Bezsilność

Gdy masz serdecznie dość swojego życia, ponieważ wiesz, że na skutek złych decyzji i relacji wymyka się spod kontroli, albo może cierpisz, ponieważ odczuwasz pragnienie dokonania życiowych zmian, ale nie masz w sobie wystarczająco dużo woli zainicjowania ich oraz kontynuowania, czujesz się  coraz bardziej wyczerpany i bezsilny. Jest jeszcze do pomyślenia taka sytuacja, że próbujesz nauczyć się czegoś nowego, ale kolejny raz z rzędu ponosisz porażkę, wreszcie być może męczy Cię fizyczny ból na myśl o nierozwiązanym problemie w pracy, nie podjętej rozmowie z kimś wpływowym, kto mógłby Ci pomóc, ale po prostu boisz się życiowych konsekwencji tej interwencji, wtedy za każdym razem dopada Cię bezsilność.

Emocja bezsilności i towarzysząca jej świadomość braku sprawczości ewidentnie pogarszają jakość życia, jednak z drugiej strony, właściwie przeżyte oraz zinterpretowane, otwierają przed nami nowe możliwości. W doświadczeniu bezsilności najważniejsze jest śmiałe wejście w sferę cienia, która wydaje się być na tyle niebezpieczna, że wielu boi się konfrontacji z prawdą o wypartych przez siebie zdolnościach oraz własnej sile, co prawdopodobnie miało miejsce we wczesnym dzieciństwie. Nie podejmując próby wejścia w cień siły, którym jest bezsilność, samych siebie skazujemy na frustrację i coraz bardziej przejmujący brak wiary w siebie, co w perspektywie dalszego życia nie wróży niczego dobrego.

Chociaż brzmi to nie najlepiej i przez większość może być odebrane jako próba zamachu na tzw. tradycyjne wartości, wśród których na czoło wysuwa się cześć i szacunek dla rodziców, mimo wszystko dla własnego dobra warto pomyśleć, czy bezsilności nie uczymy się w pierwszych latach życia, ponieważ pozwala nam przeżyć. Rodzice wpierw oczekują porządku, dyscypliny i podporządkowania, potem dość stanowczo domagają się po dzieciach, aby spełniały przynajmniej część ich szkolnych, zawodowych, religijnych i społecznych oczekiwań. Jeśli tę presję mamy przeżyć i nie prowadzić z rodzicami otwartego konfliktu jako dzieci musimy opracować strategię, ułatwiającą podporządkowanie się. Jednym z jej elementów jest rezygnacja z własnych pragnień, pomysłów, zainteresowań oraz im podobnych, a to przecież w nich ujawniałaby się nasza siła i dzięki nim uczylibyśmy się, w jaki sposób ją wykorzystywać. W efekcie rodzice bywają zadowoleni, ale dzieci przyzwyczajają się do bezsilności i tracą wiarę w siebie, z którą przyszły na świat.

Gdy więc dopada Cię bezsilność, a Ty wmawiasz sobie, że jesteś do niczego, pamiętaj, że sam siebie okłamujesz. Urodziłeś się cudowną istotą, w najdrobniejszych detalach zaprojektowaną i wykonaną tak, aby osiągnąć każdy życiowy cel, który jest zgodny z Twą drogą życia, i w pierwszych latach życia do głowy Ci nie przyszło, że nie dasz rady, bo inaczej nie nauczyłbyś się chodzić, mówić, jeździć na rowerze, itp. Niestety wiarę  w siebie zamieniłeś na wiarę w pomoc rodziny, kolegów, przyjaciół, instytucji państwowych. Zamiast uczyć się swojej siły i ćwiczyć się w niej, wyćwiczyłeś bezsilność, aby wpasować się w ramy oczekiwań i schematy zachowań.  A to oznacza, że z bezsilności można wyjść, a nawet nauczyć się wykorzystywać tę emocję w odnajdywaniu własnej drogi życia.

Musisz jednak spełnić dwa warunki. Po pierwsze przestań walczyć z własną bezsilnością, uważając, że możesz sobie z nią poradzić będąc silnym w sposób niemal mechaniczny, zmuszając się do heroicznych wysiłków, ćwiczeń, zachowań i relacji, ponieważ grozi Ci opór duszy, która przez cielesną dolegliwość boleśnie przekona Cię o granicach Twej siły, na przykład kładąc do łóżka. Po drugie nie uciekaj przed bezsilnością, jak przed ciemną chmurą, wmawiając sobie, że kiedyś wydostaniesz się na słońce. Nie wydostaniesz. Ciemność bezsilności będzie Ci towarzyszyć przy każdym życiowym przedsięwzięciu. Po prostu w nią wejdź. Daj sobie prawo do niej i pozwól sobie na jej spokojne doświadczenie, pytając o czym Cię informuje, a może do czego zachęca?

