
https://hodowcybielsko.pl/wp-content/uploads/2022/02/Kwartalnik-hodowcy-nr-47.pdf

Marek Jerzy Uglorz
Barnardius zonarius

Systematyka
| Nazwy: | Łacińskie: | Polskie: | Inne: | |
| Gromada: | Aves | ptaki | Angielska: | Australian ringneck |
| Rząd: | Psittaciformes | papugowe | Czeska: | Alexandr žlutolímcový |
| Rodzina: | Platycercini | papugowate | Francuska: | Perruche de Port Lincoln |
| Rodzaj: | Barnardius | barnard | Holenderska | Port-lincolnparkiet |
| Gatunek: | Barnardius zonarius | Rozella czarnogłowa/ Barnard czarnogłowy | Niemiecka: | Bauerlingsittich |
EKOLOGIA
Rozella czarnogłowa, przez hodowców zwana także barnardem (od nazwy łacińskiej), bądź kragenem, jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych papug w Australii. Zamieszkuje niemal cały kontynent, z wyjątkiem skrajnie tropikalnych obszarów na północy oraz gęstych lasów i wysokich gór na południowym wschodzie.
Znane są podgatunki, które występują na zróżnicowanych terenach kontynentu, jednak w miejscach, gdzie zasięgi poszczególnych podgatunków pokrywają się (np. w środkowej Australii), dochodzi do naturalnego krzyżowania się tych ptaków, co tworzy populacje o mieszanym ubarwieniu.
(Barnadius z. zonarius – Rozella czarnogłowa nominatywna) – najszerszy zasięg. Występuje od zachodniego wybrzeża Australii, przez tereny pustynne i półpustynne centrum, aż po północno-zachodnią część stanu Australia Południowa.
(Barnadius z. semitorquatus) – Rozella półobrożna) – występuje wyłącznie w wilgotnych lasach południowo-zachodniego krańca Australii.
(Barnardius z. barnardi – Rozella czerwonoczelna) – zamieszkuje wnętrze kontynentu we wschodniej części – od południowego Queensland, przez Nową Południową Walię, aż po północną Wiktorię i wschodnią część Australii Południowej.
(Barnadrius z. macgillivrayi – Rozella modrolica) – występuje w pasie od północno-zachodniego Queensland do wschodniej części Terytorium Północnego (okolice jeziora Eyre).
Środowiskiem życia rozelli czarnogłowej są różnorodne siedliska, między innymi nadrzeczne zarośla, ale też otwarte zadrzewienia eukaliptusów, otwarte uprawy, pustynne zakrzewienia i obszary podmiejskie. Jedynie rozella półobrożna ma bardziej sprecyzowane wymagania co do środowiska, ponieważ preferuje wysokie zadrzewienia nadbrzeżne. Często odwiedza uprawy zbóż i sady, unika natomiast całkowicie bezdrzewnych pustyń oraz gęstych, wilgotnych lasów deszczowych.
MORFOLOGIA
Poniższy opis dotyczy rozelli czarnogłowej właściwej.
Zarówno długość ciała, czyli około 32–44 cm, jak i masa, mieszcząca się w przedziale 150–200 g (różna u podgatunków), sytuuje rozellę czarnogłową pomiędzy papugami średnimi.
Cała głowa, od jasnoszarego i masywnego dzioba aż po kark, jest intensywnie czarna lub ciemnobrązowa. Nietrudno się domyślić, że od tej cechy powstała polska nazwa „czarnogłowa”. Nad dziobem nie ma czerwonego paska, a jeśli jest widoczny, prawdopodobnie mamy do czynienia z podgatunkiem barnardi albo mieszańcem. Tęczówka w oku jest brązowa. W dolnej części policzków widoczne są wyraźne, fioletowo-niebieskie plamy. Na karku, bezpośrednio pod czarną głową, znajduje się szeroki, jaskrawy żółty pas (obroża), który nie domyka się na gardle. Dominującym kolorem grzbietu i skrzydeł jest ciemna, soczysta zieleń, natomiast lotki skrzydeł mają odcień od niebiesko-zielonego po czarniawy na końcach. Górna część piersi jest zazwyczaj zielona, tworząc kontrast z dolnymi partiami ciała. Środek brzucha jest wyraźnie żółty, co jest jedną z głównych różnic między tą odmianą a podgatunkiem semitorquatus, który ma brzuch zielony. Ogon jest długi i szeroki. Środkowe pióra są zielone, przechodzące w błękit, natomiast zewnętrzne pióra mają jasnoniebieskie obrzeża z białymi końcówkami. Nogi rozelli czarnogłowej są szare lub ciemnoszare.
W hodowlach występują odmiany barwne: żółta, niebieska, szara, biała oraz kombinacje tych kolorów.
Na pierwszy rzut oka płeć jest trudna do rozróżnienia, jednak u dorosłych osobników można zauważyć subtelne różnice. Samiec zazwyczaj ma nieco większą, szerszą głowę i masywniejszy dziób. Jego barwy (zwłaszcza czarna głowa) mogą być bardziej nasycone. Samica często ma nieco mniejszą głowę, a czarny kolor na głowie może być odrobinę bardziej matowy lub przechodzić w ciemny brąz.
W warunkach hodowlanych rozella czarnogłowa żyje średnio od 15 do 25 lat.
Na wolności tworzy małe, rodzinne grupy, liczące do 8 osobników. Najbardziej aktywna jest ranem i wieczorem. Wydając naturalne dźwięki nie jest ani głośna, ani dokuczliwa.
