Adwent…

I przyszli do Jerycha; a gdy wychodził z Jerycha On oraz jego uczniowie i mnóstwo ludu, syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze. Usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu, począł wołać i mówić: Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! I gromiło go wielu, aby milczał; a on tym więcej wołał: Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! Wtedy Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I zawołali ślepego, mówiąc mu: Ufaj, wstań, woła cię. .A on zrzucił swój płaszcz, porwał się z miejsca i przyszedł do Jezusa. A Jezus, odezwawszy się, rzekł mu: Co chcesz, abym ci uczynił? A ślepy odrzekł mu: Mistrzu, abym przejrzał. Tedy mu rzekł Jezus: Idź, wiara twoja uzdrowiła cię. I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą. Mk 10,46-52

Definitywnie skończył się czas bezkresnego czekania; czas, który można przepuścić przez palce.

Adwent oznacza, że nadszedł czas, który nie trwa wiecznie. Ledwo się zaczyna, a już odchodzi. Adwent to kairos, szczególny moment, na który czekałeś i teraz nie możesz go przeoczyć!

Z Adwentem jest podobnie, jak z Jezusem, który nigdy nie przystaje, ale bezustannie jest w drodze i trzeba mieć wrażliwość ślepego Bartymeusza, aby dokładnie wyczuć, że Uzdrowiciel z Galilei teraz jest najbliżej i usłyszy, a potem dotknie i uzdrowi.

Adwent – to znaczy, że nie czekasz na Kogoś, kto ma przyjść, ale na Kogoś, kto będzie przechodził.

Czas na przygotowanie się do spotkania już minął. Miałeś go wcześniej. Teraz czas został ci zabrany, abyś wreszcie rozpoznał Tego, który przechodzi przez Twoje życie. Teraz czas został ci zabrany, żebyś zdecydował: życie albo śmierć.

Pamiętaj, że co nie uda Ci się teraz, to nie wydarzy się już nigdy. Potem będziesz miał czasu, ile zechcesz, ale to będzie czas śmierci i ciemności; czas zmartwień i trosk; czas lęków i neuroz.

Adwent oznacza, że trzeba przemyśleć miniony rok. Pomyśleć nad zmarnowanym czasem, którego nie przeznaczyłem, aby przygotować się do spotkania z tym, co jest mi dane z nieba.

Adwent oznacza, że bardzo łatwo przeoczyć ważną chwilę. Nie spotkać się z człowiekiem, który jeden jedyny raz przechodzi przez życie! Nie wypowiedzieć słowa, które należy! Nie wyciągnąć ręki we właściwym czasie! Zmarnować czas czuwania.

Dlatego w pierwszym dniu Adwentu przepraszam wszystkich, których nie zauważyłem, bo nie byłem na tyle uważny, aby rozpoznać Obecność i wypowiedzieć dokładnie te słowa, które należało.

Przepraszam i jednocześnie życzę wszystkim, abyśmy dłużej nie marnowali dni i nocy życia, ale za ślepym Bartymeuszem nauczyli się, że jest możliwe spotkanie, jeśli człowiek nie myśli o sobie, o swoich błędach i cnotach, przeszłości i przyszłości, niedoskonałości i doskonałości, ale delikatnie, uważnie i czujnie zauważa Tego, który przechodzi przez życie.

Adwent…

Jezu idziesz, zbliżasz się,

przeszedłeś…?

Tak szybko?

Nie przystanąłeś?

Nie zauważyłeś mnie?

Jezu wróć!!!

Uznałem,  że szkoda czasu na naukę czuwania…

Myślałem tylko o sobie…

W ciemnościach było mi dobrze…

Adwent…

idzie, zbliżył się…

Co uczynię z Adwentem,

darem, który dany jest tylko raz?

Nie przechodź!

Nie mijaj mnie!

Zauważ!

Powrót będzie niemożliwy!

Adwent…

Już nie mam czasu do zmarnowania…

Nie będę myślał tylko o sobie..

Chcę zobaczyć światłość!

Umysł żeński i męski czyli refleksja hermeneutyczna

Męscy wojownicy Światła, Lwy argumentacji i logiki, przystopujcie troszkę.  

Poczujcie się trochę kotkami mruczkami.

Czytam różne wypowiedzi, które pojawiają się w związku z dyskusją o aborcji i widzę zdecydowaną przewagę męskich głosów przeciw, bez wyjątków i bez prawa kobiet do ostatecznej decyzji.

Panowie, Wasza pycha zapowiada naszą, ogólnomęską tragedię.

Mam nieśmiałą prośbę, moglibyście mnie i podobnie myślących nie prowadzić wraz ze sobą do punktu powszechnej kastracji?

Ogarniacie, że argumentujecie z wnętrza męskiego rozumu?

Służycie męskiemu EGO, które jest zdobywcze i chce wszystko posiadać na własność. Posłużycie się więc każdym argumentem, aby po pierwsze nie stracić kontroli nad kobietami, a po drugie, aby Wasz męski i egoistyczny umysł rozpierała pycha, że ma rację.

Właśnie w ten sposób pracuje umysł racjonalny, energetycznie męski, że wszystkimi możliwymi sposobami chce udowodnić swoją przydatność i kompetentność. Nie obchodzi go nic innego, ponieważ boi się, że okaże się niepotrzebny. No cóż, dokładnie jak mężczyzna, który w całym swym jestestwie boi się, że przestanie być potrzebny, gdy kobieta sama zdobędzie pokarm i zatroszczy się o potomstwo. A jeśli zechce mieć dziecko bez mężczyzny? Co wtedy?

Ogarniacie to zwłaszcza Wy, Panowie, którzy argumentujecie biblijnie?

Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie był potrzebny język Zachariasza, ojca Jana, zwanego Chrzcicielem, gdy trzeba było chłopcu nadać imię? Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie było potrzebne urządzenie Józefa do umieszczenia męskiej gamety w łonie Marii, żeby urodziła Jezusa?

Męski umysł jest połową umysłu! Żeński też tam jest, pod kopułą znaczy się. Postukajcie, poszukajcie, znajdziecie na pewno.

Żeński umysł nie zdobywa przewagi i nie walczy. Przyciąga tajemnicę i jednoczy się z nią. W ten sposób powstaje nowa jakość.

Jeśli chcecie, mogę inaczej. Męski umysł, przedmiot swojej refleksji podporządkowuje interpretacji. Natomiast żeński umysł nie boi się wejścia w relację z przedmiotem refleksji, pozwalając mu zinterpretować się na nowo. W ten sposób męski umysł pracuje niczym przysłowiowy klawisz we więzieniu, pilnując, aby nic nie wydostało się na wolność i nie zmieniło świata dotychczasowej interpretacji. Żeński umysł pracuje niczym kochanka, która nie boi się zachwycić i zadziwić przedmiotem refleksji, co w konsekwencji musi skończyć się połączeniem podmiotu z przedmiotem, kochanki z kochankiem, interpretującej z interpretowanym.

Wtedy nowa interpretacja powstaje dzięki temu, że interpretujący podmiot pozwala się zinterpretować interpretowanemu przedmiotowi!  

Wtedy rodzi się JEZUS, czyli nowa interpretacja człowieczeństwa i nowy rozdział w historii interpretacji.  

Męski umysł będzie próbował do końca świata interpretować w sposób z czasów przed narodzeniem Jezusa. Natomiast Jezus zinterpretował Pisma w ten sam sposób, w jaki został stworzony, czyli z kobiecej esencji.

Historyczny Jezus interpretował Pisma w sposób, którego męski umysł nie przyjmuje do wiadomości. Obrazem tej interpretacji jest alkowa miłości, czyli połączenie umysłu kobiecego z męskim w takim sensie, w jakim opisałem wyżej.

Zrozumcie to wreszcie, Panowie.  

A teraz wróćmy do pierwszego zdania.

Dlaczego prawdziwy mężczyzna powinien być Lwem, na podobieństwo wojownika Samsona albo Jezusa z pokolenia Judy?  Bo lew jest symbolem energii żeńskiej, kociej. Prawdziwy wojownik nie walczy z kobietami, ale walczy dla kobiet. Nie walczy z żeńską energią w sobie, ale ją w sobie integruje, dzięki czemu powstaje nowy rodzaj mężczyzny, który gotów jest poświęcić siebie, aby przeżyć mogła kobieta i jej potomstwo. Dlatego Józef nie jest potrzebny Marii jako dostarczyciel gamety, ale jako męska siła, ochraniająca Marię i Jezusa przed złem i śmiercią.

Panowie, nie walczcie z kobietami siłą męskiego umysłu, bo jego dzieje i wkład w rozwój ludzkości od dawna jest przesądzony. Nauczcie się używać umysłu w taki sposób, jakbyście byli w alkowie i temu, co interpretujecie, pozwalali dać się zinterpretować. Wtedy powstają nowe interpretacje.  

Wasze interpretacje, odwołujące się co najwyżej do logicznej interpretacji tradycji, są krzykiem EGO, które straszy, że jeśli zostanie naruszona tradycja, świat zginie. A kuku! Ludzkość trwa i będzie się rozwijać dzięki temu, że ludzkość została zinterpretowana na nowo przez Jezusa, mężczyznę, który powstał bez udziału męskiej energii.

