Sowtware życia

Jeszcze inne (ziarna) padły na dobrą ziemię, i wydały dobry owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.  Kto ma uszy, niechaj słucha” (Mt 13,8n)

Dlaczego źle się czujemy? Pozostajemy w napięciu, chociaż wcale nie musimy uciekać, ani się bronić. Bardzo często winne są wspomnienia, które demolują nasze życie. Dobre wspomnienia są błogosławione, ale nawet one nie powinny decydować o kolejnych nocach i dniach, a cóż powiedzieć o złych? Są jak błąd oprogramowania, który wdarł się w serce, umysł i komórki ciała, uniemożliwiając zdrowe i twórcze życie.

Dzieje się tak, ponieważ we wspomnieniu, które jest obrazem, zapisało się negatywne doświadczenie, może emocja, którą wyzwalamy za każdym razem, przywołując wspomnienie. Jeśli ktoś nas skrzywdził, a my wspomnieniami powracamy do tamtego wydarzenia, wówczas uruchamiamy destrukcyjne działanie stresu. Zaczynamy chorować, tracimy radość życia, czujemy się coraz mniej szczęśliwi. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że winien jest kolor pomieszczenia, w którym przebywamy, ponieważ wspomnienie, niczym w kadrze, zatrzymało w nas kolor ubrania człowieka, który wyrządził nam zło.

Żeby doświadczyć uzdrowienia, odmienić sposób myślenia a życiu nadać nowy smak, należy zacząć od uleczenia wspomnień, czyli obrazów, które są niczym sowtware naszych serc i komórek. Często wystarcza podstawowe działanie, jakim jest odpuszczenie winy, człowiekowi winnemu wobec nas, żeby jak najszybciej odwrócić się od wspomnień ku przyszłości. Czytaj dalej Sowtware życia

Jezus nauczycielem asertywności

Ja jestem światłością świata; Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (J 8,12)

Autor czwartej ewangelii często wkłada w usta Jezusa z Galilei słowa: Ego nimi (Ja Jestem), w którym Żydzi słyszeli nawiązanie do Bożego objawienia na górze Horeb. Bóg dał się wówczas rozpoznać, mówiąc o sobie: Jestem obecny, aby was ratować. W życiu Jezusa to Ja Jestem realizuje się w sposób wyjątkowy i niepowtarzalny. Tym stwierdzeniem Jezus wyraża, że jest tym, kim jest, i że definiuje się ze swojego punktu widzenia, a nie z punktu widzenia innych, ani prostych ludzi, ani pobożnych faryzeuszy, ani uczonych w Piśmie. Jest sobą. Ma odwagę być sobą bez względu na opinię innych. Jest jedyny w swoim rodzaju. Jest po prostu kimś, kto jest dla innych.

Wielu z nas jest przekonanych, że tradycyjny model życia, polegający na wyrzeczeniu się samego siebie, i współczesną modę na samorealizację, dzieli przepaść nie do zasypania. Zwłaszcza tym spośród nas, którzy głęboko wierzą w ogólnoludzki i nieprzemijający sens chrześcijaństwa, z największym trudem przychodzi słuchanie o realizowaniu samych siebie. Zdziwieni pytają, czy wstępnym warunkiem naśladowania Jezusa nie jest wyrzeczenie się samego siebie? Jak mogę naśladować Mistrza, jeśli za wszystkich sił będę starał się być sobą?

Zapewniam, że ten rodzaj myślenia, przeciwstawiający samorealizację i wyrzeczenie się siebie, jest jednym z największych błędów chrześcijańskiej teologii, skutkującym w praktyce milionami nieszczęśliwych i niespełnionych ludzkich istnień. Ostatecznie zbyt wielu spośród nas zamiast składać życie w dobrowolnej i niepowtarzalnej ofierze miłości z własnego, osobowego potencjału, stawało się ofiarą losu, w mniejszym bądź większym stopniu wykorzystywanym przez złych ludzi i świat. Czytaj dalej Jezus nauczycielem asertywności

Dlaczego się męczysz?

Życie wydaje Ci się męczące. Męczy Cię nauka w szkole, praca, związki i relacje.  Męczy nawet religijne życie. Musisz iść do kościoła, modlić się i wciąż wyrzekać świata. Musisz żyć w cnocie i stawać się coraz bardziej doskonałym.

