Taneczny wir żeńskiej i męskiej energii

Przed kilkoma dniami p. minister Czarnek kolejny raz dał się poznać jako autor niekonwencjonalnych poglądów, wszak zaszeregowanie ks. Bonieckiego do jakiegoś, bliżej niesprecyzowanego postprotestanckiego kościoła, i sprowadzenie katolickiej teologii i duchowości do Dekalogu, to wyczyn iście ponadludzki.

W podobnie prometejskim tonie wypowiedział się doradca ministra edukacji, sugerujący konieczność wychowywania dziewczynek w tradycji ugruntowanych cnót niewieścich. Obu Panów spotkało za to wiele krytycznych słów, nawet inwektyw, również ze strony wielu moich znajomych z fb.

Zanim rozwinę główną nić mojej refleksji, proszę Was, nie wypisujcie takich słów, nie obrażajcie, nie oceniajcie, nie pastwcie się nad ludźmi, których świadomość nie powala im dojrzeć tego, co jest oczywiste w wyższym paśmie świadomości.

Żyjcie i działajcie w duchu miłości. Bądźcie wykonawcami Bożej sprawiedliwości. Nie godzi się człowieka nazywać głupcem, niegodziwcem, durniem, itp. Pamiętajcie, że za takie słowa będziecie sądzeni w Świetle i może się okazać, że zamiast cieszyć się wewnętrznym światłem będziecie płakać i zgrzytać zębami, pozostając w ciemnościach cząstkowego poznania.  

Minister i jego doradca wyrażają przecież poglądy dużej części ludu, który rozgościł się nad Wisłą i kompletnie nie asymiluje niczego, co pojawia się w świecie ducha, ponieważ został zmanipulowany i zniewolony przez panów, nie tyle że sumiennie pracujących na rzecz rzymskiej korporacji, co posłusznie wykonujących polecenia z lęku przed utratą społecznej i ekonomicznej prosperity.

Dajmy im spokój. Nie przekonamy ich. Do niczego nie zmusimy. Nie można obdarować światłem, jeśli ono samo nie rozbłyśnie w ludzkiej duszy. Można jedynie samemu żyć w światłości i pełnić czyny rozświetlające świat. Poza tym weźcie pod uwagę, że skoro rzucacie inwektywy i obrażacie  sami jesteście na tym samym poziomie świadomości, więc zapytajcie, czy ślepy może prowadzić ślepego? Czy obaj nie wpadną do dołu?

Obaj Panowie ujawnili lęki dużej części społeczeństwa, które nie stało się konserwatywne z przekonania, ale z lęku. Chwieje się bowiem świat męskiej dominacji i patriarchalnej kultury, więc konserwatywna reakcja wydaje się jej słusznym działaniem obronnym.

Wbrew zdaniu dużej części wyzwolonych Pań, piszę z pełną świadomością, że patriarchalny świat się chwieje, a nie przeminął. Drogie Panie, Wy też obudźcie się ze snu. Już sam fakt, że zamiast rozmontowywać korporacyjne struktury, w których nie ma miejsca na sprawiedliwy podział wypracowanych środków, w większości świetnie się w nich odnalazłyście, świadczy o tym, że nie doszło do wyrównania energii. Matriarchat  niestety nie uzupełnia i nie równoważy patriarchatu. Weszłyście w struktury i schematy męskiej energii i je wzmacniacie, odmawiając sobie prawa do korzystania z Waszej cudownej, bo stwórczej, kobiecej energii. Podobnie ma się rzecz w edukacji. Za miało w niej współpracy, wspólnoty, miłosierdzia, symbolu, poezji, piękna i sztuki.

Ks. Boniecki reprezentuje ten duchowy ślad chrześcijaństwa, w którym nie ma miejsca na podziały i poszukuje się miejsca dla każdego. To jest nurt mistyczny, kobiecy, duchowy, symboliczny. Po drugiej stronie działają Panowie z gaśnicami Ducha Świętego na głowach, rozpaczliwie skostniali, fundamentalni, rygorystyczni, patriarchalni, ponieważ ogarniają jedynie świat prawa własności. Rozumieją jedynie to, czego doświadczają cielesnymi zmysłami. Ten świat się kończy, więc czują, że tracą grunt pod nogami i wykorzystują kogo mogą, np. PiS i min. Czarnka do bronienia tego, co już dawno zostało im zabrane. 

Ugruntowane cnoty niewieście – ten zwrot udał im się szczególnie. Tak genialnego oksymoronu od dawna nie wymyślono. Cnoty i owszem, znane kulturze greckiej, cechują przecież raczej mężczyzn, aniżeli panie. Poza tym, w jaki cudowny sposób niewiasty, czyli te, które nie wiedzą, miałyby coś wiedzieć na temat cnót? Musiałyby wpierw awansować do roli Wiedźm, czyli wiedzących! Jednak w jaki sposób Wiedźmy miałyby żyć cnotliwie, tego – mam przeczucie – nie ogarnia nawet Najwyższa Inteligencja!

Niech więc Panowie z gaśnicami na głowach wpierw zdecydują się, czy z kobiet chcą wyhodować mężczyzn, cechujących się cnotami obywatelskimi, czy może pozwolić im wreszcie rozwinąć wiedźmiński potencjał, w którym przepadną męskie imaginacje i seksualne fanaberie o tym, że Wiedźmy podróżują na miotłach z trzonkami. Cóż za pomysł, żeby Wiedźmy podróżowały po różnych poziomach świadomości na męskich członkach. Oczywiście to patriarchalna próba okiełznania kobiecej energii. Jej współczesnym odpowiednikiem jest ministerialny pomysł, aby dziewczynki uczyć cnót niewieścich. Więc należy je wdrażać w kuchenny dryl, poświęcanie własnych marzeń i umiejętności dla karier jaśniepanująych małżonków i zgody na domowe gwałty, a tymczasem chłopcy dalej mogą swawolić, rozbijać się, gwałcić, toczyć między sobą wojny i uczyć się podporządkowywania sobie innych,

Śmiechu warte. Wiedźmy podróżują w kotłach, czyli własnych biodrach, dzięki sile swojej kobiecej energii, trzonkami mioteł poprawiając co najwyżej kurs.

Panowie, klupnijcie się w głowy! (znaczenia proszę szukać w słowniku języka śląskiego).

Nawiązanie do języka nie jest przypadkowe.  Otóż w moim przekonaniu największym odnowicielem cywilizacji jest Jezus z Galilei. Przy czym jakość jego mądrości i życia wciąż nie została w pełni odkryta i doceniona, ponieważ Panowie z gaśnicami na głowach realizują korporacyjną strategię obrony męskiej dominacji, zamiast przyjrzeć się swojemu Mistrzowi i wyciągnąć wnioski. Tenże Jezus nauczył nas, że ożywia Duch, zaś litera uśmierca. Ta druga jest energią męską, bo strukturalną, zwłaszcza w wydaniu spółgłoskowym, czyli znaczeniowym. Jeśli w języku jest jakaś energia żeńska to najpewniej w melodyce, czyli w samej wypowiedzi, a do tego służą samogłoski. Wypowiedź jest możliwa dzięki tchnieniu, oddechowi, czyli duchowi, który jest Wielką Matką, wieczną, stwórczą energią. Życie dzieje się nie dzięki zapisanym słowom, ale wypowiadanej Mądrości, to jest dzięki stwórczym słowom, które dobre i piękne myśli zamieniają w odpowiednie wibracje naszych tchnień, czyli oddechów, a więc Duchowi. Rodzi tylko Matka. Stwarza tylko Duch, czyli żeńska energia.