Lwy logicznej argumentacji nie ryczcie za głośno, bo Panie zamienią nas na Kociaki miłosnego zespolenia, a my w rządeczku będziemy pokornie czekać na powszechną kastrację.

Wolność, równość… braterstwo?

Po co Kobiety stają się żołnierzami? Co chcą osiągnąć i jakimi metodami?

Ubierają te same mundury, co mężczyźni, tak samo dziwnie po sobie krzyczą, rozkazują i oczekują ślepego posłuszeństwa. Wreszcie, używając śmiercionośnej broni, unicestwiają życie, któremu dają początek.

Czy Kobietom jest potrzebne braterstwo broni?  Czy ludzie potrzebują Kobiet – żołnierek, uczestniczących w braterstwie męskiej krwi, aby zdobywać i zabijać, skoro mają własną krew, zdolną przeobrażać i rodzić? Czy cały świat i ludzkie życie musi być wyobrażone, wypowiedziane i na koniec urzeczywistnione po męsku? Czy naprawdę wciąż musimy walczyć, żeby zdobywać, mieć prawo własności i kontrolować?

Skoro od dawna wiemy, że pokój Boga jest wyższy od każdego  rozumu, nie tylko ludzkiego, ale też innych istot, czyli pochodzi wprost z miłości, czy w ogóle można sobie wyobrazić pokój wywalczony? Czy pokój, osiągnięty walką, rzeczywiście jest pokojem? Czy wolność za cenę śmierci, naprawdę jest wolnością? Czy równość, stabilizowana prawem, czyli zewnętrznym rozkazem, albo moralnością, czyli wewnętrznym zobowiązaniem, w istocie jest równością?

Kto wysoko trzymał sztandary francuskiej rewolucji? Ci, przeciwko którym ta sama rewolucja bardzo szybko się obróciła i „pożarła” ich. Z braterstwa krwi jeszcze nigdy nie powstała prawdziwa wolność ani równość, a tym bardziej trwały pokój, ponieważ to jest krew, którą mężczyźni wzajemnie się wymieniają i karmią, aby doświadczyć trwałego oddzielenia od matczynego łona, dziecięcego pokarmu z kobiecej piersi i stłumić w sobie ciepłe emocje, utrudniające zdobywanie i zabijanie.

Na jakim fundamencie wznosimy naszą cywilizację? Na wolności, równości i braterstwie, czyli bez udziału energii żeńskiej. Czy możemy mieć nadzieję na jej trwałość i rozwój?

Jeśli na początku zawsze jest słowo, które staje się ciałem, czyli słowo, będące twórczą energią myśli, od którego zależy postać świata, radzę – nie łudźmy się. Co prawda naiwnie staramy się zrealizować piękną ideę, jednak rzeczywistość nie poddaje się jej, ponieważ tworzy ją energia, używanych przez nas słów. W efekcie nasz świat i życie są tym, czym je nazywamy, a zatem, co myślimy, że mamy.

Stworzyliśmy cywilizację braterstwa, w której wciąż nie ma miejsca na siostrzeństwo, dlatego żołnierki uczestniczą w braterstwie butów z grubymi podeszwami, zamiast bosymi stopami „widzieć” świętość życia. Siostrzeństwo jest rodzajem relacji, w której nikt nie krzyczy, ale wszyscy grają i śpiewają. Kobieta, wydająca rozkazy, w istocie jest zaprzeczeniem samej siebie. Podobnie jest z ocenami, potrzebnymi  mężczyznom do porównywania się i współzawodnictwa. Żeńska energia nie tworzy hierarchii ważności, bo nie jest zewnętrzną siłą. Ponieważ jest wewnętrzną mocą miłości, charakterystyczna jest dla niej współpraca, szacunek do każdego i zdolność zachwytu nawet najdelikatniejszymi i najprostszymi formami życia, których męska energia w ogóle nie bierze pod uwagę, nie mówiąc o dostrzeganiu.

Nawet język, którym się posługujemy, jest coraz bardziej męski, a nasz stosunek do zdolności pisania unaocznia nam, jak bardzo jesteśmy uwięzieni w męskich strukturach wyobrażeniowych. Nie chodzi tylko o zwroty typu „tęczowa zaraza” albo „ciota”. Nie idzie też o „cyganienie” w mowie albo robienie „żydów” w piśmie bądź na ścianie, ale o coś znacznie głębszego. Nie uczy się nas, uważamy to za niepotrzebne dziwactwo, nie potrafimy wykorzystywać żeńskiej energii języka, mówiąc twardo, niemal po żołniersku. Najważniejsza jest gramatyka, a tymczasem żeńska energia języka to melodyka i poetyka naszych wypowiedzi. Ukryta jest między innymi w samogłoskach, wymawiania których dzieci uczą się od swoich Matek. Nasz język coraz bardziej przypomina krótkie serie z karabinu maszynowego. Nie uwodzi, nie płynie niczym pieśń, nie bawi się tonami, barwą, nie potrafi wykorzystywać ciszy. Niestety Kobiety-żołnierki też tak mówią.

W szkole najważniejsza jest gramatyka i ortografia, czyli właściwe szeregowanie, a nie zdolność używania i tworzenia idiomów albo wykorzystywania symboli.

O co chodzi? Wyobraźmy sobie kręgosłup, dzięki któremu nasze ciało nie rozsypuje się w kawałki, a my trzymamy się prosto. Kręgosłup jest męską energią. Jeśli mamy z nim problem, to zawsze w związku z wykorzystaniem męskiej energii w sobie albo relacjami z mężczyznami. Ortografia z gramatyką spełniają taką samą rolę. Jesteśmy uczeni sprawnego komunikowania się w męskim stylu, po żołniersku, co nazywamy „krótko i na temat”.

W mojej dziedzinie teologicznej, czyli w interpretacji tekstów biblijnych, analiza też wzięła górę nad syntezą. Wielu biblistów widzi pojedyncze elementy struktury i szuka słownikowych znaczeń, nie ożywiając języka duchem Miłości. 

Wszędzie panoszy się męska energia i to pomimo feminizmu i w podobno równoprawnym świecie. No cóż, jak długo Kobiety będą chodzić w żołnierskich butach i uczyć swoje dzieci tylko gramatyki z ortografią nie spodziewajmy się ani prawdziwej wolności, ani równości, nie tym bardziej trwałego pokoju.

Gdy siotrzeństwo głęboko wniknie w braterstwo, wtedy zobaczymy, na co będziemy mieć szansę?

Panowie Biskupi karnawał właśnie się skończył

W dzieciństwie i młodości w rodzinnym domu, który jednocześnie był moją rodzinną parafią i kościołem, bardzo lubiłem Święta Bożego Narodzenia, Dziękczynne Święto Żniw i Pamiątkę Reformacji. Wiele intymnych wspomnień pozostało mi z przeżywania zwłaszcza ostatniego dnia października, często zamglonego, nasiąkniętego zapachem liści i księżycową poświatą.

Najmilej wspominam wieczory, gdy Akademia Reformacyjna miała miejsce nie w „domu”, czyli w starobielskim kościele, ale w bielskim albo bialskim. Wówczas pójście i powrotna droga w jesiennej mgle, połączona ze świąteczną akademią, stanowiły rodzaj mistycznego doświadczenia wejścia w noc, w tajemnicę, z której się wyłoniłem i do której podążam.

Na marginesie zauważę ciekawą symetrię miejskiej przestrzeni rodzinnego miasta, naznaczonego trzema ewangelickimi kościołami, która zwłaszcza od strony Starego Bielska, czyli od strony rodzinnego domu, jako wyraźnie symboliczna naznaczyła moją drogę życia, czego teraz jestem świadomy. Moją wędrówkę przez tajemnicę październikowej Pamiątki Reformacji zacząłem w cieniu starobielskiego kościoła im. Jana Chrzciciela, kontynuowałem obok bielskiego kościoła im. Zbawiciela, aby dojść do bialskiego kościoła im. M. Lutra.

Na szczęście udało mi się nie zatrzymać w ostatnim i dzięki Bogu idę dalej. Czy potrzebuję kolejnych kościelnych budynków, aby wyznaczały dalsze etapy życiowego wędrowania?

Na pytanie znam odpowiedź, którą dedykuję zwłaszcza Biskupom, nie tylko Kościoła Rz-K, choć przede wszystkim. Ostatnio dziwnie wyglądają, patrząc na świat wystraszonymi oczami, nie będąc mentalnie ani psychicznie przygotowanymi na wzięcie odpowiedzialności za wybory i czyny swoich poprzedników, zwłaszcza Biskupów Rzymu, co swoją twarzą i szokującymi odpowiedziami pokazał pewien polski kardynał. Myślę, że to doświadczenie zawstydziło nawet nas, oglądających rozmowę.

Panowie Biskupi, przestańcie wypierać, bo wszyscy stracicie wzrok. Zobaczcie wreszcie, że karnawał się skończył. Czas zrzucić przebranka, którymi przez stulecia zawłaszczaliście nie tylko przestrzeń, ale i wyobraźnię. Czas wybrać się w drogę, o której pierwszy raz usłyszał ap. Piotr, ów uczeń Jezusa, na którym budujecie swój autorytet: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21,18).