Pozornie negatywną energię bezsilności, paraliżującą i przykuwającą do przeszłości, mądry człowiek potrafi wykorzystywać na swoją korzyść i dzięki niej szybko się rozwijać. Po pierwsze bezsilność informuje o granicach siły i zachęca do akceptacji własnych granic, a to naprawdę nie jest nic złego. Wręcz przeciwnie, akceptacja dotychczasowych granic życiowej aktywności jest niezbędnym warunkiem powodzenia przy kolejnych próbach zwielokrotnienia osobistej ekspresji w świecie i zajmowania coraz to nowych nisz, do tej pory przez nikogo nie zagospodarowanych, dzięki którym mamy szansę na życiową satysfakcję i powodzenie.

Gdy więc dopada Cię odczucie i emocja bezsilności nie „rycz, jak zarzynany wół”, że spotkało Cię nieszczęście i zamiast informować wszystkich znajomych o kolejnym życiowym dole i wzbierającej depresji, poinformuj sam siebie, że jak nauczyłeś się chodzić, pomimo wielu bolesnych upadków, tak możesz zrealizować kolejny życiowy cel, jeśli tylko, podobnie jak we wczesnym dzieciństwie, będziesz niestrudzenie podejmował kolejne próby.

Odczuwając bezsilność nie walcz z nią i nie uciekaj przed nią. Daj sobie do niej prawo i wejdź z nią w dialog. Dojdź do granic swojej siły i zamiast utyskiwać zacznij wytwarzać energię zmian. O co chodzi?

Wyobraź sobie, że Twoja życiowa sytuacja przypomina garnek, w którym wszystko wystygło. Zanurzony w zimnej wodzie nie jesteś w stanie się z niego wydostać. Nie okłamuj się, wody nikt nie doleje, więc albo z braku perspektyw stracisz resztkę sił i utoniesz, albo zabierzesz się za wytwarzanie energii. Gdy wodę podgrzejesz, jej objętość się powiększy, a Ty sięgniesz brzegu i zostaniesz uratowany.

Emocja bezsiły jest więc zaproszeniem do działania. Na początku nie oczekuj niczego spektakularnego, a wręcz przeciwnie. Przecież jesteś zanurzony w zimnej otchłani braku wiary siebie. Jednak nie wylewaj „krokodylich łez”. Zacznij po prostu mocować się sam ze sobą, to znaczy ze swoimi przekonaniami na temat swojej bezsilności. Pamiętaj, że Twoje przekonania na ten temat są wtórne i wyuczone. Na początku byłeś przecież niepowstrzymanym bohaterem, zdobywającym kolejne umiejętności, przed którym cały świat stało otworem.

Co z tego, że teraz Ci nie wychodzi? Czy chodzenie wyszło Ci za pierwszym razem? No właśnie. Próbuj, próbuj, próbuj… . Próbuj tak długo, aż dzięki Twej nieustępliwości zacznie podnosić się temperatura. Wyobraź sobie, że tymi próbami pocierasz się plecami o garnek, w którym jesteś. Po jakimś czasie temperatura podniesie się do takiego stopnia, że siła powiększającej się gwałtownie objętości wody wyrzuci Cię na zewnątrz.

Małe i niepozorne początki kończą się spektakularnymi sukcesami. Tylko pamiętaj, że warunkiem życiowej siły, a więc zdobywania nowych umiejętności i poszerzania życiowej przestrzeni, którą zajmujesz jako osoba twórcza i sprawcza,  jest zaakceptowanie własnych granic. Energię zmian wytworzysz dopiero wtedy, gdy skonfrontujesz się ze swoją bezsilnością.

