Połącz myśli z emocjami

Nie jesteśmy ani naszymi myślami, ani emocjami, dlatego, aby odnaleźć swoje prawdziwe „Ja Jestem” i w nim życiowe powołanie, musimy nauczyć się pracować z pierwszymi i drugimi. Nie próbować nad nimi panować, ani z nimi walczyć, ale właśnie pracować, starając się tak zmieniać własne mechanizmy reakcji, opinie, schematy wyobrażeniowe i przekonania, aby nie utrwalały negatywnych emocji. Ideałem jest sytuacja, w której świadomi własnych myśli, potrafimy każdą emocję, nawet pozornie złą, bądź taką, która w powszechnym przekonaniu za taką uchodzi, świadomie wykorzystywać do duchowego i mentalnego rozwoju.

W słowie świadomie wyrażona jest istota boskości i człowieczeństwa!

Kim albo czym jest Bóg? Ma charakter osobowy i jest mocą. Jest więc osobową obecnością i  duchową świadomością, a najwyższą formą obu jest miłość.

Człowiek również jest obecnością i świadomością. Ma się uczyć swojej obecności w świecie i łączyć z najwyższą Świadomością, którą nazywamy Duchem. W ten sposób zostaje wyzwolony z więzienia i zaczyna widzieć to, czego wielu nie dostrzega. Jego życie zmienia się w dobre, błogosławione, szczęśliwe, spełnione, sensowne czyli po prostu zbawione.

Dopóty jesteśmy więźniami, dopóki tylko się buntujemy przeciwko temu, kim jesteśmy, czym obdarza nas życie i czego doświadczamy. Warunkiem wyjścia na wolność nie jest bunt, ale realizacja konkretnej, jasnej wizji samego siebie.

To znaczy, że często brakuje nam wizji samych siebie. Wiemy, że coś nam nie pasuje, doskwiera, ale nie stworzyliśmy prawdziwej wizji zmiany i rozwoju.

O co chodzi? Cywilizacja tak funkcjonuje, aby utrzymywać nas w niewoli. Mamy być bezwolnymi niewolnikami, wytwarzającymi energię materialną i emocjonalną, której potrzebuje system. To jest ów biblijny Egipt, z którego musimy wyjść. Między innymi dlatego system edukacji jest skrojony na miarę niewolników, a nie ludzi wolnych, zdolnych rozumieć rzeczywistość i twórców swojego życia. Kościoły, partie, które tworzą rządy, wojsko i policja służy temu, abyśmy nie wychodzili na wolność.

Cała cywilizacja jest skrojona na miarę zewnętrznych, formalnych, nieprawdziwych obrazów człowieka. Mamy kreować nieprawdziwe obrazy samych siebie i zajmować się stwarzaniem kolejnych nieprawdziwych form naszego „ja”, które są jedynie produktem na sprzedaż. Dzięki nim utrzymujemy się w systemie, ale nie zapewniamy sobie rozwoju ani dojrzewania. Bo prawdziwy obraz każdego z nas jest w świątyni serca, w miejscu najświętszym, w którym czeka na nas Bóg, aby się objawić nam i dać nam poznać siebie w sobie. Poznajemy go dopiero wtedy, gdy wchodzimy w siebie, aby w ciszy i prawdzie naszych serc odnaleźć Bożą obecność i zainicjować kontakt z najwyższą świadomością Boga. Łącząc się z nią, zaczynamy żyć świadomie. Już nie tracimy życia na tworzenie kolejnych, nieprawdziwych obrazów samych siebie, na użytek przetrwania i dla zaspokojenia innych, ale zaczynamy żyć prawdziwym obrazem Bożym na chwałę Stwórcy.

Potrzebujemy zatem wolności intelektualnej. Jak ja zyskać? Uwalniając się od władzy rozumu, a przynajmniej lewej półkuli, jeśli nie współpracuje z prawą, holistyczną, całościową, symbolizującą, empatyczną. Aby połączyć obie półkule wpierw musimy nauczyć się myśleć nerkami (centrum emocji zimnych) i sercem (centrum emocji ciepłych). Dlatego potrzebujemy też wolności emocjonalnej. Jej podstawowym warunkiem jest asertywność.

Uczy nas jej Mistrz z Galilei, mówiący między innymi: „…Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16,24). „Nie” oznacza porzucenie „ego” i jego światowych zachcianek, czyli sprzeciwienie się niewoli. „Tak” oznacza zgodę na bycie sobą prawdziwym i realizowanie życiowego powołania (tym w istocie jest symbol krzyża). Dzięki świadomemu „nie” i „tak” stajemy się emocjonalnie wolni i zyskujemy dostęp do źródła prawdziwego życia, światłości i miłości.

Słowo emocje pochodzi z łacińskiego e-movere – poruszać. Emocje zatem wprawiają nas w ruch. Są nośnikiem przemiany, której nie zagwarantuje sam rozum! Zdecydowana większość dobrych postanowień nigdy nie przechodzi w stan trwałej i skutecznej realizacji, ponieważ nie potrafimy ich łączyć z emocjami. Dość powszechne jest wręcz przekonanie, że skuteczna może być jedynie zimna i wyrachowana metodologia zmian. Tymczasem górna część naszego umysłu, którą utożsamiamy z rozumem, nie ma dostępu do autonomicznego układu nerwowego i systemu hormonalnego, które poddane są woli przysadki. Rozum znajduje się w tej części mózgu, którą nazywamy płatami czołowymi. Pomiędzy nimi a przysadką nie ma ani jednego połączenia neuronowego, dlatego same myśli nie wywołują reakcji hormonalnej, o ile nie zadecydują emocje. Te z kolei są zarządzane z nerek i serca przez układ limbiczny. A ponieważ między nim a przysadką funkcjonuje mnóstwo połączeń neuronowych, więc nie dziwmy się, że poziom i jakość naszych hormonów zależy od emocji a nie od zimnych i wyrachowanych decyzji.

W konsekwencji, kto odcina się od emocji, nie doświadcza życiodajnych zmian, ewentualnie kierowany lękiem przed zmianami, poddany jest ciągłemu działaniu hormonów stresu. Skutkiem takiego zdesperowanego życia w depresji są choroby. Skamieniałe serce to podwyższone tętno, ciśnienie, udar. Skamieniałe mięśnie to stwardniały kościec albo twardniejące mięśnie. Kto absolutyzuje swoją wizję życia, dodajmy nieprawdziwą, bojąc się zmian, usztywnia rodzinne relacje, a w najgorszych wypadkach samego siebie, żeby usztywnić rodzinny system i w ten sposób manipulować rodziną. Cena, którą się za to płaci, jest tragiczna i ostateczna.

UWAGA!!!! Ponieważ problem z emocjami mają ci, którzy zamknęli się w przeszłości albo w przekonaniu, że ich wyobrażenia o ich życiu są dla nich najlepsze, więc nie dziwmy się, że taka postawę  łatwo można rozpoznać jako coś, co teologia nazywa grzechem. Brak kontaktu z własnymi emocjami i poddanie się myślom, które nie są naszymi, ale są wynikiem programowania przez kulturę, tradycję, religię, edukację, zawsze kończy się tragedią, cierpieniem, bólem, wojną, śmiercią. Oto niektóre biblijne przykłady: relacja Abraham – Izaak (1 Mż 22,1-19); prorok Bilem, który nie dostrzega zagradzającego u drogę anioła (4 Mż 22,21-35);  Eliasz, który chwilę po sądzie nad 450-ciu prorokami Baala życzy sobie śmierci (1 Krl 18,20-19,4).

Emocjonalna wolność stwarza szansę na rozwój, tkwiącej w nas miłości Boga. Bo wolność jest darem i powołaniem, abyśmy rozwijali się w miłości, a więc stawali lepszymi.

Stąd każde wydarzenie jest szansą, aby stać się silniejszym, mądrzejszym, wzmocnić wewnętrzną wolność. A tymczasem, odcięci od emocji i poddani cudzym schematom myślowym, większość z nas pomniejsza samych siebie, staje się słaba, chora, duchowo stara i dobrowolnie oddaje się w niewolę tych, którzy mają się o nich troszczyć i nimi opiekować.

Dlatego własnego życia i zachowań innych ludzi musimy doświadczać nie z poziomu intelektu, ale rozumu połączonego z emocjami. Stajemy się wówczas bardziej szczęśliwi, zdrowi, elastyczni. Cieszymy się życiem które się rozwija i obdarowuje nas niespodziewanymi dobrami.

W znanej indiańskiej opowieści o dwóch psach znajduje się mądra rada: Wódz przemawia do swojego plemienia. Mówi o dwóch psach, które walczą w jego umyśle: o białym psie, który jest dobry i odważny, oraz o czarnym, który jest mściwy i gniewny. Psy toczą ze sobą walkę na śmierć i Zycie. Pewien młody i dzielny człowiek, nie potrafiąc się doczekać końca historii, pyta: „Który z nich zwycięży?” Wódz odpowiada: „Ten, którego będę karmił”.

Na czym się zatem koncentrujesz, to Ci rośnie – pamiętaj o tym zawsze, a przynajmniej do czasu, gdy nauczysz się karmić tylko białego psa, a więc dobrymi myślami dasz szansę świadomie przeżywanym emocjom.

Jeżeli skupisz się na tragedii – ona cię przeniknie!

Jeżeli skupisz się na nadziei – ona weźmie cię w posiadanie!