Dlatego największy Uzdrowiciel świata, czyli Mistrz z Galilei, jest mężczyzną, który słusznie jest przedstawiany jako poczęty bez udziału mężczyzny. W tym symbolu nie rozchodzi się o biologię, ale o sens duchowy. Chociaż Jezus jest mężczyzną w istocie jest manifestacją energii żeńskiej, to znaczy stwórczej boskości, która każdym słowem, wypowiedzianym w Duchu Miłości, stwarza świat na nowo. Tak działa i objawia się Mądrość, czyli kolejny symbol boskości, która w swej najgłębszej istocie jest żeńska.

Jak wytłumaczyć to min. Czarnkowi? Może udałoby się jego doradcy? Może znanemu prezesowi bardzo patriarchalnej partii? Ktoś pomoże?

No cóż, wątpię, że się uda. Pozostaje zatem działanie. Na pewno nie rzucanie inwektyw i ośmieszanie!

W najbliższych miesiącach będę często o tym pisał, tymczasem dziś proponuję jedno, praktyczne rozwiązanie.

Świat może uratować tylko żeńska energia, ponieważ rodzi nową jakość. Energia męska jedynie przekształca. Zatem do rzeczy.

Przed kilkom miesiącami radziłem kolegom, co możemy wspólnie zrobić, aby użyźnić Kościół. Docierają do mnie sygnały, że niewiele zdziałałem. Może pomysły były zbyt radykalne? Dziś zatem spróbuję delikatniej. Narzekacie, że w kościelnych budynkach coraz miej ludzi, zwłaszcza teraz w dobie covidowej epidemii. Ten  proces jest nieodwracalny, między innymi z powodu zmiany w energetycznym polu ziemi. Wielka Matka upomina się o dzieci, które wydaje ze swojego łona. Tymczasem kościelne przestrzenie są zorganizowane typowo po męsku. Wszyscy siedzą w rzędach, dokładnie jak w tradycyjnych szkołach, i słuchają patetycznie perorujących mężczyzn, którzy mówią kazania, czyli karzą coś uczynić, albo słownie karzą za nieposłuszeństwo.

Dziś nadszedł czas, aby ławki i rzędy krzeseł wynieść z kościelnych budynków. Zbierajmy się w kobiecych kręgach. Niech z rąk do rąk podawany jest chleb, symbol żeński, oraz kielich z winem, jako krwią, idzie bowiem z kolei o męski symbol. Kobiety karmią chlebem, a mężczyźni swoją krwią. 

Jeśli nie chcemy dłużej słuchać min. Czarnka, ani jemu podobnych; jeśli chcemy pozbyć się Panów z gaśnicami na głowach, dla których problemem nie jest pedofilia, ale jest nim brak ugruntowanych cnót niewieścich, niech w kręgach Miłośników Życia, Światła i Miłości, przemawiają kobiety i mężczyźni, bowiem w Mądrości nie ma żadnych podziałów. Niech w kościołach pojawią się instrumenty, które wzmacniają energię kobiecą, czyli np. bębny i misy. Niech pojawi się w nich ciemność, czyli sposobność kontemplacji, mistycznego doświadczenia i wejścia w ciemny las ludzkiej psychiki.

Niech ożyje świat w tanecznym wirze dwóch energii. Wirującym polu energii miłości Królowej i Króla, Kochanki i Kochanka, Wiedźmy i Maga. Niech wypełnia się i działa uzdrawiający związek żeńskiego Ducha i męskiego Słowa, kobiecej mocy i męskiej siły, kobiecej miłości i męskiej czci.

Chrystus zmartwychwstał – życzenia

Chrystus zmartwychwstał!

Czy doceniasz wszystkie znaczenia tego wyznania?

Najczęściej łączysz je ze zwycięstwem nad śmiercią. Słusznie.

Jednak zwycięstwo nad śmiercią, jest zwycięstwem nad życiem, które rozsiewa trujące ziarna śmierci.

Powstanie z martwych oznacza, że jesteś wolnym człowiekiem, nikomu i niczemu nie podległym. Stałeś się prawdziwym Chrystusem, aby czynić wszystko, czego dowiadujesz się z Bożego Słowa.

Wyznanie, Chrystus zmartwychwstał, oznacza, że w piątek umarłeś jako niewolnik, aby dziś urodzić się jako wolny Pan.

W naszym świecie wciąż rządzi prawo rzymskie, kanonizowane przez Kościół, który w swą nazwę przyjął historyczne miejsce obowiązywania tego prawa. W myśl tego prawa jesteś niewolnikiem, który powinien grać społeczną rolę. Uczestniczysz w grze, w której podlegasz sztucznemu wyobrażeniu własnej osoby stworzonej przez państwo i Kościół. Według prawa miłości nie byłoby zła, natomiast według prawa rzymskiego wszystko jest złem, przestępstwem, wykroczeniem, abyś klęczał przed prezydentem, urzędnikiem, policjantem i sędzią. Z wszystkiego masz się tłumaczyć, a pragnąc wolności odczuwać winę.

Wystarczyłoby, abyśmy postępując w prawie miłości przestrzegali dwóch zasad:

– nie krzywdź nikogo i niczego;

– nie pozwalaj krzywdzić siebie oraz innych.

Wszystko inne to celowy galimatias, w którym mamy się gubić, żeby nasze sumienia były zabrudzone i słabe.

Chrystus zmartwychwstał!

To wielkanocne wyznanie oznacza, że więzienie zostało otwarte i każda dusza, jeśli chce, może wyjść na wolność. Powstań z kolan. Nie musisz mieć imienia ani nazwiska. Nikt nie ma prawa zmuszać Cię, abyś udowodnił, że Ty to Ty. Prawdziwy Ty to dusza czysta i wolna, oddana Bogu a nie światu. Nikt ani żaden urząd nie ma prawa zmuszać Cię do określonego sposobu życia. Jeśli chcesz zachowywać niektóre ze zwyczajów albo poddawać się oczekiwaniom, niech wynikają z prawa miłości.

Uznając i stosując tytuły sędziów, lekarzy, urzędników państwowych i kościelnych, szarże wojskowe i policyjne, nie zmuszany przez nikogo sam siebie sprowadzasz do roli petenta, proszącego biedaka, niewolnika, liczącego na łaskę.

Pamiętaj, nie podlegasz żadnemu sądowi ani urzędowi. Jesteś na równi z sędzią, biskupem i prezydentem. Nie musisz przed nikim klękać, nie musisz gloryfikować tytułów, nazw, itp. Jesteś człowiekiem Bożym i nie podlegasz niczyim rozkazom. Pamiętaj, że tylko Twoja zgoda w fikcyjnej grze umożliwia komuś zajęcie wyższego stanowiska w społecznej, zawodowej i jakiejkolwiek innej drabinie.

W Bogu powstałeś dziś rano do wolnego życia jako Chrystus, któremu podlegli są aniołowie, zwierzchności i moce. Pamiętaj, że jesteś człowiekiem, a nie osobą, czyli aktorem z maską na twarzy.

Porzuć wszystkie ograniczenia mentalne. Wyjdź z niewoli ograniczeń, w które niestety wierzysz. Uwierz w siebie, swoją godność jako Bożego Chrystusa.

W Tobie i przez Ciebie Bóg wszystko czyni nowym!