Mnie udało się nie zatrzymać. Może i dla Was jest jeszcze czas i szansa, abyście nie musieli wyciągać dłoni, a inni wbrew waszej woli nie prowadzili Was tam, gdzie nie chcecie?

Udajecie tylko, czy naprawdę jesteście zszokowani tym, że macie coraz mniej uczestników nabożeństw i mszy, a wścieknięte Panie wtargnęły do kościelnych budynków, aby pokazać Wam swoje kły?

Naprawdę nie rozumiecie, że chrześcijaństwo jest drogą duchowego rozwoju, możliwą wyłącznie dlatego, że w swej najgłębszej istocie jest sekularyzowaniem świata, rozpoczętym i kontynuowanym nie przez złych ludzi, ale żywego Boga, który nie może patrzeć na cierpienia ludzi składanych w ofierze, paraliżowanych strachem, korumpowanych poczuciem wstydu i umierających pod ciężarem winy?

Chodzicie po świecie w przebrankach Molocha, zamiast być prawdziwymi, szczerymi, nagimi w swe istocie, totalnymi ludźmi Boga o imieniu JESTEM. Nie życzę Wam, bo i mnie może spotkać to samo, jednak kto wie, czy Moloch nie zaczął upominać się o swoich kapłanów, a dobrze wiecie, w jaki sposób przyrządza sobie smakowite potrawki z poświęcanych mu ofiar. 

Karnawał się skończył.

Wszystko zaczęło się wraz z powołaniem Abrama, który miał opuścić rodzinę i udać się w drogę, z której nie było powrotu (1. Mż 12, 1-9). Aby nie musieć powracać w religijną przestrzeń sacrum, gdzie klan czcił swoich bogów, Abram otrzymał obietnicę Bożej obecności: „Nie jestem Bogiem miejsca, ale jestem Bogiem Ojca”, czyli wspólnoty, która odtąd ma być nieustannie w drodze. Tylko taka zmiana perspektywy w rozumieniu sacrum pozwalała Abramowi odejść na taką odległość, z której nie był już możliwy powrót.

Czy tylko w ramach przestrzeni? Odtąd człowiek jest wychylony ku przyszłości do tego stopnia, iż powrót w miejsce, w którym opuścił rodzinny dom, tradycję, religię i kościelny budynek jest niemożliwy również w sferze mentalnej, społecznej, kulturowej. Cywilizacyjne żarna, zamieniające sakralną przestrzeń w świętość relacji pomiędzy ludźmi, nieodwołalnie ruszyły z miejsca.

Przywołując powołanie Abrama, późniejszego Abrahama, jesteśmy świadkami zapoczątkowania duchowego procesu, dzięki któremu od tysiącleci rozwija się nasza cywilizacja. Inicjatorem jest Bóg o imieniu JESTEM, nie stwarzający zamkniętych i odizolowanych od siebie gatunków, zbiorowości i monad, które są niezdolne do zmiany. Jednocześnie człowieczeństwu przyznał prawo do ewolucji, wychodzenia z dotychczasowego wzorca religijnego, społecznego i kulturowego, nawet jeśli nią jest, a zapewne przede wszystkim dlatego, że nią jest rodzina, która próbuje ubezwłasnowolnić wszystkich, którzy ją tworzą, w imię wierności dotychczasowym obrazom Boga i samej siebie. 

Człowiek, wkraczający w świętą przestrzeń z nadzieją uświęcenia, jeśli świadomie sam nie idzie na spotkanie ze świętym Źródłem Życia, mija się z sacrum, które nie istnieje poza czasem ludzkiego życia, lecz jest zanurzone w historii. Dlatego najpierw w duchowości żydowskiej, a potem w także w chrześcijańskiej jesteśmy świadkami procesu, który także współcześnie w ocenie wielu jest bezbożny, a w rzeczywistości nieodwracalnie zbliża nas ku jedynie świętemu Bogu i polega na przejściu od sakralności przestrzeni i ceremonii do świętości życia i nazywa się sekularyzmem.

Tymczasem Wy krzyczycie, że świat się kończy, bo wszędzie panoszy się sekularyzm. Otóż jest na odwrót. Właśnie rodzi się prawdziwy świat, w którym nie będzie religii, a zostanie zapełniony ludźmi duchowymi, istotami ze światła, które nie boją się nie zatrzymywać w drodze i dlatego nie wiążą ani z kościelnym budynkiem, ani nie zamykają się w pułapce jednej religijnej tradycji, wiedząc, że nie ma takiej definicji, dogmatu, interpretacji ani liturgii, która byłaby w stanie opisać i uprzystępnić Boga.

Zanik granicy pomiędzy sacrum profanum w biblijnej perspektywie nie oznacza tragedii, ale zysk. Dlaczego? Ponieważ Bóg, jako Święty zstąpił w ziemską przestrzeń i czas, aby każde życie i każdą osobę zbawić. Zanik granicy pomiędzy sacrum profanum oznacza totalne uświęcenie ludzkiego życia, bez względu na istnienie świętej przestrzeni bądź jej brak. Spoglądając na sekularyzm z biblijnej perspektywy, można pojąć, że świętość jest sprawą relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem, a w konsekwencji także pomiędzy ludźmi.

Panowie Biskupi, obyście byli świadomi, że świętość dzieje się zawsze i wyłącznie w codziennym byciu człowiekiem. Dziś nie znajdziecie schronienia w świętych murach kościołów, ani nie wmówicie ludziom, że reprezentujecie Boga, jeśli nie będziecie ludźmi totalnie prawdziwymi, absolutnie szczerymi, ludźmi nagimi w swej istocie, którzy nie potrzebują karnawałowych przebieranek.

Chcecie objawiać świętość Miłości?

Chcecie uratować autorytet Kościoła, zwłaszcza w oczach Młodzieży i ludzi cierpiących?

Dla przykładu proponuję, skrzyknijcie się czym prędzej, nie czekając na Święta Rodziny, jak nazywacie Święta Narodzenia Pańskiego, i stańcie po stronie rodzin. Gdybyście jeszcze wpadli na pomysł, że chętnie pomogą Wam Biskupi z innych Kościołów, np. zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej, byłoby cudownie.

Wiecie o tym, że teraz do chorych i umierających w szpitalach nie mają dostępu nawet najbliżsi członkowie rodzin? Że wielu umiera nie z powodu choroby, ale ze strachu, w poczuciu osamotnienia w doświadczeniu choroby i zimnego oddechu śmierci, bez wspierającej obecności tych, których kochają? To odhumanizowanie procesu chorowania i umierania, a także całkowitą bezduszność medycznych procedur, przygotowanych przez ludzi, którzy resztki czułej delikatności pochowali w piętach, właśnie Wy powinniście od kilku tygodni próbować zmienić. To jest Wasza rola, jako totalnie zanurzonych w świetle Boga, aby światłość życia i miłości świeciły ludziom, którzy mają się źle.

Wszak do znudzenia powtarzacie, że godność ludzkiego życia jest najważniejsza.

Dlaczego krzyczycie na Kobiety, że nie chcą rodzić poczętych dzieci, skoro nie jesteście jednoznacznie konsekwentni wobec Księży, gwałcących narodzone dzieci? Dlaczego nie wyciągacie wniosków z obserwacji zachowania mężczyzn, zmuszonych do samotnego życia na plebaniach, czego skutki pod postacią alkoholizmu i rozwydrzonego seksualizmu od setek lat toczą Waszą kościelną strukturę?

Wszak do znudzenia powtarzacie, że Rodzina jest najważniejsza.  

Dlaczego nie wspieracie Młodzieży, zwłaszcza Dziewcząt, dla których jedynym sposobem na uniknięcie codziennego bicia, wyzywania i gwałtów jest ucieczka z domów i rodzin? Duża część z nich nie ma szczęścia i kończy w więzieniach jako napiętnowani przestępcy, a tymczasem wystarczyłoby, żebyście wreszcie zabrali się za porządną pracę z Mężczyznami i chociaż próbowali uświadomić, że nie mają prawa własności do swoich rodzin, ale obowiązek ochraniania Kobiet i wspierania Dzieci.

Wszak do znudzeni powtarzacie, że Młodzież jest przyszłością Kościoła.  

Nie straszcie ludzi sekularyzmem. Zabierzcie się  do pracy, którą od dawna wykonuje Bóg w człowieku. Czas zrzucić fatałaszki i zostać prawdziwym człowiekiem. Karnawał się skończył.

Od reaktywności do proaktywności

Ostatnio modne są nazwy, emblematy i ruchy PRO…, od prozdrowotnych, przez prorodzinne, po pro-life.

Miło patrzeć, że tak się uaktywniliśmy. Aktywność jest zdrowa, służy życiu, jest wyrazem mądrości. Jednak olbrzymią różnicę robią dwa prefiksy: RE i PRO.  

Życie w sensie ścisłym, to znaczy takie, które się przeżywa, a nie jakiś cudowny sposób na przeżycie życia jakoś, to bez wątpienia aktywność, jednak zawsze tylko z jednym z nich, a mianowicie PRO. Tylko, czy aby na pewno wszystko, co nosi nazwę, utworzoną z tym prefiksem, jest naprawdę tym, co próbuje udawać?