Hodowla
Rozella czarnogłowa nie należy do papug dużych, ale też nie do małych, więc chów klatkowy jest niewskazany. Ponieważ lubi latać w poziomie, dobrze jest, gdy zewnętrzna woliera ma 4-5 m długości. Wysokość powinna być standardowa, czyli około 2 m, zaś szerokość uwzględniać fakt, że z rozłożonymi skrzydłami ptak ma około 45 cm.
Pomieszczenie powinno składać się z części zewnętrznej oraz z suchego zaplecza wewnętrznego, do którego ptaki mogą schować się przed wiatrem i silnym mrozem. Siatka musi być mocna, ponieważ rozella czarnogłowa ma silny dziób.
Decydując się na chów w mieszkaniu, zapewnijmy klatkę przynajmniej 1,5 m długą, 1 m szeroką i 2 m wysoką. Mieszkającym w takich warunkach ptakom powinno się regularnie umożliwiać wolny lot po mieszkaniu.
Rozella czarnogłowa bywa agresywna wobec innych gatunków, więc najlepiej zdecydować się na parę w osobnej wolierze.
Karmienie rozelli czarnogłowej wymaga zachowania odpowiedniego balansu, ponieważ gatunek ten ma skłonność do tycia (szczególnie w mniejszych wolierach). Dieta powinna być urozmaicona i zbliżona do tego, co ptaki znajdują w naturze.
Można podawać różne rodzaje prosa, kanar, owies, kardi, niewielką ilość gryki, konopi, także słonecznik, ale nie jako zasadniczą część mieszanki (ok. 10%). W okresie zimowym w wolierach zewnętrznych można podawać go więcej, ale latem jego nadmiar prowadzi do chorób wątroby. Z warzyw rozella czarnogłowa chętnie zjada marchew (tarta lub w kawałku), buraki, cukinię, ogórek, paprykę (z nasionami), brokuły, dynię, zaś z owoców ulubione jabłka, gruszki, banany, owoce sezonowe (truskawki, maliny, jagody), a także dziką różę i jarzębinę.
Wreszcie dietę powinno się urozmaicać gwiazdnicą pospolitą, liśćmi mniszka lekarskiego, babką lancetowatą, szpinakiem, no i oczywiście skiełkowanymi ziarnami.
Rozella czarnogłowa ma silną potrzebę żucia, dlatego dobrze podawać jej świeże gałęzie z liśćmi i pąkami wierzby, brzozy, leszczyny albo drzew owocowych (jabłoni, gruszy, wiśni). Przy okazji ściera sobie dziób, zjada korę bogatą w garbniki i zajmuje sobie czas, co zapobiega skubaniu piór.
Dojrzałość płciową rozella czarnogłowa osiąga najprędzej w 2 roku życia. Jednak dobrze jest doczekać do 3-go roku i jeśli ma się dobraną parę hodowlaną wiosną można do woliery włożyć budkę lęgową o szerokości 30 cm, długości 30 cm i wysokości 50/60 cm, z otworem o średnicy 8-9 cm. Dobrze jest wyścielić ją wiórami.
Samica znosi od 4 do 7 jaj, które wysiaduje około 19 dni. Gniazdo opuszcza tylko celem żerowania bądź nakarmienia przez samca. W pierwszym tygodniu życia pisklęta karmi wyłącznie matka, później do obowiązków dołącza ojciec. Młode opuszczają gniazdo 5 tygodni później. Dokarmiane są przez rodziców przez dwa około 2 tygodnie dłużej.
W dniach od 10 do 14 młodym zakłada się obrączki Ø 6.5 mm.

Guarouba guarouba

Systematyka
| Nazwy: | Łacińskie: | Polskie: | Inne: | |
| Gromada: | Aves | ptaki | Angielska: | Golden Parakeet/Conure |
| Rząd: | Psittaciformes | papugowe | Czeska: | Aratinga zluty |
| Rodzina: | Platycercini | papugowate | Francuska: | Conure doree |
| Rodzaj: | Guarouba | konura | Holenderska | Goudparkiet |
| Gatunek: | Guarouba guarouba dawniej Aratinga guarouba | Złotniczka Konura złota | Niemiecka: | Goldsittich |
EKOLOGIA
Konura złota, inaczej zwana złotniczką, jest gatunkiem endemicznym, pochodzącym z Ameryki Południowej. Występuje w północnej Brazylii, na pofałdowanych terenach dorzecza Amazonki, na południe od rzeki.
Naturalnym środowiskiem złotniczki są wilgotne lasy tropikalne. Widuje się ją także na łąkach ze sporadycznymi drzewami. Przemieszcza się w poszukiwaniu pożywienia między różnymi typami lasów, w zależności od dostępności owoców i nasion. Zaobserwowano, że do gniazdowania i odpoczynku wybiera zdewastowane obszary z martwymi drzewami, sąsiadujące z dużymi fragmentami lasu, preferując odosobnione drzewa jako strategiczną obronę przed drapieżnikami. Ponieważ występuje na ograniczonym terenie, każda ludzka ingerencja w drzewostan Amazonii pozbawia ją naturalnych warunków życia. Dlatego należy do gatunków zagrożonych wyginięciem, co oznacza, że hodowla konury złotej prócz walorów estetycznych posiada głębszy sens. Satysfakcja hodowcy jest szansą na podtrzymanie gatunku.
