Zapraszam na Podhale na Biegnącą z wilkami

Tym razem na Podhalu, a ściślej w Gliczarowie Górnym, nieopodal Bukowiny Tatrzańskiej, zamierzam wspólnie z Wami i dla Was przeczytać oraz zinterpretować mądrą i piękną książkę Biegnąca z wilkami.

Termin: od 29 do 31 października

Literatka i psycholożka, Clarissa Pinkola Estes, zebrała w niej stare narracje, dedykowane Kobietom, z czasów, w których nie było jeszcze biblijnej tradycji, męskiej dominacji, a Bóg nie był tylko Ojcem, a Źródłem Życia, czyli Matką. Te inicjacyjne opowieści leczą lepiej od spółki psychologa z internistą. Terapeutyczną moc mają zaklętą w archetypicznych symbolach, które odżywają za każdym razem, gdy pozwalamy im stać się słowami, zrodzonymi przez matkę serce i ojca rozum. Cudownie łączą ciemne i jasne strony duszy, życia, codzienności, tworząc z nich tkaninę, w którą przyodziewa się Wiedźma.

– jeśli Matka budzi w Tobie poczucie winy i manipuluje Tobą, a Ojciec nie afirmuje Twej kobiecości; 

– jeśli nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś sama dać sobie radę w życiu;

– jeśli uważasz, że bez trwałego związku będziesz nieszczęśliwa;

– jeśli znasz źródło swoich cierpień, ale nie masz dość siły, aby się uwolnić;

– jeśli jesteś zdemoralizowana bogactwem, za które jesteś gotowa płacić cierpieniem;  

– jeśli nie bronisz swoich dzieci i Córki nie ostrzegasz przed męskimi pułapkami;

– jeśli wstydzisz się ciała, a seksualność kojarzysz z ciemnością i brudem;

– jeśli nie korzystasz z intuicji i wiedzy, ponieważ boisz się ostracyzmu;

– jeśli od dzieciństwa marzysz, ale niczego nie realizujesz, to wiedz, że

lektura Biegnącej z wilkami jest właśnie dla Ciebie, ponieważ:   

– poznasz różnicę pomiędzy uzależnieniem od mężczyzny, a uzależnieniem od swojej niezależności;

– dowiesz się, jak osiągać energetyczną pełnię, aby tworzyć związek z mężczyzną, na którego możesz liczyć;

– nauczysz się, że kobieca dzikość jest mocą miłości, a  nie siłą zdobywania;

– staniesz się Wiedźmą, czyli uzdrowicielką, nauczycielką i duchową przewodniczką;

– poznasz tzw. religijne i etyczne zagrożenia wewnętrznej wolności;

– odkryjesz tajemnicę szczęścia. 

PIĄTEK 29.10.21 od 17.00 do 20.00 warsztaty „Biegnąca z wilkami”

SOBOTA 30.10.21 od 8.30 zajęcia Tao Yin/Qigong, od 10.00 do 14.00 i od 16.00 do 20.00 warsztaty „Biegnąca z wilkami”

NIEDZIELA 31.10.21 od 8.30 zajęcia Tao Yin/Qigong, od 10.00 do 14.00 warsztaty „Biegnąca z wilkami”

Miejsce warsztatów: ESENCJA ZDROWIA, Gliczarów Górny, ul. Jurzyste 109.

W miejscu warsztatów można zarezerwować nocleg.

Zgłoszenia: Marek Uglorz: tel. 660 783 510; adres mju@escobb.com.pl

                    Ewa Chowaniec: tel. 796 721 926

Manifest wolności

Nie dlatego jestem wolny, że postanowiłem być wolnym

Jestem wolny dzięki Bożej łasce

Jestem wolny, abym bym manifestacją boskości pomiędzy ludźmi

Nie dlatego jestem wolny, że wybrałem swawolę

Jestem wolny, ponieważ mam udział w Bożym życiu, świetle i miłości

Jestem wolny, aby działał przeze mnie Duch, który zmienia oblicze świata

Nie dlatego jestem wolny, że wszystkiemu się sprzeciwiam

Jestem wolny, aby wybierać wiarę, nadzieję i miłość

Jestem wolny, aby czcić Boga, który wybawia, uzdrawia i błogosławi

Jestem wolny, dlatego codziennie modlę się i medytuję

Jestem wolny, dlatego karmię się słowem, które pochodzi z ust Najwyższego

Jestem wolny, dlatego dbam o kondycję fizyczną

Jestem wolny, dlatego wybieram pokarmy, w których jest jak najmniej cierpienia

Jestem wolny, dlatego uczę się zdrowego oddechu

Jestem wolny, dlatego dbam o właściwe proporcje między pracą i odpoczynkiem

Jestem wolny, dlatego jestem zdrowy i szczęśliwy

Jestem wolny, dlatego nie poddaję się przekonaniom większości

Jestem wolny, dlatego umysł podłączyłem do serca, aby wybierać to, co czuję

Jestem wolny, dlatego zrezygnowałem z lęku

Jestem wolny, dlatego nie mam potrzeby kontrolowania życia

Jestem wolny, dlatego śmierć nie ma nade mną władzy

Jestem wolny, dlatego mogłem zrezygnować z mądrości świata i jego siły

Jestem wolny, dlatego nikogo nie kontroluję i do niczego nie zmuszam

Jestem wolny, dlatego nie oceniam ludzkich wyborów

Jestem wolny, dlatego moje poczucie bezpieczeństwa nie zależy ode mnie ani od świata