Wolność, o którą toczy się gra na polskich ulicach i w gabinetach polityków, jest nie do pomyślenia bez odpowiedzialności. Są jak dwa skrzydła, bez których człowiek spada, niczym mityczny Ikar. Wolność jest nam dana, czasem zadana, więc albo wywalczona, albo darowana, abyśmy byli odpowiedzialnie aktywni. Czy automatyczna reakcja na jakąś akcję jest przejawem wolności? Jeśli tylko reagujemy według wyuczonego schematu albo poddajemy się emocjonalnej energii, która wyłania się z naszej instynktownej natury bez próby zobaczenia jej i zrozumienia skąd się wzięła i do czego prowadzi, bez wątpienia działamy wówczas na oślep, w sposób nieświadomy i reaktywnie.

Z ciężkim sercem muszę to napisać, ale tak żyją i postępują niewolnicy Lewiatana, potwora podświadomości i umysłu tłumu, który decyduje za jednostkę. Takie postępowanie nie jest wolnym działaniem, ale instynktowną, wyuczoną, nieświadomą reakcją na sytuację.

Odpowiedzialne działanie wolnej osoby zawsze jest proakcją. Wolny człowiek nie działa instynktownie, nieświadomie ulegając emocjom. Jego działanie nie może być tylko reakcją, ponieważ reagując automatycznie staje się niewolnikiem osoby bądź grupy społecznej, która celowo podjęła jakąś akcję.

Wydaje mi się, że to nie jest jakoś specjalnie trudne do zobaczenia i zrozumienia. Tymczasem indywidualnie i w ludzkim tłumie, rojąc sobie iluzje o wolności, wolimy wybierać działania reaktywne, zamiast proaktwne, które oznaczają, że niczemu, absolutnie niczemu, nie pozwalamy się sprowokować!!!!!!!!!!!

Po pierwsze zatem, skoro wystąpiła jakaś akcja wymierzona w nas, nie reagujemy niczym maszyna, ani wyuczone zwierzę.

Po drugie wpierw nabieramy dystansu (to jest właśnie pokora w sensie ścisłym, ponieważ każda reakcja jest wyrazem pychy, że jestem na tyle mądry i silny, aby sobie poradzić), aby poczuć i zrozumieć emocję, która pojawiła się w nas na skutek czyjejś akcji. To najważniejszy krok do odzyskania kontroli nad sytuacją i władzy nad sobą, więc akt wolnej akcji! Reakcja zawsze jest kontrolowana uprzednią akcją, a więc sama w sobie jest wyrazem niewoli.

Po trzecie zaczynamy myśleć, co możemy dla siebie zrobić w sposób wolny, a nie poddany kontroli, ponieważ już nie jesteśmy poddani emocjom. To kolejny akt wolnego działania.

Po czwarte wreszcie wybieramy najlepsze i najkorzystniejsze rozwiązanie, aby nie marnować własnego potencjału, życiowej energii, ale co najważniejsze, aby przejąć pełną kontrolę nad sytuacją. Wówczas bowiem wydarza się prawdziwy cud:  Przejmujemy inicjatywę w sytuacji, w której ktoś chciał nas zmanipulować, wymuszając na nas przewidywalną reakcję!

Na tym polega rzeczywista, a nie urojona proaktywność  ludzi wolnych.

Mamy więc ruch pro-life, który jest tylko wydmuszką oraz iluzją odpowiedzialnego działania na rzecz życia. Dlaczego? W istocie jest bowiem reakcją na wolną aborcję, która nie liczy się z cudem życia. Proaktywność tego ruchu musiałaby obejmować edukację seksualną, wspieranie Kobiet we wszystkich bez wyjątku sytuacjach życiowych, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na mężczyzn, którzy z przyjemnością partycypują w połączeniu gamet, ale przed urodzonym dzieckiem (często także nie urodzonym) uciekają, gdzie pieprz rośnie!

Dlaczego na przykład w Polsce nie podnosi się do poziomu dyskusji publicznej problemu stosunku seksualnego wymuszonego przez mężczyznę, w wyniku którego kobieta zachodzi w ciążę bez swojej woli?  

Na akcję pro-life pojawił się bunt, wściekłość Kobiet, czyli reakcja. Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widać proaktywności. Na czym mogłaby polegać w wykonaniu protestujących Pań? Na zrozumieniu, gdzie tkwi prawdziwa przyczyna antyaborcyjnej akcji i wykorzystanie energii w taki sposób, aby nie wywołać kolejnej reakcji, a w konsekwencji osiągnąć wolność działania.

Zawsze należy zadać dwa pytania: Dlaczego ktoś próbuje mnie sprowokować? Co mogę osiągnąć, nie reagując? Przypominam, że brak reakcji nie jest równoznaczny z brakiem akcji. Brak reakcji jest początkiem świadomego działania.   

W tym tekście nie chcę wskazywać konkretnych rozwiązań ani radzić. Moją intencją jest tylko to, co sugeruje tytuł, zatem pokazanie prostego mechanizmu odzyskiwania wolności. Co prawda wykorzystałem konkretną sytuację społeczną, w której wszyscy uczestniczymy, jednak ów prosty mechanizm można stosować zawsze. Dzięki niemu odzyskujemy wolność i świadomie tworzymy drogę życia.

Dodam na marginesie, że w ten sposób czyścimy nasze związki z przeszłością i rozwiązujemy więzy zobowiązań wobec ludzi, sytuacji i własnych decyzji z bliższej, dalszej i baaaaardzo dalekiej przeszłości.

Bądźmy proaktywni, niech przeszłość nie determinuje naszego TERAZ.

Nad wodami chaosu widać tęczę nowego człowieka

Każdego dnia przed południem i wieczorem przeglądam na fb wpisy oraz relacje z tego, co począwszy od ubiegłej zimy dzieje się nie tylko w Polsce i odczuwam coraz większy smutek.

Naocznie przekonuję się, jak prosto i szybko ludzie związani z Kościołem, ale również zdystansowani do instytucjonalnej religii i dbający o swoją duchowość w dystansie do tradycyjnego chrześcijaństwa, dają się zwodzić, manipulować i wykorzystywać. Gdzie podziała się wiara, nadzieja, miłość, duchowy wgląd, intuicja, mądrość Ducha i Światłość, z której jesteśmy utkani? Może nigdy ich nie było?

Wczoraj przed południem umieściłem na blogu tekst o dobru i złu, ponieważ poczułem się zobowiązany. Pisząc pierwsze i ostatnie zdanie byłem przekonany, że rozczaruję wszystkich bojowników. I tak się stało, ponieważ moja refleksja nie nadaje się do walki. Nikt nie otrzyma ode mnie miecza, którym chciałby walczyć z innymi i w efekcie samemu od niego zginąć. Jedynym orężem duchowej walki może być Słowo, przenikające duszę do szpiku kości. Słowo, które odmienia myślenie, aby życie według ciała stawało się życiem według Ducha.

Zmiłujcie się nad sobą wszyscy, którzy macie się za ludzi Chrystusa, albo za duchowych i oświeconych! Posłuchajcie Mistrza: „Niechaj biodra wasze będą przepasane i świecie zapalone. Wy zaś bądźcie podobni do ludzi oczekujących pana swego, aby mu zaraz otworzyć, kiedy wróci z wesela, przyjdzie i zapuka. Błogosławieni owi słudzy… (…) Jeśliby zaś ów sługa rzekł w sercu swoim: Pan mój zwleka z przyjściem, i zacząłby bić sługi i służebnice, jeść, pić i upijać się. Przyjdzie pan sługi owego w dniu, w którym tego nie oczekuje, i o godzinie, której nie zna, usunie go i wyznaczy mu los z niewiernymi. Ten zaś sługa, który znał wolę pana swego, a nic nie przygotował i nie postąpił według jego woli, odbierze wiele razów. Lecz ten, który nie znał, choć popełnił coś karygodnego, odbierze niewiele razów. Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać. Ogień przyszedł rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął” (Łk 12,35-49).

Gdy przestajemy być czujni, nasze biodra są rozpasane, a świece zgaszone. Więc zamiast czuwać, nasłuchiwać Ducha, a nie wieści ze świata, myśleć słowami Boga, postanawiamy sami zrobić porządek ze złem. Jeśli jednak w człowieku nie świeci wewnętrzne światło i jest zanurzony w ciemnościach, jak może rozpoznać ciemność na zewnątrz?

Większość ludzi zatraca się w strachu przed niebezpieczeństwem albo w poczuciu wstydu i winy, gdy ulegają niepohamowanym przyjemnościom świata. Pierwsi to Ci, którzy od wiosny panicznie boją SARS-COV-2 i zgodzą się na wszystko za obietnicę ochrony. Drudzy natomiast tematem aborcji dali się sprowokować władzy.

Jedni i drudzy są pijani życiem zmysłowym, cielesnym, ziemskim, ponieważ ich biodra nie są przepasane. Co to znaczy praktycznie? W biodrach ukryte są dwa ośrodki emocjonalno-energetyczne, odpowiedzialne za życie, przeżycie i przyjemności. Chociaż często wydaje się takim ludziom, że są niebywale rozwinięci duchowo albo naśladują Jezusa Chrystusa, w istocie przypominają zwiniętego węża, ukrytego między kamieniami. Człowiek duchowy wzbija się wysoko na orlich skrzydłach i z duchowej perspektywy widzi złożoność sytuacji oraz siebie w niej.

