W modlitwie potrzebujesz siebie – rozmyślanie na 17 maja

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją.Ale ty,gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani.Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie. A wy tak się módlcie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, Święć się imię twoje,Przyjdź Królestwo twoje, Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj,I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom; I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego; Albowiem twoje jest Królestwo i moc, i chwała na wieki wieków. Amen. Bojeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych”.                                             Mt 6,5-15

Gdy paraliżuje Cię lęk i życie wydaje się bezsensowne, potrzebujesz Źródła Miłości, Rodzica, który Cię stworzył, aby umocnił Twoją wiarę. 

Gdy nie wiesz, jak się zachować i czemu poświęcić swoje życie, potrzebujesz Jezusa, Mistrza z Galilei, aby pomógł Ci odnaleźć drogę.

Gdy czujesz się głupi i słaby względem zadań i doświadczeń, którym musisz podołać, potrzebujesz Ducha, abyś podejmował najwłaściwsze decyzje.

Gdy się modlisz potrzebujesz siebie!

1. EGO nie może się modlić

Wiem, że ostatnie zdanie wielu oburzyło, bo zabrzmiało, jak fałszywa nuta w duchowej muzyce, którą uznali za harmonię. Więc wpierw celowo przypomniałem, do czego potrzebujemy pomocy, jak nas dobrze nauczono słowami pieśni: „Ach, potrzebuję Cię, łaskawy Panie mój. Twe imię skałą mą, w nim jest pociechy zdrój. O Panie, drogi Panie, potrzebuję Ciebie, ja muszę mieć Cię zawsze, błogosław mi!” (ŚE 715,1). I zanim przestaniesz czytać, oburzony fanaberiami Uglorza, proszę, daj mi szansę przekonać Cię, że od Ciebie też coś zależy. Doprawdy więcej, niż możesz sądzić w pierwszej, odruchowej myśli, buntującej się przeciwko sugestii, że w modlitwie potrzebujesz siebie.

Modlitwa jest aktem wiary, wyznaniem miłości i czynem nadziei. Modląc się, stajesz naprzeciw Boga i tworzysz relację. W modlitwie potrzebujesz siebie, ponieważ w niej świadomie szukasz Boga, który daje Ci wszystko, co jest dla Ciebie najlepsze, zanim sobie sam uświadomisz, czego pragniesz. W modlitwie potrzebujesz siebie, aby otrzymać wszystko bez Twojego udziału.

Zrozum, gdy nie ma tego, który chce otrzymać, nie może być daru, więc w modlitwie musisz być całym sobą, totalnie świadomym swej bezradności i niemocy. I to jest jedyny warunek otrzymania daru. W modlitwie najbardziej potrzebujesz siebie, ponieważ od Ciebie nic nie zależy, nawet modlitwa. Musisz po prostu być, bezwarunkowo otwartym na dar.

Jezus uczy takiej modlitwy, w której nie ma EGO. Modlitwy, obywającej się bez słów i będącej spotkaniem sam na sam ze Źródłem Miłości. Jezus uczy modlitwy, w której nie jest potrzebne Twoje działanie, bo przeszkadza Bogu, ale jesteś potrzebny Ty, świadomy i czujny; cały Ty w swej głupocie, słabości, bezradności radzenia sobie z życiem: „Ale ty,gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani.

Najskuteczniej unieważnia i zaprzecza modlitwie ludzkie EGO. To jest religijny paradoks, z którym muszą zmierzyć się ludzie duchowi. Im więcej w modlitwie jest zadowolenia i pewności, że uczyniło się wszystko, jak należało, a zatem pozostaje oczekiwanie na efekty, tym pewniej nic się nie wydarzy i niczego nie otrzyma.

Twórcą dobra jest Bóg. Gdy EGO myśli i mówi: Ja się modlę. Ja się modlę więcej, niż inni. Ja się modlę tak, że to widać. Ja wiem, jak się modlić. Ja potrafię się modlić, wówczas adresatem i podmiotem modlitwy bynajmniej nie jest Bóg, ale ludzkie EGO. Nie może wydarzyć się nic dobrego. Najważniejszym warunkiem skutecznej modlitwy jest obecność świadomego swej bezradności ludzkiego JESTEM, całkowicie ufającemu Bogu, a nie EGO, które jest pewne swej wiedzy i modlitewnej umiejętności.  