Bezsilność nie jest więc tylko negatywną energią, która oznacza koniec marzeń i zdanie na pomoc innych. Rzeczywiście może doprowadzić nawet do chorób i śmierci. Mimo tego duchowo rozwinięty człowiek potrafi ją transformować na swoją korzyść i wykorzystać dla poprawy samooceny oraz jakości życia. Gdy dopada Cię bezsilność, nie płacz, nie dzwoń po znajomych, licząc na litość, nie oczekuj pomocy ze strony innych ludzi oraz instytucji, ale poszukaj granic dotychczasowej siły i dzięki wytrwałemu wysiłkowi, zmierzającemu do wytworzenia energii zmian, staniesz się świadkiem własnych sukcesów.

Antypatia

Bywa, że masz ochotę przejść na drugą stronę jezdni albo niepostrzeżenie wyjść z pomieszczenia, do którego dopiero co wszedłeś, tylko dlatego, że zauważyłeś wyjątkowo antypatyczną osobę, której po prostu nie znoisz? Pierwszy odruch jest mniej więcej tego rodzaju, żeby uciec, odwrócić się, udać, że się nie widzi. Jednak potem robi się głupio, pojawia się wstyd, a bywa, że nawet  poczucie winy.

No cóż, widocznie antypatia jest na tyle silną emocją, że nie łatwo nad nią zapanować. Ale zaraz, zastanów się, czy koniecznie musisz nad nią panować? Może w ogóle nawet nie należy próbować panować i to nie tylko nad antypatia, ale w ogóle nad wszystkimi emocjami?

Radzę Ci, nie próbuj opanowywać emocji, które są energią w ruchu, obojętnie, czy w Twej ocenie są dla Ciebie dobre czy złe, pozytywne czy negatywne, bo to najzwyczajniej w świecie się nie uda, a skutek będzie odwrotny od zamierzonego. To, co jest tłumione, represjonowane, po jakimś czasie „podnosi głowę”, rośnie w siłę i w efekcie okazuje się silniejsze, niż się wydawało.

Wyparcie też nie oznacza, że uporałeś się z problemem, ale co najwyżej przesunąłeś go w obszar podświadomości, niczym w przechowalnię, gdzie powoli będzie dojrzewał, aż przypomni o sobie i zaatakuje w najmniej odpowiedniej chwili ze zdwojoną siłą, wprawiając w osłupienie Ciebie i Twoje otoczenie.

Nie walcz z antypatią. Nie zmuszaj się także do przełamania wewnętrznego oporu i bez względu na cenę zbliżenia się do osoby, która wydaje Ci się mało sympatyczna, a może nawet budzi odrazę.

Zamiast walczyć i stwarzać napięcie, lepiej wejdź w tę emocję i spróbuj ją zrozumieć,  Zastanów się nad tym, co komunikuje Ci antypatia do konkretnej osoby. Mówiąc inaczej wykorzystaj energetyczny potencjał antypatii dla duchowego rozwoju. Nie marnuj szansy. Szkoda energii, dzięki której możesz przejść kawał porządnej drogi do świadomego, szczęśliwego i zdrowego życia.

Co dzieje się z Tobą, gdy spotykasz antypatyczną osobę, podpowiada nazwa tej emocji. Przedrostek „anty” oznacza coś lub kogoś przeciwnego, ewentualnie przeciwdziałanie.  Antypatia jest więc jakimś odczuciem i w konsekwencji działaniem przeciwko komuś.

Złość nie zawsze jest zła

Czy złość może być zła?

A gdyby okazało się, że zło jest dobre, ponieważ dobro jest niewydolne i samo nie podtrzyma świata?

Spotkałeś kiedyś tzw. dobrego człowieka, który dla siebie potrafi być dobry? Po spotkaniu z nim nie musisz iść do sklepu, żeby przypomnieć sobie krzywiznę banana, bo przecież zobaczyłeś ją na jego ustach. Widziałeś przylepiony uśmiech, usta wykrzywione z bólu cierpienia bycia uśmiechniętym za wszelką cenę, grymas niemocy. Jeśli jesteś uważny, dostrzegłeś też, że był lekko przygarbiony, przy powitaniu nie potrafił mocno uścisnąć dłoni, a oczy miał pokryte szkliwem, jakby żył w akwarium.

Nie ma czegoś takiego, jak dobro absolutne, w który nie ma cienia, czyli energii zła. Po prostu nie ma. Jest niemożliwe. Teologia od wieków pamiętała, że łaskawy Bóg bywa Bogiem gniewu, chociaż jest czystą miłością.

Teologia sobie a życie sobie… A już zwłaszcza moralizujące kazania księży, pouczające mowy nauczycieli i szalone oczekiwania rodziców, którzy chcieliby wychować dzieci bez skazy, bez złości. Marna sztuka. Żywcem je zarzynają, kładą na ołtarzu swojej głupoty i cieszą się, że  im się udaje.