Kobieca mądrość

Erich Neumann, w dziele pt: Wiel­ka Matka,napisał: „Mądra kobieta różni się od mą­drego mężczyzny tym, że jej mądrość zawsze jest związana z ziemską podstawą rzeczywistości”. Poza tym obrazem Mądrej Kobiety jest karmiąca matka. Z jej piersi płynie źródło mądrości, „mądrość uczucia i głębi karmiącego ducha”. Neumann opisuje Mądrą Kobietę jako ducho­wą siłę, kochającą i ratującą. Z kolei Jacob Grimm znany jest ze słów: Mężczyźni zasługują na ubóstwienie przez swe czyny, kobiety przez swoją mądrość”, które znalazły się  w jego Niemieckiej mitologii.

Kobiety często posiadają mądrość, której brakuje mężczy­znom, ponieważ znają związki i prawa rządzące przyrodą. Już przez sam fakt większej bliskości z ziemią i materią, przez biologiczny rytm księżycowy mają wgląd w tajemnice przy­rody, których mężczyźni muszą się uczyć. To w mężczyznach budzi lęk, więc zabarykadowują się na pozycjach racjonalności i odrzucają instynkt oraz mądrość, której źródłem jest życie i przyro­da. Z takich nieporozumień, uprzedzeń i lęków wzięły się prześla­dowania czarownic.

Kobiety lepiej odbierają obrazy oraz widzą je w sennych oraz intuicyjnych przekazach. Mają jaśniejszy obraz rzeczy niż mężczyźni. Są dobrymi lekarkami i terapeutkami, powszechniej zajmują się medycyną naturalną, zielarstwem i naturoterapią. W tradycji ludowej Kobiety często były uzdrowicielkami, przekazującymi swoją wiedzę z pokolenia na pokolenie. Chodzono też do Kobiet, które jako wróżbitki po­siadały wiedzę tajemną. Najprawdopodobniej zdolności Kobiet do jasnowidzenia wynikają z bliższego kontaktu z  tym, co nieświadome.

Mądre Kobiety mają subtelne wyczucie mądrości przyrody, ponieważ żyją w zgodzie z naturą. W wielu teologiach, duchowościach i religiach spotykamy się prze­cież z macierzyńskim aspektem Boga, co ostatnimi czasy z powodzeniem wykorzystują również psychoterapeuci. Mądre, starsze kobiety są bliskie temu macierzyńskiemu Źródłu. Instynktownie wyczuwają Jego obecność, rozumieją Jego miłosierdzie. Słusznie upominają się o Jego czułość, na przykład ustami laureatki literackiego Nobla, Olgi Tokarczuk.

Takie Kobiety tworzą i rozwijają rytuały, w których mogą świętować ko­biecość. Mają też wiedzę o leczącej sile przyrody. Potrafią pokazać innym kobietom, co dobrze na nie działa, jak mogą się wyleczyć z życiowych ran. Kobiety mają inną wiedzę niż mężczyźni. Nie jest to wiedza, która zo­stała zdobyta na drodze walki, lecz pochodząca z głę­bokiego związku z wszystkim, co jest. Mądre Kobiety wiedzą o rodzeniu się i umieraniu, o stawaniu się i przemi­janiu. Z własnego doświadczenia znają tajemnice ludzkiego życia.

Współcześnie nie jesteśmy w stanie odtworzyć tradycji archaicznych ludów, mimo wszystko byłoby dobrze odkrywać mądrość, która tkwi w tych tradycjach. Zwłaszcza dla Kobiet jest ważne, aby szano­wały i rozwijały wiedzę i odkrywały zdrowe poczucie własnej wartości. Kobiety wiedzą coś, czego nie znają i nie rozumieją mężczyźni, dlatego ze swoją wiedzą nie powinny wy­stępować w opozycji do męskiej wiedzy i konkurować z nią. Męska wiedza często rozwija się w kierunku rozległości. Mężczyźni wiedzą dużo i potrafią o tym rozmawiać. Przechwalają się swoim poznaniem świata. Tymczasem wiedza Kobiet rozwija się w głąb, do wewnątrz. O tej mądrości często nie da się tak po prostu rozmawiać. Ją się wyczuwa. Nią się żyje. W jej ogniu płonie fałsz, niczym kartka papieru.

Kobiety powinny ufać swojej mądrości.  Zwłaszcza współcześnie, gdy na skutek pandemii boleśnie przekonujemy się o tym, że prawdziwy egzamin powołania oblewają duchowi przewodnicy i lekarze, oczywiście poza postaciami wyjątkowymi, znanymi z nazwiska. Nie łudźmy się, że system edukacji, zdrowia oraz tradycyjne instytucje religijne przetrwają kryzys, który rozpoczął się w ubiegłym roku, a trwał będzie przynajmniej dekadę, jeśli nie dwie. Nie pytajmy, czy, ale kiedy upadnie autorytet księdza, lekarza, a najpóźniej nauczyciela do tego stopnia, że powstanie cywilizacyjna pustka, którą wypełni… oczywiście Kobieca Mądrość!

W każdej rodzinie, wspólnocie, grupie interesów i przekonań będzie przynajmniej jedna Mądra Kobieta, Wiedźma co się zowie, której powołaniem będzie terapeutyczne działanie, zanim choroby rozwiną się do stadiów, zagrażających życiu, asystowanie przy narodzinach i umieraniu, wychowywanie, duchowe doradztwo. Zapewne pomiędzy nimi będzie też część Mężczyzn, ale tylko takich, którzy będą czerpać nie z męskiej wiedzy, ale z Kobiecej Mądrości.

Mądre Kobiety można spotkać już teraz wśród Dziewcząt i młodych Matek. Rodzą się coraz częściej z niezwykłą siłą opierania się rodzicom, którzy chcą wychowywać je w kulcie nowożytnej racjonalności. Przeciwstawiają się nauczycielom i duchowym przewodnikom. Czerpią ze Źródła, które odnalazły w sobie.  Bardzo często do wewnętrznej mądrości i jasności widzenia wcale nie muszą dochodzić przez własne doświadczenia, ponieważ zachowały duchową tożsamość sprzed narodzin.

Każda Kobieta ma w sobie potencjał, dzięki któremu może stać się mądrą. Jednak, gdy Kobiety zbyt jednostronnie ukierunkowują się na dążenie do sukcesu i perfekcji, wtedy przestają rozumieć swoje instynkty oraz ufać intuicji. W ten sposób tracą kontakt z Mądrą Kobietą w sobie, której zadaniem jest doprowadzenie każdej Pani do jej kobiecych korzeni i nauczenie, w jaki sposób może świętować swoje kobiece życie.   

Bóg ONI

Co w religii denerwuje nas najbardziej? Oczywiście nie idea, wyobrażenie czy doświadczenie Boga (niech każdy sam wybierze najbardziej odpowiadające mu pojęcie), ale to, że podobno istnieją jacyś bogowie, mówiący nam, jak mamy żyć, ustami innych ludzi, którzy podobno są specjalistami.

No więc, cóż to byłby za wielce potężny i wszechmogący bóg, który nie potrafiłby zwrócić się do mnie bezpośrednio? Otóż to. Nie ma takiego boga nad ziemią, na ziemi ani pod ziemią. Jest pomysłem ludzi, którzy chcą rządzić, ingerować, wykorzystywać, kontrolować energię innych. Wymyślili boga, któremu nadali imię ONI. Wypowiadają się w imieniu czegoś, co jest kłamstwem, iluzją, odwróceniem stron, stworzyli więc demoniczny obraz boga.