Jestem wolny, dlatego jestem nienaruszalny

Jestem wolny, dlatego mogę mówić o wolności

Jestem wolny, dlatego otrzymuję to, o co proszę

Jestem wolny, dlatego żyję w pokoju, odpoczywam i niczym się nie męczę

Jestem wolny, abym na „pustyni życia”, w ogołoceniu, nie posiadając niczego swojego, był całkowicie Boży, dlatego nie próbujcie być wobec mnie faraonem i jego wojskiem, ponieważ ja przejdę, a wy pozostaniecie w nieświadomości.

Taneczny wir żeńskiej i męskiej energii

Przed kilkoma dniami p. minister Czarnek kolejny raz dał się poznać jako autor niekonwencjonalnych poglądów, wszak zaszeregowanie ks. Bonieckiego do jakiegoś, bliżej niesprecyzowanego postprotestanckiego kościoła, i sprowadzenie katolickiej teologii i duchowości do Dekalogu, to wyczyn iście ponadludzki.

W podobnie prometejskim tonie wypowiedział się doradca ministra edukacji, sugerujący konieczność wychowywania dziewczynek w tradycji ugruntowanych cnót niewieścich. Obu Panów spotkało za to wiele krytycznych słów, nawet inwektyw, również ze strony wielu moich znajomych z fb.

Zanim rozwinę główną nić mojej refleksji, proszę Was, nie wypisujcie takich słów, nie obrażajcie, nie oceniajcie, nie pastwcie się nad ludźmi, których świadomość nie powala im dojrzeć tego, co jest oczywiste w wyższym paśmie świadomości.

Żyjcie i działajcie w duchu miłości. Bądźcie wykonawcami Bożej sprawiedliwości. Nie godzi się człowieka nazywać głupcem, niegodziwcem, durniem, itp. Pamiętajcie, że za takie słowa będziecie sądzeni w Świetle i może się okazać, że zamiast cieszyć się wewnętrznym światłem będziecie płakać i zgrzytać zębami, pozostając w ciemnościach cząstkowego poznania.  

Minister i jego doradca wyrażają przecież poglądy dużej części ludu, który rozgościł się nad Wisłą i kompletnie nie asymiluje niczego, co pojawia się w świecie ducha, ponieważ został zmanipulowany i zniewolony przez panów, nie tyle że sumiennie pracujących na rzecz rzymskiej korporacji, co posłusznie wykonujących polecenia z lęku przed utratą społecznej i ekonomicznej prosperity.

Dajmy im spokój. Nie przekonamy ich. Do niczego nie zmusimy. Nie można obdarować światłem, jeśli ono samo nie rozbłyśnie w ludzkiej duszy. Można jedynie samemu żyć w światłości i pełnić czyny rozświetlające świat. Poza tym weźcie pod uwagę, że skoro rzucacie inwektywy i obrażacie  sami jesteście na tym samym poziomie świadomości, więc zapytajcie, czy ślepy może prowadzić ślepego? Czy obaj nie wpadną do dołu?

Obaj Panowie ujawnili lęki dużej części społeczeństwa, które nie stało się konserwatywne z przekonania, ale z lęku. Chwieje się bowiem świat męskiej dominacji i patriarchalnej kultury, więc konserwatywna reakcja wydaje się jej słusznym działaniem obronnym.

Wbrew zdaniu dużej części wyzwolonych Pań, piszę z pełną świadomością, że patriarchalny świat się chwieje, a nie przeminął. Drogie Panie, Wy też obudźcie się ze snu. Już sam fakt, że zamiast rozmontowywać korporacyjne struktury, w których nie ma miejsca na sprawiedliwy podział wypracowanych środków, w większości świetnie się w nich odnalazłyście, świadczy o tym, że nie doszło do wyrównania energii. Matriarchat  niestety nie uzupełnia i nie równoważy patriarchatu. Weszłyście w struktury i schematy męskiej energii i je wzmacniacie, odmawiając sobie prawa do korzystania z Waszej cudownej, bo stwórczej, kobiecej energii. Podobnie ma się rzecz w edukacji. Za miało w niej współpracy, wspólnoty, miłosierdzia, symbolu, poezji, piękna i sztuki.

Ks. Boniecki reprezentuje ten duchowy ślad chrześcijaństwa, w którym nie ma miejsca na podziały i poszukuje się miejsca dla każdego. To jest nurt mistyczny, kobiecy, duchowy, symboliczny. Po drugiej stronie działają Panowie z gaśnicami Ducha Świętego na głowach, rozpaczliwie skostniali, fundamentalni, rygorystyczni, patriarchalni, ponieważ ogarniają jedynie świat prawa własności. Rozumieją jedynie to, czego doświadczają cielesnymi zmysłami. Ten świat się kończy, więc czują, że tracą grunt pod nogami i wykorzystują kogo mogą, np. PiS i min. Czarnka do bronienia tego, co już dawno zostało im zabrane. 

