Nasze przeznaczenie nie jest rzeczą, ale doświadczeniem

Mam szalony pomysł, aby oduczać się definiowania, poznawania i opowiadania z użyciem form rzeczownikowych.

Rzeczowniki niepotrzebnie stabilizują i utrwalają postać świata, której doświadczamy, obojętnie którym zmysłem. Na podstawie zmysłowych bodźców umysł natychmiast konstruuje abstrakcyjną koncepcję, obraz, wyobrażenie rzeczywistości, która nie może być prawdziwa skoro wszystko jest w bezustannym ruchu i zmienia się szybciej, aniżeli do oka dociera światło z nieaktualnym bodźcem. Co oznacza, że widzimy to, czego już nie ma. Tworzymy obraz czegoś, co wygląda inaczej. Wreszcie definiujemy nieistniejącą rzeczywistość.

Od dawna wiedziałem, że słowo Dekalogu: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek…” (2 Mż 20,4) w istocie nie dotyczy tylko kultu religijnego, ponieważ, aby stworzyć podobiznę wpierw trzeba mieć jakieś wyobrażenie Boga. Nie trzeba stać przed obrazem albo posągiem, aby mieć wyobrażenie. Tymczasem każde ludzkie wyobrażenie czyni z JESTEM relikt przeszłości, Boga zamkniętego w doświadczeniu i poziomie świadomości, która minęła. Wtedy pojawia się religijny kult jako czczenie pamięci, czyli upamiętnianie, które odcina od podstaw egzystencji, od pulsującego Źródła Życia. 

JESTEM nie da się definiować. JESTEM można tylko TERAZ przeżywać. Wtedy poznanie Boga jest jednoczesne i równoznaczne z poznaniem samego siebie. Doświadczając JESTEM, pozostaję TERAZ żywy. Nie upamiętniam Boga żadnym ze swoich wyobrażeń i nie oddaję czci jakiejkolwiek podobiźnie, która uwieczniła moje wyobrażenia, więc jednocześnie nie upamiętniam swojego doświadczenia, swojego życia, swojej przeszłości. Ostatecznie nie upamiętniam samego siebie i dzięki temu pozostaję żywy, trzeźwy, wrażliwy, czuły na każdą kolejną manifestację JESTEM w moim TERAZ, czyli czerpię z wiecznego Źródła Życia. Pozostaję podłączony do Świadomości.

Zakaz tworzenia Bożych podobizn w istocie nie ochrania Boga, ale mnie przed nieświadomym życiem. Dzięki niemu nie absolutyzuję żadnego z wyobrażeń samego siebie z przeszłości. Dlatego pozostaję świadomy siebie i żywy.

Nie można stworzyć definicji Marka Uglorza, jak długo on sam będzie pozostawał świadomy i żywy. Każda z nich odnosi się tylko do jakiegoś wyobrażenia o nim z minionej przeszłości, podczas gdy TERAZ Marek Uglorz doświadcza uwalniającego JESTEM. Więc, jak długo Marek Uglorz będzie pozostawał żywy i świadomy w każdym JESTEM swojego TERAZ, tak długo będzie niedefiniowalny, niepoznawalny, nieosiągalny, nie do zrozumienia w formie rzeczownikowej, a jedynie do doświadczenia w formie czasownikowej.

Definicję Marka Uglorza będzie można stworzyć w chwili śmierci, ale wtedy nie będzie niczemu służyć. W rzeczywistości definicje niczemu nie służą, bo nie służą życiu. Są niepotrzebne, ponieważ opisują rzeczy, których nie ma. Chwytają w pułapkę iluzji wszystkich, którzy w nie wierzą, i w konsekwencji uśmiercają.

Nie sposób zdefiniować tego, co jest, i nie ma potrzeby definiowania tego, czego nie ma.

Boga nie sposób zdefiniować. Marka Uglorza nie sposób zdefiniować. Człowieka nie sposób zdefiniować. Nie ma rzeczy do definiowania. Marek Uglorz nie ma potrzeby używania form rzeczownikowych, skoro nie poznaje tego, co jest, ale to, co jego umysł stworzył jako obraz przeszłości!

Formy rzeczownikowe utrwalają iluzję, utrzymują w nieświadomości, uniemożliwiają prawdziwe poznanie przez doświadczenie. Uwięzieni przez iluzję świata rzeczowników, uwierzyliśmy, że najwyższym dobrem jest rzecz, a przeznaczeniem miejsce. Zanim otrzymamy już mamy gotową definicję i konkretny obraz oczekiwanego, więc wciąż jesteśmy sfrustrowani, rozczarowani, zawiedzeni, przygnębieni.