Bóg prawdziwy, Źródło życia, światła i miłości, ma na imię JESTEM, znane ludziom od zarania, niestety bardzo niepopularne.

JESTEM nie interesuje się cudzym życiem, ponieważ JESTEM interesuje się moim życiem.

ONI interesuje się życiem wszystkich, ponieważ ONI nie interesuje się moim  życiem.

ONI udaje boga do momentu, w którym człowiek odkrywa JESTEM. Począwszy od tego doświadczenia, ONI przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Czy naprawdę trzeba mieć 200 punktów IQ, żeby pojąć różnicę? Raczej nie, więc skąd to się bierze, że potencjalni wyznawcy JESTEM wciąż próbują zadowolić i czczą ONI? Zamiast całe życie, swoje nerki, serce i rozum oddać w służbę JESTEM, biorą pod uwagę, co ONI powie? No bo przecież ONI przygląda się, ocenia, może nie być zadowolony, może potępić, odrzucić, wykluczyć, nie dać nam tego, na co mamy ochotę.

Jeśli prawdziwy Bóg to JESTEM, a ONI jest demonicznym odwróceniem, czy ONI naprawdę ma oczy? Czy może zobaczyć to samo, co widzi JESTEM? Czy może zbadać nerki, zobaczyć serce, uporządkować rozum?

Czy można służyć dwóm Bogom jednocześnie?

Czy można czcić JESTEM, póki ONI są ważni dla ludzkiego EGO?

ONI wciąż pokazuje nam wszystko, co jest dobre do jedzenia, miłe dla oczu i godne pożądania dla zdobycia mądrości. EGO aż piszczy z radości.

JESTEM cierpliwie pyta: Gdzie jesteś? Czy jesteś? Czy jesteś tym, kim jesteś? Czy nie oddałeś się w niewolę dla przyjemności EGO?

JESTEM jest prawdą, jest czystym, transparentnym źródłem życia, światła i miłości. JESTEM poznać po tym, że eksploduje radością i szczęściem.

ONI jest krótkotrwałą słodyczą, która obraca się w gorycz. ONI uzależnia do wciąż nowych porcji cukru, bez którego życie wydaje się mało smaczne. Ostatecznie sprawdza smutek i nieszczęście, brak zadowolenia i spełnienia.

Gdy człowiek służy ONI, wtedy JESTEM przestaje być ważne, bo przeszkadza w zdobywaniu wszystkiego, co EGO uznało za ważne, potrzebne, godne pożądania. To jest ten moment, gdy ONI zaczyna oceniać postępowanie innych.

Bo ONI jest specjalistą od sądu. W tym nikt nie pozbawi ONI palmy pierwszeństwa. ONI dobrze wie, co jest dobre, a co złe; co człowiekowi wolno, a czego nie wolno; czym można zasłużyć sobie na pochwałę i nagrodę, a czym na zganienie i karę. Żeby ukryć niesmak, zawiedzenie, gorycz, smutek i nieszczęście ONI staje się specjalistą od życia wszystkich, tylko nie mojego życia. 

Natomiast JESTEM jest ciche, skromne, proste i nieskomplikowane w kochaniu. Nie krzyczy, nie ocenia, nie potępia. Kochające JESTEM jest specjalistą od podawanie ręki i dobrych słów, czyli zbawiania. Ono jest zadowolone i szczęśliwe, więc jest specjalistą od mojego życia i nie ma potrzeby ingerowania w życie wszystkich.

Więc co w religii denerwuje nas najbardziej? Czy Bóg rzeczywiście? JESTEM nie może denerwować. JESTEM jest radością i szczęściem. JESTEM napełnia światłem, życiem i miłością.

Nie dajmy się zwieść!

Bądźmy czcicielami JESTEM, bo wówczas ONI okaże się kłamstwem i złym snem. Nikt nie będzie nikogo oceniał, sądził, potępiał i więził. Nikt nie będzie cierpiał z braku wiary w siebie i bezsilności. Lęki i kompleksy nikomu nie zamurują drzwi, prowadzących do życia, radości i szczęścia.

Nie pytajmy, co powie ONI?

Czcijmy ciche JESTEM.

Świąteczne życzenia

Bóg rodzi się człowiekiem

życzę więc:

– samotność niech stanie się obecnością;

– chłód niech stanie się czułością;

– dalekość niech obróci się w bliskość;

– ciemność niech napełni się światłem;

– smutek niech obróci się w radość;

– żal niech będzie wdzięcznością;

– wspomnienie niech stanie się czujnością na nowe.

Bądź uważny/a, żebyś usłyszał/a, zobaczył/a, poczuł/a, doświadczył/a.

Nowe już jest.  

Nie słuchaj, gdy każą Ci rozglądać się za nowym!

Nie wierz, gdy Cię nim straszą albo mówią, że się w nim nie odnajdziesz!

Nowe już jest.

Nowe jest w Tobie!  

Nowy świat nie zależy od koniunkcji planet.

Nowy świat zależy od Wielkiej Koniunkcji dwóch najważniejszych słów:

Bóg i Człowiek.

Bóg jest Człowiekiem,

więc jesteś Obecnością, Czułością, Bliskością, Światłością, Radością, Wdzięcznością.

Jesteś Dzieckiem Najwyższego, dziedziczysz Królestwo, masz wszystko.

Równowaga energii

Wczoraj, w ostatnią niedzielę Adwentu, Duch przypomniał o istotnym elemencie zbawienia i pokoju na świecie, o którym prawie w ogóle się nie mówi, ponieważ podważa stereotypy na temat płci. Zwłaszcza w patriarchalnej Polsce, w której religijną wyobraźnię kształtują mężczyźni, chodzący w sukienkach, a pomimo tego często nie radzący sobie z energią seksualną, Kobiety wciąż traktowane są jako własność Mężów. Mężczyznom wydaje się, że bez ich boskiego nasienia świat runąłby w przepaść.

Pragnę w związku z tym zwrócić uwagę na ważny, aczkolwiek z powyższych powodów nie rozwijany, wątek biblijnej narracji o przyjściu trzech mężczyzn do namiotu Abrahama i Sary, którzy zapowiedzieli, że rok później Sara urodzi syna (1 Mż 18,1-14; 21,1-3). W tekście nie ma wzmianki, żeby Abraham fizycznie kochał się z Sarą, co nie byłoby znowu takie dziwne, bo jakby zrozumiałe, że nie trzeba koniecznie informować o seksie, gdyby nie to, że kilka rozdziałów wcześniej autor opowiadania o Abrahamie i Hagar stosowaną informację jednak zamieścił: „A on obcował z Hagar, i poczęła” (1 Mż 16,4a).

To naprawdę nie jest rozstrzygające, czy w sensie fizycznym gameta Abrahama spotkała się z gametą Sary. Niestety od dłuższego czasu interpretacja tekstów religijnych mierzy się przede wszystkim z warstwą literacką i historyczną, czyli z literą tekstów, pomijając Ducha, czyli warstwę symboliczną, która dla duchowości i wiary ma decydujące znaczenie. Nawet jeśli doszło do zapłodnienia Sary przez Abrahama, intencja autora, aby o tym nie informować, jest znamienna. Nie wolno jej lekceważyć, tym bardziej, że opisując narodziny Ismaela bez wahania szczegółowo opisuje fizyczne poczęcie.