Ugruntowane cnoty niewieście – ten zwrot udał im się szczególnie. Tak genialnego oksymoronu od dawna nie wymyślono. Cnoty i owszem, znane kulturze greckiej, cechują przecież raczej mężczyzn, aniżeli panie. Poza tym, w jaki cudowny sposób niewiasty, czyli te, które nie wiedzą, miałyby coś wiedzieć na temat cnót? Musiałyby wpierw awansować do roli Wiedźm, czyli wiedzących! Jednak w jaki sposób Wiedźmy miałyby żyć cnotliwie, tego – mam przeczucie – nie ogarnia nawet Najwyższa Inteligencja!

Niech więc Panowie z gaśnicami na głowach wpierw zdecydują się, czy z kobiet chcą wyhodować mężczyzn, cechujących się cnotami obywatelskimi, czy może pozwolić im wreszcie rozwinąć wiedźmiński potencjał, w którym przepadną męskie imaginacje i seksualne fanaberie o tym, że Wiedźmy podróżują na miotłach z trzonkami. Cóż za pomysł, żeby Wiedźmy podróżowały po różnych poziomach świadomości na męskich członkach. Oczywiście to patriarchalna próba okiełznania kobiecej energii. Jej współczesnym odpowiednikiem jest ministerialny pomysł, aby dziewczynki uczyć cnót niewieścich. Więc należy je wdrażać w kuchenny dryl, poświęcanie własnych marzeń i umiejętności dla karier jaśniepanująych małżonków i zgody na domowe gwałty, a tymczasem chłopcy dalej mogą swawolić, rozbijać się, gwałcić, toczyć między sobą wojny i uczyć się podporządkowywania sobie innych,

Śmiechu warte. Wiedźmy podróżują w kotłach, czyli własnych biodrach, dzięki sile swojej kobiecej energii, trzonkami mioteł poprawiając co najwyżej kurs.

Panowie, klupnijcie się w głowy! (znaczenia proszę szukać w słowniku języka śląskiego).

Nawiązanie do języka nie jest przypadkowe.  Otóż w moim przekonaniu największym odnowicielem cywilizacji jest Jezus z Galilei. Przy czym jakość jego mądrości i życia wciąż nie została w pełni odkryta i doceniona, ponieważ Panowie z gaśnicami na głowach realizują korporacyjną strategię obrony męskiej dominacji, zamiast przyjrzeć się swojemu Mistrzowi i wyciągnąć wnioski. Tenże Jezus nauczył nas, że ożywia Duch, zaś litera uśmierca. Ta druga jest energią męską, bo strukturalną, zwłaszcza w wydaniu spółgłoskowym, czyli znaczeniowym. Jeśli w języku jest jakaś energia żeńska to najpewniej w melodyce, czyli w samej wypowiedzi, a do tego służą samogłoski. Wypowiedź jest możliwa dzięki tchnieniu, oddechowi, czyli duchowi, który jest Wielką Matką, wieczną, stwórczą energią. Życie dzieje się nie dzięki zapisanym słowom, ale wypowiadanej Mądrości, to jest dzięki stwórczym słowom, które dobre i piękne myśli zamieniają w odpowiednie wibracje naszych tchnień, czyli oddechów, a więc Duchowi. Rodzi tylko Matka. Stwarza tylko Duch, czyli żeńska energia.

Dlatego największy Uzdrowiciel świata, czyli Mistrz z Galilei, jest mężczyzną, który słusznie jest przedstawiany jako poczęty bez udziału mężczyzny. W tym symbolu nie rozchodzi się o biologię, ale o sens duchowy. Chociaż Jezus jest mężczyzną w istocie jest manifestacją energii żeńskiej, to znaczy stwórczej boskości, która każdym słowem, wypowiedzianym w Duchu Miłości, stwarza świat na nowo. Tak działa i objawia się Mądrość, czyli kolejny symbol boskości, która w swej najgłębszej istocie jest żeńska.

Jak wytłumaczyć to min. Czarnkowi? Może udałoby się jego doradcy? Może znanemu prezesowi bardzo patriarchalnej partii? Ktoś pomoże?

No cóż, wątpię, że się uda. Pozostaje zatem działanie. Na pewno nie rzucanie inwektyw i ośmieszanie!

W najbliższych miesiącach będę często o tym pisał, tymczasem dziś proponuję jedno, praktyczne rozwiązanie.

Świat może uratować tylko żeńska energia, ponieważ rodzi nową jakość. Energia męska jedynie przekształca. Zatem do rzeczy.

Przed kilkom miesiącami radziłem kolegom, co możemy wspólnie zrobić, aby użyźnić Kościół. Docierają do mnie sygnały, że niewiele zdziałałem. Może pomysły były zbyt radykalne? Dziś zatem spróbuję delikatniej. Narzekacie, że w kościelnych budynkach coraz miej ludzi, zwłaszcza teraz w dobie covidowej epidemii. Ten  proces jest nieodwracalny, między innymi z powodu zmiany w energetycznym polu ziemi. Wielka Matka upomina się o dzieci, które wydaje ze swojego łona. Tymczasem kościelne przestrzenie są zorganizowane typowo po męsku. Wszyscy siedzą w rzędach, dokładnie jak w tradycyjnych szkołach, i słuchają patetycznie perorujących mężczyzn, którzy mówią kazania, czyli każą coś uczynić, albo słownie karzą za nieposłuszeństwo.

