek na Jego głowę. Wpierw skup się na olejku.

Wyobraź sobie, że po kilku tygodniach zawieszenia niemal całego, dotychczasowego porządku, którym do tej pory kierował się świat, będąc osadzonym z bliskimi za murami kwarantanny i oddzielonym od reszty ludzi, mając z dnia na dzień coraz mniej pewności, że jeszcze cokolwiek trzymasz w dłoniach i najzwyczajniej w świecie możesz o czymś jeszcze myśleć w ten sposób, że ta sytuacja cię tego nie pozbawi, czyli będąc w samym środku nie tylko twojej, ale ogólnoludzkiej zapaści, dziś wybrałeś się na aromaterapię, aby pozbyć się stresu.

Że olejek nardowy jest drogi, wynika z samego tekstu. Wartość ponad trzystu denarów, to równowartość rocznego wynagrodzenia, a więc dla wielu suma niebotyczna. To cena nowego samochodu, remontu mieszkania, wesela córki, itp. Pozbywanie się  takich pieniędzy, zwłaszcza w samym środku szalejącego cyklonu gospodarczego, może wydawać się bardzo nierozsądne.

Nardowy olejek, pozyskiwany z korzeni pachnących kłączy, rosnących w Himalajach, wraz z szafranem i mirrą stanowił na Środkowym Wschodzie składnik najcenniejszych mieszanek olejowych, stosowanych w praktykach relaksacyjnych i leczniczych.

Nard słynie z tego, że poprzez swoje „aromatyczne działanie” uwalnia z emocji niewdzięczności, z powodu której człowiek czuje się ofiarą losu i pechowcem, co często kończy się poczuciem winy i gniewem. Dlatego uwalnia z chciwości, aby wszystko mieć i trzymać pod kontrolą. Poprzez swoje relaksujące działanie, nard rozpuszcza opór przeciwko temu, co się dzieje, czyni zdolnym do wejścia z nurt rzeki życia, a mówiąc inaczej do podążania drogą, której autorem jest Bóg i do przyjęcia zadania. 

Nard jest olejkiem wdzięczności, a więc między innymi akceptacji tego, co się dzieje.

1. Aromat Betanii

Rozumiesz już tę aromaterapię, której Jezus doświadczył tuż przed cierpieniem dzięki wdzięczności bezimiennej Kobiety?

Ktoś musiał zatroszczyć się o Jezusa. Przecież przed Nim były najcięższe i najboleśniejsze doświadczenia życia na ziemi. Mistrz z Galilei na pewno serwisował duszę z taką duchową wprawą, o jakiej nikomu z nas się nie śniło, a mimo tego bez trudu można sobie wyobrazić, jak reagowało ciało, gdy myślał o tym, Q czemu teraz szedł i co najpewniej wydarzy się w najbliższych dniach.

Całe ciało, zestresowane i spięte, twardniało, bo na skutek emocji lęku funkcjonowało w trybie „walcz i uciekaj”. Znasz ten ból, gdy na skutek stresu mięśnie szyi i barków masz do tego stopnia twarde, że dłonie fizjoterapeuty wydają się być szczękami tyranozaura. Przecież Jezus często był w drodze i niejednokrotnie widział cierpiących biedaków, torturowanych przed ukrzyżowaniem i na krzyżu, celowo zabijanych w miejscach publicznych. Wiedział do jakiej znieczulicy są zdolni żołnierze na służbie, przeświadczeni o mocy i mądrości. Rozumiał emocje tłumu i cele władzy.

Jezus od początku nie łudził się, co do kresu życia, jednak w ostatnich dniach atmosfera gęstniała. Każdy relaks, także fizyczne doświadczenie dotyku i aromatycznego zapachu, zwiększający zadowolenie i przyjemność, pomagający przezwyciężyć strach, ułatwiający wdzięczną akceptację „drogi krzyża” były na wagę całorocznego przychodu!  

Otrzymał to od wdzięcznej i miłującej Kobiety. Co potrafiła, to uczyniła, aby wzmocnić Jezusa, przygotowującego się na własny pogrzeb. Jezus nie chciał tej śmierci dla siebie, jako wartości samej w sobie, ale zgodził się na nią, zdając sobie sprawę, że gdyby przed nią uciekł, przekreśliłby swoje życie, podeptałby swoje słowa i podważyłby znaczenie uzdrawiających manifestacji Bożej chwały.