Nie bój się. Przytul się…

Ziemia nigdy nie była specjalnie spokojna, a ludzkie życie bezpieczne. Minione pokolenia zapewne żyły w większym zagrożeniu egzystencji i pod wpływem wielu uzasadnionych powodów do lęku, a pomimo tego współczesne pokolenie wydaje się być szczególnie zalęknione.

W przeciwieństwie do przodków, chociaż nie doświadczamy wielu realnych zagrożeń, coraz powszechniej przenosimy je w przestrzeń naszej wyobraźni i boimy się nie tego, co realnie jest, ale tego, czym straszą nas nasze myśli. Jednocześnie tracimy umiejętność odpowiedniego serwisowania naszej psychiki i dlatego doświadczmy permanentnego stresu. W obliczu zmian na geopolitycznej i społecznej mapie świata, a także w efekcie zmian klimatycznych, coraz większa część z nas żyje w ciągłym napięciu oraz lęku, którego przyczyn nie jesteśmy w stanie w ogóle wskazać. Mimo wszystko lęk nas nie opuszcza i pozbawia radości życia.

Cóż począć? Zacząć odpowiednio serwisować swoją psychikę.

Najlepszym lekarstwem na lęk jest poczucie bezpieczeństwa w obecności kogoś, kto kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, ratuje z niebezpieczeństw i pozwala się rozwijać.

Dlatego:

NIE BÓJ SIĘ. PRZYTUL SIĘ DO UŚMIECHNIĘTEGO TATY/MIŁUJĄCEJ MAMY

  1. Paraliż – przejmujące doświadczenie lęku

O lęku często mówimy, że nas paraliżuje. Nie pozwala powstać do aktywnego życia. Boimy się otworzyć, pokazać, ujawnić swoje myśli, zacząć działać, ponieważ boimy się, że popełnimy błąd albo zostaniemy źle ocenieni. Tylko przytulenie do Ojca/Mamy, czyli tego, który jest naszym prawdziwym Rodzicem, odnalezienie siebie w Nim oraz doświadczenie Jego obecności w nas, uwolni nasz osobowy potencjał. Wówczas przestaniemy się bać ocen i zrealizujemy życiowe powołanie, z godnością niosąc łoże naszej niemocy pod pachą.

  1. Lęk przed ciemnością, która jest w nas

Szczerość jest warunkiem każdej relacji z Ojcem/Mamą, a zwłaszcza modlitwy. Modlitwa jest szczera albo w ogóle nią nie jest. To, czy potrafimy opowiedzieć siebie Bogu, oznacza odwagę samopoznania. Pomimo lęku przed samym sobą, doświadczając ciemności skrywanej na dnie serca, zaprośmy Wieczną Światłość do spotkania właśnie tam, gdzie najciemniej. Tylko Ona może ciemność napełnić światłem i pozbawić nas lęków, które rodzą kompleksy.

  1. Lęk przed zmianami (nowym, przyszłością)

Boimy się przyszłości. Nawet zdawkowo witając się ze znajomymi, życzymy im oraz sobie, aby wszystko pozostawało po staremu. Tymczasem ratunek przed nieszczęściem i śmiercią zawsze zawdzięczamy Bożym aniołom, którzy jak Lota i jego żonę mocno chwytają za dłoń i wyprowadzają ze starego w nowość przyszłości. Kto jednak, jak żona Lota, nie potrafi zaufać i ogląda się wstecz, staje się pomnikiem samego siebie. Przy wsparciu Wiecznego Życia każda zmiana jest możliwa, a życie nie tylko jakoś trwa, ale wprost zachwyca.

  1. Lęk, że nie damy rady (kompromitacja)

Człowiek, nie przytulony do Ojca/Mamy, nie ma szansy rozwinąć swojego potencjału, indywidualnego piękna, niepowtarzalności, decydującej o życiowym powołaniu. Więcej czasu traci na pozycjonowanie się, czyli działanie, aby stać się takim, jakim jego zdaniem chcieliby go inni, zamiast na poznawanie siebie. A to jest nieodzowny warunek, aby żyć i działać na miarę swojego powołania. Gdy człowiek wie, kim jest i w jaki sposób powinien żyć i działać, przestaje się bać, że nie rady i skompromituje się. Zyskuje życiową radość i satysfakcję.

  1. Lęk przed samotnością (relacje)

Samotność nie jest beznadziejnym i przeklętym doświadczeniem. W samotności człowiek doświadcza samego siebie i uczy się modlitwy. Samotność jest kryzysem, w którym człowiek przewartościowuje swoje roszczenia i wartości. Jak w ciszy rodzi się słowo, tak w samotności wartościowa istota społeczna. Niestety wielu z nas odczuwa lęk przed samotnością. Jednak on zawsze oznacza coś więcej, a mianowicie lęk przed samym sobą; lęk, że jest się niekochanym; lęk przed skończonością i śmiercią. Ów lęk oznacza też, że człowiek nie jest w kontakcie z własnymi uczuciami. W konsekwencji inni widzą w nim człowieka obojętnego i trzymającego się na uboczu. Koło się zamyka, lęk i frustracja rosną. Każdy może przytulić się do Ojca, aby nie być samemu.

  1. Lęk przed zranieniem

Coraz więcej ludzi boi się miłości, ponieważ boją się zawiedzenia i zranienia. Są więc zamknięci, a chroniąc się przed zranieniami, rezygnują z radości i twórczości. Ich życie jest wyschnięte, a w konsekwencji wysycha też wszystko wokół nich. Nie wolno bać się zranień, które zadaje życie pełne pasji. Pasja jest miłością i umieraniem jednocześnie. Żeby doświadczyć miłości trzeba zgodzić się na śmierć. Jednak tylko taka śmierć życiu nadaje sens. Kto więc boi się zranień w efekcie żyje bez sensu. Człowiek przytulony do Leczącej Miłości potrafi nie tylko przyjmować zranienia, ale ma też siły zająć się wcześniejszymi ranami, dzięki czemu może doświadczyć uzdrowienia.

  1. Przytul się do uśmiechniętego Taty/miłującej Mamy (odkupienie)

Przytul się do Boga, który Cię stworzył i jest Twoim Rodzicem! Przyjmuje Cię z Twoimi lękami, aby je przemienić. Jego odkupienie uwalnia od lęku, leczy z paraliżu i czyni zdolnym do pójścia w przyszłość. Przytul się do Taty/Mamy i odzyskaj lekkość życia.

Modlitwa przywraca pamięć o tym, co najważniejsze

Modlitwa…

Wracamy do niej nie po to, by zapomnieć, ale po to by odzyskać pamięć; odzyskać samych siebie. Modlimy się, ponieważ instynktownie czujemy, że modlitwa pogłębia naszą świadomość i chroni przed tłumem, który bezlitośnie narzuca krótką pamięć, ograniczoną do ostat­nich wiadomości, do hasła dnia.

Co prawda tłum też pamięta. Pamięta listę co­dziennych potrzeb!

W modlitwie pamięć zostaje uwolniona od natłoku bieżą­cych wiadomości, od politycznych sensacji, praktycznych zastosowań i dlatego może powrócić do źró­deł życia, do wydarzeń i wartości zasadniczych.

Na publicznym placu, targu, stajemy się towarem, obiektem propagandy, reklamy, pouczania. W modlitwie, na pustyni samotności, dosięga nas wspomnienie.

Człowiek porwany przez tłum nieuchronnie staje się roztargniony. Jest dobrze poinformowany, ale ła­two zapomina. Zna wszystkie nowości, ale nić jego pamięci zrywa się, gdy tylko przekracza granicę dnia wczorajszego. Wie, gdzie się znajduje, ale nie wie, skąd przychodzi i dokąd idzie, a przede wszystkim w ogóle nie wie dlaczego idzie.

Człowiek modlitwy jest pozbawiony informacji. Nie zależy mu na ostatnich wiadomościach. Wystarcza mu powrót do wiadomości zasadniczych, tych zakodowanych w słowie ewangelii i znaku chrztu, gdyż tylko te pozwalają mu zorientować się w dniu dzisiejszym. Pozornie jest spóźniony, ale zawsze obecny.

Czy jest postawiony poza społeczeństwem? Może stoi poza głównym nurtem polityki? W żadnym wypadku. Po prostu znajduje się w innym miejscu. Nie musi biec, żeby nadrabiać stracony dystans, ani tracić czasu na robienie kariery. Po prostu zawsze znajduje się we właściwym miejscu.

W pełnym tego słowa znaczeniu jest profesorem czyli człowiekiem prawdy. Człowiekiem żyjącym profesjonalnie, to znaczy odpowiedzialnie, który z szacunkiem traktuje pracę i wiedzę oraz angażuje się w życie całym sobą. W zgiełku targowiska można przypomnieć sobie to, co należy uczynić natychmiast, ale jedynie na modlitewnej pustyni odzyskuje się pamięć o tym, kim ma się być i w jaki sposób.

W tłumie stajemy się numerem. Służymy do odliczania. Podczas modlitwy odnajdujemy imię. Odtąd mo­żemy być nazwani i wezwani. Dzięki modlitwie rozpoznajemy, że nie można nami  gardzić, ani traktować przedmiotowo.

Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje” (Ap 2,17).