W efekcie zmęczone są już nastolatki. Dopada ich apatia i życiowy letarg. Doświadczają depresji i mają dość życia. Chcą umrzeć albo uciec ze świata z nadzieją na lekkość bycia.  Trzydziestolatkowie są zmęczeni pracą po pierwszych pięciu latach, a małżeńskim związkiem po siedmiu. Wszystko jest męczące.

Zastanawiałeś się nad tym dlaczego tak się dzieje? Myślisz, że zmęczenie jest rzeczywiście naturalnym stanem istnienia? Wydaje Ci się, że trzeba to jakoś przeżyć, aby potem, kiedyś,  odpocząć od życia?

A zauważyłeś, że wśród wszystkich stworzeń męczą się tylko ludzie i ewentualnie te zwierzęta, które męczy człowiek? Zmęczenie nie jest naturalnym stanem istnienia, a wręcz odwrotnie, lekkość i szczęście. Kto więc Cię męczy? Męczy Cię umysł, który stale podpowiada, że nie masz powodu do szczęścia i spotkała Cię niedola. To dlatego sądzisz, że Twoje niebo jest zawsze gdzie indziej, ale nigdy razem z Tobą. Dlatego żyjesz w stanie rozdwojenia i to Cię męczy, a nie życie samo w sobie.

Bo, gdy jesteś przekonany, że spotkała Cię niedola, wtedy jesteś rozdwojony, a przecież masz na to wiele racjonalnych dowodów, które produkuje niezmordowany umysł. Niedola dzieli istnienie na Ciebie i coś Tobie przeciwnego. Umysł podpowiada, że musisz walczyć, starać się coś zmienić, wyjąć cierń, którego nigdy sobie nie życzyłeś. Więc cierpisz w nadziei, że jutro już tak nie będzie i walczysz. A skoro walczysz, więc się szybko męczysz!

Oszukujesz się! Czy pamiętasz wczoraj? Przecież ono było dokładnie takie samo, pełne niedoli i naiwnego przekonania, że jutro wszystko zmieni. Tymczasem jutro stało się dziś, które jest dokładnie takie samo, jako to dziś, które już zdążyło stać się wczoraj. Nic się nie zmieniło, a niedola trwa. W podobny sposób będą nastawać kolejne jutra, które będą stawać się kolejnymi wczoraj. Ty zaś będziesz coraz bardziej zmęczony nie życiem i pracą, ale sobą i czekaniem na coś, czego nigdy nie spotkasz, nie przeżyjesz i nie otrzymasz, ponieważ nie postanowiłeś być zadowolonym, radosnym i szczęśliwym.

Pamiętaj, że Twojej niedoli, jak powietrza, potrzebuje Twój umysł, żeby Cię oszukiwać, udowadniając, że jest Ci bardzo potrzebny w rozwiązywaniu życiowych problemów. Wmawia Ci, że nie możesz być szczęśliwy i wypoczęty, ponieważ racjonalnie podchodzisz do życia. A może czasem  byłoby warto odwrócić ów porządek wynikania? Pomyśl, czy nie jest raczej tak, że dlatego jesteś zmęczony i nieszczęśliwy, bo żyjesz i postępujesz racjonalnie? Pomyśl, czy nie męczy Cię Twój umysł, który skradł Ci prawo do lekkości, radości i szczęśliwego życia?

Niedola zawsze potrzebuje jakiegoś powodu, więc Twoje życie jest rozdwojone. To niedola, której autorem jest Twój umysł, tworzy powody: „Dziś mam żałobę, jak mogę być szczęśliwy? Dziś straciłem pracę, wiec jak mogę być szczęśliwy? Dziś zostałem zdradzony, więc jak mogę być szczęśliwy? Dziś mam za mało pieniędzy, więc jak mogę być szczęśliwy? Muszę mieć piękną żonę, przystojnego męża, zdolne dzieci, itd., itp”. Nieszczęśliwy umysł potrzebuje zatem czasu, aby coś się odmieniło, ale czas mija, a powody pozostają.

Szczęście tymczasem nie potrzebuje żadnego powodu i jest czymś, co trwa niezależnie od czasu i poza nim. Jeśli człowiek postanawia być szczęśliwym, to po prostu zaczyna nim być. Szczęścia nie można spowodować! Jeśli szukasz powodów do bycia szczęśliwym, raczej na pewno staniesz się głęboko nieszczęśliwy. Szczęście nie zależy od przyczyny i skutku, ale od decyzji. Nie czekaj, nie organizuj, nie zarabiaj, nie zmieniaj, nie poprawiaj. Po prostu uwierz, że niczego nie musisz, bo jesteś w stanie być szczęśliwym takim, jakim jesteś, i mając to, co masz.