Dopiero po opasaniu bioder, gdy nie rządzi nami strach, wstyd i wina, czyli po wyciszeniu zmysłów, a następnie po zapaleniu wewnętrznego światła z pomocą modlitwy, medytacji i słuchania Słowa, otrzymujemy dary Ducha: wiedzę duchową, mądrość życia, zdolność widzenia w prawdzie, roztropność, dar uzdrawiania i poradnictwa. Odnajdujemy wówczas właściwy kierunek życia ku nieśmiertelności.

Głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, której żaden z władców tego świata nie poznał… ” (1 Kor 2,7n);

I ja, bracia, nie mogłem mówić do was jako do duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Poiłem was mlekiem, nie stałym pokarmem, bo jeszcze go przyjąć nie mogliście, a i teraz jeszcze nie możecie. Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujcie?” (1 Kor 3,1-3);

A jeśli nawet ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną, w których bóg tego świata zaślepił umysły niewiernych, aby ich nie olśnił blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga” (2 Kor, 4,3n);

O tym mamy wiele do powiedzenia, lecz trudno wam to wyłożyć, skoro staliście się ociężałymi w słuchaniu. Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego” (Hbr 5,11n).

Człowiek podporządkowany tyko ziemskim sprawom i cielesnym zmysłom nie pojmuje wewnętrznych zjawisk i duchowych nauk o Królestwie Wiecznego Światła. Zanurzony w ciemnościach jest zmanipulowany i wykorzystany przez boga tego świata, więc walczy metodami ciemności. W efekcie po świecie rozlewa się morze cierpienia i zła.

Do rzeczy zatem.

Przyjaciele, którzy wystraszyliście się SARS-COV-2 do tego stopnia, że zamiast wykorzystywać dobry czas na rozwijanie duchowego życia, dbacie przede wszystkim o cielesne przeżycie, zobaczcie wreszcie, że życie, zresztą jak zawsze, po prostu płynie i zmienia się, a świat już nigdy nie będzie takim, jakim zapamiętaliśmy go w ubiegłym roku. 

Przyjaciele, którzy daliście się złapać w zręczną pułapkę władzy, zobaczcie, że w nowych warunkach życia na ziemi, które przez kilka najbliższych lat będą się coraz wyraźniej unaoczniać, nie będzie miejsca dla wielu zawodów, aktywności, sposobu życia, wyrażania siebie, i dlatego zdecydowaną większość z nas trzeba do tego stopniowo przygotowywać. Jedna z możliwych interpretacji tego, co w Polsce kilka dni temu zrobiła władza, jest taka, że marginalizując protesty wielu grup zawodowych, które powoli tracą dotychczasowe źródło utrzymania i poczucie bezpieczeństwa,  wszczęto wojnę z kobietami, z której za jakiś czas będzie można wycofać się bez poważnej straty. Panie będą wówczas zadowolone, ale kto będzie jeszcze pamiętał i przejmował się pracownikami wielu branż i właścicielami firm, łącznie z rolnikami, nastawionymi na hodowlę zwierząt, którzy albo dostosują się do nowej ziemi i nowego życia na ziemi, albo wpierw staną się marginesem społecznym, a potem zaczną umierać z powodu, żalu, gniewu, smutku i zawiedzenia życiem?

Proszę wszystkich, którzy właśnie ogłosiliście wojnę i z poczuciem misji wybraliście się, aby walczyć z ciemnością, obudźcie się ze snu! Wasi przeciwnicy widzą w Was dokładnie tą samą ciemność, którą Wy widzicie w nich, a z boku dobiega chichot boga tej ziemi, który wykorzystuje Was do osiągania swoich celów.

Wzbijcie się na skrzydłach duchowego postrzegania wysoko ponad to wszystko i zamiast ulegać pokusie analizy wszystkiego z poziomu strachu, fizycznych potrzeb i przyjemności życia, spójrzcie na to syntetycznym okiem orła. Na dole, z poziomu węża, który kusi, wszystko wydaje się być czarne albo białe. Przekonani o tym podziale, powtarzacie niczym mantrę, że nie ma szarości. To prawda, że nie ma szarości, ale dlaczego? Ponieważ ponad dobrem i złem, czyli światłem i ciemnością, jest tęcza wszystkich kolorów życia, której źródłem jest Światłość Wiekuista, Światłość ponad wszystkim, co uległo podziałowi, Światłość, z której wszystko zostało stworzone.

Tęcza jest znakiem Nowego Człowieka, z którym Boże Źródło Światłości zawarło przymierze. Tęcza zawsze pojawia się ponad chaosem, w którym giną wystraszone istoty, poddane żądzom.

Wszyscy, którzy ogłosiliście wojnę, nie dostrzegacie, że sami ze sobą walczycie w wodnej topieli, w której i tak zginiecie co do jednego. Nie ważne czy to będzie mieć miejsce w szpitalu, w miejscu pracy i na ulicy albo pożarci piołunem żalu i gniewu, że coś minęło, a Wy nie zdążyliście się tym nacieszyć, może zginiecie we własnych domach. Nie dostrzegacie, ponieważ ogłosiliście wojnę i starliście się ze sobą w amoku walki o wartości, których nie ma; stan świata, który przemija; posiadanie rzeczy, stanowisk i godności, które nigdy nie były Wasze. 

Proszę, nie walczcie! Uwierzcie, że w blasku zapalonej świecy, czyli duchowego światła, którego źródłem jest Wieczna Światłość, każdy może wznieść się na poziom widzenia, z którego dostrzega się duchowe przyczyny i materialne skutki. Będziecie wtedy bezpieczni, bo oddani Duchowi Życia i Miłości.

Ziemia zmienia się nie do poznania. Nie pozwoli nam dłużej zadawać jej cierpienia kolejnymi drążonymi przez nas dziurami i wkręcającymi się w nią świdrami.

Wszystkie stworzenia nas kochają, a my traktujemy je wyłącznie jako energetyczny zasobnik. To też się zmienia. Stworzenie upomina się o swoje prawo do szczęśliwego i spokojnego życia. Zwierzęta nie chcą wiecznie przed nami uciekać i cierpieć w klatkach, czekając na swoją śmierć. Bezpowrotnie przemija postać życia, w którym nie liczyliśmy się z cierpieniem innych istot. Kto nie rozumie i nie chce się przystosowywać będzie musiał odejść z błękitnej planety, prędzej aniżeli wynikałoby to z naturalnego cyklu życia. 

Jesteśmy uczestnikami gwałtownych zmian cywilizacyjnych, zwłaszcza o genezie religijnej i politycznej. Dla starej, zinstytucjonalizowanej i strukturalnej postaci religii, której prawa i rytm życia wyznaczają mężczyźni, nie ma już miejsca. Zarzynane zwierzę co prawda ryczy i wierzga z bólu, ale i tak padnie. Najbardziej prymitywna postać religii strachu, oparta na prawie, ale też tylko nieco bardziej wysublimowana religia moralności, oparta na winie, oraz religia rozumu, której podstawową energią jest poczucie wstydu, transformują w duchowość, czyli wewnętrzne doświadczenie wiary, nadziei i miłości.

Po świecie systematycznie rozlewa się energia żeńska. Co prawda teraz ujawniło się jej bardzo dużo pod postacią męskiej agresji, co niepokoi i do pewnego stopnia budzi uzasadniony sprzeciw, niemniej wściekłość po jakimś czasie minie, a cywilizacja będzie coraz bardziej przypominała Marię, rodzącą duchowe zbawienie. Zadaniem Józefa nie będzie rządzenie, ale ochranianie duszy ludzkości przed siłami zła. O ile dotychczasowy feminizm był cierpliwy, o tyle w ciągu najbliższej dekady należy się spodziewać, że męskie głowy pospadają z politycznych, religijnych i naukowych cokołów. Prezesury, prezydentury, stanowiska, autorytety i społeczne drabiny, po których wspinają się męskie energie, przestaną mieć znaczenie. Ambicję zastąpi charyzma, zaś władzę i potrzebę sprawowania kontroli zastąpi wiara i miłość.

Również w obszarze nauki i wiedzy empirycznej, które zostały skrojone na miarę męskiego rozumu i męskich ambicji, w najbliższej dekadzie, może dwóch,  nastąpi zdecydowany zwrot ku syntezie materii z duchem. Zacznie liczyć się intuicja, wgląd, zdolność do symbolizowania i narracji, która nie relacjonuje wyników badań, ale kreuje rzeczywistość na miarę wyobraźni, odwagi i wiary. Przestaną liczyć się profesury, osiągnięcia, cytacje oraz inne pragnienia męskiego EGO. Miejsce uczonych wykładów będą zajmować narracje mądrościowe, a wyniki badań zastąpią wyobrażeniowe struktury mentalne, dzięki którym współuczestnicząca uwaga słuchaczy będzie potęgowała zmiany w świecie. Za kilka lat okaże się, że klasyczne uniwersytety w nowych warunkach nie działają jak należy i dlatego nie będą potrzebne. Podobny los spotka tradycyjne szkolnictwo. Może wreszcie urzeczywistni się moje marzenie sprzed lat, że szkoły zmienią profil i przyjmą nazwę Domów Mądrości?