MORFOLOGIA
Konura złota zaliczana jest do papug średnich, a skoro osiąga długość około 34-36 cm, ważąc przy tym średnio 240-250 g, wydaje się, że w pełni zasłużenie. Nie jest bajecznie kolorowa, bo natura darowała jej tylko dwa kolory upierzenia. Za to jej szlachetna żółć, w słońcu połyskująca złotem, podkreślona żywą, soczystą zielenią lotek I i II rzędu, zwraca uwagę i zachwyca. A że niektóre szczególne cechy budowy głowy i dzioba upodabniają ją bardziej do ar aniżeli do pozostałych konur, więc często uchodzi za ich kuzynkę. Stąd też należy do rodzaju guaruba, w którym nie ma gatunkowych konkurencji. Podwójne nazewnictwo łacińskie, jak też w większości języków, ujawnia tę trudność w zaszeregowaniu złotniczki pomiędzy konurami. Dawniej uchodziła za jedną z nich, tymczasem współcześnie bywa odróżniana.
Dorosły ptak ma duży, silny dziób o ostrych brzegach, w kolorze jasnorogowym. Wokół brązowych oczu znajduje się naga, jasnoróżowa lub biała obrączka oczna. Podobnie nogi złotniczki są jasnoróżowe. Młode ptaki mają tułów bardziej zielony, począwszy od głowy i szyi po pierś, podobnie ogon, a żółć nie jest jeszcze intensywna, czyli podobnie do konur słonecznych. W wieku około 18 miesięcy w pełni upodobniają się do swoich rodziców, których płci nie sposób odróżnić.
Średnia długość życia konury złotej wynosi od 20 do 40 lat.
Chociaż piękna, złotniczka ma zły nawyk i oszpeca się, pozbawiając się piór, zwłaszcza na skrzydłach i piersi. Prawdopodobnie wynika to z jej dużej potrzeby ruchu i nudzenia się w ograniczonej przestrzeni, bez wystarczającej aktywności i stymulacji. Dlatego należy jej zapewnić mnóstwo zabawek i swobodę akrobacyjnego ruchu, niekoniecznie latania, a także mnóstwo wapnia i suplementów mineralnych.
Na wolności złotniczka tworzy grupy od kilku do 30-tu osobników.
HODOWLA
O ile hodowca dysponuje odpowiednimi warunkami, przy pomieszczeniu wewnętrznym może zbudować dużą wolierę zewnętrzną, w której papugi będą swobodnie latać. Przyjmuje się, że odpowiednia długość wynosi około 4-5 m, wysokość 2m, natomiast szerokość powinna być trzykrotnością rozłożonych skrzydeł. Wszakże zauważono, że chociaż złotniczka jest papugą bardzo żywą, w niewoli niekoniecznie lubi latać, więc i trzymetrowa woliera może wystarczyć. Wiele osobników jako środek komunikacji wybiera wspinanie się oraz wykonuje różnorakie manewry akrobatyczne, dostarczając obserwatorom wiele radości, wręcz sytuacji komicznych.
Ludzkie towarzystwo cieszy ją bardzo i potrafi być bardzo czuła. Jej ulubionym zajęciem jest żucie, więc należy zadbać o mnóstwo drewnianych elementów wyposażenia, a sama woliera powinna być solidna, bo dziób złotniczki potrafi wiele zdziałać.
Jako gatunek tropikalny, złotniczka wymaga ciepła przez cały rok, szczególnie nocą. Dlatego woliera wewnętrzna, połączona z wolierą zewnętrzną, umożliwiającą korzystanie z naturalnego światła słonecznego i deszczu, jest najlepszym rozwiązaniem.
Ptaki często sypiają w budkach przez cały rok, a nie tylko w okresie lęgów. Budki powinny być solidne i umieszczone w zacisznej części woliery.
W naturze złotniczka odżywia się miąższem niektórych palm, nasionami drzew leśnych, kwiatami oraz nektarem. Sezonowo żeruje na polach kukurydzy i w sadach mango.
W warunkach hodowlanych można ją karmić dynią, słodkimi ziemniakami (gotowanymi), marchwią, brokułami, papryką, kukurydzą w kolbach oraz ciemnozielonymi liśćmi (szpinakiem, jarmużem). Chętnie zjada mango, papaję, jagody, jabłka, gruszki i melony.
Pokarm miękki uzupełnia się słonecznikiem, prosem, krokoszem, orzechami włoskimi (max. 1-2 razy w tygodniu ze względu na wysoką zawartość tłuszczu). Ponadto można podawać gotowaną fasolę, soczewicę, ciecierzycę oraz gotowany ryż brązowy lub makaron pełnoziarnisty, ponieważ stanowią dobre źródło białka.
Złotniczka osiąga dojrzałość płciową zazwyczaj w wieku 3 lat, choć niektóre osobniki mogą przystępować do lęgów dopiero w wieku 4-6 lat. W przeciwieństwie do wielu innych papug, złotniczka w naturze wykazuje tendencję do lęgów wspólnotowych. W grupie kilka osobników (często młode z poprzednich lat) pomaga parze rodzicielskiej w opiece nad pisklętami. Mimo wszystko w hodowli najczęściej rozmnaża się ją w izolowanych parach.
W naturze okres lęgowy przypada na brazylijskie lato (od grudnia do kwietnia). W warunkach europejskich sezon może być przesunięty. Aby ptaki zachęcić do lęgów, można zwiększyć wilgotność powietrza, wydłużyć czas oświetlenia oraz wzbogacić dietę o białko (jajko, kiełki, namoczone nasiona).
Standardowa budka powinna mieć wymiary około 30 x 30 x 60 cm z otworem wejściowym o średnicy 8-10 cm. Lepiej żeby była wykonana z grubego, twardego drewna, ponieważ złotniczka ma silną potrzebę żucia i modyfikowania wnętrza gniazda. Jako wyściółkę stosuje się wilgotne wióry drewniane lub trociny z drzew liściastych.
