Ludzie duchowi, czyli pneumatycy, doświadczają tych samych warunków życia na ziemi, co pozostali, a jednak odznaczają się jakimś rodzajem odporności, emocjonalnej sprężystości i mentalnego rozsądku, dzięki czemu zachowują pogodę ducha i spokój. Nie tracą zarobionych pieniędzy na niekończące się wizyty w poradniach lekarskich, nie uzależniają dobrego samopoczucia od regularnych wyjazdów wakacyjnych, wreszcie zachowują zdrowie psychiczne.
Nie sposób przejść obojętnie obok współczesnego zjawiska, jakim jest uzależnienie się wielu z nas od regularnych wizyt u psychologów, co wydaje się być rodzajem zastępstwa cotygodniowego uczestniczenia w praktykach religijnych, właściwego wcześniejszym pokoleniom.
Ewidentny rozwój kompetencji terapeutycznych na poziomie psychicznym jest wielkim dobrem i błogosławieństwem. Mimo wszystko należałoby postawić dwa pytania:
– Czy kompetencje psychologów wystarczają do zachowania duchowego dobrostanu?
– A może kompetencje „sfery duchowej” nie odpowiadają współczesnemu zapotrzebowaniu i dlatego szukamy pomocy w wiedzy i praktyce psychologii, nawet jeśli nie otrzymujemy od niej duchowego wsparcia?
Chociaż na kolejne spotkanie w Simoradzu wcześniej zapowiedziałem inny temat, powyższe pytania nie dają mi spokoju i z biegiem ostatnich dni zyskałem pewność, że duchowa mądrość oraz praktyki, dzięki którym możemy doświadczać psychicznego dobrostanu, mogą być ciekawsze i zainteresować większe grono.
Będąc w siódmej dekadzie życia, mając za sobą wiele traumatycznych doświadczeń, jestem przekonany, że psychiczne zdrowie nie zawdzięczam szczęściu, ale duchowości, którą nazywam uchrystusowieniem. Jest dla mnie najważniejszym zadaniem każdego dnia i całego życia.
Zapraszam więc do Simoradza na kolejne spotkanie Przyjaciół Akademii Świadomego Życia, które odbędzie się 23 i 24 maja 2026 r. Porozmawiamy o tym, co duchowi ludzie mogą praktykować, aby zachowywać zdrowie i siłę psychiczną.
Poza tym mam wiadomość dla wszystkich, którym w marcu spodobały się zajęcia ruchowe z Katarzyną. W maju zamierzamy je kontynuować.
Koszt z noclegiem z soboty na niedzielę, dwoma obiadami, sobotnią kolacją i niedzielnym śniadaniem = 560 zł.
Osoby, które zapiszą się do 3 maja, zapłacą o 40 zł mniej.
Osoby, które zapiszą się po 15 maja, zapłacą o 40 zł więcej.
Koszt uczestnictwa bez noclegu, ale z sobotnim obiadem i kolacją oraz z niedzielnym obiadem (bez niedzielnego śniadania) = 480 zł.
Osoby, które zapiszą się do 3 maja, zapłacą o 40 zł mniej.
Osoby, które zapiszą się po 17 maja, zapłacą o 40 zł więcej.
Możliwy jest pobyt od piątku. Cena wzrasta wówczas o 140 zł (w cenie kolacja w piątek i śniadanie w sobotę).
Osoby, które zapiszą się do 3 maja, zapłacą o 20 zł mniej.
Osoby, które zapiszą się po 17 maja, zapłacą o 20 zł więcej.
Serdecznie zapraszam wszystkich, nie tylko tych, którzy mają się za Przyjaciół Akademii Świadomego Życia.
„Jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli. Skoro bowiem przyszła przez człowieka śmierć, przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie. Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku: jako pierwszy Chrystus, potem ci, którzy są Chrystusowi w czasie jego przyjścia, Potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje. A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć”. 1 Kor 15,16-26
Doprawdy z mocą i ufnością świadczę, że Wielkanocny poranek napełnia mnie radością, jak świat słońcem, a ludzkie groby, świeżym tchnieniem nowego życia.