Współczesna biurokracja została opanowana przez komputery, które nie potrzebują niczyjego imienia. Ważne, że mamy numer i kod. Wydruk przypomina, że należy coś zapłacić, zużyć, wyprodukować, uczynić to wszystko, czego inni oczekują. Przedstawia cyfry i terminy płatności.

Na szczęście w modlitwie biuro­kracja ustępuje miejsca wezwaniu i powołaniu. A gdy słyszysz swoje imię, odzyskujesz pamięć o tym, kim jesteś. Wydruk mówi ci o tym, co musisz zrobić. Imię sugeruje to, co możesz zrobić.

Imię nadaje człowiekowi godność, dlatego jest niebezpieczne. Boją się go wszyscy, którzy chcą mieć władzę nad ludźmi. Wolą posługiwać się wydrukiem i numerami.

Odzyskane, a może dopiero co rozpoznane imię, człowiekowi modlitwy umożliwia powrót do prostoty. W ludzkim rozumieniu taki człowiek staje się ogołocony. Wyzwala się z przebiegłości, z chy­trych kalkulacji, z taktyki działania, z przymilania się możnym, ze sztucznego ukrywania wad, z ulegania modom dnia, ze zmo­wy z mamoną. Wychodzi bezbronny, nieczuły na obmowy, daleki od intryg. Z absurdalną czelnością określania rzeczy i osób, z pominięciem istniejących już etykietek.

Bezpieczny w świetle obecności Boga, nie martwi się o ocalenie własnego imienia, własnej twarzy. Jest przezorny, ale nie bojaźliwy. Szczery, ale nie głupi. Odporny na pochlebstwa. Naturalny w ruchach. Wolny w działaniu. Piękny….

Pełen szacunku dla wszystkich, nie wyróżnia tych, dzięki którym mógłby zrobić karierę. Nie traci czasu na szukanie kolesiów i kontaktów ze środowiskami, ponieważ nie ma najmniejszego zamiaru stać się ich cząstką.

Gotów jest spotkać się z każdym, ale nie szuka ludzi li­czących się. Trzyma się z dala od miejsc, w których celebruje się rytuał bez wartości. Nie interesuje go bywanie, ani bycie w samym środku, gdyż bardziej zależy mu na tym, aby poruszać się po szerokim terytorium autentycznego i szczerego życia.

Jest łagodny – a więc nie wysuwa żądań, nie konku­ruje z nikim, nie domaga się niczego, nikogo nie próbuje prze­ścignąć. Nie wysuwa pretensji, nie zagarnia miejsc, nie ubie­ga się o przywileje. Nie prosi o względy. Nie szuka poparcia, nie żebrze o wyróżnienia. Nie zabiega o to, by o nim mó­wiono.

Co więcej – cieszy się, gdy może przejść niezau­ważony. Raduje się, gdy się o nim zapomina. Nie dba o zrozumienie. Obojętny jest na podziw innych. Nic nie robi sobie z poklasku ważnych ludzi. Gdy ktoś prosi, by przemówił, nie ubiera się w togę, wystrojoną mądrymi cytatami. Nie cho­dzi mu o to, aby inni dowiedzieli się, że on wie i jest na bieżąco; że znajduje się w centrum kulturalnej bądź politycznej debaty.

Ma odwagę, żeby wypowiadać nagie słowa, które nie są jego słowami, ale dyktuje mu je Prawda. Wypowiada słowa, które grzmią jak łomot wodospadu i  szemrają jak leśny potok. To są słowa, pozbawione szat ideologii, dalekie od skrzącej się retoryki, ale zmieniają kompletnie wszystko.

Ma odwagę posługiwać się słowami ubogimi, które nie poddają się schematom, wymyślonym przez mi­strzów chwili, ale wywodzą się z jego serca, a tak naprawdę z miłości Boga, Ubogie słowa są bezbronne jak on i jak on mogą zostać wyśmiane – jednak zawsze są to słowa wygrzane w słońcu prawdy.

Pod osłoną Bożej obecności głowa modlącego się zaczyna praco­wać samodzielnie, nie tracąc czasu na dostrojenie się do in­nych. Niepokoi intrygantów, ponieważ stanowi łatwy cel. Nie zachowuje ostrożności, nie ucieka się do obron­nych posunięć, nie liczy się z realiami świata.

Człowiek, który się modli, nigdy nie może stać się prze­biegły. Gdyby był chytry, nigdy nie zostałby człowiekiem modlitwy, bo modlitwa jest szkołą mądrości, a nie przebiegłości.

Modlitwa przywraca pamięć o tym, co najważniejsze.

Nie bój się pragnień

Człowiek jest pragnieniem.  Inaczej byłby tylko kawałkiem humusu. Pragnienie, żeby wyjść ponad powierzchnię ziemi, z której powstał i do której ma wrócić, wyprostować się i spojrzeć ku słońcu, mogłoby uczynić z niego postać heroiczną. Mogłoby, ale nie czyni, a przynajmniej większość, która panicznie boi się własnych pragnień. Dlaczego tak wielu z nas woli przeżyć życie jakoś, zamiast żyć pełnią, nadając sens swoim nocom i dniom? Winna jest klasyczna teologia, która dostrzegała tylko różnicę pomiędzy grzechem a świętością, pożądliwością a poskromieniem pragnień.

Błąd jest do tego stopnia wielki, że dziś rolę księży skutecznie przejęli terapeuci i trenerzy osobiści, doskonale zdający sobie sprawę z tego, że poskromienie pragnień jest po prostu niemożliwe, bo oznacza walkę z samym sobą. Tymczasem wciąż słychać w kościelnych murach, że najważniejszą walkę człowiek toczy ze swoimi pożądliwościami. Czyli z czym? Z sobą właśnie. Musi wciąż zaprzeczać sobie, bo nie rozumie, że głęboko w nim jest nie tylko pożądliwość i czystość, ale coś jeszcze.

Wielkie gratulacje – minie jeszcze około sto lat, a kościelni mądrale będą musieli stoczyć najcięższą walkę z własnymi pożądliwościami, bo potrzeby wciąż będą mieli wielkie, jednak już nie będzie tych, od których będą mogli wyciągać grosz.

Co można powiedzieć człowiekowi, żeby cieszył się pełnią życia? Czego go nauczyć, aby doświadczył uchrystusowienia swojej osoby? Że od początku do końca jest na życiowym szlaku i musi zdecydować się na realizację jednego z dwóch fundamentalnych dla naszej cywilizacji archetypów.

Albo będzie żył według modelu Abrahama, albo według modelu Odyseusza. Trzeciego jak na razie nie wymyślono. Cały szkopuł tkwi w tym, że współczesny człowiek coraz bardziej uwewnętrznia swoją tożsamość, nie poszukując identyfikacji z zewnętrzną wspólnotą albo strukturą. Więc i jego życiowy szlak niekoniecznie dotyczy zewnętrznego świata, ale dzieje się w wewnętrznym ja, gdzie może doświadczyć świętości, życia, szczęścia, Boga. Dla każdego będzie to coś innego, ale właśnie to, o co toczy życiową grę, zanim jego tchnienie już nigdy do niego nie powróci.

Nie mówmy mu więc, że musi walczyć z pożądliwością, która w jego doświadczeniu jest pragnieniem. Bo wtedy każemy mu walczyć z samym sobą, ze swoim słusznym prawem do pełni życia. Wmawiamy mu, że w tu i teraz szczęście nie ma żadnego znaczenia. Współczesny człowiek jest już na tyle świadomy siebie, że nie wierzy w to gadanie i na szczęście słusznie. Im teologia jest mniej uziemiona, a księża bardziej uduchowieni, tym na świecie więcej ludzkiej krzywdy a chrześcijaństwo coraz słabsze.

Więc jak pomóc człowiekowi, żeby doświadczył pełni i cieszył się życiem? Najpierw trzeba zauważyć, że każdy z nas naprawdę jest pragnieniem i temu nie wolno zaprzeczać. Człowiek ma prawo nie tylko do pragnień, ale i do ich realizacji. Tym w końcu jest powołanie, zaś wiara dlatego usprawiedliwia, że ciągnie człowieka w przyszłość jego egzystencji bez obaw, że popełni błąd. Bo kto się boi i ogląda się wstecz, ten staje się pomnikiem samego siebie, wchodzi w śmierć i nie doświadcza uwalniającej mocy usprawiedliwienia, czyli pewności, że nad sensem życia nie ciąży przekleństwo pomyłki.

Pragnienie zatem czyni z kawałka ziemi istotę ludzką. Nie realizując swoich pragnień, człowiek sam siebie czyni jedynie ziemią. Jednak pragnienie ma dwie strony, jasną i ciemną, i w tym, a nie w czymś innym, tkwi jądro egzystencjalnego problemu człowieka. Jasną stroną pragnienia jest tęsknota, zaś ciemną pożądliwość. A jeśli tak jest, to wystarczy człowieka nauczyć, że nie wolno mu walczyć z pragnieniem, które do tej pory z winy chrześcijańskiej teologii utożsamiał z pożądliwością. Naprawdę wystarczy mu podpowiedzieć, w jaki sposób pragnienie może realizować w postaci tęsknoty, a samoczynnie rozbroi minę pożądliwości. Tylko, że nie wolno bać się tej pracy i tego ryzyka, które jest związane z wchodzeniem w samego siebie, aby tęsknotę rozpoznać w pożądliwości.