Samica składa zazwyczaj od 2 do 4 jaj w odstępach dwudniowych. Czas inkubacji trwa od 26 do 30 dni. W tym czasie samiec zazwyczaj przebywa w budce wraz z samicą, co jest charakterystycznym zachowaniem tego gatunku. Pisklęta opuszczają budkę po około 10 tygodniach (ok. 70-75 dniach). Przez kolejne kilka tygodni są jeszcze dokarmiane przez rodziców. Częstym problemem w niewoli jest niszczenie lub wyrzucanie jaj z budki przez niedoświadczone pary.
W 10-tym dniu młodym zakłada się obrączki o Ø 8.0 mm.


Poniżej link do biuletynu:
https://hodowcybielsko.pl/wp-content/uploads/2022/02/Kwartalnik-hodowcy-nr-48.pdf

Być może zabsolutyzowałeś swój rozum i myślisz sobie: „Moje myśli to ja”. Teoretycznie masz do tego prawo, zwłaszcza, że od kilku pokoleń wydaje się obowiązywać maksyma: „Myślę, więc jestem”. Sama w sobie nie byłaby jeszcze taka zła, gdyby nie powiązanie jej z przekonaniem, że myślami powinniśmy odkrywać obiektywne ideały, a gdy już je posiądziemy, nie wolno nam zmieniać poglądów. Jeśli tak sądzisz i praktycznie postępujesz, kostniejesz, sztywniejesz nie tylko psychicznie i mentalne, ale w efekcie także fizycznie, podporządkowałeś bowiem swoje życie ideom oraz ideałom, które blokują przepływ, ruch, witalność w ciele i codziennym życiu.
Być może jesteś istotą, która bardziej identyfikuje się ze swoimi emocjami? Rano mówisz: „Jestem wściekła/y, bo mnie obudziłeś i do czegoś zmuszasz”, ale popołudniu Ci przechodzi i mówisz: „Jestem radosny, bo sobie poradziłem”. Zauważ, że rano i wieczorem używasz słowa „Jestem”. Jeśli rano „jesteś” wściekłością, to jakim cudem popołudniu „jesteś” radością? „Jestem” jest istotą bytu, esencją trwałości, więc „Jestem” może być albo poranne, albo popołudniowe. Co wybierasz?
Nie da się? Ano właśnie dlatego, że jak jesteś czymś/ kimś większym od swoich myśli, tak samo jesteś czymś/kimś większym od swoich emocji. Nie jesteś przekonaniem i poglądem. Nie jesteś też wściekłością i radością. Możesz co najwyżej odczuwać swoje emocje i nazywać je oraz komunikować: „Odczuwam wściekłość”; „Odczuwam radość”.
Odczuwasz, ale nie jesteś! Zresztą podobnie jest z myśleniem. Myślisz, ale nie jesteś swoimi myślami.
Jesteś po prostu kimś, kto myśli i odczuwa. Jesteś podmiotem myślenia i odczuwania emocji. A skoro nie jesteś swoimi myślami i emocjami, to kim jesteś?
„Głębiej” od poziomu umysłu, na którym myślisz, znajduje się poziom ciała, na którym odczuwasz emocje. Jednak jeszcze „głębiej” znajduje się świątynia Obecności. To jest najświętsze miejsce człowieczeństwa, w którym JESTEM ma swój tron. Aby tam wejść i Najwyższemu Istnieniu oddać cześć, trzeba być arcykapłanem na podobieństwo Chrystusa.
Nikt tam za Ciebie nie wejdzie i nikt za Ciebie nie złoży Najwyższej Miłości ofiary z własnego człowieczeństwa. Gdy tam przebywasz, obcujesz z tajemnicą obecności Boga w człowieku. Wtedy Bogu oddajesz swoje człowieczeństwo, aby od Niego otrzymać Jego boskość.
Ta chwila jest nabożeństwem człowieka. Wieczną i niebiańską służbą. Spotkaniem z Obecnością. Wymianą, której atrybutem i najpowszechniejszym przejawem jest modlitwa, w której na Twe westchnienia otrzymujesz Boże pocieszenie, na pytania, odpowiedzi, a na prośby konkretne działanie.
Tam „głęboko”, w świątyni ludzkiego serca, które jest miejscem najświętszym i miejscem przybywania chwały Najwyższego, myśli stają się nieistotne i bezużyteczne, a nawet przeszkadzają. Podobnie emocje nie ułatwiają trwania w obecności Wiecznej Pełni. W świątyni Obecności liczy się sama obecność, a o Twoim istnieniu świadczą poruszenia serca. Dopiero w nich stajesz się prawdziwy i święty. W nich odkrywasz swoje cudowne i niepowtarzalne „Jestem”, które ma udział w tym samym JESTEM, które stworzyło świat.
Arcykapłanie swojego człowieczeństwa, „Jesteś” prawdą poza myślami i emocjami. Jesteś prawdą, która przejawia się poruszeniami serca. Dopiero na tym poziomie doświadczasz odnowienia, przemiany, i uzdrowienia, które jest „uchrystuowieniem”. To jest Twoje najświętsze nabożeństwo, którego masz doświadczyć nie raz w tygodniu i nie raz dziennie. Ucz się trwać w Obecności, abyś najświętszego miejsca nie opuszczał. Wtedy Twoje myśli nie będą Cię o świcie i o zmierzchu prowadzić do piekła przerażenia, niepewności, oddalenia i paniki. Wtedy też emocje, targające ciałem, uszkadzające tkanki i organy, blokujące przepływ energii układem nerwowym, nie będą ogniem piekielnym, trawiącym Cię bezlitośnie dzień po dniu.