Przyjaciele, naprawdę nie widzicie, nie czujecie i nie słyszycie, że stary świat przemija bezpowrotnie? Nie zatrzymacie go między palcami ani żałosnym płaczem, ani siłowymi rozwiązaniami. Pozostaje duchowa praca i ufne poddanie się zmianom.

Świat od roku pogrąża się w topieli. Zapanował chaos, który będzie trwał kilka lat. Niemniej potem, czyli po potopie, na niebie naszych dusz pojawi się tęcza nowego człowieka i nowej ziemi. Właściwie już jest widoczna, ale tylko przez tych, którzy nie dają namówić się na wojnę i zamiast wyrządzać zło, rozwijają się duchowo w ciszy i zaufaniu. Nie dajcie się wciągnąć pod wodę, bo będzie po Was! Nie wierzcie tym, którzy potrzebują Waszej energii emocjonalnej i ekonomicznej. Manipulują Wami i zniewalają Was, wmawiając czerń i biel.

Prawdziwa i Boża jest tylko tęcza!

Wszyscy, którzy jako chrześcijanie wierzycie Prawu, zaufajcie Ewangelii. Porzućcie potrzebę władzy i zadbajcie o wiarę. Przejdźcie w przestrzeń Miłości!

Wszyscy, którzy praktykujecie jogę, wierząc w dyscyplinę, zaufajcie tantrze. Porzućcie potrzebę kontroli i zadbajcie o ekstazę. Przejdźcie w przestrzeń Miłości!

Prawdziwa jest tylko tęcza, znak wiecznej Miłości, która jest Światłem Życia. Z perspektywy Miłości zobaczycie złożoność życia i cudowność stworzenia. Zachwyceni Miłością uratujecie swoje dusze z chaosu, wojny, cierpienia i śmierci.

Kobiety są dobre, piękne i wolne

Od czwartku byłem w podróży, miałem zajęcia, więc nie pisałem.

Jednak wewnętrzne ciśnienie nie pozwala na spokojne picie przedpołudniowej kawy.

Dość!

Zanim zabieracie się za czytanie Pism, wpierw dużo się módlcie o Ducha!

Długo jeszcze argumentami z Pism będziecie się okładać po sercach, niczym rycerze mieczami po głowach?

Kto Wam poddał taką myśl, żeby litery wykorzystywać do obrony prawdy? Jezus Chrystus na pewno nie!

Ponad tym całym bajzlem, który od piątku ma miejsce na ulicach, w kościołach, i w domach,  stworzonym przez polityków, protestujących i religijnych fundamentalistów, jest jeszcze światło. A gdyby je włączyć?

W dyskusji na temat aborcji wciąż nie pojawia się koronny argument, jednocześnie teologiczny oraz humanistyczny (sam tego podziału nie stosuję, bo go nie rozumiem, jednak żeby przeczytali Ci, którzy z którąkolwiek argumentacją się identyfikują, teraz go użyłem).

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Z woli kogo plemnik łączy się z jajeczkiem?

Są tylko dwie odpowiedzi! Albo z woli kobiety, albo z woli  mężczyzny. Myślicie może, że jest trzecia odpowiedź, a więc, że z woli obu?

W żadnym wypadku NIE, ponieważ to kobieta decyduje się na 9 miesięcy ciąży, a potem przynajmniej na 7 lat oddania, więc nawet wówczas, gdy rodzice wspólnie decydują się na dziecko, i tak uprzednia jest zgoda kobiety.

Jeśli plemnik znalazł się w kobiecie bez jej zgody, a jedynie z woli mężczyzny, to zawsze był gwałt.

Proszę odpowiedzieć na pytanie: Skoro znalazł się za zgodą kobiety, to dlaczego potem miałaby tracić prawo do kolejnych decyzji?

Z jakiego powodu po powstaniu zygoty kobieta miałaby nagle tracić prawo do decydowania?

Owszem, autorem zygoty jest Źródło Życia, które używa kobiecej i męskiej gamety, ale nigdy bez zgody kobiety!

A teraz proszę Was, wysoce wyszkoleni teolodzy, żebyście, czytając dalej, zaczęli słyszeć i widzieć!

Ewangeliczne świadectwo o narodzinach Jezusa z Galilei jest modelowym opisem narodzin Bożego Dziecka. I co z niego wynika? Że Maria, wybrana przez Boga na matkę Jezusa, zanim wyraziła zgodę: „Oto ja służebnica Paska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38), zapytała o to, a w jaki sposób się to stanie: „Jak się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1,34).

Skoro nawet przy cudownym poczęciu Jezusa nie było boskiego gwałtu, więc skąd patriarchalne watażki czerpią swoje imaginacje, że takowe prawo mają z Bożego nadania?

A po drugie, i to jest ważniejsze, Maria nazwała się służebnicą, co bynajmniej nie oznacza, że Bóg może odtąd robić z nią, co chce. Przed zgodą Marii, Bożym Sługą był Izrael, czyli zgromadzenie Mężczyzn! Ponieważ Izraelici (mężczyźni) zawiedli, co pozostało Bogu? Znaleźć Marię – Kobietę, która zgodziła się zająć ich miejsce. W ten sposób dzięki zgodzie Marii Bóg zyskuje Kobietę w miejsce  wszystkich mężczyzn, nawet nie jednego.

WSTYD!

Dziś znowu barbarzyńcy, zajęci męskim EGO, upominają się o prawo do decydowania za kobiety, które w Marii zostały wybrane jako Służebnice, czyli świadomie decydujące się, aby urodzić Dzieci!

Nigdy i nigdzie od dnia poczęcia Jezusa z Galilei tego prawa nie straciły!

Słyszycie i widzicie barbarzyńcy, którzy wyciągacie dłonie po kobiety, żeby mieć patriarchalne, przeklęte prawo do gwałcenia dziewcząt na ulicy i żon w  domach?  

Świat jest takim, jakim doświadczamy go we śnie

Dedykuję Nauczycielom!

Gdy zapragnąłem napisać kilka słów, dedykowanych Nauczycielom z okazji ich zawodowego święta, wpierw poprosiłem Ducha, żeby podyktował mi tytuł. Zwróciłem wówczas uwagę na tekst, poświęcony śnieniu i znaczeniu właściwego obchodzenia się ze snami. Nie dziwcie się zatem Nauczycielki i Nauczyciele, że w imieniu dzieci proszę Was, abyście uwierzyli w śnione.

W biblijnych księgach jest wiele opowieści o śniących ludziach. Moim zdaniem dwa najcenniejsze przykłady dotyczą dwóch Józefów, ponieważ są mężczyznami. Przyjęło się uważać, że to Kobiety zajmują się snami, tymczasem dzięki dwom Józefom został uratowany stary Izrael i Jezus, czyli nowy Izrael. Gdy napiera zło i nieszczęście, to, co zrodzone przez Kobiety, przetrwało i uratowało innych dzięki snom, czyli zdolności i funkcji żeńskiej energii niezwykłych mężczyzn.

Śniący mężczyźni, potrafiący właściwie interpretować sny, a potem w ich duchu zarządzać swoim i cudzym życiem, to prawdziwi Magowie, Czarownicy, wewnętrznie zintegrowani, więc otwarci na działanie Ducha.

Niech ten obraz będzie moją dedykacją na dzisiejszą okazję, a dlaczego zaraz wyjaśnię szczegółowiej. Chodzi mianowicie o to, że współczesna edukacja została zmaskulinizowana, i to nawet pomimo tego, że w większości pracują w niej Panie. Żeńska, prawa półkula mózgu prawie w ogóle się nie liczy, a cały wysiłek edukacyjny skierowany jest na rozwój strony męskiej, logicznej, posługującej się językiem, tzw. racjonalnej. Każda kolejna, tzw. reforma edukacji pozbawia dzieci i młodzież szansy na rozwój półkuli myślącej obrazami, rozumiejącej symbolicznie, którą najłatwiej stymulować metaforami.

Paradoksem współczesnej szkoły jest to, że Nauczycielki/Kobiety rozwijają męską półkulę, nawet Dziewczynki pozbawiając szansy na rozwój kobiecości i pomniejszając znaczenie żeńskiej energii w świecie. W efekcie cywilizacja jest coraz mniej duchowa, a większość z nas wierzy jedynie cielesnym zmysłom i funkcjom racjonalnego intelektu, którego nie wolno mylić z inteligencją.

Za prawdziwe oraz rzeczywiste uznajemy wyłącznie to, co widzimy, słyszymy, dotykamy, smakujemy i wąchamy. Nie chodzi nawet o marginalizowanie wiary, której celem nie jest potwierdzanie zmysłowych wrażeń, przetwarzanych przez osobisty komputer, umieszczony w czaszce. Poważnym problemem jest to, że współcześni ludzie nie potrafią myśleć symbolicznie, nie rozumieją literackich metafor, nie rozumieją aluzji, ironii, nie mają dystansu do samych siebie.