Wielkanoc nie jest jednym z wielu świąt, o które byłoby można się spierać czy jest najradośniejsze, czy jednak nie, bo w swej istocie Wielkanoc nie jest świętem. Święto, co poniekąd wynika z definicji, w duchowej dynamice zawsze jest pauzą, nieważne, jak długą. Święto odwiesza reguły, wzorce, przyjęte normy i daje szanse odreagowania, wyszalenia się przed kolejnym okresem zwykłego, czasem nudnego i ciężkiego życia, w którym króluje ustalony porządek.
Nic takiego nie dzieje się w Wielką Noc. Na dobrą sprawę jest wręcz odwrotnie. Po wizycie w pustym grobie Mistrza, Maria Magdalena, Maria Jakubowa, i Salome wystraszone uciekły i nikomu nic nie mówiły, bo się bały (Mk 16,8). Nie tak wyobrażamy sobie początek świętowania.
Wielkanoc nie jest świętem, bo nie znosi na jakiś czas starego życia z jego troskami i trudami, aby przeminąć wraz z radością. Wielka Noc oznacza nowy początek. Nawet nie retusz, ale do tego stopnia nowy świat, że można się przerazić, uciec i nikomu nic nie mówić.
Przed Wielką Nocą ludzką wyobraźnią królował pełny grób, więc co jakiś czas trzeba było o nim zapomnieć, ogłosić święto, napić się wina, urządzić orgię, tańczyć do utraty tchu i wyprzeć prawdę, nie do zaakceptowania.
Od Wielkiej Nocy następuje całkowity reset wyobraźni, przekonań, doświadczeń. Mówiąc wprost i obrazowo, wyobraźnia skonfrontowana z prawdą o pustym grobie zostaje w jednej chwili wyczyszczona do tego stopnia, że staje się totalną pustką i swoim zaprzeczeniem, aby człowiek był zdolny do przyjęcia każdego nowego słowa, nowych myślokształtów, nowego rozwiązania i nowej perspektywy.
Wielkanoc oznacza całkowitą pustkę wyobraźni.
1. Bezużyteczna śmierć
Wielka Noc konfrontuje z nowym porządkiem, którego nie da się wyobrazić, zaplanować i zrealizować. Musiał zostać wymyślony poza człowiekiem, poza ziemską sferą, poza regułami dotychczasowego życia, i jest tak drastycznie inny od wszystkiego, z czym do tej pory byliśmy konfrontowani, że zamiast budzić radość i zapraszać do zabawy, w pierwszym odruchu po prostu przeraża i odbiera mowę.
Obrazem nowego porządku jest pusty grób, który oznacza, że coś dziwnego stało się ze śmiercią. A to odbiera nam słowa i czyni niemowami. O czym będziemy od teraz mówić, skoro nie o śmierci, pechu, nieszczęściu, chorobie, dziadostwie życia, szaleństwie ludzi, sile złego, itd., itp.? Do tej pory królowała śmierć, były więc wiadomości do przekazywania o kolejnych aktach tragedii. O czym teraz rozmawiać i z jaką sensacją lecieć do przyjaciół?
Pusty grób oznacza, że śmierć stała się bezużyteczna! W istocie ze względu na znaczenia greckich słów oraz użyte formy gramatyczne oryginalnego języka fragmentu 1. Listu do Koryntian, fraza, którą znamy jako wyznanie: „Potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje. A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć”, może brzmieć: „ …wszelkie panowanie, władzę i moc uzna za bezużyteczne. (…) A ostatnim nieprzyjacielem jest śmierć, odtąd uznawana za bezużyteczną”.
Skoro Chrystus został wzbudzony z martwych, śmierć nie nadaje się już ani do wyobrażania sobie przyszłości, ani do komentowania przeszłości. Dobra wiadomość Wielkiej Nocy o bezużytecznej śmierci pozbawiła nas dramatycznego wątku tragedii, zwanej życiem. Chrystus, powstały z martwych, konfrontujący nas z pustką naszych oczekiwań, bezsensownością dotychczasowych zajęć i planów, ofiarowuje nowy początek.
Czas śmierci minął, bo jej cele zostały osiągnięte. Ponieważ odwróciłaś/eś się od Źródła, Miłości, Życia, więc trafiłaś/eś na pustynię życia. Śmierć miała obnażyć Twój grzech i zmienić Cię, a w efekcie z powrotem doprowadzić do Źródła, Miłości i Życia, czyli do Twego Boga.