Szczęście nie potrzebuje powodu, ale codziennego nawyku cieszenia się życiem i tym, co człowiekowi zostaje darowane. Wystarczy w to wejść, zauważyć i zacząć tym się cieszyć. Wtedy przychodzi lekkość a zmęczenie ustępuje. Kto dziś się cieszy i nie narzeka nad swoją niedolą, jutro będzie chciał i potrafił cieszyć się jeszcze bardziej. W ten sposób lekkość i radość stają się nawykiem, bo im bardziej ćwiczymy to, do czego jesteśmy zdolni, tym lepiej z dnia na dzień nam to wychodzi.

W szczęściu nie ma rozdwojenia, bo nie ma powodu poza Tobą. Szczęściem jesteś sam dla siebie. Szczęście to stan jedności z sobą i życiem, czasem i wiecznością, światem i Bogiem. W szczęściu znika umysł, który już niczego nie musi, więc Cię nie zniewala.

Znika też zmęczenie, bo nic nie może Cię zmęczyć.

Przestań żebrać

Przypatrz się ulicznym żebrakom. Co prawda udaje im się wyprosić kilka groszy na przetrwanie, tylko czy w tym samym czasie nie mogliby zarobić więcej? Stworzyć dzieło życia, które stałoby się niekończącym się źródłem chleba?

Przypatrz się żebrakom na ulicy. Zauważyłeś, jak wielu z nich ciężko chodzi? Niektórzy już w ogóle bez podpór nie są w stanie się poruszać. Kto żebrze, musi przystanąć, unieruchomić się. Nogi przestają mu być potrzebne. Nauczył się wyciągać ręce i łkać nad swoją niedolą. 

Żebracy zatrzymują się, żeby zawodzić, budzić litość, próbować jakoś przeżyć kolejny dzień. Zapomnieli o nogach i wdzięczności. Oduczyli się ruchu i tworzenia. Budzą litość tym, że nie potrafią iść ku przyszłości.

Żebrak stoi i liczy na pomoc. W tym samym czasie na swoich zdrowych nogach Król jest  w drodze i spożywa swój chleb w gronie przyjaciół. W trakcie posiłku przygrywają muzycy, piękne Kobiety zapraszają do tańca, przystojni Mężczyźni dają poczucie bezpieczeństwa swoim zrelaksowanym sposobem zachowania. Wszyscy się śmieją.

Zastanów się, czy nie tracisz życia na żebranie? 

Prosisz o pracodawcę o chleb? Wyciągasz dłonie po kilka groszy? Dlaczego to robisz? Zatrzymałeś się w rozwoju i nogi przestają Ci być potrzebne. Nie wyciągaj rąk. Masz nogi! Zmień pracę. Naucz się nowych umiejętności i rozwijaj się. Bądź w drodze. Bądź Królem, nie Żebrakiem.

Prosisz znajomych albo koleżanki w pracy o akceptację? Drżysz, gdy wypowiadasz kilka myśli, które nie są zgodne z przekonaniami większości?  Boisz się wykluczenia za poglądy i upodobania? Nie wyciągaj rąk. Masz nogi! Zmień środowisko, które Cię nie akceptuje. Nie bój się samotności, ale idź. Oni zatrzymali się i stoją. Za kilka lat wrosną w ziemię i będą leczyć nogi. W tym samym czasie Twoje – zdrowe – poniosą Cię ku cudownej przyszłości. Bądź Królową, nie Żebraczką.

Żebrzesz o miłość swego Małżonka, ponieważ boisz się, że nie dasz sobie rady sam(a)? Żebrzesz o miłość swojego Dziecka, ponieważ boisz się starości? Prosząc, przegapiasz cuda, które są Ci dane i już dostępne. Zamiast prosić, naucz się widzieć. Zajrzyj wreszcie do swego wnętrza, a znajdziesz tam Króla wszystkich Królów, Królową wszystkich Królowych.

Porzuć swoje lęki i bzdury o tym, że bez pomocy, akceptacji i obecności innych zginiesz. Zaakceptuj siebie i swoje życie od zaraz. Nie sądź, że nie dasz rady. Masz nogi, aby wyjść i z wiarą iść ku piękniejszemu i lepszemu.