Gdy zapominasz o nabożeństwie, bądź pewien, że Bóg Cię nie zapomina. Niestety wtedy Ty zapominasz o sobie, o swojej prawdzie, o swoim cudownym i niepowtarzalnym „Jestem”, i pozwalasz traumatyzować się swoim myślom, pełnym obaw i trwogi, oraz wyniszczać namiętnym i przeciwstawnym emocjom, które uniemożliwiają spokojne i satysfakcjonujące życie.
Nie wydaje mi się, żebyś tego chciał/a?
Po co wydawać ciężko zarobione pieniądze na to, co nie syci? Po co wydawać je na lekarzy, którzy leczą somatyczne i psychiczne skutki, ale nie docierają do duchowego centrum, w którym jesteś prawdziwy, święty i zdrowy? Tam, w świątyni Obecności, jesteś swoim lekarzem i uzdrowicielem. Poruszeniami serca możesz zmienić każdy program mentalny Twego umysłu i emocjonalny Twego ciała.
Tam, na podobieństwo Jezusa, stajesz się Chrystusem, czyli światłem, świecącym w ciemnościach i uwalniającym prawdę „Jestem”, które ma udział w JESTEM początku i końca, nad którym żadnej władzy nie ma ani dzień, ani noc; ani życie, ani śmierć; ani zdrowie, ani choroba; ani wściekłość, ani radość; ani bycie kobietą, ani bycie mężczyzną.

Komu i na co potrzebne są wszystkie nasze „wygibasy”?
Próbujemy wyglądać, znaleźć miejsce na ziemi, zbudować dom, zdobyć stanowisko, próżne „ego” chce nasycić się sławą i chwałą, miotamy się….
Robimy pozy, uwodzimy…
Raz dyskretnie dajemy znać, że mamy ochotę na spojrzenie, innym razem rozpaczliwie rzucamy na szyję przechodnia, ekspedientki, trenera, małżonka i krzyczymy: KOCHAJ MNIE.
Każdy nasz ruch, krok, zakup, wysiłek, erotyczny spazm…. Każde mrugnięcie okiem, każde uderzenie serca, każda kolejna porcja kortyzolu i adrenaliny we krwi – wszystko woła o miłość. Oksytocynę też wymyślono z tego samego powodu: PRZYTUL MNIE.
Gdzie podziała się miłość, skoro teolodzy mówią, że Bóg stworzył świat z miłości?
Jeśli jest prawdą, że On jest miłością, to albo coś Mu nie wyszło i stanowczo za mało dodał siebie do tej ziemnej papki, z której stworzył człowieka, albo ta Jego miłość wcale nie jest taka idealna. Jakby za mały procent miłości był w tej Jego miłości?
Życie to krzyk o miłość.
To jeden wielki krzyk rozpaczy o to, żeby nie być samemu; żeby ktoś zrozumiał; żeby nie było trzeba samemu patrzeć w nieskończoność oceanu i próbować usłyszeć melodię wiatru.
Wszędzie pełno par. Ludzie trzymają się za ręce, wokół gromady dzieci. Uśmiechnięte rodziny na wakacjach pochłaniają kolejne porcje lodów. Po cholerę im ten cukier, skoro się kochają? O czym myślisz Tato być może swoich dzieci, idąc z wypchanymi cukrem dziećmi po deptaku, pełnym Twoich klonów? Liczysz grosze, czy wystarczy ich do końca wakacji? Czy może jesteś w jakimś swoim niebie?
Mamo, która w swoim krótkim życiu już piąty kolejny raz próbujesz zrzucić kilka kilogramów, gdzie jest twoje serce, gdy szarpiesz dzieckiem, krzyczącym o kolejną porcję cukru? Jesz coraz mniej, a wokół Ciebie coraz więcej zbędnych kilogramów. Myślisz, jak to możliwe? Twoje dziecko też potrzebuje coraz więcej cukru, chociaż jesteś z nim na wakacjach. Potrafisz to połączyć?
A może……?
A może życie na ziemi, to szkoła więzienia dla dusz, aby nauczyły się samotności?
Może wszyscy musimy przejść tę szkołę? Przyszliśmy na ziemię, żeby nauczyć się samotności w tłumie, w związkach, rodzinach….? Na wspólnych wakacjach i podczas orgazmu?
Wszędzie rozdzierający krzyk o miłość, jak z więziennych cel, gdzie próbują przeżyć dożywotnio osadzeni.
Oddzieleni od siebie mięsem naszych ciał, nasiąkniętych trucizną, pochodzącą nie tylko ze śmieciowego pożywienia, oraz cukrem, zastępującym miłość, próbujemy jakoś się odnaleźć, namierzyć, dotknąć, zrozumieć…. Wciąż próbujemy a jednak z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej osamotnieni, zagłuszeni krzykiem pustki w nas, osaczeni tłumem, oddalonym o tysiące lat świetlnych od naszych serc.
Marny to trud, te wszystkie nasze życiowe wygibasy, kłamstwa małe i duże.
Nie okłamuj się. Przyszłaś/szedłeś na ziemię, aby nauczyć się samotności w tłumie; miłości do siebie; szczęścia, którego nie da podzielić się na dwie słodkie połówki. To ciastko do końca musisz zjeść sam/a. Gdzieś tam, w przestworzach, w światach równoległych, na dalekiej galaktyce, gdzie serce przenika serce, Twoja dusza postanowiła przyjść na ziemię, aby zamieszkać we więzieniu. Chciałaś/eś nauczyć się samotności i kochania siebie samego w tłumie podobnych Ci, zrozpaczonych dusz.
Przypomnij to sobie! Uświadom tak najszybciej, póki jeszcze tu jesteś, aby lekcja na poszła na marne. Dopiero wtedy stanie się cud i wyjdziesz z więzienia łez.
