Wdzięczność jest skuteczną modlitwą

Wiele fragmentów Ewangelii od stuleci bywa tłumaczonych po prostu źle. Nie dlatego, że języki nowożytne nie dają takich możliwości translatorskich, ale ponieważ tłumacze sami korygują Ducha Bożego, który jakby nie było oryginalnie wypowiedział się z pomocą konkretnych słów, składni, odmiany i czasów. Dlaczego tak postępują? Nie wiem. Przypuszczam tylko, że ich zdaniem Jezus musiał jednak po aramejsku wypowiedzieć się inaczej, aniżeli po grecku zapisali autorzy ewangelii.

Nie dopuszczam takiej sytuacji. Jeśli w greckim tekście Ewangelii występuje na przykład trudność, coś całkowicie irracjonalnego i nielogicznego, to nie dlatego, że Jezus tak nie powiedział. Właśnie najpewniej tak powiedział, ponieważ używał zwrotów, obrazów, figur retorycznych jak najlepszy Mistrz, któremu zależało na obudzeniu słuchaczy ze snu. Jeśli więc tłumacze fałszują sens, wpierw zapewne musieli podjąć decyzję, aby wygładzać treść albo pozbawiać wypowiedzi Jezusa niedorzeczności, oczywiście z ich punktu widzenia.  Zakładam, że robią to w dobrej wierze, ale w istocie rujnują naszą wiarę i uniemożliwiają zrozumienie Mistrza z Galilei.

Dla przykładu tekst w Ewangelii Marka, z rozdziału 11, w tłumaczeniu Towarzystwa Biblijnego, przyjętym w Kościele Ewangelicko-Augsburskim za liturgiczny, brzmi następująco: „Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni się. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie a spełni się wam” (Mk 11,23).

Wiecie Drodzy Czytelnicy dlaczego nie spełniają się Wam modlitwy i dlatego słowa Jezusa przeinterpretowujecie, żeby uchronić autorytet Mistrza? Bo się źle modlicie! Najzwyczajniej w świecie, nie wiecie, jak się modlić, ponieważ tłumaczenie kłamie.

Oryginalny tekst, co prawda niezręcznie, brzmi jednak w j. polskim mniej więcej tak: „Amen mówię wam. Ktokolwiek powie do góry: Podnieś się i rzuć się w morze, a w sercu nie zawaha się, ale będzie wierzył, że staje się to, co mówi, stanie się mu. Dlatego mówię wam, wszystko, o co się modlicie i prosicie, wierzcie, że otrzymaliście, a stanie się wam”.

Widać kolosalną różnicę? Dlaczego tłumacze używają złych czasów? Może poprawiają nieracjonalnego Jezusa? No cóż, najwyraźniej wyznawcy „religii rozsądku” poprawiają nonsensy Jezusa.

A jeśli to nie są nonsensy? Jeśli Jezus, człowiek mocarny w mowie i czynie, doskonale wie, co mówi? A wie na pewno, ponieważ w ten sposób wypowiada się wielokrotnie.

Co więc chce osiągnąć? Naprawdę tylko jedno! Jezus dba o naszą wiarę i uczy nas duchowości, która jest nasączona energią wiary, ponieważ wie, że w Jego imieniu możemy czynić nie tylko to samo, co On czynił, ale nawet więcej: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto wierzy we mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię, i większe nad te czynić będzie, bo Ja idę do Ojca” (J 14,12).

Jak więc mamy się modlić, żeby spełniały się nasze modlitwy?  Tego prawie nikt nas nie uczył i nie uczy, bo teologią i katechezą zajmują się specjaliści od „religii rozsądku.

Zrozumcie, że gdy prosimy o coś, to automatycznie uznajemy, że to jeszcze nie istnieje. Nie widzimy tego, ani nie czujmy. Nie ma tego, więc zatwierdzamy sytuację, o zmianę której się modlimy. Jeśli prosimy o zdrowie, ponieważ jesteśmy chorzy, zatwierdzamy chorobę, chociaż liczymy na zdrowie. Prosimy, bo się boimy, więc dodatkowo wzmacniamy jeszcze energię strachu, zamiast zadbać o wiarę. Co zatem mamy robić?  Być wdzięcznymi i dziękować. Wdzięczność jest najpotężniejszą siłą sprawczą i skutecznym narzędziem, które pomaga wyjść z kręgu strachu oraz cierpienia.  Dziękując i pozostając w stanie wdzięczności, wierzymy, że to, za co dziękujemy, wydarzyło się.

Więcej. Musimy nauczyć się korzystać z mocy, której Bóg, będący jej źródłem, pozwala przez nas płynąć i działać. Jak to zrobić? Modląc się, odczuwajmy cieleśnie właśnie to, co czujemy zawsze wtedy, gdy doświadczamy tego, za co dziękujemy. Poczujmy te dobre emocje. Nie prośmy o deszcz, ale czujmy, jak pachnie ziemia, gdy pada, i dziękujmy za to, pozostając wdzięcznymi. Nie prośmy o słońce. Poczujmy cudowne pieszczoty promieni, które dotykają nas i uzdrawiają, ilekroć wystawiamy się na ich działanie. Nie prośmy o uzdrowienie, ale poczujmy radosne, pełne szczęścia i pokoju emocje, związane z cudownym stanem zdrowia, wolności, szczęścia i życiowej niezależności.

Wiem, że na początku jest ciężko, zwłaszcza gdy jest się chorym i odczuwa się strach. Zacznijmy więc od małych spraw. Zacznijmy od maleńkich cudów, a zaczną wydarzać się coraz większe: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę. Wejdź do radości pana swego” (Mt 25,23). A wszystko dzięki wdzięczności, a tak naprawdę z powodu wiary, która jest pewna tego, czego oczy nie widzą: „Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (Hbr 11,1).

Proszę Was, po prostu fruńcie na skrzydłach wdzięczności!  Nie proście o to, co ma się wydarzyć. Bądźcie wdzięczni za to, co już dawno wydarzyło się w Bożym sercu, a stanie się Wam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twelve + ten =