W Chrystusie znowu jesteś w Ogrodzie Życia, a pusty grób jest pytaniem: Co zrobisz ze swoim życiem, skoro odtąd wszystko jest możliwe? Śmierć już na nic się nie przyda. Nie wyobrażaj sobie niczego, co ma jakikolwiek związek ze śmiercią. Nie planuj emerytury. Nie ciesz się starością w otoczeniu wnucząt. Nie licz na kolejne skierowanie do specjalisty, który ma potwierdzić Twe przypuszczenia, że zachorujesz na to samo, co rodzice. Nie bądź pewien, że wszystko skończy się źle.
Od teraz musisz zacząć pracować z życiem, bo śmierć została unieważniona. Jesteś planistą dobra, twórcą życia, napełniającym swoją wyobraźnię, która w jednej chwili stała się totalną pustką, nowymi kształtami nowej drogi życia.
Przeraziłaś/eś się, bo musisz zacząć inaczej myśleć? Musisz nauczyć się opowiadać o życiu, a nie ględzić o śmierci? W efekcie nauczyć się nowych zajęć i zacząć żyć na nowo? No cóż: „Jeśli tylko w tym życiu pokładasz nadzieję w Chrystusie, jesteś ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godny”.
Bóg wstrząsnął ziemią i Tobą, bo chce Ci przywrócić pamięć o tym, kim jesteś, skąd przychodzisz, i dokąd wracasz. W tym życiu uwierzyłeś w śmierć i stałeś się jej niewolnikiem, a tymczasem śmierć nie ma nad Tobą żadnej władzy.
2. Bezużyteczne oprogramowanie starego Adama
Czasem potrzebny jest udar, całkowite wstrząśnięcie i wymazanie wszystkich danych, wcześniej zapisanych programów myślenia i postępowania. Takim totalnym udarem mózgu wszechświata, wstrząśnięciem ludzkością, jest Wielka Noc z jej pustym grobem, który przeraża i pozbawia słów.
Czasem człowiekowi też brakuje słów, gdy Źródło Miłości czyści dotychczasowy program, czyli przekonania, blokujące przepływ radosnego i spontanicznego życia. Udar mózgu na początku jest doświadczeniem totalnego przerażenia, a potem okazuje się, że pozbawił słów. Nie ma słów, bo stary program został usunięty. Taki mały, osobisty pusty grób, który okazuje się szansą, o ile doświadczenie zostanie właściwie wykorzystane. Warunkiem jest nowe oprogramowanie.
Bezużyteczne oprogramowanie starego człowieka, poddanego wyobrażeniom o przemożnej sile śmierci i niemożności wydostania się z cierpienia, które sprawiają, że codzienność jest smutna, przyszłość tego życia beznadziejna, a serce cierpi na nieustanny deficyt spontanicznej radości, musi zostać zastąpione nowym. Nowy program opiera się na fundamentalnej i na dobrą sprawę jedynej zasadzie życia: Człowiek nie podlega władzy śmierci i dlatego wszystkie siły ma poświęcać na tkanie barwnej tkaniny życia.
Nie myśl, o tym, co się nie udało i do czego czujesz się za słaby. Myśl o tym, co możesz osiągnąć swoją wiarą, jako dziecko Boże, czyli obdarzony wszystkimi zdolnościami i mocą samego Boga. Nie myśl o swojej ciemności, ale myśl o Bożej chwale. Nie bądź chodzącą kupą nieszczęścia, ale bądź rewelacyjnym człowiekiem, czyli takim, przez którego objawia się rewelacyjny Bóg. Objawienie jest bowiem rewelacją.
Nie poddawaj się śmierci. Nie żyj w cieniu swojego grobu, ale z niego wyjdź i stań się totalną pustką, którą Bóg na nowo napełni mocą oraz fantastycznymi możliwościami wypełniania życiowej misji, czyli Chrystusem.
W Wielkanocny poranek życzę Ci: Nie bądź starym Adamem. Bądź nowym Adamem, czyli Chrystusem.
Zraniony i odrzucony przez wszystkich w piątek umarł Mistrz Miłości. Jego sobotni grób jest raną ziemi i życia, którą zabliźnia Boża Miłość. Czas rany to czas bólu, oczekiwania i terapii, która jest niewidzialna dla ludzkich oczu.
W Wielkanocny Poranek odrzucony i zraniony przedstawia się jako przyjęty i uzdrowiony.