Rozmijamy się z przeznaczeniem, bo definiujemy zamiast doświadczać. Nie otrzymujemy, bo oczkujemy na zmaterializowaną postać definicji, urzeczownikowione życie. Tymczasem naszym przeznaczeniem nie jest rzecz, ale doświadczanie JESTEM. Dzięki niemu TERAZ otrzymujemy nasze przeznaczenie. Już nic nas nie uśmierca i nie trzyma w więzieniu przeszłości. Wydarza się cud, który nazywamy zbawieniem albo, jeśli ktoś woli, odpracowaniem karmy.

Pomysł, żeby oduczać się stosowania form rzeczownikowych, które zamykają mnie w pułapce fałszywych (diabolicznych, satanistycznych) wyobrażeń, uprzystępnię kilkoma myślami nad czymś, co definiujemy jako wiarę, chociaż w rzeczywistości jest wierzeniem. Zanim przystąpię do wyjaśnień, podam inny przykład, bardziej plastyczny.

Załóżmy, że stoimy na morskim brzegu. Stopami czujemy energię poruszającej się wody. Pomyślelibyśmy, że omywają nas fale, zatem powiedzielibyśmy, że czujemy fale. Czy na pewno czujemy fale? Czym jest fala? Morską wodą w ciągłym ruchu. Nie ma wzorcowej fali. Nie ma tej fali, którą moglibyśmy zdefiniować. Każda jest inna. Druga nakłada się na pierwszą. Kolejna wypłaszcza drugą. Widzimy ciągły ruch, energię morza. Zanim zdążymy opisać tę falę, już jej nie ma. Więc co opisujemy? Jak to potem ocenimy, skoro tej fali już nie ma, a w jej miejscu pojawiło się kilka nowych?

Powtarzam zatem pytanie: Czy na pewno czujemy fale? Czy je widzimy? Rezygnując w codziennym słowniku, czyli także w sposobie myślenia, z form rzeczownikowych, nie powiemy, że czujemy albo widzimy falę. Nie widzimy rzeczy i nie czujemy materii. Widzimy i czujemy dziejące się, a więc pomyślimy i powiemy, że widzimy i czujemy falowanie morza. Tym sposobem nie definiujemy, ale doświadczamy. Wydarza się cud zbawienia! Nie trwamy w przeszłości, ale JESTEŚMY obecni TERAZ. Naszym przeznaczeniem przestają być rzeczy, bo jest nim doświadczenie.

Spróbujmy więc przeorganizować nasze myślenie o wierze, wyciągając wnioski z czasownikowej formy wierzenie, której znaczenie jest ewidentnie ambiwalentne. Z jednej strony wierzenie kojarzymy z przebywaniem w miejscu, w którym czujemy się bezpiecznie. Na przykład w sensie religijnym wierzenie jest powierzeniem się Bogu, czyli oddaniem w opiekę. Bóg, który jest mocny i wierny, nogom zapewnia oparcie, a sercu spokój. To stabilizuje, wycisza i zabezpiecza. W tekstach religijnych Bóg wielokrotnie wychwalany jest jako twierdza i warowny gród.

Najpewniejszą częścią twierdzy, czyli bezpiecznego miejsca, oczywiście jest wieża. Jej szczyt łączy estetyczną funkcję wierchu z egzystencjalną pewnością, że nie może stać się nic złego. A jednak wieża niepokoi. Dlaczego? Bo jeśli uwzględnić, że w dawnych miastach i warowniach, brama, umożliwiająca opuszczenie bezpiecznej przestrzeni, była integralną częścią wieży, czy wówczas wierzenie jednocześnie nie staje się rodzajem wyjścia poza mury przez bramę w wieży, czyli poza bezpieczną przestrzeń?

Wierzenie jako bezpieczne pozostawanie na zewnątrz. Myślę, że warto tę definicję zapamiętać, bo nie znajdzie się jej ani w słownikach, ani w poradnikach duchowości, a trafia w sedno wiary. Na dobrą sprawę opisuje źródłowy nurt życiowej energii, którą warto właściwie wykorzystywać, żeby do celu dotrzeć żywym, zdrowym, spełnionym i szczęśliwym. 

Wierzeniem człowiek czyni jedynie to, co w danej chwili ma do uczynienia, a co wynika z życiowej konieczności. Wierzenie nie polega na akcie wiary, ale na wierności sobie, swojemu powołaniu, a jeszcze inaczej na wierności własnej duszy, która na błękitnej planecie ma do przebycia wyznaczoną drogę i przeżycie konkretnych doświadczeń.