W sylwestrową noc, do cholery, nie życz sobie, żeby nic się nie zmieniło; żeby nikt nie umarł albo ostatni raz trzasnął za sobą drzwiami. W nowym – 2026 – roku wszystko będzie się zmieniało. Nie zdajesz sobie sprawy, jak szybko i w jak wielu aspektach.
Życz raczej, żebyśmy trwali w miłości, która nikim się nie zawodzi, do nikogo nie traci zaufania i nie ugina się pod ciężarem doświadczenia i stresu, cokolwiek w tym roku się wydarzy.

28 grudnia Kościoły przypominają o niewinnych dzieciach, które Herod kazał pozabijać, mając nadzieję, że uśmierci małego Jezusa, dopiero co urodzonego konkurenta do królewskiej godności. Czy taka rzeź faktycznie miała miejsce, pozostaje sprawą otwartą i wcale nie jest aż tak bardzo pewne, nawet po uwzględnieniu temperamentu i okrucieństwa Heroda.
Jednak od historii zawsze ważniejsze jest duchowe znaczenie, tym bardziej że ewangelie nie są historiami ani biografiami, ale świadectwami wiary. Moim zdaniem ewangeliczna wzmianka o śmierci niewinnych dzieci oparta jest na uniwersalnym schemacie, wykorzystywanym przez wszystkie organizacje i struktury społeczne, którym zależy na utrzymywaniu ludzi w posłuszeństwie i zależności. Otóż jesteśmy świadkami dynamiki strachu. Herod wydaje okrutny rozkaz, ponieważ boi się utraty społecznego znaczenia, a w przyszłości być może nawet życia. Wówczas znaczenie traci fakt ewentualnej winy, a uruchamia się instynkt przetrwania, który nie liczy się z prawem do życia i godnością innych. Pod wpływem stresora następuje reakcja obronna, która izoluje człowieka z życiowego środowiska i stwarza sztuczne oddzielenie w imię przeżycia za wszelką cenę.
Największym wrogiem niewinności jest strach!
Ten związek odkrywamy nie tylko w międzyludzkich relacjach. Najprawdopodobniej nie był-by w ogóle możliwy, gdy nie decydował o wewnętrznej dynamice naszej psychiki. Wykorzystując ten mechanizm, od tysiącleci wzmacniany w procesie tzw. wychowywania, struktury religijne, polityczne i rodzinne czynią nas winnymi, abyśmy ulegali propagandzie strachu. Gdy zaczynamy bać się o przeżycie i utratę znaczenia w społeczności, wówczas – nie ważne czy w istocie jesteśmy winni, czy niewinni – giniemy. Warunkowany przekonaniami, z którymi nie wolno dyskutować, np. z kościelnymi dogmatami, prawidłami rodzinnej pamięci, bądź definicją narodu, stres uniemożliwia rozkwitanie i rozwój, a przynajmniej procesy naprawcze po przeżytych traumach, sprowadzając na nas choroby i cierpienie.
Niewinni nie boją się!
Natomiast odczuwający winę łatwo ulegają propagandzie i niewolniczym okowom strachu.
Dlatego w Dzień Niewinnych Dzieci proszę Cię, stań się bardziej świadomy swej winy. Nie bij się pięścią w piersi, bezrefleksyjnie powtarzając jak automat: „Moja wina, moja wina, moja wina”. Ten gest ma wyrażać pokorę i uznanie własnych błędów. Jednak w rzeczywistości programuje człowieka, aby stale się umniejszał, myśląc o siebie jako istocie, która z definicji jest niegodna, grzeszna, zależna od zewnętrznego przebaczenia. Zamiast wznosić ducha ku światłu, wtłacza go w mechanizm emocjonalnego samoponiżania i na końcu śmierci.
Jeśli już masz połączyć dłoń z sercem, to z czułością i świadomością połóż otwartą dłoń na sercu i zapytaj siebie: „Czy rzeczywiście jestem winna/y?”. Niepoddane refleksji przekonanie: „Jestem winna/y” zastąp świadomą refleksją na własny temat. W każdej chwili świadomie i uważnie badaj samą/samego siebie i nie poddawaj się zrytualizowanemu przekonaniu o winie.
Nie zadręczaj się i nie udręczaj się. Skrucha bez świadomości jest nic nie warta. Czyni Cię jedynie podatną/nym na manipulacje systemów społecznych, które uwarunkowały Cię na przeświadczenie o własnej małości, słabości, niewystarczalności i nieadekwatności. Bez zrozumienia siebie pozostajesz niewolnikiem.
Poznawaj swoją duszę i pozwalaj jej szukać Bożego Królestwa. Tym samym będziesz coraz pełniej doświadczał/a wewnętrznego światła Chrystusowej świadomości. Rzeczywista skrucha nie jest samoponiżaniem, ale świadomym rozpoznaniem rzeczywistej winy. Ale na to wpierw potrzebne jest wewnętrzne światło Królestwa, które nie jest z tego świata.
Właśnie dlatego Mistrz z Galilei radzi: „Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boga, zmieniajcie myślenie i wierzcie dobrej wiadomości” (Mk 1,15). Zauważ, że zmiana myślenia jest możliwa w obecności Boga, a nie ze strachu przed obecnością Boga. Alleluja.