Dziś nadszedł czas, aby ławki i rzędy krzeseł wynieść z kościelnych budynków. Zbierajmy się w kobiecych kręgach. Niech z rąk do rąk podawany jest chleb, symbol żeński, oraz kielich z winem, jako krwią, idzie bowiem z kolei o męski symbol. Kobiety karmią chlebem, a mężczyźni swoją krwią. 

Jeśli nie chcemy dłużej słuchać min. Czarnka, ani jemu podobnych; jeśli chcemy pozbyć się Panów z gaśnicami na głowach, dla których problemem nie jest pedofilia, ale jest nim brak ugruntowanych cnót niewieścich, niech w kręgach Miłośników Życia, Światła i Miłości, przemawiają kobiety i mężczyźni, bowiem w Mądrości nie ma żadnych podziałów. Niech w kościołach pojawią się instrumenty, które wzmacniają energię kobiecą, czyli np. bębny i misy. Niech pojawi się w nich ciemność, czyli sposobność kontemplacji, mistycznego doświadczenia i wejścia w ciemny las ludzkiej psychiki.

Niech ożyje świat w tanecznym wirze dwóch energii. Wirującym polu energii miłości Królowej i Króla, Kochanki i Kochanka, Wiedźmy i Maga. Niech wypełnia się i działa uzdrawiający związek żeńskiego Ducha i męskiego Słowa, kobiecej mocy i męskiej siły, kobiecej miłości i męskiej czci.

Pokonać lęk przed śmiercią, aby na co dzień być szczęśliwym, zdrowym i wolnym

12-19 września – Sorkwity na Mazurach  

(przyjazd na miejsce w godzinach popołudniowych, w sobotę 11 września)

Rząd zamiast działać dwutorowo, to znaczy leczyć ciężko przechodzących zakażenie COVID-em i minimalizować społeczny lęk, perfekcyjnie, jakby w sposób przemyślany i celowy, dezinformuje i pogłębia lęki wielu z nas.

Kościoły zamiast budzić zaufanie dobrą wiadomością o Bożej obecności w nas i ocaleniu, tworzą winę nieodpowiedzialności i koncentrują naszą uwagę na przestrzeganiu sanitarnych zaleceń.

Media służalczo wypełniają polecenia, płynące z rządu i Kościoła rzymsko-katolickiego.

Nie minął miesiąc od poluzowania sanitarnych kordonów, a pierwsi ministrowie między słowami konkretnie sygnalizują kolejny, jesienny lockdown.

CO TU JEST GRANE? KOMU POTRZEBNI SĄ PRZESTRASZENI LUDZIE?

Na pytania odpowiedzi nie znam, jednak wiem, co można zrobić, aby nie ulec ani wirusom, ani propagandzie, ani naciskom. Po pierwsze i ostatnie trzeba przestać bać się śmierci, bo z tego lęku biorą się pozostałe oraz zgoda na bycie niewolnikiem i ofiarą za cenę iluzorycznego poczucia bezpieczeństwa.

Święte czynności chrześcijaństwa, które niestety zostały zrytualizowane, czyli chrzest, komunia, konfirmacja (bierzmowanie), małżeństwo, spowiedź, kapłaństwo i namaszczenie to kolejne poziomy duchowego rozwoju. Dzięki nim osiągamy poziom wiary, która przezwycięża lęk przed śmiercią. Odpowiadają one koncepcji energetycznych centrów, napełnionych duszą, czyli zasadą życia.

Począwszy od chrztu, a skończywszy na namaszczeniu na śmierć, każdy dzień poświęcimy kolejnemu poziomowi, wykorzystując wiedzę o stanie zdrowia, relacji i życiowej satysfakcji, biblijne teksty i teologiczną interpretację świętych czynności. Wszystko przy akompaniamencie gongów i mis, w płynności ruchu i oddechu, dzięki ćwiczeniom jogi, oraz w modlitewnym duchu.

Zapraszam do DOMU POJEDNANIA w Sorkwitach, przy ul. Plażowej 3. Spotkamy się w cichej, mazurskiej wsi, położnej pomiędzy dwoma jeziorami. Zakwaterowanie w pokojach 2-osobowych oraz kilku-osobowych apartamentach.

Koszt z 3 posiłkami dziennie (także wieczornym w dniu przyjazdu i dwoma w dniu odjazdu): 1600 PLN

ZGŁOSZENIA:

e-mail: mju@escobb.com.pl

tel. 660 783 510

Zapraszam do Malborka

Słowo emocje pochodzi z łacińskiego e-movere – poruszać. Emocje są życiową energią, odczuwaną cieleśnie. Obserwując ciało możesz więc świadomie przeżywać emocje, a w konsekwencji zarządzać energią chi.

Emocje są komunikatem o stanie Twej energii i zdrowia. Gdy nauczysz się je odczuwać, nazywać, potem rozpoznawać ich działanie, a na końcu odpowiednio kształtować, staniesz się wolną i świadomą Twórczynią własnego życia.

Nie sądź, że racjonalnymi decyzjami zmienisz swoje życie. Rozum jest narzędziem, który musisz nauczyć się wykorzystywać w zarządzaniu energią zmian. Zdecydowana większość dobrych postanowień nigdy nie przechodzi w stan trwałej i skutecznej realizacji, ponieważ nie potrafisz ich łączyć z emocjami.