Człowiek musi nauczyć się obchodzić ze swoim pragnieniem i nie wmawiać sobie, że poradzi sobie z pożądliwością, bo nie poradzi. Zepchnięta w podświadomość, zamknięta na dnie serca, prędzej czy później wydostanie się na wolność i niczym groźny wulkan wybuchnie, niszcząc człowieka i wszystko wokół niego. Człowiek musi nauczyć się obserwować swoją pożądliwość, pozwalając jej pracować w nim, bo jest ciemną stroną jego pragnienia, aby umieć określić rodzaj tęsknoty, która w ten sposób chce go uwolnić ze starego stanu i poprowadzić ku nowemu.

Dlatego właśnie na życiowym szlaku można realizować jedynie dwa archetypy. Ten, którego uosobieniem jest Odyseusz, polega na ciągłym pobudzaniu pożądliwości. Bo jak Odyseusza ożywiało pragnienie powrotu do domu, czyli do pierwszego doświadczenia; do tego, co było mu znane; czego pragnął, bo znał tego smak, tak pożądliwość zmusza człowieka, aby realizował swoje pragnienie przez powrót do tego, w czym się zdążył rozsmakować, niczym stary lubieżnik. I nie spocznie, póki nie powróci do stołu przyjemności.

Tymczasem w archetypie Abrahama dochodzi do głosu jasna strona pragnienia, którą jest tęsknota. Co prawda Abraham jakby pożądał przedmiotu Bożej obietnicy, ale tylko pozornie, ponieważ po pierwsze nie znał tego, co zostało mu obiecane, a po drugie tak naprawdę nigdy tego nie otrzymał w stopniu ostatecznym. Pozostawała mu więc jedynie tęsknota za nowym doświadczeniem. Dzięki niej szukał drogi ku nieznanemu celowi i spełnieniu pragnienia. To tłumaczy, dlaczego Abraham nigdy nie powrócił do ojcowskiego namiotu, ani do zastawionego w nim stołu życia. Bezustannie szukał własnego, nowego, będącego przedmiotem tęsknoty, w której dopełniała się miara jego człowieczeństwa jako pragnienia. I tylko dlatego doświadczył usprawiedliwiającej mocy wiary, ponieważ nie bał się drogi ku nowemu, ani nie ciążyło nad nim przekleństwo pomyłki.

Człowiek na życiowym szlaku to Abraham, pozwalający prowadzić się przez własną tęsknotę, a nie Odyseusz, zmiażdżony pożądliwością.

Jednak, aby pozostawać Abrahamem, nie wolno bać się własnego pragnienia, bo to jakby bać się własnego człowieczeństwa, które jest pięknym i dobrym darem.

Chrześcijańska inicjacja – szkic duchowego rozwoju

Jednym z najbardziej typowych i nasiąkniętych duchowymi znaczeniami obrazów, jakimi posługują się biblijni autorzy, jest walka dwóch braci, będących symbolami dwóch przeciwstawnych sił w człowieku. Kain i Abel, Ismael z Izaakiem, Ezaw i Jakub, starszy oraz  młodszy brat z przypowieści Jezusa o miłosiernym Ojcu, ale też napięcie pomiędzy Janem Chrzcicielem a Jezusem z Galilei to wciąż ten sam biblijny motyw, który musi stać się impulsem duchowego rozwoju jednostki i wspólnoty, zwanej chrześcijaństwem.

W dwa tysiące lat po Jezusie z Galilei chrześcijaństwo wciąż nie uwolniło swojego metafizycznego potencjału, polegającego na syntezie różnych szkół duchowych, która w sferze ducha może doprowadzić ludzkość do takiego stopnia rozwoju, że cywilizacja rozwinie się w sposób skokowy i osiągnie poziom, wykraczający poza naszą wyobraźnię. Sam Jezus dokonał bowiem genialnej syntezy w sposobie doświadczania i mówienia o Bogu, nauczając, że Królestwo Niebios, czyli Obecność Najwyższej Miłości i Mądrości, jest do odszukania w człowieku a jednocześnie manifestuje się pomiędzy ludźmi. Z Bogiem można zatem spotkać się w świątyni własnego serca poprzez modlitwę ciszy, zwaną medytacją, a także porozmawiać z Nim, wykorzystując modlitwę myśli. Przeobrażająca wszystko Obecność Światłości, wydobywa człowieka z ciemności, powołując go do służby miłości. Dopiero wtedy Królestwo Niebios manifestuje się pomiędzy ludźmi, gdy człowiek, będący humusem (naczyniem glinianym), odkrywa w sobie obecność Najwyższego, którego znamy jako JHWH, czyli zbawiające Ja Jestem.

Szkoda, że chrześcijaństwo wciąż jest bardziej Janowe, aniżeli Jezusowe. Słowa Chrzciciela znad Jordanu, że musi stawać się mniejszym, aby Jezus stawał się większym (J 3,30), może się i wypełniają, jednak stanowczo zbyt wolno. Przynajmniej pod jednym względem wpływ Jana jest ewidentnie zbyt duży.

Prawdą jest, że początkowo Mistrz z Galilei należał do grona uczniów Jana, aczkolwiek wydaje się, że stosunkowo szybko zorientował się, że nowej łaty nie należy przyszywać do starego sukna, a młodego wina wlewać do starych bukłaków (Mk 2,21n) i odstąpił od duchowego prądu chrzcicieli, którzy pozostali rytualistami, nie potrafiąc wyrwać się z duchowego schematu judaizmu czasów pomiędzy pierwszym i drugim testamentem. Zresztą Jan zdawał sobie sprawę z tego, że chrzci jedynie wodą, a więc wypełnia rytuał, któremu co prawda nadał bardzo specyficzny i nowatorski rys, jednak po nim idzie Ten, który będzie chrzcił Duchem Świętym (Mk 1,7n). Jan przeczuwał, że nawet najlepiej realizowany rytuał, oparty w szczerej intencji, nie wystarcza i musi być uzupełniony doświadczeniem duchowym, egzystencjalnym, który człowieka totalnie odmienia, kierując go ku miłości i umożliwiając dotarcie do prawdziwego, a nie pozornego „ja”. Jest nim Boży obraz w człowieku, a nie obraz pozorny, kreowany przez człowieka na obrzeżach osobowości na użytek rodziny, Kościoła, społeczeństwa, autorytetów i władzy.

Chrzest, praktykowany przez Kościoły, jest rytuałem teologicznie i duchowo bardziej zależnym od Jana, aniżeli od Jezusa, który ostrzegł ich: „Nie wiecie, o co prosicie. ….” (Mk 10,38). Chrzest nie może ograniczać się do rytuału wody, ponieważ jego istotnym celem jest dotarcie przez człowieka do prawdy o własnym człowieczeństwie i odkrycie w mocy Ducha Jezusa prawdziwego „Ja Jestem”, które nie jest rozkrzyczaną i narcystyczną monadą, pragnącą oczy wszystkich skierować na samą siebie, ale spokojnym i cichym duchem, który w miłości łączy się z wszystkimi i wszystkim, realizując Boże powołanie.

Tymczasem chrzest wodą jest zewnętrznym obrazem śmierci, która musi wydarzyć się w człowieku, aby mógł samego siebie odnaleźć w Chrystusie, dzięki czemu przestaje tworzyć kolejne, nieprawdziwe obrazy samego siebie, zewnętrzne i formalne, a odnajduje drogę prawdziwego powołania, która jest w nim zapisana jako Boży obraz. Chrzest wodą jest doświadczeniem, które nazywamy śmiercią dla grzechu, jednak w sferze duchowego wzrostu nie wystarcza. Jest dopiero pierwszym stopniem chrześcijańskiej inicjacji.

Nie nauczyliśmy się od Jezusa życia w mocy Jego ducha i nie praktykujemy chrztu ogniem, który nie musi wypełnić się tragiczną śmiercią, jakiej doświadczył Mistrz i Nauczyciel z Galilei, jednak zawsze doprowadza do całkowitego przewartościowania myślenia i przeorganizowania życia. Zrytualizowaliśmy obrzędy inicjacji i dziwimy się, że nie mamy rozmachu, świeżości, zapału, a większość chrześcijan to poczciwi neurotycy, którzy zakopują swój życiowy talent, nie znajdując w sobie odwagi do prawdziwie twórczego życia. Większość z nas nieustannie myśli o śmierci, a tymczasem wszyscy, którzy zamartwiają się swoją śmiercią, powinni umierać z przerażenia, że nigdy nie urodzili się do prawdziwego życia.

O co więc chodzi w drugim stopniu chrześcijańskiego wtajemniczenia, który należałoby nazywać chrztem ogniem, choć równie dobrze chrztem Duchem? Aby zrozumieć trzeba zdać sobie sprawę z kilku oczywistości, którym normalnie nie poświęcamy uwagi. Otóż człowiek ma jakby jeden umysł, chociaż do końca nie jest to prawdą. Ewentualnie byłoby można mówić o jednym umyśle, podzielonym na trzy ośrodki. Pierwszy znajduje się w jelitach, poniżonej przepony, czyli mówiąc inaczej w biodrach, kolejny w sercu, a trzeci w głowie. Wszystkie trzy muszą być z sobą zsynchronizowane. Najniższy ośrodek musi służyć wyższym. Gdy jest autonomiczny, człowiek upada w świat materii, doznać zmysłowych, pożądliwości, czyli w języku Biblii w świat Kaina, który Abla, własnego brata.