EGO jest do tego stopnia harde, pyszne i bezczelne, że jest nie tylko przekonane o mądrości, ale też mocy, czyli o modlitewnej skuteczności. Dlatego Jezus przestrzega przed pogańską wielosłownością, czyli pewnością, że Boga można przegadać, przycisnąć do muru i zmusić do działania samymi słowami. „Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli uczynić, uczyniliśmy” (Łk 17,10). Tym, co w modlitwie polecono nam uczynić, jest świadome i czujne przebywanie w obecności Boga. Niczego więcej nie potrzeba, bo jak zawsze i we wszystkim poza wiarą nie mamy niczego, czym moglibyśmy sobie pomóc.

EGO tworzy religię, obyczaj, pobożność, rytuał, który sam w sobie ma zapewnić skutek. Zwłaszcza w praktykach religijnych widać, że EGO samo siebie czyni bogiem, czyli sprawcą i dawcą. EGO niczego nie wie o zaufaniu, więc gdy się modli, nie jest potrzebna świadomość prawdziwego JESTEM. Wystarczy być w miejscu, w którym powinno się być w oznaczonym czasie (świętowanie niedzieli, obchodzenie świat, udział w nabożeństwach), i uczestniczyć w odpowiednich rytuałach (sakramenty, modlitwy, wyuczone formuły modlitewne), aby czuć się bezpiecznie i mieć pewność osiąganych skutków. To jest religijny świat EGO, któremu Jezus stanowczo się sprzeciwia.

2. JESTEM samo w sobie już jest modlitwą

Wyzwoleniem z nieświadomego rytualizmu i egoistycznej pobożności jest duchowość, której źródłem jest bycie prawdziwym JESTEM w obecności Boga. EGO kreuje nieprawdziwe obrazy, zafałszowuje, poprawia, maskuje, udaje, klajstruje zniszczony obraz. EGO niczego i nikomu nie odpuszcza, bo nie popuszcza. Żyje dzięki mądrości i mocy, więc dlaczego innym miałoby odpuszczać przewinienia? Byłoby to oznaką słabości i głupoty

JESTEM cieszy się wszystkim i za wszystko dziękuje, więc nie ma problemu z akceptacją życiowych zdarzeń i ludzkimi zachowaniami. Zawsze jest bezbronne, prawdziwe, czyste, delikatne. Niczego nie udaje. Ufając, oddaje się Bogu i otrzymuje siebie na nowo. JESTEM żyje z miłości, więc nie modli się w tak sam sposób, jak EGO, a nawet samo w sobie już jest modlitwą.

Niczego nie umie, na niczym się nie zna, nie czuje się silne i mądre. Po prostu jest w obecności Boga i czuje się bezpiecznie. Nie ma niczego do stracenia, więc niczego nie musi pilnować. Wie, że samo nic nie osiągnie, więc nie musi o nic prosić. Jej naturalnym odruchem jest akceptacja życia, wdzięczność wszystkim za wszystko i przyjmowanie.

Takie życie samo w sobie jest modlitwą, a poza tym w sferze duchowej niczego więcej nie potrzeba. I to jest powód, dla którego we wstępie napisałem, że w modlitwie nie potrzebujesz niczego więcej, tylko samego siebie. Zawsze czystego, prawdziwego, totalnie zdanego na Boga.

Niczego sobie nie przypisuj. Wszystko przyjmuj z radością. Naucz tak się modlić, jakbyś w ogóle się nie modlił. Naucz się tak modlić, żeby to było niczym nie uwarunkowane przebywanie w obecności Boga, który doskonale wie, czego potrzebujesz i obficie Ci to wszystko daje, jeśli tylko potrafisz odbierać. Naucz się tak żyć, jakbyś w ogóle nie żył. Życie przecież jest darem, które od Ciebie nie zależy, więc przestań stroszyć piórka, walczyć, zdobywać, starać się, udowadniać. Przyjmij dar i daj się dalej obdarowywać.

W modlitwie potrzebujesz siebie, żeby Bóg miał kogo obdarowywać. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × one =