Co o tym sądzić, sugeruje zamiar teologów, którzy ów tekst przeznaczyli na ostatnią niedzielę przed Wigilią Bożego Narodzenia. Poczęcie Izaaka przypomina bowiem poczęcie Jezusa, czyli bez udziału mężczyzny. W obu wypadkach miałoby się to w ogóle nie wydarzyć, skoro Abraham był już stary (może niezdolny do stosunku, co sugeruje hebrajski tekst), a Józef fizycznie nie kochał się z Marią. I naprawdę nie jest to istotne, wbrew temu, co można usłyszeć w ironicznych uwagach na temat cudownego poczęcia Jezusa.

Może Abraham z Józefem jednak partycypowali? Co z tego? I tak najważniejszy jest sens duchowy, teologiczny, a nie literalny, historyczny. Z obu opowiadań wynika, że historia ludzkości nie zależy od kopulacji i przekazywania informacji genetycznych, pochodzących z dwóch gamet. Gdy ma się wydarzyć coś szczególnego i zbawiennego (nadającego sens ludzkim dziejom), wówczas Źródło Życia wyrównuje żeńską i męską energię. Rodzi się człowiek androgeniczny, który, co klinicznie pokazuje postać Jezusa, jest stworzony bez udziału władczej, zawłaszczającej, zdobywczej, żądającej i podporządkowującej energii męskiej.

Co prawda rodzi się mężczyzna z biologicznymi cechami płciowymi, niemniej stworzony na obraz Boga jako Adam, czyli człowiek przed podziałem na mężamężatkę. Co w starszej narracji, poświęconej Izaakowi, jest przedstawione dość niezdarnie, aczkolwiek czytelnie, w postaci napięcia pomiędzy bliźniakami: Ezawem (energia męska) i Jakubem (energia żeńska). Izaak umarł po pojednaniu się braci, którzy wspólnie pochowali Ojca.

Dopiero dużo młodsza opowieść o Jezusie jest bardziej precyzyjna i nie pozostawia miejsca na wątpliwości, w jaki sposób interpretować postać Mistrza z Galilei. Jednak zestawiając z nią opowiadanie o poczęciu Izaaka można dostrzec, że obie należą do tego samego duchowego nurtu, upatrującego ocalenie ludzkości w człowieczeństwie pojednanych energii. Zresztą nie są odosobnione, bo nie tylko żydowska Kabała i chrześcijańska ezoteryka o niej pamiętają i rozwijają.

Grafiki, przedstawiające Marię z Dzieciątkiem, jako żywo przypominają wschodnie symbole zrównoważonej energii. Ponieważ to kobieta jest Ewą, czyli matką wszystkich żyjących, więc męska energia jest jakby wpisana w żeńską, ale to jest wniosek powierzchowny. W istocie wszystko zmierza do równowagi.

Uważne oczy łatwo zauważą, że Kobieta kołysze, trzyma w dłoniach, tuli syna, Chłopca. Tworzy zatem pełnię, czyli przepływ energii z Mężczyzną, który jest z niej. W ten sposób grafika uświadamia, że Kobieta nie potrzebuje energii obcego Mężczyzny, ilustrowanej jako penis. Jej penisem jest Chłopiec, którego urodziła, czyli męska energia, którą ma w sobie. Z kolei Chłopiec, czyli męska energia, wyłania się z żeńskiej. Męska energia nie jest autonomiczna i zdobywcza, jak utrzymuje mit założycielski cywilizacji białych mężczyzn. Jest integralnym elementem ludzkiej pełni. Kobiety mają ją w sobie, ale wychowywane są w taki sposób, żeby nie potrafiły jej uruchamiać. Skoro z niej nie korzystają, więc uzależniają się od energii Mężczyzn, którzy wykorzystują swoją pozycję i czynią z Kobiet kuchenne służące i prostytutki.

Tymczasem męska energia, której obrazem jest penis, jest siłą zewnętrzną, siłą mięśni i tzw. szerokich ramion, zapewniającą spokój i bezpieczeństwo Kobiecie/Matce i Dzieciom. Powinna realizować się jako służąca, a nie władcza i zdobywająca Kobiety dla zmysłowej przyjemności. Odwrotnie energia żeńska jest mocą wewnętrzną, mocą miłości i rodzenia, czyli tworzenia nowej ludzkości.  Dlatego nie dziwmy się, że wszystko, co najlepsze i zbawienne, czyli uzdrawiające, uszczęśliwiające, błogosławiące, nadające sens ludzkiej historii, dzieje się dzięki Kobietom, rodzącym Mężczyzn, którzy są wolni od męskiego EGO i potrzeby zdobywania.

Gdy żeńska energia zrównoważy się z męską w każdym człowieku, wówczas nastanie pełnia Królestwa Niebios.

Oszaleliśmy w cichy czas Adwentu

Z mediów wylewają się rozpaczliwe apele o przystąpienie do walki. Zewsząd słychać skądinąd racjonalne argumenty, abyśmy walczyli o demokrację, Kościół, naród, wolność, prawo do aborcji, wolność słowa, wolną miłość i tradycyjną rodzinę.

Czy znajdzie się jeszcze jakaś tzw. wartość, o którą Marek Uglorz nie musiałby walczyć?

Do jedzenia dosypują nam szaleju?

Ktoś mądrzejszy ode mnie podpowie mi, który front mam wybrać, bo na wszystkich fizycznie być nie mogę.

Za kilkanaście dni przeżyjemy Święta, które większość rozpocznie błahymi życzeniami wesołych świąt i spokojnego nowego roku.

Szlag jasny! Hipokryzja czy totalna ignorancja?

Na pewno przeżyjecie baśniowe święta i cudowny nowy rok, w wigilijny wieczór życząc sobie pokoju, a przez 364 dni walcząc nawet o pokój, zdrowie i szczęście. Widzieliście kiedyś spokojnego, zdrowego i szczęśliwego żołnierza, siedzącego od miesięcy w okopach? Oczywiście poza psychopatycznymi Dowódcami, bawiącymi się ludzkimi istnieniami, jak żołnierzykami na strategicznej planszy?

Wyobraźcie sobie, że wszyscy, którzy wierzycie w wojnę, nawołujecie do niej, będziecie o niej rozmawiać nawet przy świątecznym stole, jesteście psychopatami!

Nie wierzycie mi? Poszukajcie definicji w internetowych zasobach. Wszyscy do niej pasujecie.

Przypatrzcie się wojnie. Zrozumcie walkę….

Jest daremna, kopie doły na masowe mogiły, posyła anonimowe dusze na front, aby doły nie pozostały puste.

Stworzyliście mentalne wzorce walki, którymi wibrujecie na własną i świata zgubę. To są wibracje śmierci, strachu, nienawiści.

Nigdy nie byliście w grocie, w której rodzi się prawdziwy człowiek, więc walczycie z ludźmi, których się boicie.

Nigdy nie pozwoliliście sobie na śmierć, każdego dnia kontrolując, trzymając, zabiegając, troszcząc się i walcząc o lepszą pomyślność, więc zamiast po prostu lekko i rzeczywiście spokojnie żyć, stale walczycie z życiem.

Naprawdę nie widzicie, że walczycie z tym, o co walczycie? W efekcie wywalczycie trupa!

Mam pomysł! Dobrą radę dla Was.