Czy widzisz, że żebracy najczęściej proszą innych o pomoc, ale oni są takimi samym żebrakami? Żebracy proszą żebraków. To jest handel a nie tworzenie. Pomyśl, że skoro żebrzą, nie mają niczego ciekawego, co mogliby Ci dać.  Skoro Ty żebrzesz, co możesz im dać? Każdy każdego prosi o wzajemne uznanie, miłość i chleb.  Zobacz tragizm tej sytuacji.

Pozwól sobie na odrobinę świadomej uważności i chwilkę świadomego życia, a wszystko może się zmienić. Porzucisz życiowe żebranie o chleb, akceptację i miłość. Zaczniesz używać nóg. One Cię na pewno nie zawiodą. Nie będą opuchnięte, stawy nie będą boleć, a w kostkach nie zbierze się woda. Twoje nogi będą zdrowe, jak Twoja dusza. Będą uśmiechnięte i radośnie poniosą Cię ku kolejnym dniom. 

Póki żyjesz tańcz i skacz z radości. Oddychaj z błogością, śpiewaj, kochaj i módl się. Gdy się zmienisz i zmieni się Twoja świadomość, bo staniesz się Królem (Królową), odczujesz ogromne szczęście. Doświadczysz całkowitej wolności bycia sobą. Już sama myśl i odczucie „Ja Jestem” jest tak wielkim błogosławieństwem, że niczego więcej nie będziesz potrzebował (a), ale właśnie wtedy otrzymasz wszystko.

„Ja Jestem” – w tym zawiera się cały taniec egzystencji, śpiew wolności, radość podróżowania. „Ja Jestem” – w tym odkryjesz Boga!

Ze swojego Boga nie czyń żebraka. Dostrzegaj swoją boskość. Wtedy nie będziesz musiał(a) niczego osiągać. Wtedy będzie Ci potrzebne tylko to, żeby zacząć żyć. Zaczniesz tworzyć własny chleb… .

Jesteśmy uniewinnieni

Kto chodziłby do spowiedzi, gdyby nie było winnych?

Kto wyznawałaby a kto słuchałby i odpuszczałby? Kto nad kim miałby wtedy władzę?

NIKT!

Kto co tydzień płaciłby swoją dolę psychoterapeucie, gdyby nie było winnych? Kto odpowiadałby na pytania, w miejsce których natychmiast pojawiają się dziesiątki nowych?

NIKT!

Kto miałby niskie poczucie wartości i nie potrafiłby cieszyć się życiem, gdyby nie było winnych? Kto czułby się upodlony i zmanipulowany, a kto miałby z tego korzyści mentalne i emocjonalne?

NIKT!

Dwa tysiące lat temu w Małej Azji wybuchła Wielka Afera i usłyszano Dobrą Wiadomość o tym, że jesteśmy uniewinnieni. Miała dotrzeć do krańców ziemi i do głębin każdego serca, ale niestety nie udało się. Gdy mistycznego charyzmatyka zabito na krzyżu, jego uczniowie zamiast modlić się o Ducha, aby doświadczyć w Nim tej samej mocy nowego i wolnego życia, w którym absolutnie wszystko jest możliwe, ponieważ ludzkiej duszy nie wyniszcza poczucie winy za porzucenie starych struktur i schematów, rytuałów, zachowań i przekonań, zaczęli wszystko wyjaśniać, racjonalizować i układać w logiczne ciągi sylogizmów.

Wolność skończyła się prawie tak szybko, jak ekspresowo pojawiła się dzięki Jezusowi z Galilei. Mistyka zastąpili rytualiści; irracjonalnego Mistrza zastąpili racjonalni nauczyciele; hipnotycznego Syna Człowieczego marne kopie.

Trzeba było znowu ponownie uaktywnić poczucie winy, żeby ludzi mieć w kupie, w korporacji. W miejsce owiec, idących za głosem Mistyka, Mistrza, Syna Człowieczego, stworzono kolejne stado ogłupiałych i wystraszonych owieczek, potulnie wypełniających moralne, racjonalne, poprawne pouczenia mądrych nauczycieli. I tylko nielicznym udaje się obudzić w środku nocy, aby uciec ku światłu wolności.

Na szczęście nie zapomnieliśmy Dobrej Wiadomości, że nie ma już winy! Wraz z Jezusem, ostatnim uznanym za winnego, została przybita do krzyża. Nikt, nigdy i nigdzie nie ma podstaw sądzić, że jest komuś coś winny.