Co im się udaje? Czy na pewno wychowanie dobrych dzieci, zawsze uprzejmych i uśmiechniętych? Nie! Z żywych dusz tworzą zombi. Martwe istoty, które nie potrafią, ponieważ boją się, okazać złość i wyrazić sprzeciw, bronić się i śmiało odmawiać, gdy powinni dla swojego dobra. Złość i gniew pochodzi przecież z tego samego źródła energii, z którego pojawia się dobro i prawdziwy uśmiech.

Dlatego potem, jako dorośli, jesteśmy odcięci od energii życia, skoro to wciąż to samo źródło, i nie mamy wystarczająco dużo sił, aby porządnie i serdecznie uścisnąć dłoń na powitanie, oczy mamy zamglone taflą nie wylanych łez za dziecięcymi marzeniami, a pochylona sylwetka pokazuje wszystkim, że chronimy splot słoneczny, przez który płynie resztka życiowej energii.

Złość jest dobra. Pamiętaj o tym, wychowując dzieci i w stosunku do samego siebie. Zawsze i dla wszystkich dobry człowiek nie istnieje. Nawet, jeśli próbuje takim być i tak nie jest dobry dla samego siebie, i umiera z braku życiowej energii. Na koniec obezwładnia go apatia, którą wielu myli z łagodnością i dobrocią. Powoli zapada się w siebie, w grób.

Wpierw bądź dobry dla samego siebie i naucz się wyrażać złość. Gniew jest bardzo dobrą emocją, ponieważ dzięki niej czujesz, że ktoś przekroczył granice Twojej godności i wolności. Prawdopodobnie próbuje Ci coś zabrać, upokorzyć  albo wykorzystać Cię. Sprzeciwiaj się, nazywaj swoje uczucie złości, wyrażaj ją nie krzykiem, ani biciem po twarzy, ale mówiąc prawdę o tym, co czujesz. Naucz się być zagniewanym, a wtedy nigdy nie staniesz się wściekniętym. Nie bój się swojej złości a poczujesz energię życia, która pomoże Ci wyrazić siebie, zrealizować własne powołanie, pasje, marzenia. Niepostrzeżenie staniesz się dobry w najwłaściwszym sensie, jak Bóg, który jest miłością.

Jeśli chcesz przygotować dziecko do lepszego życia, nie mów mu, że nie wolno być złym i nie oczekuj po nim, że zawsze będzie przytakiwało i na wszystko się zgadzało. Lepiej je ucz, jak autentycznie być w złości. Zamiast mówić: „Nie złość się”, powiedz mu: „Kiedy odczuwasz złość, nazwij to uczucie i poinformuj mnie o przyczynie. Nie miej poczucia winy, że się na mnie rozzłościłeś”.

Kiedy przychodzi odpowiednia chwila, dziecko ma prawo autentycznie pokazać swój gniew. Wtedy energia złości nigdy nie pojawi się w najmniej odpowiedniej chwili – zrozum to wreszcie!

W ten sam sposób naucz je kochać!

Wtedy darujesz dziecku więcej, niż myślisz. Nauczysz je być dobrym dla samego siebie  a ono będzie umiało czerpać ze źródła życiowej siły. Uścisk Twego dziecka będzie zawsze silny, oczy pełne słońca, sylwetka wyprostowana, jak struna instrumentu, na którym dłoń Stworzyciela gra najpiękniejszą melodię życia.

Tak, złość nie zawsze jest zła.

Dobro nie zawsze jest dobrem.

Połącz myśli z emocjami

Nie jesteśmy ani naszymi myślami, ani emocjami, dlatego, aby odnaleźć swoje prawdziwe „Ja Jestem” i w nim życiowe powołanie, musimy nauczyć się pracować z pierwszymi i drugimi. Nie próbować nad nimi panować, ani z nimi walczyć, ale właśnie pracować, starając się tak zmieniać własne mechanizmy reakcji, opinie, schematy wyobrażeniowe i przekonania, aby nie utrwalały negatywnych emocji. Ideałem jest sytuacja, w której świadomi własnych myśli, potrafimy każdą emocję, nawet pozornie złą, bądź taką, która w powszechnym przekonaniu za taką uchodzi, świadomie wykorzystywać do duchowego i mentalnego rozwoju.