W dzień wigilii zajdźcie do prosektorium albo gdziekolwiek, gdzie znajdziecie zwłoki, a najlepiej, żeby to były same kości. Usiądźcie między nimi na kilka godzin. Poczujcie śmierć, obłęd, szaleństwo, dzicz. Poczujcie siebie. Zobaczcie, że te ciała i kości to Wy.

Przenigdy nie pokochaliście siebie bezwarunkową i czystą miłością. Nie poczuliście się dobrze w swoim ciele i czasie. Nienawidzicie innych, bo nie chcecie widzieć siebie. Walczycie sami ze sobą.

Chcecie przeżyć zdrowe święta i spokojny nowy rok?

Pozwólcie, że szczerze porozmawiamy. Tylko zaproście mnie do środka. Dlaczego mielibyśmy rozmawiać na progu?  Nie chcę rozmawiać z Waszym biokomputerem, podłączonym do zmysłów.

Chcę porozmawiać z mieszkańcem domu. Zawołacie Duszę? Zauważyliście w ogóle, że ktoś taki mieszka w Waszym dom?

Pozwolicie, że porozmawiam z Duszą? Już dość nagadałem się z rozumem i ciałem. Za każdym razem zagradzają mi przejście do serca domu, do kuchni, gdzie cichutko czeka Dusza, przy rozgrzanym sercu.

Pozdrawiam Cię, Duszo.

Powiedz mi, Duszo, dlaczego namawiasz mnie do walki? Czy też przyszłaś na ziemię, aby walczyć? Duszo, o co walczysz? Skoro przyszłaś z domu wiecznego Rodzica, ze źródła Światła i Miłości, co daje Ci walka? Czy walcząc, nauczysz się na ziemi czegoś większego, piękniejszego, lepszego?

Powiedz mi, Duszo, dlaczego uważasz, że wojna rozwiązuje wszystkie problemy? Czy tam, skąd przyszłaś, wojna służy do rozwoju i osiągania doskonałości?

Powiedz mi, Duszo, jak znajdujesz powrotną drogę do domu? Nie gubisz się w gąszczu polemiki, pod kanonadą racjonalnej amunicji i pod ostrzałem niekończących się ocen, oskarżeń, rozkazów i gróźb?

Duszo, dlaczego przygarbiona, mniejsza, brzydsza, smutniejsza, niż w rzeczywistości, przysiadłaś przy ciepłym sercu? W innych miejscach jest Ci zimno?  To jak znajdziesz drogę do domu? Jak wrócisz? Chcesz umrzeć na obczyźnie, z dala od swoich?

Duszo, czego się boisz?

Rozum, który nie chciał mnie do Ciebie wpuścić i wejście zasłaniał ciałem, powiedział, że najważniejsza jest władza, prestiż, szacunek, poczucie bycia ważnym, więc On tego pilnuje. A Ty, taki Kopciuch przy piecu? Ciebie można się  tylko wstydzić. Jesteś zbyt czuła, wrażliwa, delikatna, miłosierna, prawdziwa w swoim płaczu. Nie wolno Cię pokazywać światu, żeby nie stracić miejsca w pierwszym szeregu twardych i nieustępliwych wojowników o lepszą przyszłość, nie zostać wyśmianym w gronie Dowódców – psychopatów. Masz cicho siedzieć przy piecu i dbać, żeby w domu nie zrobiło się zimno.

Duszo, czemu płaczesz? Jesteś piękna, gdy nieśmiało uśmiechasz się kącikami oczu i niezdarnie odgarniasz kosmyki włosów z czoła…

Jesteś piękną Panią..

Jesteś Kochanką.

Przyszłaś, aby kochać.

Gdzie schowałaś czerwone korale? Rozum Ci zabrał, bo wystraszył się miłości?

Gdzie masz białą suknię? Rozum podarł na bandaże, bo nie potrafi tańczyć i woli walczyć?

Gdzie masz czarną torbę akuszerki, pełną błogosławieństw z ojcowskiego domu? Rozum zamienił na raportówkę z rozkazami na front?

Słyszysz Duszo! Właśnie wybiła godzina radości i wesela.

Duszo wstań i przygotuj się na weselną ucztę, tańce, zabawę i śmiech.

Zamiast czerwonych korali ubierzesz naszyjnik z pereł. Każda z nich powstała z jednej łzy cierpienia. Dużo się napłakałaś, więc długi naszyjnik czeka na Ciebie.

O białej sukni zapomnij. Czeka złota, jaśniejąca Twoim pochodzeniem, boską godnością. Wszyscy się dowiedzą, skąd przyszłaś i kim jesteś.

Czarna torba akuszerki niech służy na listy, pisane z frontu do matek o śmierci ich dzieci. Ty, Duszo, nie potrzebujesz ani torebki na skarby, bo sama nim jesteś, ani do przechowywania tragicznych wiadomości, bo sama jesteś wiadomością z innego świata.

Duszo, przypomnij sobie, kim jesteś! Jesteś wiadomością o świecie bez łez, bólu, cierpienia i śmierci, bez walki i wojny! Jesteś wiadomością o świecie miłości, radości, pokoju i światła.

Wyjdź z więzienia. Nie pozwól rozumowi trzymać Cię pod kluczem. Ciało nie będzie więcej zagradzać drogi na wolność.

Duszo wyjdź i zatańcz. Zaproś do miłości, wiecznej ekstazy, w której ginie rozum i EGO.

Czy zrozumieliście Czytelnicy, moje Przyjaciółki i moi Przyjaciele, dlaczego dziś chciałem spotkać się z Waszymi duszami?

Dajecie się okłamywać rozumowi i ciału! Dlatego musicie wciąż czytać nowe/ stare książki, zaczynać nowe badania, stale poszerzać wiedzę, albo ćwiczyć, poprawiać kondycję i dbać o piękno ciała, ponieważ szybko mijają. Prawdziwe piękno mieszka w Was, a Wy się go wstydzicie!

Daliście się oszukać i staliście się więźniami EGO, które Wam mówi: walcz, prowadź wojnę, wygraj, pilnuj zdobyczy, żyj w stresie, żeby ktoś Cię nie pozbawił korony!

Zakochajcie się w swoich duszach. Przeżyjcie miłosne zespolenie z boską cząstką w Was, a urodzi się Wam dziecko, o imieniu JESTEM. Ono wyprowadzi Was z ciemności lęku, uwolni od wojny, obdarzy wiecznym pokojem.

Zakochajcie się w swoich duszach. Przeżyjecie Boże Narodzenie.

Życzę Wam świata bez wojen, emocji bez umierania, myśli bez strachu, rozmów bez oceniania, wiadomości bez nawoływania do walki.

Adwent…

I przyszli do Jerycha; a gdy wychodził z Jerycha On oraz jego uczniowie i mnóstwo ludu, syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze. Usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu, począł wołać i mówić: Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! I gromiło go wielu, aby milczał; a on tym więcej wołał: Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! Wtedy Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I zawołali ślepego, mówiąc mu: Ufaj, wstań, woła cię. .A on zrzucił swój płaszcz, porwał się z miejsca i przyszedł do Jezusa. A Jezus, odezwawszy się, rzekł mu: Co chcesz, abym ci uczynił? A ślepy odrzekł mu: Mistrzu, abym przejrzał. Tedy mu rzekł Jezus: Idź, wiara twoja uzdrowiła cię. I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą. Mk 10,46-52

Definitywnie skończył się czas bezkresnego czekania; czas, który można przepuścić przez palce.