Od dwóch tysięcy lat świat odmienia bezwarunkowa miłość, której nie jest potrzebna waga sprawiedliwości, zasługa ani poczucie winy. Ponieważ jest miłością, więc daje się i nie stawia warunków. Nie wykorzystuje i nie manipuluje. Nie strąca człowieka do krainy śmierci i ciemności, wmawiając mu, że musi zapłacić, odpokutować, uczynić zadość.

Słuchajcie wszyscy, którzy macie się źle, bo Was nikt nie kocha bezinteresownie, ale za Waszą energię emocjonalną, której ktoś potrzebuje, żeby realizować swoje egoistyczne cele! Nikomu nie jesteście nic winni!  Sami wobec siebie też nie czujcie się winni. Poczujcie odświeżający powiew Ducha wolności, w którym możecie wołać do Boga: Tato/Mamo, dzięki, że jestem piękny i cudowny, a moje życie jest najpiękniejszym darem.

Winą zostaliście przygwożdżeni do przeszłości, do struktur, schematów, ról do spełnienia i ofiar do poniesienia. Wszystko dla innych, a nie dla waszego dobra.

Wina jest kategorią społeczną, zaś budzenie poczucia winy jest sposobem na manipulowanie człowiekiem i podczepianie się do jego energii. Dość tego. Koniec z tym!

Jest natomiast grzech. Każdy z nas jest grzesznikiem. Grzech jest nieprawdą o nas, zepsutą myślą, fałszywym krokiem, chybionym wysiłkiem, brakiem życiowego sensu, zmarnowanym dniem. Grzech jest intymny, dlatego znasz go jedynie Ty i Bóg. O grzechu myślisz, bo nie pozwala Ci być szczęśliwym w codziennym życiu. Czujesz, że uniemożliwia Ci sensowne bycie teraz i tutaj, więc z jego powodu miotasz się pomiędzy tym, co było, a tym, co może być. Grzech zna Bóg i słyszy Twój krzyk rozpaczy. Nie potępia Cię, ale pomaga trafić w cel. Z miłością i czułością prosi Cię: Uwierz! Wiara czyni cuda. Ona jest Twoim zbawieniem.

Uczmy się nagości

Uczmy się nagości…

Boimy się jej, podejrzewając o perwersję, dewiację, brak norm, a tymczasem ona jest jedyną, prawdziwą normą.

Przypomnijmy sobie Ogród Życia. Ewa z Adamem nadzy dla siebie, wobec siebie i przed Duchem Życia, który wieje pomiędzy kwiatami, wzmagając eteryczność i sensoryczność życiowego doświadczenia.

Zwiedzeni bodźcem racjonalizmu, logiki umysłu, który wmawia, że dobrze jest znać dobro i zło, odkrywają potęgę lęku. Dotąd piękni w swej nagości, czerpiący energię miłości z samego źródła, którym jest bycie darem dla drugiego, w mgnieniu oka stają się neurotykami, którzy boją się wszystkiego i wszystkich.

Gdy znika nagość, kończy się szczęście. W to miejsce pojawia się umysł, kochający dwoistość, nawet wielobiegunowość; rozbijający nas o brzegi egzystencji, które sam nieustannie tworzy. Rajski wąż uosabia naszą koncentrację na przeżyciu z lęku przed głodem: „Zerwij owoc, najedz się. Przecież jest piękny i godny smakowania” oraz seksie, który odtąd nie jest splotem dwóch dusz, węzłem energii dwóch miłości, ale już tylko biologiczną potrzebą przedłużenia gatunku.  

To umysł tworzy bieguny, brzegi życia, w które z impetem uderzamy, rozbijając się w drobny mak. Gdy pojawia się lęk, potężniejący każdym dniem w postaci neurozy, po drugiej stronie musi pojawić się erotyzm, który nie cieszy; nie obdarowuje; nie nasyca; nie wzmaga energii, ale ją zabiera, degradując drugiego do roli stymulatora przyjemności.  

Gdy znika naturalna nagość, stajemy się erotyczni albo neurotyczni, a życie zaczyna przypominać dramatyczny rollercoaster. Odbijamy się raz od jednego brzegu, raz od drugiego, nie potrafiąc spokojnie płynąć środkiem rzeki życia.

Brzegi są potrzebne, dlatego warto znać ich energetyczny potencjał. Zrozumieć, że bez nich rzeka nie płynęłaby ku celowi, a życie zaczęłoby przypominać śmierdzącą, zepsutą wodę w zastanym zalewie. Życie musi spokojnie płynąć, niczym woda pomiędzy brzegami, aby nie zaczęło się psuć i cuchnąć.  