W konsekwencji, jeśli odcinasz się od emocji, nie doświadczasz życiodajnych zmian, ewentualnie kierowany/a lękiem przed zmianami jesteś poddany/a nieustannemu działaniu hormonów stresu. Skutkiem takiego –  zdesperowanego – życia w depresji są choroby. Skamieniałe serce to podwyższone tętno, ciśnienie, udar. Skamieniałe przekonania  to stwardniały kościec albo twardniejące mięśnie.

Jeśli absolutyzujesz swoją wizję życia, bojąc się zmian, usztywniasz rodzinne relacje, a w najgorszych wypadkach samą siebie, żeby usztywnić rodzinny system i w ten sposób wszystkimi manipulować. Cena, którą za to płacisz, jest tragiczna.

Zapraszamy Cię na warsztaty, abyś nauczył/a się nowych przekonań. Dzięki temu zaczniesz świadomie zarządzać energią zmian. Moja metoda nie jest męcząca ani czasochłonna. Nie musisz dużo ćwiczyć ani stawać się mistrzem duchowości. Jest prosta, jak coroczna przemiana przyrody z lata w zimę i na powrót ku latu. Jeśli masz zamiar nauczyć się jej, musisz mi zaufać, że początkiem nowego życia nie są cuda wianki, ponadprzeciętne wysiłki i nadprzyrodzone zdolności.

Początkiem jest nowy sposób myślenia. Musisz po prostu zmienić swoje przekonania dotyczące życia; tego, co jest dla Ciebie dobre albo złe; wreszcie samego siebie i swojego miejsca w świecie. To oczywiście oznacza, że przejmujesz kontrolę nad swoim umysłem.

Dlatego zapamiętaj, co Ci proponuję. Oświecenie polega na tym, że dzięki nowym myślom do swej podświadomości wysyłasz świadomie zupełnie nowe impulsy, dyrektywy, zarządzenia. Większość ludzi (terapeutów niestety też) sądzi, że podświadomość należy wyczyścić różnymi metodami duchowymi albo psychicznymi, aby nie zatruwała świadomości. Nie słuchaj ich, bo nigdy nie wyjdziesz z ich gabinetów.   

Nie daj się na to złapać. Po prostu zmień przekonania! Nowymi myślami świadomie przejmij kontrolę nad podświadomością. Doświadczysz uzdrowienia i  wybawienia.

Uważasz, że to jest trudne? W pewnym sensie tak, ale tylko na początku. W istocie to jest najłatwiejsza i najszybsza metoda. Pierwszym krokiem jest zmiana przekonań. Drugim krokiem, dzięki nowym myślom, jest świadome przeżywanie emocji, dzięki czemu uczysz się zarządzać energią zmian. Trzeci krok pojawi się sam, będzie nim nowa jakość życia.

Nasze przeznaczenie nie jest rzeczą, ale doświadczeniem

Mam szalony pomysł, aby oduczać się definiowania, poznawania i opowiadania z użyciem form rzeczownikowych.

Rzeczowniki niepotrzebnie stabilizują i utrwalają postać świata, której doświadczamy, obojętnie którym zmysłem. Na podstawie zmysłowych bodźców umysł natychmiast konstruuje abstrakcyjną koncepcję, obraz, wyobrażenie rzeczywistości, która nie może być prawdziwa skoro wszystko jest w bezustannym ruchu i zmienia się szybciej, aniżeli do oka dociera światło z nieaktualnym bodźcem. Co oznacza, że widzimy to, czego już nie ma. Tworzymy obraz czegoś, co wygląda inaczej. Wreszcie definiujemy nieistniejącą rzeczywistość.

Od dawna wiedziałem, że słowo Dekalogu: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek…” (2 Mż 20,4) w istocie nie dotyczy tylko kultu religijnego, ponieważ, aby stworzyć podobiznę wpierw trzeba mieć jakieś wyobrażenie Boga. Nie trzeba stać przed obrazem albo posągiem, aby mieć wyobrażenie. Tymczasem każde ludzkie wyobrażenie czyni z JESTEM relikt przeszłości, Boga zamkniętego w doświadczeniu i poziomie świadomości, która minęła. Wtedy pojawia się religijny kult jako czczenie pamięci, czyli upamiętnianie, które odcina od podstaw egzystencji, od pulsującego Źródła Życia. 

JESTEM nie da się definiować. JESTEM można tylko TERAZ przeżywać. Wtedy poznanie Boga jest jednoczesne i równoznaczne z poznaniem samego siebie. Doświadczając JESTEM, pozostaję TERAZ żywy. Nie upamiętniam Boga żadnym ze swoich wyobrażeń i nie oddaję czci jakiejkolwiek podobiźnie, która uwieczniła moje wyobrażenia, więc jednocześnie nie upamiętniam swojego doświadczenia, swojego życia, swojej przeszłości. Ostatecznie nie upamiętniam samego siebie i dzięki temu pozostaję żywy, trzeźwy, wrażliwy, czuły na każdą kolejną manifestację JESTEM w moim TERAZ, czyli czerpię z wiecznego Źródła Życia. Pozostaję podłączony do Świadomości.