Aromat, który napełnił Betanię, na pewno towarzyszył Jezusowi do samego końca (przecież namaściła Go na śmierć). W pałacu arcykapłana, podczas rozmowy z Piłatem, podczas biczowania i na Golgocie, Jezus cały czas pachniał śmiercią. Nie jakąkolwiek, bezsensowną śmiercią, bo taka zawsze kojarzy się ze słodko-kwaśnym, mdlącym trupim jadem, ale śmiercią z sensem, bo z miłości. Jezus roztaczał zapach nardu, pachniał miłością i wdzięcznością, niczym najpiękniejszy ludzki kwiat.

Jezus jest aromaterapeutą!

Dobrzy i prawdziwi ludzie, którzy poddają się Bożej drodze życia i kochają, zawsze ładnie pachną. Cuchnie śmierć. Gdy nie potrafimy czegoś strawić w żołądku, co duchowo oznacza, że nie godzimy się na to, co życie nam przynosi, wtedy cuchnie nam z ust. Brzydki zapach z ust oznacza, że w życiu jesteśmy fałszywi. Uśmiechamy się do niego, ale wewnętrznie z nim walczymy.

Aromat Jezusa jest zapachem życia większego niż śmierć. Jest zapachem życia z sensem. Życia wdzięcznego i spokojnego. Życia, które samo siebie tworzy jako jeszcze większe i piękniejsze z miłości do ludzi.

Jezus jest aromatem wdzięcznego i spokojnego życia! 

2. Aromat domów w dniach kwarantanny

Który zapach w tych dniach napełnia nasze mieszkania i domy? Aromat Betanii, czy cuchnący i mdlący zapach cmentarza? Co się w nich dzieje? Czy stać nas na aromat wdzięczności, akceptacji, spokojnej zgody na dziejące się zmiany? Czy ufnie zanurzamy się w rzekę życia, którą możemy płynąć ku sensownej śmierci? A może kurczowo trzymamy się jakiegoś brzegu życia i przeklinamy te dni, zmiany i własne życie?

Raz jeszcze powróćmy do Betanii i przypomnijmy sobie aromatyczną alchemię tamtego miejsca.

Żeńska energia wzmocniła energię Mężczyzny, przed którym wyraźnie pojawił się finał życiowego dzieła. Bohaterska moc Jezusa była i jest potrzebna wszystkim ludziom, w równym stopniu, co tamtej, wdzięcznej Pani. Mężczyzna ma przysłowiowe „szerokie plecy” i tężyznę duchową, aby osłaniać słabszych, karmić ich i chronić przed siłą zła. Kobieta ma delikatne dłonie i czułe serce, aby uruchomić męską moc. To właśnie wydarzyło się w Betanii, czyli w „Domu Przyjaciół”.

W Domu Przyjaciół (dom przy/jaźni – jaźń przy jaźni) mieszka mądrość, moc i miłość, czyli płynie w nim Boże życie. Dom Przyjaciół jest miejscem i wspólnotą ludzi Bożych, pomimo tego, że źli ludzie (tylko pozornie Boży – arcykapłani i uczeni w Piśmie) obmyślają jak podstępem pojmać i zabić Jezusa, Prawdziwego Człowieka, czyli tego, który mówi o sobie JESTEM.

Prawdziwe człowieczeństwo, którym jest manifestacja Bożego JESTEM w człowieku, może ocaleć i przetrwać jedynie w Domu Przyjaźni, gdzie jaźń z jaźnią się wspierają, kochają się i wzajemnie sobie służą. Tam pachnie nard, zapach wdzięcznej miłości.

Nic nowego pod słońcem. Przypomnijmy sobie chociażby Deborę i Baraka, który bez wspierającej energii żeńskiej najzwyczajniej w świecie stchórzyłby przed wojskami Sysery, a Izrael stałby nad przepaścią moralnego, duchowego i fizycznego unicestwienia (zob. Sdz 4 i 5). Barak potrzebował Debory, a Debora potrzebowała Baraka. Oboje byli potrzebni Izraelowi.

Kwarantanna Wielkiego Tygodnia to odpowiedni czas na aromaterapię!  

W Domach Przyjaciół niech każdy pachnie spokojną i ufną wdzięcznością za życie. Wzajemnie się wspierajmy i zanurzmy w rzece życia, której nurt rozwesela serce człowieka. Ludzkość, która opuściła Egipt i Q nowemu teraz idzie, potrzebuje pachnących ludzi.

Nie spinajmy się z lęku przed śmiercią. Nie utwardzajmy naszych ciał, bo pod skorupą z kamienia lęku, gniewu i zawziętości, umiera serce. Krew przestaje płynąć i zaczyna cuchnąć cmentarzem.

Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 + 16 =