Dolna część umysłu, którą niedawno odkryła biomedycyna, nazywając umysłem jelit, odpowiada za materialne życie i przeżycie; to woda, z której wyszliśmy; to nieświadomość; to wreszcie struktura i ociężałość. Pod przeponą żyje osławiony Lewiatan, wąż starodawny, który rządzi podświadomością. On doprowadził Ewę z Adamem do upadku przez zwrócenie uwagi na materialność życia i świata. Ocalenie Noego z wód potopu, przejście z Jezusem (znanym jako Jozue) wartkiego nurtu Jordanu, czy też przepłynięcie łodzią wraz z Jezusem z Galilei przez wzburzone morze świadomości, to wszystko są duchowe figury, zapowiadające chrzest wodą, który jest zwycięstwem na Lewiatanem, władającym sferą podświadomości, i wyjściem z wody, czyli struktury, tworzącej materialny świat. To wyjście z bezwarunkowego oddziaływania grzechu.

Z kolei środkowa część umysłu, której w biblijnej symbolice odpowiada serce, jest ogniem. To sfera ducha i działania, uświadamiania sobie powołania i realizowania zadań. O ile umysł pod przeponą odpowiada za emocje zimne, takie jak smutek, żal, poczucie osamotnienia, rozgoryczenie, żałoba, których siedliskiem w biblijnej narracji są nerki, o tyle środkowy umysł jest sferą emocji ciepłych, takich jak miłość, radość, pokój, które odpowiednio wykorzystywane wznoszą życiową energię człowieka w górę, czyniąc go istotą coraz bardziej duchową, żyjącą według Ducha i wypełniającą wolę Najwyższego.

Chrzest ogniem jest więc budzeniem duchowej energii, która nie jest już wężem, kuszącym w Ogrodzie Życia albo na pustyni, w trakcie wędrówki Izraela z Egiptu do Kanaanu, materialnością i zmysłowością życia, ale wężem oplecionym przez Mojżesza wokół pala, będącym zresztą zapowiedzią Chrystusa, wywyższonego na krzyżu. Dzięki niej człowiek Rozwija się duchowo, prostuje swoją postawę i wznosi ku górze: „A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę. A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze” (J 12,32n).

Chrzest ogniem jest więc pracą z własnym „ego” i jego pożądaniami, którą Jezus z Galilei wykonał podczas czterdziestodniowego pobytu na pustyni. Zresztą nigdy nie jest procesem definitywnie zakończonym, ponieważ człowiek bywa nieustannie kuszony do tego, aby odrzucić powołanie i zaprzeć się samego siebie, z czym Jezus także musiał się wielokrotnie mierzyć. Ostatecznie chrzest ogniem zakończył się dla Niego na Golgocie, gdy śmiercią z miłości zapieczętował swoje powołanie, z czego apostołowie wcześniej nie zdawali sobie sprawy i dlatego prosili o doświadczenie, o znaczeniu i konsekwencjach którego mieli dopiero się przekonać.

Chrzest ogniem jest kolejnym stopniem duchowego rozwoju człowieka. Nie musi wypełniać się skalą krzyża, który jest znakiem Jezusa Chrystusa, ale zawsze oznacza odrzucenie „ego” i skrystalizowanie świadomości na prawdziwym „Ja Jestem” i życiowym powołaniu.

Po nim następuje ostatnia faza duchowego rozwoju, związana z górną częścią umysłu, która jest eterem, czystą świadomością i widzeniem prawdziwego świata, duchowego, Bożego; świata energii i światła, z którego utkane jest wszystko co istnieje, a więc rzeczy widzialne i niewidzialne. Wtedy człowiek zwycięża śmierć. Zasłona, która oddziela materialne od duchowego i przeszłość od przyszłości, rozrywa się. Podczas śmierci Jezusa martwi wyszli z grobów, co jest obrazem zwycięstwa nad śmiercią i zmartwychwstania, którego doświadcza przebudzony człowiek. Odtąd śmierć oznacza początek, a nie koniec.

Tamą, przegrodą pomiędzy materialnym światem Kaina i duchowym światem Abla, jest przepona. Aby energia z dołu ją pokonała i przedostała się przez nią, musi zostać poskromiona, wzmocniona i ukierunkowana ku górze, dlatego Piotr w 1. Liście pisze: „Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, będąc trzeźwi, miejcie doskonałą nadzieję w przyniesionej wam łasce w objawieniu się Jezusa Chrytsusa” (1 P 1,13). O tym samym czytamy też w Księdze Joba: „Przepasz swoje biodra  jako mocarz, będę cię pytał, a ty mnie pouczysz” (Job 38,3). O co Bogu chodzi? Otóż kryzys Joba i życiowa tragedia, którą musiał przeżyć, miała przyczynę, której był świadom i czemu dał wyraz słowami: „Bo westchnienia są moim pokarmem i jak woda płyną moje skargi. Bo to, czego się bałem, nawiedziło mnie, a to, przed czym drżałem, przyszło na mnie” (Job 3,24n). Do kryzysu Job niestety myślał tylko „biodrami”, czyli dolną częścią umysłu. Wiemy to ponad wszelką wątpliwość, ponieważ sam przyznał się do lęku i drżenia. Jego kryzys miał więc określony i pozytywny cel, którym było budzenie życiowej energii. Skutkiem przepracowania tego doświadczenia Job poznaje Boga naprawdę i otrzymuje ziemskie błogosławieństwo.

Dlatego trzeba pamiętać, że ludzkie biodra muszą być przepasane i świece mają płonąć (zob. Łk 12,35). Jednak warunkiem zapalonej świecy zawsze są przepasane biodra Dolny umysł musi być poddany kontroli i wykorzystywany do krzesania ognia, płonącego w sercu, aby w górnym umyśle świeciło światło.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: gdy byłeś młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś, lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21,18). W ten sposób opisana została walka Kaina z Ablem, o której uczy Jezus: „Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i jakżebym pragął, aby już płonął. Chrztem mam być ochrzczony i jakże jestem udręczony aż się to dopełni. Czy myślicie, że przyszedłem, by dać ziemi pokój? Bynajmniej, powiadam wam, raczej rozdwojenie. Odtąd bowiem pięciu w jednym domu będzie poróżnionych; trzej z dwoma, a dwaj z trzema; Będą poróżnieni ojciec z synem, a syn z ojcem, matka z córką, a córka z matką, teściowa ze swą synową a synowa z teściową” (Łk 12,49-53). Pięciu domowników poróżnionych w jednym domu, to pięć dolnych ośrodków energetycznych, znajdujących się pod głową. Dwaj mieszkają pod przeponą i są połączeni z dolnym umysłem, trzej mieszkają  powyżej i są związani z sercem. Takie domostwo bądź królestwo, wewnętrznie skłócone, nie może się ostać (zob. Mk 3,25; Mt 12,25). Człowiek miotający się pomiędzy żywiołem wody i ognia, wychodzący z wody i wkraczający w świat ognia, jednak po jakimś czasie powracający do wody, nie ma szans na duchowy rozwój. Ponieważ jego biodra nie są przepasane i wciąż wpada w sidła grzechu, w ogniu swoich pragnień nie potrafi wytopić prawdziwego „Ja Jestem” i żyje egoistycznymi pożądliwościami, nie realizując życiowego powołania.

O tym samym, chociaż trochę inaczej, pisze ap. Paweł w Liście do Galicjan: „Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie” (Ga 5,17). Zaś w ewangelii wg Jana znajdziemy słowa: „Wy jesteście z ojca, diabła, i chcecie spełniać pożądania swojego ojca. Od początku był zabójcą  i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44). Kłamstwo diabła (węża) polega na tym, że pokazuje materialny świat i podpowiada ,że jest jedynym ,prawdziwym światem, którym warto się interesować. Wtedy zapominamy o sowim pochodzeniu, kim jesteśmy, i spadamy w materialny świat zmysłów zamiast dbać o czyste oko w nas, które widzi światło Najwyższego, czyli prawdę w nas i o naszym życiu.

Dlatego sąd polega na tym, że władca tego świata zostanie wyrzucony z naszego życia, a gdy Jezus zostanie w nas wywyższony, wszystkich do siebie pociągnie (J 12,31n). „Wtedy rzekł Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem i że nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawi mnie samego, bo Ja od zawsze czynię to, co się jemu podoba” (J 8,28n). Wywyższenie Syna Człowieczego polega na wejściu do wewnętrznej świątyni serca i dotarcie do prawdziwego „Ja Jestem”, przy jednoczesnym opuszczeniu targowiska, na którym królują produkty „ego”, przynoszące śmierć. Wywyższenie Syna Człowieczego jest wejściem w wewnętrzne światło i wyzwalającą prawdę, przy jednoczesnym opuszczeniu iluzji oraz ciemności. Wtedy poznajemy prawdziwe „Ja Jestem”, czyli Bożą prawdę o sobie.

Mistrz z Galilei uczy, że człowiek może przypominać jaskinię zbójców i targowisko, albo świątynię Ojca, miejsce prawdziwej świadomości „Ja Jestem”. Kolejne stopnie chrześcijańskiej inicjacji w życiową mądrość, dzięki której można duchowo się rozwijać, powinny konsekwentnie przeprowadzać każdego przez wodę i ogień, aby mógł wejść do światłości, czyli do Królestwa Niebios.