Zakaz tworzenia Bożych podobizn w istocie nie ochrania Boga, ale mnie przed nieświadomym życiem. Dzięki niemu nie absolutyzuję żadnego z wyobrażeń samego siebie z przeszłości. Dlatego pozostaję świadomy siebie i żywy.

Nie można stworzyć definicji Marka Uglorza, jak długo on sam będzie pozostawał świadomy i żywy. Każda z nich odnosi się tylko do jakiegoś wyobrażenia o nim z minionej przeszłości, podczas gdy TERAZ Marek Uglorz doświadcza uwalniającego JESTEM. Więc, jak długo Marek Uglorz będzie pozostawał żywy i świadomy w każdym JESTEM swojego TERAZ, tak długo będzie niedefiniowalny, niepoznawalny, nieosiągalny, nie do zrozumienia w formie rzeczownikowej, a jedynie do doświadczenia w formie czasownikowej.

Definicję Marka Uglorza będzie można stworzyć w chwili śmierci, ale wtedy nie będzie niczemu służyć. W rzeczywistości definicje niczemu nie służą, bo nie służą życiu. Są niepotrzebne, ponieważ opisują rzeczy, których nie ma. Chwytają w pułapkę iluzji wszystkich, którzy w nie wierzą, i w konsekwencji uśmiercają.

Nie sposób zdefiniować tego, co jest, i nie ma potrzeby definiowania tego, czego nie ma.

Boga nie sposób zdefiniować. Marka Uglorza nie sposób zdefiniować. Człowieka nie sposób zdefiniować. Nie ma rzeczy do definiowania. Marek Uglorz nie ma potrzeby używania form rzeczownikowych, skoro nie poznaje tego, co jest, ale to, co jego umysł stworzył jako obraz przeszłości!

Formy rzeczownikowe utrwalają iluzję, utrzymują w nieświadomości, uniemożliwiają prawdziwe poznanie przez doświadczenie. Uwięzieni przez iluzję świata rzeczowników, uwierzyliśmy, że najwyższym dobrem jest rzecz, a przeznaczeniem miejsce. Zanim otrzymamy już mamy gotową definicję i konkretny obraz oczekiwanego, więc wciąż jesteśmy sfrustrowani, rozczarowani, zawiedzeni, przygnębieni.

Rozmijamy się z przeznaczeniem, bo definiujemy zamiast doświadczać. Nie otrzymujemy, bo oczkujemy na zmaterializowaną postać definicji, urzeczownikowione życie. Tymczasem naszym przeznaczeniem nie jest rzecz, ale doświadczanie JESTEM. Dzięki niemu TERAZ otrzymujemy nasze przeznaczenie. Już nic nas nie uśmierca i nie trzyma w więzieniu przeszłości. Wydarza się cud, który nazywamy zbawieniem albo, jeśli ktoś woli, odpracowaniem karmy.

Pomysł, żeby oduczać się stosowania form rzeczownikowych, które zamykają mnie w pułapce fałszywych (diabolicznych, satanistycznych) wyobrażeń, uprzystępnię kilkoma myślami nad czymś, co definiujemy jako wiarę, chociaż w rzeczywistości jest wierzeniem. Zanim przystąpię do wyjaśnień, podam inny przykład, bardziej plastyczny.

Załóżmy, że stoimy na morskim brzegu. Stopami czujemy energię poruszającej się wody. Pomyślelibyśmy, że omywają nas fale, zatem powiedzielibyśmy, że czujemy fale. Czy na pewno czujemy fale? Czym jest fala? Morską wodą w ciągłym ruchu. Nie ma wzorcowej fali. Nie ma tej fali, którą moglibyśmy zdefiniować. Każda jest inna. Druga nakłada się na pierwszą. Kolejna wypłaszcza drugą. Widzimy ciągły ruch, energię morza. Zanim zdążymy opisać tę falę, już jej nie ma. Więc co opisujemy? Jak to potem ocenimy, skoro tej fali już nie ma, a w jej miejscu pojawiło się kilka nowych?

Powtarzam zatem pytanie: Czy na pewno czujemy fale? Czy je widzimy? Rezygnując w codziennym słowniku, czyli także w sposobie myślenia, z form rzeczownikowych, nie powiemy, że czujemy albo widzimy falę. Nie widzimy rzeczy i nie czujemy materii. Widzimy i czujemy dziejące się, a więc pomyślimy i powiemy, że widzimy i czujemy falowanie morza. Tym sposobem nie definiujemy, ale doświadczamy. Wydarza się cud zbawienia! Nie trwamy w przeszłości, ale JESTEŚMY obecni TERAZ. Naszym przeznaczeniem przestają być rzeczy, bo jest nim doświadczenie.

Spróbujmy więc przeorganizować nasze myślenie o wierze, wyciągając wnioski z czasownikowej formy wierzenie, której znaczenie jest ewidentnie ambiwalentne. Z jednej strony wierzenie kojarzymy z przebywaniem w miejscu, w którym czujemy się bezpiecznie. Na przykład w sensie religijnym wierzenie jest powierzeniem się Bogu, czyli oddaniem w opiekę. Bóg, który jest mocny i wierny, nogom zapewnia oparcie, a sercu spokój. To stabilizuje, wycisza i zabezpiecza. W tekstach religijnych Bóg wielokrotnie wychwalany jest jako twierdza i warowny gród.