W słowie świadomie wyrażona jest istota boskości i człowieczeństwa!

Kim albo czym jest Bóg? Ma charakter osobowy i jest mocą. Jest więc osobową obecnością i  duchową świadomością, a najwyższą formą obu jest miłość.

Człowiek również jest obecnością i świadomością. Ma się uczyć swojej obecności w świecie i łączyć z najwyższą Świadomością, którą nazywamy Duchem. W ten sposób zostaje wyzwolony z więzienia i zaczyna widzieć to, czego wielu nie dostrzega. Jego życie zmienia się w dobre, błogosławione, szczęśliwe, spełnione, sensowne czyli po prostu zbawione.

Dopóty jesteśmy więźniami, dopóki tylko się buntujemy przeciwko temu, kim jesteśmy, czym obdarza nas życie i czego doświadczamy. Warunkiem wyjścia na wolność nie jest bunt, ale realizacja konkretnej, jasnej wizji samego siebie.

To znaczy, że często brakuje nam wizji samych siebie. Wiemy, że coś nam nie pasuje, doskwiera, ale nie stworzyliśmy prawdziwej wizji zmiany i rozwoju.

O co chodzi? Cywilizacja tak funkcjonuje, aby utrzymywać nas w niewoli. Mamy być bezwolnymi niewolnikami, wytwarzającymi energię materialną i emocjonalną, której potrzebuje system. To jest ów biblijny Egipt, z którego musimy wyjść. Między innymi dlatego system edukacji jest skrojony na miarę niewolników, a nie ludzi wolnych, zdolnych rozumieć rzeczywistość i twórców swojego życia. Kościoły, partie, które tworzą rządy, wojsko i policja służy temu, abyśmy nie wychodzili na wolność.

Cała cywilizacja jest skrojona na miarę zewnętrznych, formalnych, nieprawdziwych obrazów człowieka. Mamy kreować nieprawdziwe obrazy samych siebie i zajmować się stwarzaniem kolejnych nieprawdziwych form naszego „ja”, które są jedynie produktem na sprzedaż. Dzięki nim utrzymujemy się w systemie, ale nie zapewniamy sobie rozwoju ani dojrzewania. Bo prawdziwy obraz każdego z nas jest w świątyni serca, w miejscu najświętszym, w którym czeka na nas Bóg, aby się objawić nam i dać nam poznać siebie w sobie. Poznajemy go dopiero wtedy, gdy wchodzimy w siebie, aby w ciszy i prawdzie naszych serc odnaleźć Bożą obecność i zainicjować kontakt z najwyższą świadomością Boga. Łącząc się z nią, zaczynamy żyć świadomie. Już nie tracimy życia na tworzenie kolejnych, nieprawdziwych obrazów samych siebie, na użytek przetrwania i dla zaspokojenia innych, ale zaczynamy żyć prawdziwym obrazem Bożym na chwałę Stwórcy.

Potrzebujemy zatem wolności intelektualnej. Jak ja zyskać? Uwalniając się od władzy rozumu, a przynajmniej lewej półkuli, jeśli nie współpracuje z prawą, holistyczną, całościową, symbolizującą, empatyczną. Aby połączyć obie półkule wpierw musimy nauczyć się myśleć nerkami (centrum emocji zimnych) i sercem (centrum emocji ciepłych). Dlatego potrzebujemy też wolności emocjonalnej. Jej podstawowym warunkiem jest asertywność.

Uczy nas jej Mistrz z Galilei, mówiący między innymi: „…Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16,24). „Nie” oznacza porzucenie „ego” i jego światowych zachcianek, czyli sprzeciwienie się niewoli. „Tak” oznacza zgodę na bycie sobą prawdziwym i realizowanie życiowego powołania (tym w istocie jest symbol krzyża). Dzięki świadomemu „nie” i „tak” stajemy się emocjonalnie wolni i zyskujemy dostęp do źródła prawdziwego życia, światłości i miłości.