Przemieszczanie się tą drogą i przeżywanie TERAZ jest wierzeniem, to znaczy wychodzeniem przez bramę w wieży, opuszczaniem strefy komfortu, wychodzeniem na zewnątrz bezpiecznej rodziny, narodu, kultury, mentalnych wzorców i religijnych rytuałów. Wiara sam w sobie nie jest stała. Wiara nie trwa jako akt. Wiara zawsze jest wierzeniem, a wierzenie podróżowaniem, chociaż pozostawia się za sobą wszystko, co do tej pory stabilizowało życie i do pewnego stopnia rzeczywiście zapewniało poczucie bezpieczeństwa.

Wierzenie czyni z człowieka samotnego wilka, dzikiego człowieka, podróżnika z przekrwionymi oczami, czujnego tropiciela, którego uwadze nie mogą ujść najdrobniejsze ślady życia, ponieważ wiodą go do celu podróży. Wierzeniem decyduje się na nieprzewidywalność drogi i szczerość poszukiwania celu, ale przede wszystkim na totalną samotność.Aby zdecydować się na samotność, trzeźwość umysłu i czujność w stawianiu każdego kolejnego kroku musi ufać życiu i drodze, ale przede wszystkim samemu sobie. To jest klucz.

Wierzenie oznacza wierność sobie. Kto nie wierzy w siebie, nigdy nie zdecyduje się na wyjście na zewnątrz, ku przyszłości, ale za wszelką cenę będzie szukał schronienia wewnątrz starego świata, czyli w przeszłości. Nigdy nie nauczy się świadomego działania, ale będzie reagował według starych wzorców. Nigdy nie zyska nowej twarzy, która tak naprawdę będzie jego własną twarzą. Dziką, wysmaganą wiatrem, co prawda z oczami nabiegłymi krwią, ale jednocześnie pełnymi życia; twarzą nieprzewidywalną i niedefiniowalną.

wierzeniu nasze przeznaczenie staje się naszym doświadczeniem.

Zapraszam do Wrocławia na Biegnącą z wilkami

Kolejny raz, teraz we Wrocławiu, zamierzam wspólnie z Wami i dla Was przeczytać oraz zinterpretować mądrą i piękną książkę Biegnąca z wilkami.

Literatka i psycholożka, Clarissa Pinkola Estes, zebrała w niej stare narracje, dedykowane Kobietom, z czasów, w których nie było jeszcze biblijnej tradycji, męskiej dominacji, a Bóg nie był tylko Ojcem, a Źródłem Życia, czyli Matką. Te inicjacyjne opowieści leczą lepiej od spółki psychologa z internistą. Terapeutyczną moc mają zaklętą w archetypicznych symbolach, które odżywają za każdym razem, gdy pozwalamy im stać się słowami, zrodzonymi przez matkę serce i ojca rozum. Cudownie łączą ciemne i jasne strony duszy, życia, codzienności, tworząc z nich tkaninę, w którą przyodziewa się Wiedźma. Kobiecą duszę przyodziewają w prawdę, która wyzwala… 

– jeśli Matka budzi w Tobie poczucie winy i manipuluje Tobą, a Ojciec nie afirmuje Twej kobiecości; 

– jeśli nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś sama dać sobie radę w życiu;

– jeśli uważasz, że bez trwałego związku będziesz nieszczęśliwa;

– jeśli znasz źródło swoich cierpień, ale nie masz dość siły, aby się uwolnić;

– jeśli jesteś zdemoralizowana bogactwem, za które jesteś gotowa płacić cierpieniem;  

– jeśli nie bronisz swoich dzieci i Córki nie ostrzegasz przed męskimi pułapkami;

– jeśli wstydzisz się ciała, a seksualność kojarzysz z ciemnością i brudem;

– jeśli nie korzystasz z intuicji i wiedzy, ponieważ boisz się ostracyzmu;

– jeśli od dzieciństwa marzysz, ale niczego nie realizujesz, to wiedz, że

lektura Biegnącej z wilkami jest właśnie dla Ciebie, ponieważ:   

– poznasz różnicę pomiędzy uzależnieniem od mężczyzny, a uzależnieniem od swojej niezależności;

– dowiesz się, jak osiągać energetyczną pełnię, aby tworzyć związek z mężczyzną, na którego możesz liczyć;

– nauczysz się, że kobieca dzikość jest mocą miłości, a  nie siłą zdobywania;

– staniesz się Wiedźmą, czyli uzdrowicielką, nauczycielką i duchową przewodniczką;

– poznasz tzw. religijne i etyczne zagrożenia wewnętrznej wolności;

– odkryjesz tajemnicę szczęścia. 