Nie ma takiej rany i takiego odrzucenia, które nie mogłoby zostać przemienione.
Nie ma takiej rany odrzucenia, której nie dałabyś/byś rady uzdrowić w Wielką Sobotę.
Jeśli masz tę ranę to dlatego, że kiedy byłeś dzieckiem Twoi rodzice Cię odpychali, ignorowali lub nie byli dostępni emocjonalnie, kiedy chciałeś z nimi nawiązać kontakt i więź. Przez co czułeś się ciągle odrzucany. Mogłeś być również emocjonalnie lub fizycznie porzucony jako dziecko, przez co wykształciłeś „lękowe przywiązanie”. Być może byłeś nawet przez jakiś czas kochany i pielęgnowany, a kiedy zacząłeś polegać na rodzicu to w pewnym momencie on wycofał się emocjonalnie lub fizycznie. Ponieważ byłeś otwarty i bezbronny w wyniku tego, szczególnie bolesne było dla Ciebie zerwanie połączenia. W takich momentach zazwyczaj zamykamy się na bycie sobą i czucie siebie, tłumimy emocje i zakładamy maski oraz zaczynamy sami siebie odrzucać idąc w stworzone maski. Takie ukrywanie tego co się czuje, po to tylko by nie stworzyć problemu jest powolnym odcinaniem się od własnego wnętrza.
Jeśli masz ranę odrzucenia to na głębokim poziomie oczekujesz, że zostaniesz odrzucony. Panicznie boisz się odrzucenia i z tego powodu możesz czuć się niepewny, nerwowy i przerażony w sytuacjach społecznych, w których mógłbyś zostać nie zaakceptowany lub odrzucony przez innych. Możliwe, że oczekujesz, że zostaniesz opuszczony przez bliską osobę, nawet jeśli nie ma ku temu przesłanek i tworzysz paranoje w swojej głowie. W rezultacie, możesz zrezygnować z siebie, aby nie dopuścić do odejścia partnera lub możesz pozostać w związku, który nie jest dobry zbyt długo. Aby uniknąć odejścia partnera możesz stać się chorobliwie zazdrosny, zaborczy, kontrolujący i stosować różnego rodzaju manipulacje.
Rana odrzucenia powoduje również, że nie wchodzisz w wiele sytuacji które są dla Ciebie szansą, ponieważ boisz się, że zostaniesz niezaakceptowana/y i odrzucona/y. Aby uniknąć porażki i emocji z nią związanych nie zaczynasz wielu rzeczy i nie decydujesz się na dobre dla Ciebie wybory, więc nie działasz dla swojego dobra.
Odczuwasz silny lęk przed odrzuceniem, który doprowadza w pewnych sytuacjach do obsesji. Wymyślasz odrzucenie, które nic nie potwierdza. Interpretujesz zachowania innych jako odrzucające i nie akceptujesz siebie, po to tylko, aby nie nawiązać bliskiej relacji z drugą osobą. Bazujesz na domysłach, fantazji, własnych wyobrażeniach zamiast po prostu rozmawiać o swoich potrzebach.
Wykazujesz zachowania nerwicowe, kompulsywne, które dają Ci dużą zdolność do pracy. Twoja perfekcja jest Ci potrzebna, bo dzięki niej myślisz, że jesteś akceptowany. Czujesz, że żyjesz, tylko wtedy gdy jesteś bardzo zajęta/y i dlatego szybko się wypalasz.
Gdy ktoś na Ciebie dłużej patrzy, zaczynasz odczuwać niepokój, że coś z Tobą nie tak. Unikasz spojrzenia w oczy i boisz się, że ktoś przejrzał twe tajemnice.
Posiadasz bardzo bogatą wyobraźnię, ale używasz jej do nawykowego tworzenia scenariuszy odrzucenia. Uciekasz w świat fantazji, gdzie czujesz się bezpiecznie.
Z reguły mało mówisz i jest wycofana/y. Obawiasz się, że okażesz się mało interesująca/y. Często czujesz się niewidoczna/y.
Jesteś stale niezadowolona/y z tego jaka/i jesteś. Wierzysz głęboko, że nie jesteś wiele wart/a.
Uważasz, że gdybyś nie istniał/a, nie stanowiłoby to wielkiej różnicy. Uważasz siebie za odmieńca w swojej rodzinie i w gronie znajomych. Czujesz się niezrozumiany i oddzielony od reszty. W grupie często czujesz się samotny, niespokojny i niepewny siebie, a wtedy chcesz uciec od innych, bo nie radzisz sobie ze swoimi emocjami.