Słowo emocje pochodzi z łacińskiego e-movere – poruszać. Emocje zatem wprawiają nas w ruch. Są nośnikiem przemiany, której nie zagwarantuje sam rozum! Zdecydowana większość dobrych postanowień nigdy nie przechodzi w stan trwałej i skutecznej realizacji, ponieważ nie potrafimy ich łączyć z emocjami. Dość powszechne jest wręcz przekonanie, że skuteczna może być jedynie zimna i wyrachowana metodologia zmian. Tymczasem górna część naszego umysłu, którą utożsamiamy z rozumem, nie ma dostępu do autonomicznego układu nerwowego i systemu hormonalnego, które poddane są woli przysadki. Rozum znajduje się w tej części mózgu, którą nazywamy płatami czołowymi. Pomiędzy nimi a przysadką nie ma ani jednego połączenia neuronowego, dlatego same myśli nie wywołują reakcji hormonalnej, o ile nie zadecydują emocje. Te z kolei są zarządzane z nerek i serca przez układ limbiczny. A ponieważ między nim a przysadką funkcjonuje mnóstwo połączeń neuronowych, więc nie dziwmy się, że poziom i jakość naszych hormonów zależy od emocji a nie od zimnych i wyrachowanych decyzji.

W konsekwencji, kto odcina się od emocji, nie doświadcza życiodajnych zmian, ewentualnie kierowany lękiem przed zmianami, poddany jest ciągłemu działaniu hormonów stresu. Skutkiem takiego zdesperowanego życia w depresji są choroby. Skamieniałe serce to podwyższone tętno, ciśnienie, udar. Skamieniałe mięśnie to stwardniały kościec albo twardniejące mięśnie. Kto absolutyzuje swoją wizję życia, dodajmy nieprawdziwą, bojąc się zmian, usztywnia rodzinne relacje, a w najgorszych wypadkach samego siebie, żeby usztywnić rodzinny system i w ten sposób manipulować rodziną. Cena, którą się za to płaci, jest tragiczna i ostateczna.

UWAGA!!!! Ponieważ problem z emocjami mają ci, którzy zamknęli się w przeszłości albo w przekonaniu, że ich wyobrażenia o ich życiu są dla nich najlepsze, więc nie dziwmy się, że taka postawę  łatwo można rozpoznać jako coś, co teologia nazywa grzechem. Brak kontaktu z własnymi emocjami i poddanie się myślom, które nie są naszymi, ale są wynikiem programowania przez kulturę, tradycję, religię, edukację, zawsze kończy się tragedią, cierpieniem, bólem, wojną, śmiercią. Oto niektóre biblijne przykłady: relacja Abraham – Izaak (1 Mż 22,1-19); prorok Bilem, który nie dostrzega zagradzającego u drogę anioła (4 Mż 22,21-35);  Eliasz, który chwilę po sądzie nad 450-ciu prorokami Baala życzy sobie śmierci (1 Krl 18,20-19,4).

Emocjonalna wolność stwarza szansę na rozwój, tkwiącej w nas miłości Boga. Bo wolność jest darem i powołaniem, abyśmy rozwijali się w miłości, a więc stawali lepszymi.

Stąd każde wydarzenie jest szansą, aby stać się silniejszym, mądrzejszym, wzmocnić wewnętrzną wolność. A tymczasem, odcięci od emocji i poddani cudzym schematom myślowym, większość z nas pomniejsza samych siebie, staje się słaba, chora, duchowo stara i dobrowolnie oddaje się w niewolę tych, którzy mają się o nich troszczyć i nimi opiekować.

Dlatego własnego życia i zachowań innych ludzi musimy doświadczać nie z poziomu intelektu, ale rozumu połączonego z emocjami. Stajemy się wówczas bardziej szczęśliwi, zdrowi, elastyczni. Cieszymy się życiem które się rozwija i obdarowuje nas niespodziewanymi dobrami.

W znanej indiańskiej opowieści o dwóch psach znajduje się mądra rada: Wódz przemawia do swojego plemienia. Mówi o dwóch psach, które walczą w jego umyśle: o białym psie, który jest dobry i odważny, oraz o czarnym, który jest mściwy i gniewny. Psy toczą ze sobą walkę na śmierć i Zycie. Pewien młody i dzielny człowiek, nie potrafiąc się doczekać końca historii, pyta: „Który z nich zwycięży?” Wódz odpowiada: „Ten, którego będę karmił”.

Na czym się zatem koncentrujesz, to Ci rośnie – pamiętaj o tym zawsze, a przynajmniej do czasu, gdy nauczysz się karmić tylko białego psa, a więc dobrymi myślami dasz szansę świadomie przeżywanym emocjom.

Jeżeli skupisz się na tragedii – ona cię przeniknie!

Jeżeli skupisz się na nadziei – ona weźmie cię w posiadanie!