Uczmy się nagości…

Powracajmy do rajskiego doświadczenia, w którym nie ma bodźców pożądania i lęku…. One nie istnieją obiektywnie, same w sobie nie są bytem ani rzeczywistością. Są wytworami naszego umysłu, który przejmuje nad nami kontrolę. Nie ufajmy mu naiwnie. Głębiej, w nas, w sercu ukryte jest prawdziwe życie, które ufa i kocha. Serce zawsze jest nagie, prawdziwe, szczere. Ono nie zna dwoistości. Brzegi tworzy umysł. Rzeka życia płynie z serca. Ale płynie tylko wtedy, gdy brzegi nie stają się ważniejsze od źródła, nurtu i ujścia.

Uczmy się nagości…

Uczmy się życia bez pożądania i lęku, czyli bez bodźców, które tworzą cierpienia. Nie pożądajmy dla przyjemności . Bądźmy darem miłości, czystą, niczym nieuwarunkowaną energią życia. Nie bójmy się miłości i miłowania, czyli erotycznego napięcia, ruchliwego, instynktownego seksu, który tworzy energię sukcesu i zadowolenia.

Uczmy się nagości….

Bądźmy piękni swą naturalnością, szczerością, brakiem maski. Nie udawajmy super Kochanki i super Kochanka. Nie bójmy się odrzucenia i nieudanego seksu. Nie pożądajmy tylko po to, aby sobie coś udowodnić…

Ucz się nagości….

Takiej codziennej nagości się ucz!!! 

Gdy przestaniesz się bać i zniknie w Tobie pożądanie, staniesz się życiowym nudystą. Przestaniesz się wstydzić i poczujesz cudowny smak każdego dnia. Twoja nagość będzie oznaczała, że pozbyłeś się bodźców cierpienia. Już niczego nie musisz, ani przed niczym nie uciekasz.

Po prostu znowu jesteś takim, jakim stworzył Cię Bóg. Powróciłeś do Ogrodu Życia. Przypomniały Ci się smaki i zapachy. Czujesz wiatr, a więc On gdzieś tutaj jest, blisko Ciebie, jako Duch Miłości i Życia.

Jesteś znowu szczęśliwy sobą i każdym dniem.

Ziemia to szkoła samotności

Komu i na co potrzebne są wszystkie nasze wygibasy?

Próbujemy wyglądać, znaleźć miejsce na ziemi, zbudować dom, zdobyć stanowisko, próżne „ego” chce nasycić się sławą i chwałą, miotamy się….

Robimy pozy, uwodzimy… Raz dyskretnie dajemy znać, że mamy ochotę na spojrzenie, innym razem rozpaczliwie rzucamy na szyję przechodnia, ekspedientki, trenera, małżonka i krzyczymy: KOCHAJ MNIE.

Każdy nasz ruch, krok, zakup, wysiłek, erotyczny spazm…. Każde mrugnięcie okiem, każde uderzenie serca, każda kolejna porcja kortyzolu i adrenaliny we krwi – wszystko woła o miłość. Oksytocynę też wymyślono z tego samego powodu: PRZYTUL MNIE.

Gdzie podziała się miłość, skoro teolodzy mówią, że Bóg stworzył świat z miłości?

Jeśli jest prawdą, że On jest miłością, to albo coś Mu nie wyszło i stanowczo za mało dodał siebie do tej ziemnej papki, z której stworzył człowieka, albo ta Jego miłość wcale nie jest tak idealnie skoncentrowana. Jakby za mały procent miłości był w tej Jego miłości?

Życie to krzyk o miłość.

To jeden wielki krzyk rozpaczy, żeby nie być samemu; żeby ktoś zrozumiał; żeby nie było trzeba samemu patrzeć w nieskończoność oceanu i próbować usłyszeć melodię wiatru.  

Wszędzie pełno par. Ludzie trzymają się  za ręce, wokół gromady dzieci. Uśmiechnięte rodziny na wakacjach pochłaniają kolejne porcje lodów. Po chole…. im ten cukier, skoro się kochają? Tato, o czym myślisz, idąc nadmorskim deptakiem, pełnym podobnych Tobie klonów,  z gromadką być może Twoich dzieci, których usta wypchane są kolejną porcją cukru? Liczysz grosze, czy wystarczy ich do końca wakacji? Czy może jesteś w jakimś swoim niebie? Mamo, która już piąty raz, w swoim krótkim, trzydziestoletnim życiu, próbujesz zrzucić pięć kilogramów, gdzie jest Twoje serce, gdy szarpiesz dzieckiem, krzyczącym o kolejnego loda? Jesz coraz mniej, a wokół Ciebie coraz więcej zbędnych kilogramów. Myślisz, jak to możliwe? Twoje dziecko też potrzebuje coraz więcej cukru, chociaż jesteś z nim na wakacjach. Potrafisz to połączyć?