W Europie nie ma już Świąt Bożego Narodzenia! Nie chodzi o mało ważne daty. Chodzi o coś fundamentalnego. Otóż dla Putina nie ma świąt, bo w święta każe atakować i bombardować mieszkania, w których ludzie życzą sobie pokoju. Tymczasem święta to czas jakby „wydobyty”, „wykrojony”, oddzielony od profanum. W tym okresie nie tylko mamy czuć się bezpiecznie, ale powinna też resetować się nasza świadomość. Jeśli wcześniej wydarzyło się coś nieprawego, to powinno zostać naprawione. Jeśli ktoś został skrzywdzony, powinien zostać poproszony o wybaczenie. A jeśli codzienne życie jest na tyle ciężkie i bolesne, że trauma zatrzymuje ludzi w lękowym bezruchu i beznadziei, święta powinny być czasem szalonego odreagowania, zabawy, radości, zapomnienia. Jednym słowem wydostania się z kieratu obowiązków, aby przypomnieć sobie o pierwotnej godności, szczęśliwości i wolności. Jeśli Święta Bożego Narodzenia niczym nie różnią się od reszty dni, nie mają żadnego społecznego znaczenia.Zresztą nie tylko społecznego, bo też osobistego.
W wielu domach nie ma już Świąt Bożego Narodzenia!Nie chodzi o mało istotny kalendarz, ale o coś znacznie ważniejszego. Jeśli wczoraj pokłóciłaś/eś się, dziś odczuwasz wewnętrzny niepokój i obawiasz się przyszłości Twoja świadomość nie podlega świątecznemu odnowieniu, duchowemu pogłębieniu i poszerzeniu postrzegania poza wymiar zmysłowy w sferę duchową. Jeśli w święta odczuwasz to samo, co w każdy inny dzień, w istocie nie odczuwasz niczego, a tym bardziej święta nie są Ci do niczego potrzebne. Ostrzegam Cię, że „powszechnie powtarzana przez Polaków mantra” o rodzinności Świąt Bożego Narodzenia najczęściej nie wychodzi poza postrzeganie zmysłowe i nie służy niczemu duchowemu. Jest tylko ułudą bytowego i ziemskiego poczucia bezpieczeństwa.
Wigilijna noc jest portalem dla pokoju, którego świat (ani polityka, ani ubezpieczenia, ani oszczędności, ani służba zdrowia, ani rodzina) dać nie może. Ów pokój przychodzi niedostrzegalnie dla zmysłów, wyczulonych na wiadomości z świata polityki i ekonomii, bądź bodźce materialne. Przychodzi wraz z człowiekiem, świadomym swej boskości. Pojawia się w najciemniejszą noc ludzkich lęków i jest oślepiającym rozbłyskiem światła, które w istocie jest MIŁOŚCIĄ. Każdą wojnę wywołuje strach przed brakiem ziemskiej i życiowej energii, więc jest walką o dostęp do energii, nie ważne w jakiej postaci. Prawdziwy pokój nie jest ustaniem walki o energię. Jest całkowitym przeorientowaniem świadomości i odczuwania samego siebie. Jest owocem MIŁOŚCI, którą jesteś bez względu na okoliczności.
Dobra wiadomość Świąt Bożego Narodzenia brzmi: – nie potrzebujesz partnera/rki, aby Cię kochał/a, co stało się Twoją obsesją (chociaż cudownie jest spojrzeć w oczy takiej osoby); – nie potrzebujesz wokół siebie rodziny, o czym stale mówią księża (chociaż dobrze być jej częścią), – nie potrzebujesz grona przyjaciół i znajomych, co sugerują psycholodzy (chociaż dla psychicznej równowagi dobrze jest móc na nich liczyć); – nie potrzebujesz jakiejkolwiek energii, której źródeł szukasz w gospodarce i polityce, czemu niepotrzebnie wciąż poświęcasz uwagę.
NIE POTRZEBUJESZ, PONIEWAŻ W CHRYSTUSIE JESTEŚ MIŁOŚCIĄ, A MIŁOŚĆ JEST JEDYNYM PRAWDZIWYM ŹRÓDŁEM ENERGII.
Świadomość sama w sobie nie jest energią, ale gdzie jest świadomość tam pojawia się uwaga, a gdzie jest uwaga tam pojawia się też pasja bycia i działanie. Niejako na ich obrzeżu pojawia się fala energii. Jeśli więc doświadczyłaś/łeś, że sama/sam w sobie jesteś niewyczerpanym źródłem MIŁOŚCI i codziennie uczysz się tę miłość świadomie zauważać, naprawdę nie potrzebujesz niczego więcej, bo jesteś niewyczerpaną/nym źródłem energii dla siebie i dla innych.
Przestań się bać, że zostaniesz sama/sam; że nie podołasz; że zginiesz; że musisz dbać o dostęp do źródeł energii, bo pomniejszasz swoje człowieczeństwo. Istotą Twego człowieczeństwa jest boskość, która jest MIŁOŚCIĄ.
Nie prowadź starych wojen o energię.
Z lęku nie rozpoczynaj nowych.
Nie walcz o miłość.
Nie zatruwaj relacji, uzależniając innych od siebie.
Nie ulegaj przekonaniu, że szczęśliwym można być tylko w relacji.
Nie poddawaj się umysłowi, który jest jedynym twórcą Twej depresji i życiowej apatii, gdy kończy się jakakolwiek ziemska historia, bo ona jedynie ustępuje miejsca kolejnej, a ta znowu kolejnej, i tak bez końca.Niekończący się dramat walki o miłość, w której występuje wiele postaci, zastąp nową opowieścią, w której jedynym bohaterem jesteś Ty. Dziś rozpocznij betlejemską/wigilijną opowieść o tym, że narodził się Syn Człowieczy, który nie potrzebuje rodziny, przyjaciół, znajomych, dobrej pracy i koniunktury politycznej, aby jaśnieć szczęściem.