Najpewniejszą częścią twierdzy, czyli bezpiecznego miejsca, oczywiście jest wieża. Jej szczyt łączy estetyczną funkcję wierchu z egzystencjalną pewnością, że nie może stać się nic złego. A jednak wieża niepokoi. Dlaczego? Bo jeśli uwzględnić, że w dawnych miastach i warowniach, brama, umożliwiająca opuszczenie bezpiecznej przestrzeni, była integralną częścią wieży, czy wówczas wierzenie jednocześnie nie staje się rodzajem wyjścia poza mury przez bramę w wieży, czyli poza bezpieczną przestrzeń?

Wierzenie jako bezpieczne pozostawanie na zewnątrz. Myślę, że warto tę definicję zapamiętać, bo nie znajdzie się jej ani w słownikach, ani w poradnikach duchowości, a trafia w sedno wiary. Na dobrą sprawę opisuje źródłowy nurt życiowej energii, którą warto właściwie wykorzystywać, żeby do celu dotrzeć żywym, zdrowym, spełnionym i szczęśliwym. 

Wierzeniem człowiek czyni jedynie to, co w danej chwili ma do uczynienia, a co wynika z życiowej konieczności. Wierzenie nie polega na akcie wiary, ale na wierności sobie, swojemu powołaniu, a jeszcze inaczej na wierności własnej duszy, która na błękitnej planecie ma do przebycia wyznaczoną drogę i przeżycie konkretnych doświadczeń.

Przemieszczanie się tą drogą i przeżywanie TERAZ jest wierzeniem, to znaczy wychodzeniem przez bramę w wieży, opuszczaniem strefy komfortu, wychodzeniem na zewnątrz bezpiecznej rodziny, narodu, kultury, mentalnych wzorców i religijnych rytuałów. Wiara sam w sobie nie jest stała. Wiara nie trwa jako akt. Wiara zawsze jest wierzeniem, a wierzenie podróżowaniem, chociaż pozostawia się za sobą wszystko, co do tej pory stabilizowało życie i do pewnego stopnia rzeczywiście zapewniało poczucie bezpieczeństwa.

Wierzenie czyni z człowieka samotnego wilka, dzikiego człowieka, podróżnika z przekrwionymi oczami, czujnego tropiciela, którego uwadze nie mogą ujść najdrobniejsze ślady życia, ponieważ wiodą go do celu podróży. Wierzeniem decyduje się na nieprzewidywalność drogi i szczerość poszukiwania celu, ale przede wszystkim na totalną samotność.Aby zdecydować się na samotność, trzeźwość umysłu i czujność w stawianiu każdego kolejnego kroku musi ufać życiu i drodze, ale przede wszystkim samemu sobie. To jest klucz.

Wierzenie oznacza wierność sobie. Kto nie wierzy w siebie, nigdy nie zdecyduje się na wyjście na zewnątrz, ku przyszłości, ale za wszelką cenę będzie szukał schronienia wewnątrz starego świata, czyli w przeszłości. Nigdy nie nauczy się świadomego działania, ale będzie reagował według starych wzorców. Nigdy nie zyska nowej twarzy, która tak naprawdę będzie jego własną twarzą. Dziką, wysmaganą wiatrem, co prawda z oczami nabiegłymi krwią, ale jednocześnie pełnymi życia; twarzą nieprzewidywalną i niedefiniowalną.

wierzeniu nasze przeznaczenie staje się naszym doświadczeniem.

Zapraszam do Wrocławia na Biegnącą z wilkami

Kolejny raz, teraz we Wrocławiu, zamierzam wspólnie z Wami i dla Was przeczytać oraz zinterpretować mądrą i piękną książkę Biegnąca z wilkami.

Literatka i psycholożka, Clarissa Pinkola Estes, zebrała w niej stare narracje, dedykowane Kobietom, z czasów, w których nie było jeszcze biblijnej tradycji, męskiej dominacji, a Bóg nie był tylko Ojcem, a Źródłem Życia, czyli Matką. Te inicjacyjne opowieści leczą lepiej od spółki psychologa z internistą. Terapeutyczną moc mają zaklętą w archetypicznych symbolach, które odżywają za każdym razem, gdy pozwalamy im stać się słowami, zrodzonymi przez matkę serce i ojca rozum. Cudownie łączą ciemne i jasne strony duszy, życia, codzienności, tworząc z nich tkaninę, w którą przyodziewa się Wiedźma. Kobiecą duszę przyodziewają w prawdę, która wyzwala… 

– jeśli Matka budzi w Tobie poczucie winy i manipuluje Tobą, a Ojciec nie afirmuje Twej kobiecości; 

– jeśli nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś sama dać sobie radę w życiu;

– jeśli uważasz, że bez trwałego związku będziesz nieszczęśliwa;

– jeśli znasz źródło swoich cierpień, ale nie masz dość siły, aby się uwolnić;

– jeśli jesteś zdemoralizowana bogactwem, za które jesteś gotowa płacić cierpieniem;  

– jeśli nie bronisz swoich dzieci i Córki nie ostrzegasz przed męskimi pułapkami;

– jeśli wstydzisz się ciała, a seksualność kojarzysz z ciemnością i brudem;