Adwent oznacza, że nadszedł czas, który nie trwa wiecznie. Ledwo się zaczyna, a już odchodzi. Adwent to kairos, szczególny moment, na który czekałeś i teraz nie możesz go przeoczyć!

Z Adwentem jest podobnie, jak z Jezusem, który nigdy nie przystaje, ale bezustannie jest w drodze i trzeba mieć wrażliwość ślepego Bartymeusza, aby dokładnie wyczuć, że Uzdrowiciel z Galilei teraz jest najbliżej i usłyszy, a potem dotknie i uzdrowi.

Adwent – to znaczy, że nie czekasz na Kogoś, kto ma przyjść, ale na Kogoś, kto będzie przechodził.

Czas na przygotowanie się do spotkania już minął. Miałeś go wcześniej. Teraz czas został ci zabrany, abyś wreszcie rozpoznał Tego, który przechodzi przez Twoje życie. Teraz czas został ci zabrany, żebyś zdecydował: życie albo śmierć.

Pamiętaj, że co nie uda Ci się teraz, to nie wydarzy się już nigdy. Potem będziesz miał czasu, ile zechcesz, ale to będzie czas śmierci i ciemności; czas zmartwień i trosk; czas lęków i neuroz.

Adwent oznacza, że trzeba przemyśleć miniony rok. Pomyśleć nad zmarnowanym czasem, którego nie przeznaczyłem, aby przygotować się do spotkania z tym, co jest mi dane z nieba.

Adwent oznacza, że bardzo łatwo przeoczyć ważną chwilę. Nie spotkać się z człowiekiem, który jeden jedyny raz przechodzi przez życie! Nie wypowiedzieć słowa, które należy! Nie wyciągnąć ręki we właściwym czasie! Zmarnować czas czuwania.

Dlatego w pierwszym dniu Adwentu przepraszam wszystkich, których nie zauważyłem, bo nie byłem na tyle uważny, aby rozpoznać Obecność i wypowiedzieć dokładnie te słowa, które należało.

Przepraszam i jednocześnie życzę wszystkim, abyśmy dłużej nie marnowali dni i nocy życia, ale za ślepym Bartymeuszem nauczyli się, że jest możliwe spotkanie, jeśli człowiek nie myśli o sobie, o swoich błędach i cnotach, przeszłości i przyszłości, niedoskonałości i doskonałości, ale delikatnie, uważnie i czujnie zauważa Tego, który przechodzi przez życie.

Adwent…

Jezu idziesz, zbliżasz się,

przeszedłeś…?

Tak szybko?

Nie przystanąłeś?

Nie zauważyłeś mnie?

Jezu wróć!!!

Uznałem,  że szkoda czasu na naukę czuwania…

Myślałem tylko o sobie…

W ciemnościach było mi dobrze…

Adwent…

idzie, zbliżył się…

Co uczynię z Adwentem,

darem, który dany jest tylko raz?

Nie przechodź!

Nie mijaj mnie!

Zauważ!

Powrót będzie niemożliwy!

Adwent…

Już nie mam czasu do zmarnowania…

Nie będę myślał tylko o sobie..

Chcę zobaczyć światłość!

Umysł żeński i męski czyli refleksja hermeneutyczna

Męscy wojownicy Światła, Lwy argumentacji i logiki, przystopujcie troszkę.  

Poczujcie się trochę kotkami mruczkami.

Czytam różne wypowiedzi, które pojawiają się w związku z dyskusją o aborcji i widzę zdecydowaną przewagę męskich głosów przeciw, bez wyjątków i bez prawa kobiet do ostatecznej decyzji.

Panowie, Wasza pycha zapowiada naszą, ogólnomęską tragedię.

Mam nieśmiałą prośbę, moglibyście mnie i podobnie myślących nie prowadzić wraz ze sobą do punktu powszechnej kastracji?

Ogarniacie, że argumentujecie z wnętrza męskiego rozumu?

Służycie męskiemu EGO, które jest zdobywcze i chce wszystko posiadać na własność. Posłużycie się więc każdym argumentem, aby po pierwsze nie stracić kontroli nad kobietami, a po drugie, aby Wasz męski i egoistyczny umysł rozpierała pycha, że ma rację.

Właśnie w ten sposób pracuje umysł racjonalny, energetycznie męski, że wszystkimi możliwymi sposobami chce udowodnić swoją przydatność i kompetentność. Nie obchodzi go nic innego, ponieważ boi się, że okaże się niepotrzebny. No cóż, dokładnie jak mężczyzna, który w całym swym jestestwie boi się, że przestanie być potrzebny, gdy kobieta sama zdobędzie pokarm i zatroszczy się o potomstwo. A jeśli zechce mieć dziecko bez mężczyzny? Co wtedy?

Ogarniacie to zwłaszcza Wy, Panowie, którzy argumentujecie biblijnie?

Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie był potrzebny język Zachariasza, ojca Jana, zwanego Chrzcicielem, gdy trzeba było chłopcu nadać imię? Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie było potrzebne urządzenie Józefa do umieszczenia męskiej gamety w łonie Marii, żeby urodziła Jezusa?

Męski umysł jest połową umysłu! Żeński też tam jest, pod kopułą znaczy się. Postukajcie, poszukajcie, znajdziecie na pewno.

Żeński umysł nie zdobywa przewagi i nie walczy. Przyciąga tajemnicę i jednoczy się z nią. W ten sposób powstaje nowa jakość.

Jeśli chcecie, mogę inaczej. Męski umysł, przedmiot swojej refleksji podporządkowuje interpretacji. Natomiast żeński umysł nie boi się wejścia w relację z przedmiotem refleksji, pozwalając mu zinterpretować się na nowo. W ten sposób męski umysł pracuje niczym przysłowiowy klawisz we więzieniu, pilnując, aby nic nie wydostało się na wolność i nie zmieniło świata dotychczasowej interpretacji. Żeński umysł pracuje niczym kochanka, która nie boi się zachwycić i zadziwić przedmiotem refleksji, co w konsekwencji musi skończyć się połączeniem podmiotu z przedmiotem, kochanki z kochankiem, interpretującej z interpretowanym.

Wtedy nowa interpretacja powstaje dzięki temu, że interpretujący podmiot pozwala się zinterpretować interpretowanemu przedmiotowi!  

Wtedy rodzi się JEZUS, czyli nowa interpretacja człowieczeństwa i nowy rozdział w historii interpretacji.  

Męski umysł będzie próbował do końca świata interpretować w sposób z czasów przed narodzeniem Jezusa. Natomiast Jezus zinterpretował Pisma w ten sam sposób, w jaki został stworzony, czyli z kobiecej esencji.

Historyczny Jezus interpretował Pisma w sposób, którego męski umysł nie przyjmuje do wiadomości. Obrazem tej interpretacji jest alkowa miłości, czyli połączenie umysłu kobiecego z męskim w takim sensie, w jakim opisałem wyżej.

Zrozumcie to wreszcie, Panowie.  

A teraz wróćmy do pierwszego zdania.

Dlaczego prawdziwy mężczyzna powinien być Lwem, na podobieństwo wojownika Samsona albo Jezusa z pokolenia Judy?  Bo lew jest symbolem energii żeńskiej, kociej. Prawdziwy wojownik nie walczy z kobietami, ale walczy dla kobiet. Nie walczy z żeńską energią w sobie, ale ją w sobie integruje, dzięki czemu powstaje nowy rodzaj mężczyzny, który gotów jest poświęcić siebie, aby przeżyć mogła kobieta i jej potomstwo. Dlatego Józef nie jest potrzebny Marii jako dostarczyciel gamety, ale jako męska siła, ochraniająca Marię i Jezusa przed złem i śmiercią.