A może……?

A może życie na ziemi jest próbą więzienia dla dusz, aby nauczyły się samotności?

Może wszyscy musimy przejść tę szkołę? Przyszliśmy na ziemię, żeby nauczyć się samotności w tłumie, w związkach, rodzinach….? Na wspólnych wakacjach i podczas orgazmu?

Wszędzie rozdzierający krzyk o miłość, jak z więziennych cel, gdzie próbują przeżyć dożywotnio osadzeni.

Oddzieleni od siebie mięsem ludzkich ciał, nasiąkniętych trucizną, pochodzącą nie tylko ze śmieciowego pożywienia, no i cukrem, zastępującym miłość, próbujemy jakoś się znaleźć, namierzyć, dotknąć, zrozumieć…. Wciąż próbujemy, a mimo tego z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej osamotnieni, zagłuszeni krzykiem pustki w nas, osaczeni tłumem, oddalonym o tysiące lat świetlnych od naszych serc.

Marny to trud, te wszystkie nasze życiowe wygibasy, kłamstwa małe i duże.

Nie okłamuj się. Przyszedłeś na ziemię, aby nauczyć się samotności w tłumie; miłości do samego siebie, chociaż nie kocha Cię nikt; szczęścia, którego nie da podzielić się na dwie słodkie połówki. To ciastko do końca musisz zjeść sam.

Gdzieś tam, w przestworzach, w światach równoległych, na dalekiej galaktyce, gdzie serce przenika serce, Twoja dusza postanowiła przyjść na ziemię, aby zamieszkać w więzieniu. Chciałeś nauczyć się samotności i kochania samego siebie w tłumie podobnych Ci, zrozpaczonych dusz.

Przypomnij to sobie!!!!  Uświadom jak najszybciej, póki jeszcze tu jesteś, aby lekcja nie poszła na marne. Dopiero wtedy stanie się cud i wyjdziesz z więzienia łez.

Nie (czy pełna) sprawność?

Pełna sprawność jest podobno cechą prawdziwych mężczyzn, którzy radzą sobie w każdej sytuacji i można na nich polegać. No i podobno, co jest tajemnicą poliszynela, nigdy nie mają problemu z rozpalaniem ogniska. Konar pięknie płonie.

Tylko czym?

Załóżmy, że można rozpalić dwa różne ogniska. Przy jednym miota się wyczerpany zazdrością Kain, przy drugim Abel uśmiecha się lekko w stronę nieba. Kain uosabia najbardziej pierwotną energię życia, która manifestuje się w świecie jako pragnienie przeżycia i przekazania życia następnemu pokoleniu bez względu na cenę. Dlatego dym z ogniska płoży się przy ziemi, nie sięga nieba i nie zachwyca Bożego nosa. Konar zapewne płonie mu pięknie, ale dym smętny jakiś, przyziemny, nie unosi zapachu miłości ku niebu.

Z kolei Abel uosabia tę samą energię życia, w końcu obaj są braćmi i dziećmi tych samych rodziców, jednak duchowo rozwiniętą. Abel nie myśli tylko o przeżyciu i jakości płonącego konaru. Dlatego jego ogień jest źródłem dymu, który zachwyca Boży nos. Ofiara Abla, przyjemnie pachnąca, zostaje przyjęta. W tym samym czasie, skoncentrowany na płonącym konarze, Kain dogorywa z zazdrości i popełnia zbrodnię. Czytaj dalej Nie (czy pełna) sprawność?

Reset

Byłeś Panem Życia, Królem Hotelu, Niewyczerpanym Kontem, Lwem Salonowym, Mistrzem Rwania, Wiekuistym Zdrowiem

Tym wszystkim byłeś i tak miało trwać. Nie słyszałeś, gdy inni ostrzegali, żebyś nie szybował zbyt wysoko, ani widzieć nie chciałeś, że słońce zaczyna oślepiać. Nagle, no może nie w jednej chwili, ale na pewno krócej niż można pomyśleć, Ludzki Bogu spadłeś z niebiańskich wyżyn i wbiłeś się w ziemię tak głęboko, że ledwo oddychasz.

