Pielęgnacyjna Miłość – rozmyślanie na 3 maja

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc.Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem;Trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie.Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie.Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną.Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.Przez to uwielbiony będzie Ojciec mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się uczniami moimi.   J 15,1-8  

Życiowym mottem wszystkich, którzy są uczniami Mistrza z Galilei, mógłby  być fragment tekstu: „Bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15,5). Moim jest, ponieważ jestem uczniem Mistrza, którego imię oznacza aktywną obecność Miłości, która jest Źródłem wszystkiego, dlatego mnie stworzyła, oraz Ujściem wszystkiego, więc i mnie zbawiła.

Jezus, przedstawiający siebie jako winny krzew, jest Mistrzem, uczącym mnie uważnego, świadomego i czułego życia, abym w Jego Duchu roztropnie szukał Bożej drogi dla własnej duszy, ale jest też Miłością, w obecności której niczego nie muszę, a wszystko mam, i wszystko mogę, a niczego nie zawdzięczam sobie. To jest miłość Źródła i Ujścia. Miłość bezwarunkowa, jaką winorośl obdarza swoje pędy, i pielęgnacyjna ze strony winogrodnika. Dzięki niej dożywione i zdrowe pędy wydają najlepsze grona dla rozweselania ludzkiej duszy.

Pielęgnacyjna miłość oznacza, że mogę świętować własne zbawienie i być źródłem najsłodszej radości. Mogę się odprężyć, bo wiem, że otrzymam wszystko, o cokolwiek poproszę.

1. Pielęgnacyjna Miłość zaprasza do świętowania

Słowa: „Bo beze mnie nic uczynić nie możecie” zwyczajowo bywają używane jako ostrzeżenie, aby w życiu niczego nie robić samemu i mocno trwać w społeczności z Jezusem. Tym sposobem są stosowane do wywołania skutku, będącego zaprzeczeniem ich sensu. Jeśli bowiem słyszymy wezwanie do duchowej aktywności i czujemy się zobowiązani do utrzymywania kontaktu ze Źródłem Miłości, żeby wydawać dobre owoce życia, to wówczas świętujemy zbawienie czy wciąż pracujemy, aby mieć? Wydajemy najlepsze owoce radości, odprężając się, czy kontrolujemy się i sprężamy, aby sprostać zadaniu?

Ponieważ w chrześcijańskim myśleniu nastąpiło to odwrócenie, więc też chrześcijańska duchowość stała się męcząca, a uczniowie Mistrza z Galilei niewiele wiedzą o lekkim życiu bez wysiłku, walki i niekończącej się aktywności. Jeśli bowiem nie są aktywni na polu zawodowym albo społecznym, to aktywują się religijnie. Wciąż zaangażowani w osiąganie jakiś celów, bezustannie zestresowani (sprężeni), wymuszający na sobie aktywność, którą mogliby sobie oszczędzić, kompletnie nie potrafią świętować zbawienia. Czynią wiele, aby ich życie miało sens i było owocne. Wciąż zmęczeni, smutni, często nawet zrezygnowani,  dużo mówią o Bożym działaniu, ale w rzeczywistości w ogóle w to nie wierzą, że coś mogłoby się stać bez wysiłku, bez walki i ciągłej aktywności, mocą proszącej wiary: „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam”.

Tymczasem Mistrz z Galilei spokojnie, miłosiernie, czule i delikatnie mówi nam: Już jesteście oczyszczeni i wypielęgnowani, czyli przygotowani do wydawania owoców radości, więc skoro beze mnie niczego nie czynicie, nie uzależniajcie owocowania od własnej aktywności. Zamiast się spinać i sprężać, po prostu odprężcie się. Zamiast pracować, aby mieć, świętujcie, bo już macie. Zamiast zamęczać siebie oraz innych bezsensowną aktywnością, gdy wasza ambicja i lęk nie dają wam spokojnie żyć, po prostu bądźcie czujni, aby działać świadomie, gdy naprawdę trzeba. Trwanie we mnie polega na świętowaniu, a nie na pracy. Kto nie potrafi świętować zbawienia, spala się w ogniu swojej namiętności.