Chrzest wodą, następnie chrzest ogniem i wreszcie zwycięstwo nad śmiercią, oznaczającą koniec zamiast początku, aby doświadczyć śmierci, która zaczyna a nie kończy, to niezbędne etapy duchowego rozwoju. Dzięki niemu Abel zostaje wzbudzony z martwych i może pojednać się z Kainem, jak Jakub z Ezawem. A mówiąc inaczej Stary Adam ożywa w Nowym Adamie. Przy czym warto zauważyć, że ani Kain, ani Ismael, ani Ezaw, ani Stary Adam nie giną, ponieważ są chronieni znakiem Najwyższego, czyli pieczęcią Ducha Bożego. Muszą doświadczyć transformacji z istot materialnych, żyjących według ciała, w istoty duchowe, żyjące według Ducha.

Jak długo teologia, duszpasterstwo, homiletyka i katechetyka oraz chrześcijańska duchowość będzie ten proces ignorować, skupiając się na pierwszym etapie inicjacyjnego wtajemniczenia w postaci chrztu wodą, tak długo będziemy staczać się w materialną otchłań ziemskiej, kościelnej korporacji, uwięzionej politycznymi i społecznymi mrzonkami, których pierwszym autorem, być może całkiem nieświadomie, był Konstantyn Wielki. Na duchowy wzrost, a co za tym idzie, także na cywilizacyjny rozwój nie mamy co liczyć.

Trzeba być ślepcem, żeby tego nie widzieć, i być dzieckiem ojca kłamstwa, żeby zaprzeczać naszej niewierności Mistrzowi z Galilei.

Powinniśmy rozwijać duchowość trzech stopni inicjacji, abyśmy mogli duchowo wzrastać. Inaczej nie przepłyniemy łodzią na drugi brzeg istnienia, aby dotrzeć do Betsaidy, czyli Domu Rybaka, który sieciami myśli przeczesuje podświadomość i staje się panem własnej świadomości. To jest teologiczny, duszpasterski i pedagogiczny projekt, który trzeba realizować, ponieważ takie chrześcijaństwo, jakie znamy i współtworzymy, wywyższonemu Chrystusowi dłużej potrzebne nie będzie. Jedno tchnienie Ducha wystarczy, żeby świeca została zgaszona raz na zawsze. Tym bardziej, że ów motyw wcale nie jest nowy, ale od prawieków znany jest mądrym ludziom i funkcjonuje na różnych poziomach religijnego, mentalnego i edukacyjnego rozwoju.

Poniżej podaję jego trzy wariacje: Czytaj dalej Chrześcijańska inicjacja – szkic duchowego rozwoju

Akademia Świadomego Życia – ciekawe propozycje dla wszystkich

Akademia Świadomego Życia

                             Miłość   Jaźń   Uważność

 

proponuje:

   1. Biegnąca z wilkami

Terapeutyczne sesje dla Pań, które chcą lepiej zrozumieć siebie i życie, zwłaszcza w doświadczeniu pustki, zawodowego wypalenia, samotności, niepowodzenia i zawiedzionej miłości. Spotkania polegają na wspólnym czytaniu książki Clarissy Pinkoli Estes, zatytułowanej: „Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach”. Autorka pisze nie tylko jako zawodowy psycholog, ale pisarka, mająca świetne wyczucie literackie oraz wiedzę, w jaki sposób interpretować te teksty i jakie mają znaczenie dla współczesnych kobiet.

   2. Bądź pasterzem, a staniesz się magiem (mędrcem, widzącym)

Terapeutyczne sesje dla Panów, którzy dali się uwięzić przez intelekt, dlatego nie rozumieją swoich kobiet, nie cieszy ich seks, popełniają błędy w relacjach z dziećmi i czują, że życie płata im figle.

   3. Jezus terapeutą rodziny

Demon nie jest złym duchem, ale duchem zła. Demon nie pojawia się bez przyczyny, ale bierze się z kłamstwa, w które wierzą rodzice, dzieci, dalsza rodzina, wychowawcy. Hołdując złym nawykom, postępując według starych wzorców wychowawczych, powtarzając od pokoleń te same rodzinne skrypty, uzależniając dzieci od swoich oczekiwań, sami tworzymy demona, który degraduje relacje, wspólnoty, osoby.

   4. Ja Jestem – proklamacja człowieczeństwa

Gdy wiesz kim jesteś, stajesz się wolny. Twoja egzystencja nie zależy już od niczego. Doświadczasz zbawienia, czyli tego, że Bóg rozwiązuje Twoje życiowe problemy. Jesteś świątynią Boga. W miejscu najświętszym, w środku serca, czeka na Ciebie, żebyś odkrył w Nim swoją istotę. Odtąd, gdy będziesz wypowiadał słowo: „Ja Jestem”, będzie poszerzała się Twa świadomość, a w ślad za nią przestrzeń Twej aktywności, egzystencji, szczęścia i spełnienia.

   5. Anioł Stróż – aby twoje dziecko rozwinęło swój potencjał

Dla wychowawców, nauczycieli i młodych rodziców, którzy zastanawiają się, jak wychowywać swoje dzieci…..

   6. Szkoła emocji

Pamiętaj, że nie ma złych emocji, są tylko złe reakcje, które biorą się ze stereotypowych ocen, że coś jest dobre, a coś złe. Wystarczy zmienić myślenie, a zmienia się emocjonalne zdrowie człowieka. Z biegiem czasu pojawia się cudowny świat emocjonalnej wolności. Kto jest świadomy swoich emocji i potrafi ją przeżywać tak, aby nie stać się czystą emocją, ani jej nie poddać represji i w konsekwencji nie zamrozić w postaci złej energii, staje się odporny na próby warunkowania oraz wpływania na decyzje. Emocje są po to, aby twoje życie było w ciągłym ruchu.

   7. Szkoła szczęścia

Wszyscy pragną być szczęśliwi, ale tylko nieliczni docierają na górę błogosławieństw, na której odkrywają prawdziwą istotę szczęścia. Jeśli szczęście uzależniasz od czegoś, co jest przedmiotem Twego pożądania, albo wyobrażasz sobie, że Twój pomysł na życie jest dla Ciebie na pewno najlepszy, każdego dnia staczasz się głębiej w przepaść nieszczęścia. Góra błogosławieństw, nie sprawiałaby wrażenia tak pięknej i dobrej, gdyby nie była otoczona dolinami przekleństwa. Zauważ tylko jedno: ta góra jest w Tobie. Odkąd ją znajdziesz i na nią wejdziesz, również w dolinie odnajdziesz inspirację do życia i poczujesz orzeźwiające dary Ojca.

   8. Żyj odważnie- rozpraw się ze swoimi lękami

Przyczyną nieszczęśliwego życia są: lęk, nieumiejętność wybaczania, poczucie winy i kompleks niższości. Zapraszam na wykłady, medytacje i rozmowy, które pomogą spojrzeć inaczej na życie, relacje i uczucia.

   9. U źródeł zdrowia

Nie jesteśmy materią, ale ucieleśnioną duszą, której problemy, jeśli się nimi poważnie nie zajmujemy, po jakimś czasie przybierają postać somatycznych chorób.  Zamiast leczyć duchowe przyczyny najczęściej zajmujemy się tylko somatycznymi skutkami, ulegając złudzeniu, że możemy wygrać z chorobą. Ona tymczasem jest naszym przyjacielem, aniołem, dobrą informacją, co musimy zmienić w naszym życiu, aby zaczęło znowu się rozwijać. Po zlikwidowaniu duchowej przyczyny somatyczny objaw nie będzie miał nic do roboty.  Nauczmy się interpretować rozumieć choroby.

Akademia Świadomego Życia – propozycje dla Służby Zdrowia

Akademia Świadomego Życia

                           Miłość  Jaźń  Uważność

 

proponuje:

  1. Szkoła emocji

Współcześni ludzie mają problem z emocjonalną sprężystością. Nie są potrzebne ani wschodnie, ani kształtowane na ich podobieństwo zachodnie, praktyki medytacyjne. Wystarcza uważne przyglądanie się emocjom i takie ich reinterpretowanie na poziomie rozumowym, aby przejąć kontrolę nad emocjami i wykorzystać ich potencjał. Żadna emocja nie jest jednoznacznie dobra, ani jednoznacznie zła. To jednostka decyduje o sposobie przeżycia emocji oraz wykorzystania jej energii, aby życie mogło się rozwijać.

Emocje personelu medycznego są kluczem do zaufania chorych oraz warunkiem uzdrowienia.

Czytaj dalej Akademia Świadomego Życia – propozycje dla Służby Zdrowia

Akademia Świadomego Życia – propozycje dla Kościoła

Akademia Świadomego Życia

                    Miłość   Jaźń   Uważność

proponuje:

  1. Anioł Stróż – aby twoje dziecko rozwinęło swój potencjał

Dla wychowawców, nauczycieli i młodych rodziców, którzy zastanawiają się, jak wychowywać swoje dzieci…..

  1. Szkoła emocji

Pamiętaj, że nie ma złych emocji, są tylko złe reakcje, które biorą się ze stereotypowych ocen, że coś jest dobre, a coś złe. Wystarczy zmienić myślenie, a zmienia się emocjonalne zdrowie człowieka. Z biegiem czasu pojawia się cudowny świat emocjonalnej wolności. Kto jest świadomy swoich emocji i potrafi ją przeżywać tak, aby nie stać się czystą emocją, ani jej nie poddać represji i w konsekwencji nie zamrozić w postaci złej energii, staje się odporny na próby warunkowania oraz wpływania na decyzje. Emocje są po to, aby twoje życie było w ciągłym ruchu.