Próbujesz zebrać myśli, zaczynasz analizować, co poszło nie tak? Plan był, potencjał jest… Miało być słodkie szybowanko, a pozostało lizanie ran, w dodatku boleśnie samotne, bo Króla wszyscy czczą, jednak Żebrakiem gardzą.

No cóż, bywają w życiu chwile, gdy Duch Żywego, który jest Miłością, tchnieniem powodzenia przestaje unosić skrzydła co prawda Wielkiego Potencjału, jednak Mizernej Mądrości, albo mówiąc inaczej Nażartego EGOizmu, ale Zagłodzonej JAŹNI.

Mimo wszystko skoro jeszcze żyjesz, masz szczęście. Co prawda dostałeś się w czasoprzestrzeń wielkiej pustki, gdy nie wieje żaden duch, który mógłby Cię dalej unosić, ale wreszcie odnalazłeś kontakt z ziemią. Bolesne, ciemne doświadczenie łez, którym pierwszy raz w życiu pozwoliłeś swobodnie płynąć po policzkach, jest Twoją największą szansą, o jakiej nie śniłeś; najlepszą szkołą mądrości, której nie znał żaden z Twoich nauczycieli. Gdzieś zniknął ów duch spod Twoich skrzydeł, Ludzki Bogu, żebyś powoli zaczął odkrywać silniejszego, niezawodnego i prawdziwego Ducha w sobie, który jest Duchem Mądrości, większym niż Twój rozum, i Duchem Prawdy, demaskującym kłamstwo, któremu hołdowałeś.

Błogosławiony jesteś, że Najwyższy upomniał się o Ciebie, ofiarowując doświadczenie pustki, straty, kryzysu (zwał jak zwał), abyś zaczął pytać, szukać, widzieć, wiedzieć, po prostu LUDZIU wsiadł do ŁODZI swego człowieczeństwa i przeprawił się przez morze świadomości na drugi brzeg, na którym czeka JEZUS, JA JESTEM Twego zbawienia, z darem mądrości. Czytaj dalej Reset

Wolność

Wolny na ziemię przyszedłeś i wolny przejdziesz przez bramę śmierci. Nawet ubrania z sobą nie przyniosłeś i niczego nie zabierzesz. Więc dlaczego zapomniałeś, że wolność jest Twoją największą wartością? Nie myśl, że bez wolności potrafisz kochać. Jest Ci też potrzebna, żeby wyrazić siebie i być kreatywnym. Ostatecznie nawet funkcjonowanie we wspólnocie, obojętnie jakiej, jest niemożliwe bez wolności. Być może dałeś sobie powiedzieć, że masz być odpowiedzialny i dlatego powinieneś zrezygnować z części swojej wolności. Ale, czy na pewno tak jest?

Spojrzyj uważnie na słowo odpowiedzialność. Tworzą go dwa inne: odpowiedź działanie. Twa odpowiedź na potrzeby innych ma być świadomym działaniem, a nie zaprogramowanym reagowaniem według zawodowych procedur, prawnych schematów, wzorców kulturowych, rodzinnych uwarunkowań, itp. Działanie, będące świadomą odpowiedzią na zapytanie innych, czyli ich potrzeby albo oczekiwania, potrzebuje wolności, jak Ty powietrza do zaczerpnięcia oddechu. Wraz z wolnością pojawia się odpowiedzialność za samego siebie. Odwrotnie, w odpowiedzialności najpełniej wyraża się wolność, której nie powinieneś pojmować prymitywnie.

Niektórzy myślą, że stali się wolnymi, ponieważ udało im się od czegoś odejść, z czymś zerwać, czyli wyjść z sytuacji zniewolenia. Nie. To nie jest wolność. Co prawda jest to niezbędny, ale wciąż dopiero wstępny warunek wolności. Wolnością bowiem rządzi dokładnie to samo prawo, które konstytuuje asertywność. Gdy mówisz nie, nauczyłeś się dopiero sprzeciwiać, jeśli jednak nie potrafisz wypowiadać tak, z samego sprzeciwu nie masz żadnego pożytku. Nie ma wartość dopiero wówczas, gdy służy tak. Nie zawsze musi mieć mniejszą wartość energetyczną i mentalną od tak. Pamiętaj, że sprzeciw ma wartość wtedy, gdy wspiera wybór!

Czytaj dalej Wolność