Panowie, nie walczcie z kobietami siłą męskiego umysłu, bo jego dzieje i wkład w rozwój ludzkości od dawna jest przesądzony. Nauczcie się używać umysłu w taki sposób, jakbyście byli w alkowie i temu, co interpretujecie, pozwalali dać się zinterpretować. Wtedy powstają nowe interpretacje.  

Wasze interpretacje, odwołujące się co najwyżej do logicznej interpretacji tradycji, są krzykiem EGO, które straszy, że jeśli zostanie naruszona tradycja, świat zginie. A kuku! Ludzkość trwa i będzie się rozwijać dzięki temu, że ludzkość została zinterpretowana na nowo przez Jezusa, mężczyznę, który powstał bez udziału męskiej energii.

Lwy logicznej argumentacji nie ryczcie za głośno, bo Panie zamienią nas na Kociaki miłosnego zespolenia, a my w rządeczku będziemy pokornie czekać na powszechną kastrację.

Wolność, równość… braterstwo?

Po co Kobiety stają się żołnierzami? Co chcą osiągnąć i jakimi metodami?

Ubierają te same mundury, co mężczyźni, tak samo dziwnie po sobie krzyczą, rozkazują i oczekują ślepego posłuszeństwa. Wreszcie, używając śmiercionośnej broni, unicestwiają życie, któremu dają początek.

Czy Kobietom jest potrzebne braterstwo broni?  Czy ludzie potrzebują Kobiet – żołnierek, uczestniczących w braterstwie męskiej krwi, aby zdobywać i zabijać, skoro mają własną krew, zdolną przeobrażać i rodzić? Czy cały świat i ludzkie życie musi być wyobrażone, wypowiedziane i na koniec urzeczywistnione po męsku? Czy naprawdę wciąż musimy walczyć, żeby zdobywać, mieć prawo własności i kontrolować?

Skoro od dawna wiemy, że pokój Boga jest wyższy od każdego  rozumu, nie tylko ludzkiego, ale też innych istot, czyli pochodzi wprost z miłości, czy w ogóle można sobie wyobrazić pokój wywalczony? Czy pokój, osiągnięty walką, rzeczywiście jest pokojem? Czy wolność za cenę śmierci, naprawdę jest wolnością? Czy równość, stabilizowana prawem, czyli zewnętrznym rozkazem, albo moralnością, czyli wewnętrznym zobowiązaniem, w istocie jest równością?

Kto wysoko trzymał sztandary francuskiej rewolucji? Ci, przeciwko którym ta sama rewolucja bardzo szybko się obróciła i „pożarła” ich. Z braterstwa krwi jeszcze nigdy nie powstała prawdziwa wolność ani równość, a tym bardziej trwały pokój, ponieważ to jest krew, którą mężczyźni wzajemnie się wymieniają i karmią, aby doświadczyć trwałego oddzielenia od matczynego łona, dziecięcego pokarmu z kobiecej piersi i stłumić w sobie ciepłe emocje, utrudniające zdobywanie i zabijanie.

Na jakim fundamencie wznosimy naszą cywilizację? Na wolności, równości i braterstwie, czyli bez udziału energii żeńskiej. Czy możemy mieć nadzieję na jej trwałość i rozwój?

Jeśli na początku zawsze jest słowo, które staje się ciałem, czyli słowo, będące twórczą energią myśli, od którego zależy postać świata, radzę – nie łudźmy się. Co prawda naiwnie staramy się zrealizować piękną ideę, jednak rzeczywistość nie poddaje się jej, ponieważ tworzy ją energia, używanych przez nas słów. W efekcie nasz świat i życie są tym, czym je nazywamy, a zatem, co myślimy, że mamy.

Stworzyliśmy cywilizację braterstwa, w której wciąż nie ma miejsca na siostrzeństwo, dlatego żołnierki uczestniczą w braterstwie butów z grubymi podeszwami, zamiast bosymi stopami „widzieć” świętość życia. Siostrzeństwo jest rodzajem relacji, w której nikt nie krzyczy, ale wszyscy grają i śpiewają. Kobieta, wydająca rozkazy, w istocie jest zaprzeczeniem samej siebie. Podobnie jest z ocenami, potrzebnymi  mężczyznom do porównywania się i współzawodnictwa. Żeńska energia nie tworzy hierarchii ważności, bo nie jest zewnętrzną siłą. Ponieważ jest wewnętrzną mocą miłości, charakterystyczna jest dla niej współpraca, szacunek do każdego i zdolność zachwytu nawet najdelikatniejszymi i najprostszymi formami życia, których męska energia w ogóle nie bierze pod uwagę, nie mówiąc o dostrzeganiu.

Nawet język, którym się posługujemy, jest coraz bardziej męski, a nasz stosunek do zdolności pisania unaocznia nam, jak bardzo jesteśmy uwięzieni w męskich strukturach wyobrażeniowych. Nie chodzi tylko o zwroty typu „tęczowa zaraza” albo „ciota”. Nie idzie też o „cyganienie” w mowie albo robienie „żydów” w piśmie bądź na ścianie, ale o coś znacznie głębszego. Nie uczy się nas, uważamy to za niepotrzebne dziwactwo, nie potrafimy wykorzystywać żeńskiej energii języka, mówiąc twardo, niemal po żołniersku. Najważniejsza jest gramatyka, a tymczasem żeńska energia języka to melodyka i poetyka naszych wypowiedzi. Ukryta jest między innymi w samogłoskach, wymawiania których dzieci uczą się od swoich Matek. Nasz język coraz bardziej przypomina krótkie serie z karabinu maszynowego. Nie uwodzi, nie płynie niczym pieśń, nie bawi się tonami, barwą, nie potrafi wykorzystywać ciszy. Niestety Kobiety-żołnierki też tak mówią.

W szkole najważniejsza jest gramatyka i ortografia, czyli właściwe szeregowanie, a nie zdolność używania i tworzenia idiomów albo wykorzystywania symboli.

O co chodzi? Wyobraźmy sobie kręgosłup, dzięki któremu nasze ciało nie rozsypuje się w kawałki, a my trzymamy się prosto. Kręgosłup jest męską energią. Jeśli mamy z nim problem, to zawsze w związku z wykorzystaniem męskiej energii w sobie albo relacjami z mężczyznami. Ortografia z gramatyką spełniają taką samą rolę. Jesteśmy uczeni sprawnego komunikowania się w męskim stylu, po żołniersku, co nazywamy „krótko i na temat”.

W mojej dziedzinie teologicznej, czyli w interpretacji tekstów biblijnych, analiza też wzięła górę nad syntezą. Wielu biblistów widzi pojedyncze elementy struktury i szuka słownikowych znaczeń, nie ożywiając języka duchem Miłości. 

Wszędzie panoszy się męska energia i to pomimo feminizmu i w podobno równoprawnym świecie. No cóż, jak długo Kobiety będą chodzić w żołnierskich butach i uczyć swoje dzieci tylko gramatyki z ortografią nie spodziewajmy się ani prawdziwej wolności, ani równości, nie tym bardziej trwałego pokoju.

Gdy siotrzeństwo głęboko wniknie w braterstwo, wtedy zobaczymy, na co będziemy mieć szansę?