– jeśli nie korzystasz z intuicji i wiedzy, ponieważ boisz się ostracyzmu;

– jeśli od dzieciństwa marzysz, ale niczego nie realizujesz, to wiedz, że

lektura Biegnącej z wilkami jest właśnie dla Ciebie, ponieważ:   

– poznasz różnicę pomiędzy uzależnieniem od mężczyzny, a uzależnieniem od swojej niezależności;

– dowiesz się, jak osiągać energetyczną pełnię, aby tworzyć związek z mężczyzną, na którego możesz liczyć;

– nauczysz się, że kobieca dzikość jest mocą miłości, a  nie siłą zdobywania;

– staniesz się Wiedźmą, czyli uzdrowicielką, nauczycielką i duchową przewodniczką;

– poznasz tzw. religijne i etyczne zagrożenia wewnętrznej wolności;

– odkryjesz tajemnicę szczęścia. 

Miejscem spotkania będzie Kamienica pod Aniołami w samym centrum Wrocławia, przy ul. Kazimierza Wielkiego 31-33.

PIĄTEK 30.07.21 od 17.00 do 20.30

SOBOTA 31.07.21 od 10.00 do 14.00 i od 16.00 do 20.00

NIEDZIELA 01.08.21 od 11.00 do 15.00

W miejscu warsztatów można zarezerwować nocleg.

Zgłoszenia na tel. 660 783 510 oraz adres mju@escobb.com.pl

Jeśli chcesz mnie poznać, na górnym pasku kliknij COSI O MNIE

Chrystus zmartwychwstał – życzenia

Chrystus zmartwychwstał!

Czy doceniasz wszystkie znaczenia tego wyznania?

Najczęściej łączysz je ze zwycięstwem nad śmiercią. Słusznie.

Jednak zwycięstwo nad śmiercią, jest zwycięstwem nad życiem, które rozsiewa trujące ziarna śmierci.

Powstanie z martwych oznacza, że jesteś wolnym człowiekiem, nikomu i niczemu nie podległym. Stałeś się prawdziwym Chrystusem, aby czynić wszystko, czego dowiadujesz się z Bożego Słowa.

Wyznanie, Chrystus zmartwychwstał, oznacza, że w piątek umarłeś jako niewolnik, aby dziś urodzić się jako wolny Pan.

W naszym świecie wciąż rządzi prawo rzymskie, kanonizowane przez Kościół, który w swą nazwę przyjął historyczne miejsce obowiązywania tego prawa. W myśl tego prawa jesteś niewolnikiem, który powinien grać społeczną rolę. Uczestniczysz w grze, w której podlegasz sztucznemu wyobrażeniu własnej osoby stworzonej przez państwo i Kościół. Według prawa miłości nie byłoby zła, natomiast według prawa rzymskiego wszystko jest złem, przestępstwem, wykroczeniem, abyś klęczał przed prezydentem, urzędnikiem, policjantem i sędzią. Z wszystkiego masz się tłumaczyć, a pragnąc wolności odczuwać winę.

Wystarczyłoby, abyśmy postępując w prawie miłości przestrzegali dwóch zasad:

– nie krzywdź nikogo i niczego;

– nie pozwalaj krzywdzić siebie oraz innych.

Wszystko inne to celowy galimatias, w którym mamy się gubić, żeby nasze sumienia były zabrudzone i słabe.

Chrystus zmartwychwstał!

To wielkanocne wyznanie oznacza, że więzienie zostało otwarte i każda dusza, jeśli chce, może wyjść na wolność. Powstań z kolan. Nie musisz mieć imienia ani nazwiska. Nikt nie ma prawa zmuszać Cię, abyś udowodnił, że Ty to Ty. Prawdziwy Ty to dusza czysta i wolna, oddana Bogu a nie światu. Nikt ani żaden urząd nie ma prawa zmuszać Cię do określonego sposobu życia. Jeśli chcesz zachowywać niektóre ze zwyczajów albo poddawać się oczekiwaniom, niech wynikają z prawa miłości.

Uznając i stosując tytuły sędziów, lekarzy, urzędników państwowych i kościelnych, szarże wojskowe i policyjne, nie zmuszany przez nikogo sam siebie sprowadzasz do roli petenta, proszącego biedaka, niewolnika, liczącego na łaskę.

Pamiętaj, nie podlegasz żadnemu sądowi ani urzędowi. Jesteś na równi z sędzią, biskupem i prezydentem. Nie musisz przed nikim klękać, nie musisz gloryfikować tytułów, nazw, itp. Jesteś człowiekiem Bożym i nie podlegasz niczyim rozkazom. Pamiętaj, że tylko Twoja zgoda w fikcyjnej grze umożliwia komuś zajęcie wyższego stanowiska w społecznej, zawodowej i jakiejkolwiek innej drabinie.

W Bogu powstałeś dziś rano do wolnego życia jako Chrystus, któremu podlegli są aniołowie, zwierzchności i moce. Pamiętaj, że jesteś człowiekiem, a nie osobą, czyli aktorem z maską na twarzy.

Porzuć wszystkie ograniczenia mentalne. Wyjdź z niewoli ograniczeń, w które niestety wierzysz. Uwierz w siebie, swoją godność jako Bożego Chrystusa.

W Tobie i przez Ciebie Bóg wszystko czyni nowym!