W moim przekonaniu najtragiczniejsza jest utrata przez współczesnych kontaktu z własnymi duszami. Zanim następuje pełna inkarnacja duszy na ziemi, dzieci przeżywają rodzinne traumy i skutki materialistycznego kodowania rzeczywistości. Jeśli dusza nie zdąży w pełni się uziemić, a kontakt zostanie z nią zerwany, dziecko rośnie w poczuciu nie bycia sobą, wewnętrznej pustki, niekompletności. Nie czuje się dobrze w swojej skórze, nie lubi się, nie wie kim jest. Efektem są tzw. choroby psychiczne, chroniczne depresje, nieumiejętność koncentrowania się, dezintegrująca aktywność ruchowa, brak umiejętności odnajdywania interesujących zajęć i przedmiotów, znudzenie życiem.

Proszę Was, Panie i Panowie, nie marnujcie życia dzieci. Przywróćcie harmonię między duchowym i materialnym. Połączcie ducha z matematyką, wewnętrzne z zewnętrznym, piękno z dobrem, malowanie z geografią, śpiew z fizyką. Połączcie po prostu sen z jawą, żeby Wasi uczniowie znowu nauczyli się integrować instynkty, intelekt oraz intuicję, bo tylko w ten sposób mogą rozwijać swoją inteligencję.

Dzieci, z którymi sobie nie radzicie, nie kierujcie na badania i nie klasyfikujcie jako dysfunkcyjne. One potrzebują Waszej uwagi, miłości i pełnej świadomości. Przyglądajcie się, czy mają kontakt ze swoimi duszami. Szybko im pomożecie, jeśli uwierzycie, że śnione jest tym samym światem, który znacie z jawy. To tylko inny przejaw rzeczywistości, do którego mamy dostęp w zmienionym stanie świadomości. Gdy świadomość usypia, to co jest nieuświadomione przestaje być tłumione i zaczyna się ujawniać.

Pozwólcie Dzieciom śnić na jawie i w śnieniu poznawać siebie. Nie wyśmiewajcie tego. Towarzyszcie im w tym. Pozwalajcie im na intuicyjne poszukiwanie drogi życia. Nie mordujcie duchowych istot, które inkarnowały na ziemi. Niech się tu zadomowią. Niech odnajdą swoje dusze, a słupki Waszych wyników nauczania strzelą w górę, niczym startująca rakieta.

Nawiązywanie kontaktu z własną duszą zaczyna się od uwolnienia z pragnień EGO, które jest funkcją cielesnych zmysłów i męskiego rozumu. Najważniejsze dwa pytania, na które powinien odpowiedzieć sobie każdy człowiek, także Nauczyciel, brzmią: Kim jestem? W jaki sposób mogę realizować swój potencjał? EGO nie jest zainteresowane szukaniem odpowiedzi, ponieważ żyje w świecie iluzji. Jest nim świat dostępny zmysłom, przejawiający się materialnie. Co prawda jawa całkowicie nie przesłania duchowej, wewnętrznej prawdy o człowieku i życiu, jednak EGO wmawia nam, że istnieje tylko materialne i zewnętrzne. Jakże ciężko obudzić się ze snu i zdać sobie sprawę z tej iluzji. Im szybciej się tego doświadczy, tym owocniejsze, zdrowsze i szczęśliwsze jest życie.

EGO robi co może, żeby nie wpuścić nas do środka, do samych siebie, do naszej prawdziwej istoty. Ono jest męską energią. Karmi się tym, co zmysłowe, godne zdobycia i użycia. Ma naturę kapitalisty, który zdobywa i pilnuje swojej własności. Rozwijając w Młodzieży i Dzieciach jedynie męski sposób rozumienia siebie i świata, tym bardziej oddzielacie je od duchowego rdzenia, od ich duszy, od zrozumienia, kim są w rzeczywistości. Utrwalacie w nich EGO, więc nie dziwcie się, że są przygniecione ciężarem życia, zmiażdżone iluzorycznymi pragnieniami, na realizację których marnują większość energii. Oddzielone od duszy, są zdekoncentrowane, pobudzone, zmęczone, chorują i umierają, a Wy próbujecie je zmotywować do życia ocenami, groźbami i pomóc poradami psychologów.

Proszę, obudźcie się z nieświadomego snu na jawie i wejdźcie w świadomość śnionego! Józef, egipski dostojnik, oraz Józef, opiekun i ojciec Jezusa, byli mężczyznami, którym udało się przejść przez zasłonę EGO i wyzwolić się z dominacji męskiej energii. Chociaż byli mężczyznami, zintegrowali w sobie energię duchową, żeńską, dzięki czemu odkryli siebie, swoje prawdziwe JESTEM.

Przekraczając granice EGO, człowiek wkracza w świat ducha i odnajduje duszę. Przyjmuje się takim, jakim jest w wewnętrznej prawdzie, zgadza się na siebie, cieszy się sobą, staje się spokojny, zdrowy, szczęśliwy.

Czy tego chcecie dla swoich uczniów?

Czy pracujecie w szkołach, aby móc codziennie obserwować cud narodzin prawdziwego człowieka, czyli dokończonej inkarnacji duszy na ziemi?

Dzieci i Młodzież nie potrzebują popierniczonych w swej głupocie i szaleństwie wciąż nowych metod i programów, a w konsekwencji kolejnych poradni psychologicznych, środków farmakologicznych i nowych jednostek chorobowych, które Wam miałyby tłumaczyć ich zachowania, a im ułatwiałby przeżycie w durnym systemie.

Dzieci i Młodzież potrzebują Waszej zdolności widzenia prawdy, spoglądania w ich wnętrza, gdzie wciąż śnią prawdziwy świat. Potrzebują Waszego szacunku do ich snów!

Pytacie o sny? Potraficie zrozumieć własne?

Pytacie o emocje? Potraficie nazwać własne?

Pytacie swoich uczniów o marzenia? Realizujecie własne?

Pytacie ich o to, co czytają albo robią w ukryciu, gdy nikt nie widzi? Sami potraficie wszystko robić jawnie, nie wstydząc się samych siebie?

Uczycie uczniów tkać własne życie, opowieścią, pełną symbolów, archetypów, metafor? Potraficie w ten sam sposób tkać własne życie?

Uczycie ich śnienia, czy tylko okłamujecie jawą?

Proszę, zobaczcie, że pracujecie z cudownymi Duszami. Waszym powołaniem jest być szamanami, akuszerkami i magami, a nie technokratycznymi treserami/testerami.

Strach odbiera rozum czy nie?

Motto:

Cóż to za ciemność, w której mam zasiąść? 

Ona jest niczym innym, jak umożliwieniem otrzymywania,

niczym tylko umożliwieniem otrzymywania, 

w którym mam zostać dokończony ”.         Mistrz Eckhart

Wszyscy znamy ów moment przerażenia, gdy prosimy: Wszystko, tyko nie to. Po latach, spoglądając wstecz niektórzy potrafią wyznać: Nie mogło spotkać mnie nic lepszego. Tęcza zawsze pojawia się po burzy.

Sądzę, że tego rodzaju doświadczenie może mieć również wymiar społeczny. Epidemia jest tą chwilą, której od dziesięcioleci nie potrafiliśmy sobie wyobrazić ani na świecie, ani w Europie, w Polsce, czy w Kościele. 

Jednak nadeszła, bo problemy wypieraliśmy, zamiast rozwiązywać. Dlaczego nie rozwiązywaliśmy? Bo hamowaliśmy przed przyszłością. Woleliśmy próbować zaczarować przeszłość, aby trwała w teraźniejszości.

Niewiele się uczymy, bo w godzinie ciemnej nocy tym mocniej hamujemy i jeśli nie klniemy to zaklinamy rzeczywistość, jak potrafimy. Wycofani czekamy, co jeszcze się wydarzy i płaczemy po kolejnych Świętej Pamięci, którzy do niedawna byli z nami.

Odkąd pamiętam starzy, mądrzy ludzie mówili, że strach odbiera rozum.

Odbiera zatem czy nie?

Jak to możliwe, że ludzie przywiązani do swoich małżonków, kochający ich, często wręcz od nich uzależnieni, nie wyobrażający sobie dłuższego rozstania, a cóż dopiero w obecnej sytuacji, trafiają do szpitali, w których pozostają całkowicie osamotnieni? Już w normalnych warunkach pobyt w szpitalu sam w sobie jest bardzo stresujący niemal dla każdego, a cóż dopiero teraz, gdy pozostaje się sam na sam ze sobą i kołatającą się z tyłu głowy myślą, że zachorowało się na COVID 19? Nadto, gdy dożyło się wieku, który młodzieży wydaje się starczym, i co by nie powiedzieć ma się świadomość, że życie się kończy, czy można nie paść trupem od samego przerażenia? Czy strach może nie przycisnąć klatki piersiowej, niczym ciężki kamień?

Jak to możliwe, że małżonkowie ciężko chorych mężów i żon, wiedzący o ich całkowicie osamotnionym umieraniu, nie mogą się z nimi pożegnać, dotknąć ostatni raz, pocałować, szepnąć: Do wiedzenia Ukochana/y?

Jak to możliwe, że Matki kilkunastomiesięcznych dzieci, chorujących na ciężkie choroby, nie mogą towarzyszyć swoim Dzieciom, które cierpią ból i osamotnienie? Czy w takich warunkach w ogóle możliwe jest uzdrowienie?