Bądź MIŁOŚCIĄ, która sobie wystarcza i wokół siebie wszystko odmienia. W MIŁOŚCI rozkwitasz i roztaczasz wokół delikatny zapach kwiatu z boskiego ogrodu życia. W każdej chwili świadomie odmawiaj sobie udziału w wojnie o energię, bo jesteś MIŁOŚCIĄ.

Modlitwa polega nie tyle na mówieniu, ile na świadomym trwaniu i wsłuchiwaniu się.
W modlitwie nasłuchujemy kroków Nadchodzącego.
Może domyślamy się obecności?
Może nie jesteśmy pewni głosu?
Może opieramy się pokusie ucieczki?
To prawda, że modlitwa wyostrza widzenie, ale przede wszystkim kształtuje słuchanie.
Ukochana z Pieśni nad Pieśniami we wszystkim słyszy głos umiłowanego.
„Słuchaj! To mój miły. Oto idzie on, wspina się po górach, skacze po pagórkach” (Pnp 2,8).
Głos nieuchwytny, który jednak zostaje zarejestrowany przez serce, również podczas snu:
„Ja spałam, lecz moje serce czuwało. Słucha, to mój miły puka…” (Pnp 5,2).
Po niebezpiecznej nocy owcom może wydawać się, że zgubiły pasterza. Tymczasem odnajdują go rano, nie wtedy, gdy go widzą, ale gdy słuchają głosu.
„… i po imieniu woła owce swoje, i wyprowadza je (…) idzie przed nimi, owce zaś idą za nim, gdyż znają jego głos” (J 10,3n).
To głos pozwala odróżnić pasterza od obcych.
Głos zwraca to, co zostało zabrane oczom!
Maria Magdalena w poranek Wielkanocny, gdy zawierza wzrokowi płacze, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, co jej zabrano. „Wzięli Pana mego, a nie wiem, gdzie go położyli” (J 20,13).
Raptem odnajduje Go, słysząc Jego głos:
Mario!
Rabbuni!
Oczy nie pozwoliły jej rozpoznać Pana. Wzięła Go bowiem za ogrodnika. Głos nie zwodzi. Barwa, ton, imię wypowiedziane w szczególny sposób umożliwiają rozpoznanie.
No cóż, jednak trzeba mieć odwagę, by pójść w miejsce, w którym nie widzi się nic i nikogo.
Modliciel, który zgodził się na zamknięcie oczu, odrzuca poznanie przez widzenie. Wtem niespodzianie „doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca” (J 3,29).
Modliciel, który zmusił się do milczenia, odnajduje też własny głos, którym odważnie odpowiada na wezwanie tamtego głosu:
„Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20)
To jest głos, który umożliwia objawienie. Ustanawia kontakt. Uprzedza spotkanie. Jest gotowością przyjęcia daru:
„Ja, Pan, jestem Bogiem twoim!
który cię wywiódł z ziemi egipskiej!
Otwórz szeroko swoje usta, a napełnię je” (Ps 81,11)
Przyjmijmy dosłowność sensu:
„Otwórz szeroko swoje usta, a napełnię je”.
Niełatwo jest otworzyć usta i pozwolić je sobie napełnić. Nasze usta są bowiem pełne słów bezużytecznych, daremnej gadaniny, pustych przemówień, błyskotliwych zdań, interesujących wiadomości.
A nie są to tylko nasze słowa. Są tam również słowa innych. Nasze usta mają bowiem zwyczaj powtarzać również i to, co mówią inni: pochwały i krytyki, pochlebne sądy i złośliwe obserwacje, zachęty i straszliwe potępienia.
Jakże trudno jest mieć usta otwarte, przygotowane na dar. Bóg tymczasem wymaga ust szeroko otwartych, opróżnionych, wolnych.
Jego Słowo pragnie wypełnić nasze usta, posiąść je całkowicie.
Jest to Słowo, które nie lubi słów. Gdy jednak napełnia nasze usta, zaczynamy wypowiadać słowa życia.
W modlitwie nie wolno się śpieszyć. Trzeba milczeć. Nasłuchiwać. To słuchanie nie jest wyłącznie sprawą słuchu. Całe jestestwo musi być w stanie nasłuchiwania.
Słowa, które słyszymy między ludźmi, z mediów, działają podniecająco, entuzjastycznie, zachęcają do mówienia, komentowania, dyskutowania. Słowo, które rozbrzmiewa w modlitwie, zmusza do milczenia. Wtedy także książki przestają być potrzebne., bo w modlitwie lepiej zostawić je daleko, żeby móc słuchać.
W obliczu doświadczania Boga i Jego chwały Izajasz wypowiada niezapomniane zdanie: „Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg” (Iz 6,5).
Prorok zostaje zmuszony do milczenia w związku z tym, co widział, słyszał, doświadczył, przeczuł. Uznaje, że nie może więcej mówić, a tymczasem jego misja miała przecież polegać na mówieniu.
Izajasz spotkał Boga, o którym nigdy nie mówi się tak dobrze, jak wówczas, gdy się milczy, adoruje, sobą uobecnia.
Świadek jest wielki swym milczeniem, którym adoruje tajemnicę Boga, wyraża Jego niedosięgłość, inność, świętość.
Istnieją słowa, które wyrażają pustkę.
Istnieje milczenie, które wyraża pełnię.
Prawdziwy modliciel nie jest gadatliwy. Ufa milczeniu, by ułatwić spotkanie. I gdy słyszy Słowo, nie znajduje więcej słów.
Milczenie jest nieuniknioną konsekwencję Spotkania.
Silentium pulcherrima caeremonia — milczenie jest wspaniałą ceremonią.