Dlatego pewnie masz rozwinięte sposoby ucieczki, takie jak alkohol, narkotyki, hazard, świat wyobraźni, wirtualne gry. Nie dbasz o sprawy materialne, nie stawiasz sobie wyzwań, brakuje Ci męskiego pierwiastka, czyli stanowczości i konkretności. Nie potrafisz robić rzeczy dla siebie i brakuje Ci wewnętrznej motywacji, ochoty do działania dla swojego dobra.
Masz rozbudowany świat magicznego myślenia, w którym czujesz się najlepiej. Uciekasz przed poczuciem rzeczywistości i chwilą obecną, a rzeczywistość kojarzysz jako szarą konieczność, dlatego często jesteś nieobecna/y.
Co z tym wszystkim możesz zrobić?
Pewnie dużo, bo terapeuci znają się na swojej pracy.
Jednak najważniejsze jest zaufanie. Zwróć się ku sobie. Poszukaj pierwotnego zaufania do życia, z którym przyszłaś/dłeś na świat. Pewnie czujesz się ograbiona/ny z niego, ale nie jest tak źle. Zaufanie jest tylko stłumione lękiem i czeka na swój czas. Czeka na miłość, która bezwarunkowo przyjmuje wszystko, co odrzucili i zabili w Tobie ludzie.
W Wielką Sobotę zaufaj i przestań rozszarpywać ranę odrzucenia. Zaufaj słowu: „Dlatego, że jesteś w moich oczach drogi/a, cenny/a i Ja cię miłuję, więc daję ludzi za ciebie i narody za twoje życie” (Iz 43,4).
Wielka Sobota nie jest czasem pytania: „Dlaczego mnie to spotkało i dlaczego mi to zrobili?”. Wielka Sobota jest czasem cichego i cierpliwego oczekiwania na objawienie chwały Bożej. Jeszcze tylko krótka chwila, a ludzie nie znajdą Cię w Twoim grobie, do którego Cię odrzucili. Twa rana okaże się łonem cudownego odrodzenia. Tylko zaufaj Miłości, dla której jesteś równie drogocenna/y jak pozostałe miliardy ludzkich istnień.
Święta Wielkiego Otwarcia Ciemności i Odwalenia Kamienia, który człowiekowi zagradzał satysfakcjonującą drogę ku przyszłości, być może nie kojarzą się nam z żelaznymi postanowieniami Świąt Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku, których z żelazną konsekwencją najczęściej nie realizujemy. Na szczęście Wielkanoc nie jest od świętowania mieszczańskiego umiłowania świętego spokoju, ciepłego domu z kolorową choinką, pełnego szczęśliwych dzieci, zapachu kawy i upieczonej buchty. W ciepłym i sielankowym obrazie Bożego Narodzenia raczej wszystko powinno pozostać po staremu, więc dziwię się, że w te święta postanawiamy zmiany, których konsekwencji najnormalniej w świecie w ogóle nie chcielibyśmy doświadczyć.
Poza tym nie da się skutecznie wprowadzać zmian tylko dlatego, że ktoś wydrukował kalendarz, w którym zaznaczono nowy rok z arbitralnie podzielonymi miesiącami, nie mającymi żadnego związku z naszą biologia i psychiką. To w ogóle wygląda na jakiś socjotechniczny zabieg.
Rzeczywisty Nowy Rok rozpoczyna się dniem dłuższym od nocy. Wtedy wraz z ciemnością krótszej nocy stare się kończy i powstaje nowa dynamika światła i energii zmiany. Przecież Wielkanoc jest bardzo dobrą wiadomością, że nawet największy kryzys i chaos Bóg kończy najpiękniej, jak można sobie to wyobrazić, bo zbawieniem i utrwaleniem życia. Dlatego Wielkanoc, będącą radykalną odmianą, uznaję za najodpowiedniejszy czas na dokonywanie trwałych zmian. Skoro zabity Jezus z Galilei objawia się jako żywy i odmieniony, stając się zaczynem nowego świata, więc w życiu każdego z nas możliwa jest odmiana.
