Z-MAR-TWYCH-WSTAŃ

Święta Zmartwychwstania to budząca radość i żywotność dobra wiadomość, że nie musimy żyć na cmentarzu pamięci, ale możemy spokojnie zwrócić się Q przyszłości, której kształty rodzą się w naszej wyobraźni. To jest też dobra wiadomość, że nasze pragnienia nie muszą być pożądaniem tego, co już kiedyś pokosztowaliśmy i nam smakowało, dlatego chcielibyśmy to znowu poczuć i przeżyć, ale mogą być tęsknotą za tym, czego jeszcze nie znamy i co zostało nam obiecane.

Pożądanie jest bowiem grzechem, który uśmierca, bo paraliżuje wolę i zamyka nas w więzieniu strachu przed tym, co nieznane. Tymczasem tęsknota jest pragnieniem, które ożywia wiarę w sens drogi ku temu, co obiecane.

Wielkanocna ewangelia, czyli dobra wiadomość, jest więc mądrością i mocą nowego, zmartwychwstałego życia, w którym dzieją się cuda, ponieważ Bóg ożywia ludzką wolę i działanie: „Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie, i wykonanie” (Flp 2,13).

Nie czekajmy na cud! On nigdy się nie stanie, jeśli myślimy, że zmotywuje nas do życia. Żyjmy wiarą, to znaczy umacniajmy się Bogiem, który sprawia w nas wolę i działanie, a cuda zadziwią nie tylko nas, ale przede wszystkim zmienią świat.

Dlatego proszę Cię, przestań się martwić, a zacznij prawdziwie cieszyć Wielkanocą. Nie ZA-MARTWI-AJ się dłużej, bo na zawsze pozostaniesz MARTWY w grobie przeszłości i będziesz leżał na MARACH, chociaż pozornie jakbyś wciąż żył, ale posłuchaj dobrej wiadomości, że wszystko dobrze się kończy, i Z-MAR-TWYCH-WSTAŃ! Naprawdę możesz WSTAĆ Z TWYCH MAR i zacząć żyć, pozwalając sobie na tęsknotę za przyszłością.

Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie: Po co się martwię? Czy przypomniały Ci się wówczas słowa z 1-szego Listu Piotra: „Wszelką troskę swoją złóżcie na niego (Boga), gdyż On ma o was staranie” (1 P 5,7)? No cóż, wobec samego siebie należy być uczciwym, więc przyznaj, że zamartwianie się jest wygodne i na bardzo krótką chwilę zaspokaja kilka potrzeb, jednak w dłuższej perspektywie życia gasi ducha i uśmierca.

Jeśli bowiem masz problem, nad którym się zastanawiasz, już na starcie zyskujesz usprawiedliwienie do tego, żeby nie robić nic lub prawie nic, bo w końcu się martwisz; także do tego, żeby nie podejmować wyzwań, nie przykładać się do pracy bądź relacji z innymi i wreszcie nie dotrzymywać słowa. Przecież jesteś zmartwiony, wręcz zestresowany i nie możesz się skupić, bo widzisz zbierające się ciemne chmury.

Więcej nawet, przecież manifestujesz wielką odpowiedzialność. Lekkoduchy nie dostrzegają tego, co Ty, więc się nie martwią, i tylko Ty zawczasu przewidziałeś nieszczęście. Martwienie się na zapas i przewidywanie najgorszego finału zabezpiecza wreszcie samoocenę, bo jeśli coś się nie uda, zawsze możesz powiedzieć: No tak, wiedziałem, że tak będzie. Nie udało się, ale przynajmniej to przewidziałeś. Jednak nie jesteś taki zły i coś potrafisz.

Manifestowanie trosk jest też niefortunną strategią zyskiwania wsparcia od innych, podobnie jak ciągłe wizyty u lekarzy i podtrzymywanie choroby za wszelką cenę. Możemy wówczas liczyć na bliskość i współczucie. Jakbyśmy prosili: Przytul mnie, zrozum mnie, żal się nad moim losem. Ludzi, którzy stale się martwią i manifestują troski, nie sposób zmotywować do zmiany żadnym argumentem. Zbijają każdy, bo tak naprawdę nie chodzi im o to, żeby uwolnić się od zmartwień, ale raczej, aby zwrócić na siebie uwagę i przez bliski kontakt oddać innym część złych emocji.

Zamartwianie się niestety może wejść w krew i stać się nałogiem, dlatego trudno się go pozbyć. Tymczasem, jak każdy nałóg, także ten pozbawia żywotności i rujnuje psychikę. W dłuższej perspektywie oznacza paraliż woli i ułożenie się na MARACH. Długie rozmyślanie nad sytuacjami stresującymi obniża nastrój, prowadzi do stanów lękowych, utrudnia racjonalne myślenie i skuteczne działanie, a w skrajnych warunkach może doprowadzić nawet do depresji. Wtedy pojawia się nasz największy wróg psychosomatyczny, a mianowicie stres fizjologiczny, zaburzający niemal wszystkie procesy. Na horyzoncie zaczynają majaczyć choroby układu krążenia, zaburzenia metabolizmu i trawienia, alergia albo cukrzyca.

I po co nam to wszystko? Czy nie lepiej żyć w zdrowiu i harmonii, ciesząc się darem życia? Naprawdę warto zdobyć się na szczery rachunek zysków i strat. Na MARACH nie zyskujemy nic, tylko MAR-nujemy życie, wmawiając sobie oraz innym, że MAR-nością jest cały ten świat. Gdyby tak było naprawdę, Bóg nie zbawiłby nas, naszego życia i świata, w którym żyjemy, Z-MAR-TWYCH–WSTAŁYM Chrystusem, ale uczyniłby kolejny, całkiem nowy, pozostawiając nas samym sobie.

Tymczasem Wielkanoc jest dobrą wiadomością, że Chrystus Z-MAR-TWYCH-WSTAŁ razem z Tobą i zabrał Cię w drogę życia ku przyszłości, która zawsze jest piękniejsza i lepsza od nawet najpyszniejszej i najrozkoszniejszej przeszłości.

Nie bój się i Z-MAR-TWYCH-WSTAŃ!

.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − 12 =