Niestety niewielu uczniów Mistrza z Galilei pojmuje sens opowiadania o weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie Jezus wodę w kamiennych pojemnikach zamienił w przednie wino. Skoro było tam obecne źródło Miłości, więc wina nie mogło zabraknąć. Pozostało radośnie świętować.

2. Pielęgnacyjna Miłość odpręża

Oczyszczeni słowem Jezusa, czyli dobrą wiadomością o zbawieniu, możemy zaufać i odprężyć się. Przyczyny stresu co prawda nie minęły, ale nie musimy się napinać. Zamiast wariować z lęku i ginąć z wyczerpania, przypominając koszatniczkę, biegającą w bębnie, pozwólmy dobrej wiadomości o zbawieniu zmieniać nasze myśli i emocje, a dzięki temu rzeczywistość życia: „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam”.

Prawda, że życie ucznia Mistrza z Galilei, może być lekkie i proste? Chyba, że Mu nie wierzysz? Zatem zdecyduj. Życie samo w sobie i ludzkie zachowania generują sytuacje, które naprężają każdą komórkę ciała, przygotowując Cię do walki albo ucieczki. Wciąż się rozglądasz, gdzie posprzątać, kogo wyręczyć, gdzie interweniować, komu wlepić mandat albo dać mu ostrzeżenie. Aktywny od rana do wieczora, nawet we śnie cierpisz na syndrom nerwowych nóg i nie potrafisz świadomie śnić, spokojnie i zdrowo się wysypiając. Aktywując geny, odpowiedzialne za siłę w walce i szybkość podczas ucieczki, jednocześnie dezaktywujesz odpowiedzialne za naprawę organizmu i odporność na inwazję patogenów. Żyjesz w stresie, chorujesz i powtarzasz mantrę o potrzebie  nieustannej aktywności, walki i tworzenia zabezpieczeń.

Odpowiedz sobie, czy na pewno trwasz w pędzie winorośli, czyli w źródle pielęgnującej Cię Miłości?

Jakie owoce wydajesz? Słodkie owoce radości i zaufania, z których Duch stworzy wino najprzedniejszej marki, orzeźwiający napój Jezusa, czy cierpkie owoce smutku i lęku, z których co najwyżej można wyprodukować ocet, po spożyciu którego cierpną usta?

Jeśli Twoje usta są zniekształcone grymasem cierpkości, przyjmij do wiadomości, że innych również poisz cierpkim octem. Nie trwasz w pędzie winorośli, więc spalasz się w ogniu własnych namiętności i próbujesz jakimś cudem uratować życie, obsesyjną aktywnością. Ale Ty po prostu płoniesz! Aktywność Cię wyniszcza. Jesteś naprężony jak cięciwa w łuku. Nie potrafisz świętować.

Jeśli trwasz w pędzie winorośli, korzystając z ożywczego źródła Miłości, po prostu świętujesz życie, każdą chwilę, spotkanie, wydarzenie, lekturę, film, myśl i modlitwę. Świętujesz samego siebie, czyniąc odświętnym świat wokół siebie. Kwitniesz i lekko żyjesz, wydając owoc we właściwym czasie ani za wcześnie, ani za późno.

Trwając w źródle pielęgnującej Miłości, zapominasz o aktywności, bo działasz ani za dużo, ani za mało, zawsze w sam raz. Wydajesz owoc nie dlatego, że poczułeś wewnętrzny przymus aktywności, ale poruszył Cię naturalny impuls miłosnego oddania się, podzielenia, pobłogosławienia. Działasz, bo czujesz potrzebę, płynącą przez Ciebie do innych ze Źródła, czyli z Miłości.

Świat napełniasz aromatem najlepszego wina, marki Jezusa z Galilei, Mistrza Miłości.

Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 1 =