Wielkanoc jest bardzo dobrą wiadomością, że człowiek wstaje i prostuje się, ponieważ Bóg odwalił kamień, leżący na drodze życia, i każdego powołuje do pięknej drogi. Odtąd każdy może żyć własnym życiem, w zgodzie z samym sobą, mając pewność, że nikt za niego nie będzie decydował o jego życiu. Święta Wielkiego Otwarcia są czasem wielkanocnego człowieka, który nie tylko porządkuje zewnętrzny świat, lecz także własną psychikę, dotąd zanurzoną w chaosie pragnień i hałasie myśli. Wielkanoc jest najlepszą okazją, aby w życiu zaprowadzić porządek i ciszę.
Zachęcam więc wszystkich, którym codzienne życie i praca wydaje się ciągłą walką z przeciwnościami, bo nie potrafią zorganizować najprostszych zadań, aby przestali szukać winnych wkoło, a wzięli pełną odpowiedzialność za swoją sytuację. W Święta Wielkiego Otwarcia Ciemności proponuję kilka rad, w jaki sposób organizować czas i zawodowe obowiązki:
1. Często, a jeśli trzeba nawet codziennie, sortuj i ustalaj priorytety. Zastanawiaj się nad swoim życiem i myśl o tym, co dla Ciebie jest ważne. Sam/a siebie powinnaś/nieneś pytać: Gdzie idę? Czego chcę? Którą drogę wybieram i jakie kroki będę musiał przedsięwziąć, aby dotrzeć do celu?
2. Zawsze koncentruj się na podstawowych zadaniach i myśl o zobowiązaniach krótkoterminowych. Dlatego o poranku albo na początku tygodnia samemu sobie stawiaj pytanie: Które z zadań i zobowiązań najlepiej zaoszczędzą mój czas i przyniosą najlepszy efekt w stosunku do wysiłku, jeśli wykonam je pierwsze?
3. Następnie z listy zadań wyeliminuj wszystko, co tylko można. Warto spojrzeć na listę pod kątem tego, co jest najistotniejsze. Czy jest na niej coś, z czego bez szkody możesz zrezygnować, przekazać do wykonania komuś innemu, bądź umieścić na liście zadań oczekujących? Gdy po jakimś czasie sprawdzisz skorygowane listy, odkryjesz, że wiele ze skreślonych albo oczekujących zadań w ogóle nie było koniecznych.
4. Każdy dzień rozpoczynaj realizując dwa najważniejsze zadania. Nie czekaj na późniejszą porę dnia i nie spychaj ich na liście zadań na kolejne pozycje. Najczęściej bowiem bywa tak, że im później człowiek zabiera się za wykonane najważniejszych zadań, tym większa narasta niechęć do nich, aż pozostają na kolejny dzień, a potem tydzień, stając się uciążliwą zaległością.
5. Skutecznie eliminuj wszystkie zakłócenia, z powodu których tracisz czas i nie potrafisz zdążyć z realizacją zobowiązań. Jeśli nieustannie przeszkadzają Ci nowe maile, wadomości, połączenia telefoniczne i tak dalej, to nigdy nie będziesz produktywny ani skuteczny. Na ile to możliwe, wyłącz je i odetnij się od Internetu.
6. Wielu ludzi daremnie traci czas na tworzenie skutecznych narzędzi, które w gruncie rzeczy są tylko zabawkami. Na przykład nie warto tracić czasu na aplikacje, które są przeznaczone do organizowania czasu i harmonogramu zadań. Najlepiej zrobić prostą listę zadań w dokumencie programu Word lub na papierze z użyciem pióra, ponieważ to najnormalniej w świecie wystarcza. Lepiej zająć się pracą, zaplanowaną na ten dzień.
7. Zajmuj się jednym zadaniem, ale skutecznie, a nie wieloma na raz. Wykonywanie wielu zadań w jednej chwili najczęściej spowalnia. Lepiej skupić się na wybranym zadaniu, z wyłączeniem pozostałych. W ten sposób można osiągnąć więcej w krótszym czasie i przy mniejszym wysiłku.
8. Na koniec dnia znajduj czas na refleksję, aby zastanowić się nad tym, coś osiągnęła/ął. W ten sposób będziesz odczuwał/a satysfakcję z dobrze wykonanej pracy i będziesz miał/a okazję pomyśleć nad możliwymi zmianami, które w następnych dniach umożliwią Ci skuteczniejsze dążenie do celu.