  1. Uzdrawiające przypowieści – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Wiele chorób oraz nieszczęść ma swój początek w złych wzorcach wyobrażeniowych, schematycznych ocenach tego co nas spotyka oraz myślach, uwarunkowanych przez wychowanie. Jezus pomaga nam zachować trzeźwość i czujność. Budzi nas do świadomego życia, które ma początek w świadomym myśleniu. Dlatego prosi: „zacznijcie myśleć na nowo” i nie pozostawia bez wskazówek. Przypowieściami całkowicie zmienia nasze myślenie.

  1. Wielka mądrość w kilku słowach – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego” (Mt 25,21).

W Ewangeliach znajduje się mnóstwo krótkich wypowiedzi Jezusa, które wydają się mało istotne. Pozwól im się oczarować i usłysz zawartą w nich wielką mądrość. Dzięki nim zmienisz swoją głowę, śmietnik mądrości tego świata, w świątynię mądrości. Nie pozwalaj, żeby głowa Tobą rządziła. Jest co prawda cudownym wynalazkiem, jednak to Ty musisz mieć kontrolę nad swoimi myślami. Bądź świadomy swoich myśli, bo dzięki temu zmienisz emocje i staniesz się wolny.

  1. Modele życia, które uzdrawiają i rozwijają – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Czy pomyślałeś o tym, że jak Jezus powinieneś umieć powiedzieć o sobie „Ja Jestem”? Dopiero wówczas przestaniesz zależeć od „ego”, które nie jest Tobą, ale fikcją, którą stworzył świat, aby móc Cię wykorzystywać. Bądź świadomy siebie, swej istoty i powołania, a staniesz się epifanią Boga. Przecież też możesz być źródłem żywej wody albo bramą dla innych.

  1. Odkłamany i ożywiony Jezus – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Jeśli próbujesz naśladować Jezusa, nigdy nie dotrzesz do swej istoty i pozostaniesz więźniem stereotypów oraz lęków. Codziennie zakładasz maski, wchodzisz w role, udajesz kogoś, kim nie jesteś, bo nauczono Cię, że masz reagować konwencjonalnie, przewidywalnie. Religijne naśladowanie Jezusa nie polega na odwzorowaniu, ale na odkryciu własnego, niepowtarzalnego potencjału w Jego duchu, którego posyła w imieniu Ojca. Przypatrzmy się wspólnie asertywności, agresji, odwadze, poczuciu wolności oraz innym postawom.

  1. Ewangelie o Jezusie czyli opowiadania o byciu – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Nie sądź, że ewangeliczne opowiadania o Jezusie są historią, która dla Ciebie nie ma większego znaczenia, poza upamiętnianiem zbawienia. Chrześcijaństwo nie jest od upamiętniania. Od tego są izby pamięci. Chrześcijaństwo ma sens pod warunkiem, że doświadczasz tego samego, co Jezus. Nie upamiętniasz, ale przeżywasz, bo przeszłość nie ma sensu, jeśli nie aktualizuje jej teraźniejszość. Spójrzmy więc razem na narodziny Jezusa, Jego chrzest, pobyt na pustyni i kolejne etapy życia. Nie obiecuję, ale jest szansa, że zobaczysz samego siebie przepełnionego Bogiem i zanurzonego w egzystencji.

  1. Góra błogosławieństw – z cyklu: Jezus współczesnym nauczycielem

Wszyscy pragną być szczęśliwi, ale tylko nieliczni docierają na górę błogosławieństw, na której odkrywają prawdziwą istotę szczęścia. Jeśli szczęście uzależniasz od czegoś, co jest przedmiotem Twego pożądania, albo wyobrażasz sobie, że Twój pomysł na życie jest dla Ciebie na pewno najlepszy, każdego dnia staczasz się głębiej w przepaść nieszczęścia. Góra błogosławieństw, nie sprawiałaby wrażenia tak pięknej i dobrej, gdyby nie była otoczona dolinami przekleństwa. Zauważ tylko jedno: ta góra jest w Tobie. Odkąd ją znajdziesz i na nią wejdziesz, również w dolinie odnajdziesz inspirację do życia i poczujesz orzeźwiające dary Ojca.

  1. Przemień swój lęk

Przyczyną nieszczęśliwego życia są: lęk, nieumiejętność wybaczania, poczucie winy i kompleks niższości. Zapraszam na wykłady, medytacje i rozmowy, które pomogą spojrzeć inaczej na życie, relacje i uczucia.

  1. Choroba jest na Bożą chwałę 

a/ Egzegeza opowiadań o uzdrowieniach

b/ Dusza komunikuje problem chorobą

Ewangeliczne opowiadania o uzdrowieniach nie służą wierze w cuda. W każdym z nich można usłyszeć i zobaczyć, co Bóg robi z grzesznym człowiekiem i dla człowieka. Ciało nie może rozchorować się samo z siebie, ponieważ jest tą samą energią, którą jest dusza, tyle tylko, że wibruje z mniejszą częstotliwością. Rozpoznając swój duchowy i mentalny problem, otwierasz Bogu drogę do uzdrowienia.

  1. Jezus terapeutą rodziny

Demon nie jest złym duchem, ale duchem zła. Demon nie pojawia się bez przyczyny, ale bierze się z kłamstwa, w które wierzą rodzice, dzieci, dalsza rodzina, wychowawcy. Hołdując złym nawykom, postępując według starych wzorców wychowawczych, powtarzając od pokoleń te same rodzinne skrypty, uzależniając dzieci od swoich oczekiwań, sami tworzymy demona, który degraduje relacje, wspólnoty, osoby.

  1. Miłość – energia życia

Skoro Jezus mówi, żeby kochać bliźniego, jak samego siebie, wyciągnijmy z tego właściwe wnioski. Jeśli kochasz siebie nie więcej niż w 20%, nie licz na to, że 80% miłości okażesz komuś innemu, ponieważ nie wiesz, czym jest miłość. Znasz tylko 20%. Bliźniemu też przekażesz jedynie 20%, a to oznacza, że 60% miłości do tej pory było przez Ciebie marnowane. Nie dziw się więc, że w związku i rodzinie rywalizujecie o energię, dlatego zwracacie na siebie uwagę, stale się kłócąc, wzajemnie budząc w sobie poczucie winy. Miłość i wolność to dwa skrzydła ptaka, który szybuje pod niebem Królestwa Bożego.

  1. Modlitwa – energia wiary

I wszystko, o cokolwiek byście w modlitwie prosili z wiarą, otrzymacie” (Mt 21,22).

Często tak się dzieje, że gdy się modlisz, pokładając ufność w Bogu, w głowie pojawiają się negatywne myśli, sugerujące, ze nie uda się tego, czy tamtego dokonać i osiągnąć. Albo, że brak ci do tego siły, czy też, że coś jest niemożliwe. Spójrz, jak mocny wpływ mają na ciebie takie myśli. One neutralizują twoje przekonania, dotyczące cudownych, uzdrawiających mocy Boga w tobie. Na tym polega wezwanie do walki w twoim umyśle, abyś wierzył Bogu, który cię stworzył i chce dla ciebie wszelkiego dobra, a nie swoim lękom. Poza Bogiem nie ma Boga. Nie ma siły, która może cię pozbawić dobra, poza tobą samym, gdy zaczynasz się bać i odmawiasz sobie prawa do zbawienia.

  1. Odkwaszanie ducha

a/ Modlitwa i cisza

b/ Wybaczanie

c/ Miłosierdzie

d/ Akceptacja

Zgorzkniały duch, który nie jest scentrowany na jaźni, ale ulega egoizmowi, prędzej czy później zakwasza cały organizm. Jeśli czujesz, że zalewa Cię żółć, te warsztaty są dla Ciebie.

  1. Trzy kroki do odzyskania zdolności ruchowych

a/ Problem tkwi we mnie

b/ Uaktywniam wolę

c/ Wierzę w siebie

Wielu ludzi ma problem z chodzeniem, wyciąganiem rąk, obracaniem się czy wyprostowaniem. Jeśli zaczynasz odczuwać te symptomy albo często korzystasz z usług fizjoterapeuty, nie zwlekaj i zastanów się nad swoim problemem.

  1. O kompleksach, zachowaniach kompensacyjnych i uzdrowieniu

W domu, szkole i na parafii byłeś kochany, ale jednocześnie warunkowany. Nie doświadczałeś miłości bezwarunkowej, ale za „coś”. Byłeś oceniany i porównywany z innymi. Dziś masz kompleksy, które rujnują Twoje relacje i samopoczucie, ale to nie jest wyrok na całe życie.

  1. Uważna obecność

Życie jest tylko teraz i w tym miejscu, a którym akurat jesteś. Przeszłość jest „trupem”, a przyszłość mrzonką. Zauważ, że od właściwie przeżytego „teraz” zależy Twoje zbawienie.

Wspólnie możemy uczyć się uważnej obecności, która np. jest zgodą na samotność, egzystencję nasyca ciszą, szczęścia od niczego nie uzależnia i niczego nie pożąda.