Jak to możliwe, że nagle wzajemna miłość małżonków albo dzieci i rodziców została pozbawiona znaczenia i uznana za niebezpieczną?

Strach odbiera zatem rozum czy nie?

Co stało się z naszymi sercami, że kochający się ludzie nie mogą wspierać się w chorobie i towarzyszyć sobie w umieraniu?

Tym, którzy pozostają, ciężko będzie wyjść z tej traumy do końca życia. Czy zatrudnienie armii psychologów rozwiąże sprawę?

Śmiechu warte…

No dobra, ale pozostają jeszcze umarli. Co z nimi? Czyli kultywowane odkąd ludzkość sięga pamięcią w przeszłość pożegnalne czynności nagle okazały się jedynie bajędą, głupią i naiwną pozostałością nieświadomości prymitywnych? A jeśli owi prymitywni mieli lepszy duchowy wzrok i widzieli dusze zmarłych, błąkających się po bezdrożach widzialnego świata, którym nie było dane pożegnać się, wybaczyć ani prosić o wybaczenie? Po prostu nie zostali uwolnieni od ziemskiej historii?

Pozostaje ostatnie pytanie: Czy bliskość, przytulenie, pocałunek, wreszcie dotknięcie nie mają żadnego znaczenia? Celowo napisałem wczoraj tekst o nakładaniu rąk, żeby nie tylko dać do myślenia, ale też mieć do czego się odwołać. Jeśli bowiem wszyscy pozbawieni dotyku i obecności bliskich, a zwłaszcza najstarsi z nas, doświadczyli paraliżującego strachu, który odebrał im oddech, to czy na pewno umarli z powodu COVID 19? Może umarli z osamotnienia i braku obecności tych, którzy kochają; z braku wiary w siebie i życie, której ważnym komponentem jest obecność tych, których się kocha, ufa im i z nimi czuje się bezpiecznie?

Czy znajdzie się lekarz, stwierdzający śmierć, który w akcie zgonu będzie miał odwagę napisać: Osamotnienie i brak miłości, podtrzymującej przy życiu?

Co się dzieje?

Strach odbiera rozum czy nie?

Osoba, u której wykryto wirusa, najpierw poddawana jest kwarantannie, a w warunkach szpitalnych oddzieleniu od najbliższych. Izolowanie zakażonych wirusem, upokorzenie i wyobcowanie, towarzyszące seropozytywnym ofiarom wirusa, sprawiają, że obecnie samo przypięcie komuś etykietki nosiciela może spowodować u takiej osoby psychiczny problem i zdrowotną zapaść.  

Pewność, że się umrze, niestety szybko prowadzi do śmierci.  

Czy trzeba mieć inteligencję Boga, żeby umieć sobie wyobrazić, co z zakażonym dzieje się w szpitalu, gdy pozbawiony  jest wsparcia miłości? 

Nie od dziś wiemy, że duchowo-biologiczny konflikt, powodujący choroby płuc, pisząc najogólniej jest spowodowany strachem przed śmiercią. Zatem sama wiadomość, że jest się zarażonym, zdrowego nosiciela wirusa może w kilka dni zamienić w chorego na płuca i odebrać mu oddech.

Czy trzeba mieć serce Jezusa, żeby umieć to współodczuć?

Co się z nami dzieje?

Wszyscy oczywiście umierają na COVID 19.

A jeśli umierają z powodu oddzielenia od tych, z którymi się kochają?

Strach odbiera rozum czy nie?

Energetyczne blokady w chronicznym napięciu mięśniowym

We wczorajszym tekście, zatytułowanym Wiara albo władza, pojawił się następujący akapit: „Człowiek wiary porusza się z gracją, ponieważ jego życiowe siły łatwo i swobodnie płyną przez całe ciało. Jego sposób bycia jest pełen wdzięku, ponieważ nie jest przywiązany do EGO, które wyspecjalizowało się w używaniu władzy. Nie jest więc przywiązany do nikogo i  niczego, również do samego siebie i do tego, co osiągnął. Ponieważ niczego nie trzyma się kurczowo, więc wszystko swobodnie przepływa przez jego życie, co najlepiej pokazuje ciało. Jeśli bowiem powstają energetyczne blokady, natychmiast uwidaczniają się w napięciu mięśni i usztywnieniu kośćca”.

Dziś krótko uzupełnię go praktycznie, aby Ci, którzy rozumieją treść ewangelicznego świadectwa o Jezusie: „…obudziwszy się, zgromił wicher i rzekł do morza: Umilknij! Ucisz się! I ustał wicher i nastała wielka cisza” (Mk 4,39), zdawali sobie sprawę z duchowej pracy do wykonania.

Rozpocznę od przedstawienia negatywnych skutków przerwania przepływu energii z powodu chronicznych napięć mięśniowych, po czym opiszę pozytywne skutki zdrowotne, gdy energia przepływa przez nas bez przeszkód.

1. Przepływ energii przerwany przez napięcia mięśniowe – skutki władzy

Pamiętając, że dwie najważniejsze tamy (blokady) znajdują się w przeponie i gardle, rozpocznę od skutków zablokowania energii pomiędzy nimi, czyli w klatce piersiowej. Człowiek jest wówczas niewrażliwy na los innych istot, także zwierząt i roślin, zanurzony jest w nienawiści i rozpaczy. Jeśli energii nie potrafi rozprowadzać od serca w górę i w dół, wtedy zamiast naturalnych, emocjonalnych skutków wyzwolenia się z niewrażliwości, nienawiści i rozpaczy, zaczyna chorować w sposób autoagresywny albo na serce (miłość), albo na płuca (zaufanie), albo ma przerośnięta grasicę, która powinna zaniknąć. Jednak, jeśli świat i życie są dla człowieka czymś wrogim i nieprzyjaznym, wówczas żyje według programu: Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, a układ immunologiczny obraca się przeciwko niemu. Problemy zdrowotne bardzo często zaczynają się wówczas od pozornie niegroźnej miastenii, a mogą zakończyć ostrą niewydolnością oddechową i śmiercią.

Jeśli energia nie przepływa ponad serce z powodu napięcia mięśni ramion i szyi, wówczas powyżej w domenie głowy pojawia się wrogość, negatywność i powstrzymywanie uczuć na poziomie racjonalnym. Powyżej znajduje się jeszcze jeden pierścień, a mianowicie u podstawy czaszki, na wysokości oczu, który również może ulec chronicznemu napięciu. Wtedy ponad nim zaczynają się problemy z chorobami zwyrodnieniowymi, destrukcyjnymi, starczymi. Zwątpienie w siebie, poczucie winy, brak wiary w siebie, niezdolność przyjęcia siebie jako Bożego Dziecka, skutkuje czymś, co obrazowo można przedstawić, jako program: Jestem dzieckiem diabła.

Z kolei poniżej przepony znajduje się brzuch, w którym jako skutek przerwanego przepływu energii pojawi się cierpienie i łzy. Poniżej brzucha, w biodrach, możemy zablokować kolejny pierścień mięśni, wówczas męczymy się z perwersją i mamy zamiłowanie do pornografii. Ostatecznie, gdy energia nie płynie przez ostatnią blokadę w dnie miednicy, wówczas od energii odcinamy nasze nogi, a my zaczynamy odczuwać niepewność, niestabilność, brak zakorzenienia. Najbardziej naocznym skutkiem są problemy finansowe, a wszystko kończy się unieruchomieniem.

2. Przepływ energii nieprzerwany – skutki wiary

Jak powyżej, teraz również zaczynamy od serca, które jest ośrodkiem dysponowania życiową energią, więc też przemianą niskiej energii (życie według ciała i uleganie żądzom), w energię wysoką (życie według ducha i rozwijanie miłości).

Gdy energia swobodnie przepływa we wszystkich kierunkach, a zwłaszcza pokonuje przeponę i gardło, wówczas w piersiach, przestrzeni serca, płuc i grasicy, odczuwamy miłość, litość, współczucie i nadzieję. Gardłem wyrażamy otwartość i afirmację, lekko sięgając po wszystko, co darowuje nam Bóg. Wreszcie na poziomie umysłu pojawia się intuicja, wglądy, zdolność duchowego widzenia. Mamy mocne połączenie z Bogiem.

Natomiast poniżej przepony, w brzuchu, czujemy przyjemność i wesołość. Dlatego nie musimy zajadać ani zapijać, smutku i przygnębienia. W genitaliach odczuwamy radość i ekstazę, czyli energię do wykorzystania, która przepływa a nie gromadzi się. Dopiero w tym drugim wypadku powstaje nadmiar, zmuszający wielu do ciągłego, fizycznego rozładowywania napięcia seksualnego. Człowiek świadomy swej energii, czyli własnego ciała, wykorzystuje tę energię w dowolny sposób, czyli poprzez genitalia albo gardło, czyli za każdym razem będąc twórczym. Na dole jest to twórczość typu generatywnego, materialnego, zaś na górze typu wegetatywnego, kulturowego, duchowego.

Na samym dole energia ożywia nasze nogi, a my czujemy się w równowadze i bezpiecznie. Mamy też w sobie spokój przynależności do rodziny albo innej grupy. Mamy mocne połączenie z ziemią.