Miejscem spotkania będzie Kamienica pod Aniołami w samym centrum Wrocławia, przy ul. Kazimierza Wielkiego 31-33.

PIĄTEK 30.07.21 od 17.00 do 20.30

SOBOTA 31.07.21 od 10.00 do 14.00 i od 16.00 do 20.00

NIEDZIELA 01.08.21 od 11.00 do 15.00

W miejscu warsztatów można zarezerwować nocleg.

Zgłoszenia na tel. 660 783 510 oraz adres mju@escobb.com.pl

Jeśli chcesz mnie poznać, na górnym pasku kliknij COSI O MNIE

Chrystus zmartwychwstał – życzenia

Chrystus zmartwychwstał!

Czy doceniasz wszystkie znaczenia tego wyznania?

Najczęściej łączysz je ze zwycięstwem nad śmiercią. Słusznie.

Jednak zwycięstwo nad śmiercią, jest zwycięstwem nad życiem, które rozsiewa trujące ziarna śmierci.

Powstanie z martwych oznacza, że jesteś wolnym człowiekiem, nikomu i niczemu nie podległym. Stałeś się prawdziwym Chrystusem, aby czynić wszystko, czego dowiadujesz się z Bożego Słowa.

Wyznanie, Chrystus zmartwychwstał, oznacza, że w piątek umarłeś jako niewolnik, aby dziś urodzić się jako wolny Pan.

W naszym świecie wciąż rządzi prawo rzymskie, kanonizowane przez Kościół, który w swą nazwę przyjął historyczne miejsce obowiązywania tego prawa. W myśl tego prawa jesteś niewolnikiem, który powinien grać społeczną rolę. Uczestniczysz w grze, w której podlegasz sztucznemu wyobrażeniu własnej osoby stworzonej przez państwo i Kościół. Według prawa miłości nie byłoby zła, natomiast według prawa rzymskiego wszystko jest złem, przestępstwem, wykroczeniem, abyś klęczał przed prezydentem, urzędnikiem, policjantem i sędzią. Z wszystkiego masz się tłumaczyć, a pragnąc wolności odczuwać winę.

Wystarczyłoby, abyśmy postępując w prawie miłości przestrzegali dwóch zasad:

– nie krzywdź nikogo i niczego;

– nie pozwalaj krzywdzić siebie oraz innych.

Wszystko inne to celowy galimatias, w którym mamy się gubić, żeby nasze sumienia były zabrudzone i słabe.

Chrystus zmartwychwstał!

To wielkanocne wyznanie oznacza, że więzienie zostało otwarte i każda dusza, jeśli chce, może wyjść na wolność. Powstań z kolan. Nie musisz mieć imienia ani nazwiska. Nikt nie ma prawa zmuszać Cię, abyś udowodnił, że Ty to Ty. Prawdziwy Ty to dusza czysta i wolna, oddana Bogu a nie światu. Nikt ani żaden urząd nie ma prawa zmuszać Cię do określonego sposobu życia. Jeśli chcesz zachowywać niektóre ze zwyczajów albo poddawać się oczekiwaniom, niech wynikają z prawa miłości.

Uznając i stosując tytuły sędziów, lekarzy, urzędników państwowych i kościelnych, szarże wojskowe i policyjne, nie zmuszany przez nikogo sam siebie sprowadzasz do roli petenta, proszącego biedaka, niewolnika, liczącego na łaskę.

Pamiętaj, nie podlegasz żadnemu sądowi ani urzędowi. Jesteś na równi z sędzią, biskupem i prezydentem. Nie musisz przed nikim klękać, nie musisz gloryfikować tytułów, nazw, itp. Jesteś człowiekiem Bożym i nie podlegasz niczyim rozkazom. Pamiętaj, że tylko Twoja zgoda w fikcyjnej grze umożliwia komuś zajęcie wyższego stanowiska w społecznej, zawodowej i jakiejkolwiek innej drabinie.

W Bogu powstałeś dziś rano do wolnego życia jako Chrystus, któremu podlegli są aniołowie, zwierzchności i moce. Pamiętaj, że jesteś człowiekiem, a nie osobą, czyli aktorem z maską na twarzy.

Porzuć wszystkie ograniczenia mentalne. Wyjdź z niewoli ograniczeń, w które niestety wierzysz. Uwierz w siebie, swoją godność jako Bożego Chrystusa.

W Tobie i przez Ciebie Bóg wszystko czyni nowym!