  1. Rekolekcje albo wykłady dla małżeństw

a/ Archetypy kobiety

b/ Archetypy mężczyzny

c/ Rodzina w tekstach biblijnych

Samą siebie i samego siebie możesz wyobrazić sobie na wiele różnych sposobów i według różnorodnych wzorców. Każdy kolejny uwolni w Tobie nieodnalezione wcześniej zasoby energii i potencjał bycia sobą. Nie żyj według schematów, które przygotowali dla Ciebie rodzice i wszyscy z tak zwanym autorytetem. Nie pozwól, aby więziło Cię i surowo oskarżało „superego”, czyli Twoje nieprawdziwe „ja”. Wejdź w swój wewnętrzny świat z mapą człowieczeństwa, którą znajdziesz w biblijnych archetypach. Oceń swą rodzinę z perspektywy tekstów, których celem jest Twoje zbawienie.

  1. Dekalog – Dziesięć Słów ku mądremu i wolnemu życiu

Nie ma i nigdy nie było dziesięciu przykazań. Jednak ta nieadekwatna nazwa zniekształciła nasze myślenie o Dziesięciu Słowach, które Bóg darował Izraelowi. Słowo to coś więcej niż tylko informacja, inaczej nie byłoby możliwe wcielenie Jednorodzonego Syna, który jest zrodzony z Ojca. Słowo jest wydarzeniem, które swój początek ma w myśli, czyli w rzeczy. Wypowiadając Słowo, Bóg czyni nowe niebo i nową ziemię. W ten sposób interpretuje świat i ludzką historię, ujawniając ostateczny sens. Tak rozumiane Słowo tworzy harmonię, pokój i  ciszę. Słysząc je i doświadczając Jego działania, człowiek odnajduje wewnętrzną oś, centrum, którym jest Boży obraz i podobieństwo. Wychodząc z wnętrza, jak Izrael z Egiptu, może dojść na krańce świata.

  1. Ja Jestem – proklamacja człowieczeństwa

Gdy wiesz kim jesteś, stajesz się wolny. Twoja egzystencja nie zależy już od niczego. Doświadczasz zbawienia, czyli tego, że Bóg rozwiązuje Twoje życiowe problemy. Jesteś świątynią Boga. W miejscu najświętszym, w środku serca, czeka na Ciebie, żebyś odkrył w Nim swoją istotę. Odtąd, gdy będziesz wypowiadał słowo: „Ja Jestem”, będzie poszerzała się Twa świadomość, a w ślad za nią przestrzeń Twej aktywności, egzystencji, szczęścia i spełnienia.

  1. Bądź reformatorem

W świecie pełno jest nieszczęśliwych rewolucjonistów, którzy nie pozwolili Bogu zmienić swego serca, ale wydaje im się, że zostali powołani do zmiany świata. Oferują Ci rewolucję, wojnę, nieszczęście i ból. Wpierw Bogu pozwól zmienić siebie. Nie ufaj sile, ale bezsilności, ani mądrości, ale głupocie. Gdy zmienisz się nie do poznania, staniesz się wreszcie sobą i zaczniesz żyć według własnych potrzeb i zasad, staniesz się reformatorem. Będziesz zaczynem nowego w starym i niczym kręgi od kamienia rzuconego do wody z Twojego serca zacznie promieniować światłość, dobro i pokój.

  1. Formatowani na nowo Listem do Hebrajczyków

Szczęście, zdrowie i życie w harmonii zależy od wewnętrznych obrazów Boga, według których realizujemy życiowe ciele i kształtujemy relacje. Obraz Jezusa Chrystusa jako kapłana od urodzenia, nadaje ludzkiemu życiu zupełnie nowe znaczenie. Ten List, który cudem ocalał w kanonie Nowego Testamentu tylko dlatego, że ukryto go pod teologicznym autorytetem ap. Pawła, współcześnie odsłania przed nami nieprawdopodobne piękno ludzkiej egzystencji, rozumianej jako egzystencja religijna. Jednak to doświadczenie nie ma związku ani z instytucją, ani ze schematami religijnymi. Prawdziwa religia to odnalezienie samego siebie w Bogu, który człowieka wybrał na swoją świątynię. Dzięki temu przez bramę, którą jest Jezus, możesz wyjść z wnętrza własnego serca w świat i odczuć, że otwarły się przed Tobą drzwi na weselną ucztę.

  1. Nowe życie zaczyna się oświeceniem

Boimy się Jezusowego „effata” (otwórz się) albo prawosławnego „fotismos”, czyli oświecenia, które oznacza chrzest. Dlatego boimy się także wschodniego modelu Buddy. Zniekształciliśmy go, nadaliśmy mu negatywny sens, żeby religię zatrzymać na zewnątrz serca i Duchowi Bożemu uniemożliwić stworzenie nas na nowo. Tymczasem Jezus z Nazaretu też był Oświeconym. Zresztą oświecenia doświadczył między innymi Eliasz, po tym jak wymordował proroków Baala, a potem życzył sobie śmierci, albo Mojżesz i ap. Paweł. Pomiędzy Gautamą Buddą a Jezusem Chrystusem różnica jest taka, że pierwszy doświadczył oświecenia przez medytację, drugi przez miłość aż do śmierci. Bądź Buddą na podobieństwo Jezusa. Nie zmienisz świata, mordując, ufając inteligencji oraz sile pieniądza. Świat zmieni się sam, gdy miłość zmieni Ciebie.

  1. Trzydniowy (dłuższy też możliwy) wyjazd dla grupy parafialnej, wprowadzające w doświadczenie ciszy

Cisza transformuje, ponieważ człowiek dociera w niej do swojej istoty, docenia wartość pustki, której może doświadczyć jako skutek swoich błędnych wyborów i decyzji, oraz zgadza się na samotność.

Wyjazd może być zorganizowany przez parafie, z udziałem prowadzącego, bądź na zlecenie.

Akademia Świadomego Życia – propozycje dla Oświaty

Akademia Świadomego Życia

                     Miłość   Jaźń   Uważność

proponuje:

  1. Szkoła emocji

Współcześni ludzie mają problem z emocjonalną sprężystością. Nie są potrzebne ani wschodnie, ani kształtowane na ich podobieństwo zachodnie, praktyki medytacyjne. Wystarcza uważne przyglądanie się emocjom i takie ich reinterpretowanie na poziomie rozumowym, aby przejąć kontrolę nad emocjami i wykorzystać ich potencjał. Żadna emocja nie jest jednoznacznie dobra, ani jednoznacznie zła. To jednostka decyduje o sposobie przeżycia emocji oraz wykorzystania jej energii, aby życie mogło się rozwijać.

Zwłaszcza emocje nauczyciela są kluczem do zaufania dzieci oraz stworzenia grupy.

  1. Siła równowagi

Nurt życia przypomina rzekę, płynącą pomiędzy dwoma brzegami. Oba są potrzebne do utrzymania wody w korycie, jednak są stałe. Płynie natomiast woda między nimi. Podobnie jest ze skrajnymi cechami, postawami, wartościami, emocjami, itp. Pomagają życiu płynąć, jednak same są stałe. Dlatego nie wolno ich absolutyzować, ale być między nimi, aby wykorzystać swój potencjał. Introwertyzm i ekstrawertyzm, optymizm i pesymizm to tylko przykłady.

  1. Asertywność w poszukiwaniu własnego stylu i w relacjach

Czym jest wolność i co jej zawdzięcza nauczyciel albo uczeń?

  1. Mętne źródła

Wiele współczesnych cnót w istocie zatruwa ludzką psychikę, doprowadzając do depresji, oraz cywilizację, degradując społeczne relacje. Perfekcjonizm, profesjonalizm, wywieranie presji na samego siebie, pragnienie oczekiwań, to tylko przykłady.

  1. Zjawisko rygoryzmu

Rygoryzm występuje nie tylko w dziedzinie religii. Fundamentaliści rządzą też polityką i rodziną. Korzenie surowości tkwią nie tylko w klasycznym doświadczeniu religijnym, ale na przykład też w mitologii greckiej. Dlatego warto ją przeanalizować i nauczyć siebie oraz dzieci, że warto być dla siebie miłosiernym.

  1. Terapeutyczne znaczenie bajek, baśni, legend oraz opowieści religijnych
  1. Zepsuta cywilizacja

Dlaczego ludzie realizują archetyp Odyseusza, a nie Abrahama? Dlaczego tłum wybiera rewolucjonistów, a nie reformatorów? Jaka jest różnica pomiędzy pożądaniem, a tęsknotą? Dlaczego ludzie ufają prawu?  To tylko przykłady tematów,  które pomogą rozwikłać wiele zagadek współczesności. Metodologicznie od błędu do rozwiązania.

  1. Uzdrawiająca wartość ciszy, samotności i medytacji

  1. Etyka w pracy nauczyciela i wychowawcy

 

  1. Nauczyciel jako mistrz – w odpowiedzi na niedomagania rodziny

 

  1. Najważniejszy cel współczesnej edukacji – pomóc uczniowi odkryć swoją istotę oraz powołanie

 

  1. Toksyczni rodzice i toksyczne relacje

Jak uwolnić się od bolesnej spuścizny i warunkujących relacji?  

 

  1. Przemień swój lęk

Przyczyną nieszczęśliwego życia są: lęk, nieumiejętność wybaczania, poczucie winy i kompleksy. Warto rozumieć przyczyny lęków i nauczyć się z nimi pracować. 

  1. Rozwijanie poczucia własnej wartości i przezwyciężanie bezsilności