
Stworzyliśmy świat, w którym ponownie stajemy bezradni wobec tajemnicy życia.
Na poziomie analizy co prawda pracują zastępy ludzkich mrówek, które liczą na zawodowy awans, jednak synteza staje się coraz bardziej wątpliwa. Nie dlatego, że jest niemożliwa, ale ponieważ – jak zawsze bywało przed „wielkimi nieszczęściami” – stała się narzędziem w ręku tych, którym łatwo podpalić świat, aby osiągnąć upragnioną władzę polityczną albo ekonomiczną.
Tylko z poziomu węża można docenić dzień, który się dzieje, i tylko z poziomu orła można zobaczyć DZIEJE, czyli to, co nadchodzące…
Orzeł dostrzega malutką mysz i wąż ją dostrzega. Wąż dzięki instynktowi życia, orzeł dzięki wyostrzonemu wzrokowi, który w ludzkim doświadczeniu oznacza intuicję. Wąż korzysta ze zdolności analitycznych, orzeł ze zdolności syntezowania.
Kłopot w tym, że dostęp do wiarygodnych analiz jest coraz trudniejszy. Co miało ułatwić, czyli technologicznie rozwinięte media, to stało się przeszkodą. Coraz częściej, jeśli nie mamy uprzedniej wiedzy, nie możemy ustosunkować się do danych, znalezionych w zasobach internetu, które często nie są prawdziwe, a tymczasem już połowa z nas bezgranicznie w nie wierzy.
Jakże łatwo manipuluje się ludźmi, którzy bezkrytycznie wierzą w internetowe źródła, nie mając wiedzy.
Jednak nie to jest najgorsze. Większość z nas przestała używać intuicji, która została zastąpiona technologicznymi gadżetami. Nie rozwijamy jej w codziennym życiu, a ona jest tą siłą, która przyziemne zdolności węża czyni podniebnym lotem orła.
Ilu kierowców nie używa GPS-u? Ręka w górę.
Ilu rekruterów nie sprawdza zasobów internetowych, przygotowując się do rozmowy z potencjalnym pracownikiem? Ręka w górę.
Itd., itp..
Dawniej bez książki, dziś także bez internetu i elektronicznego gadżetu jesteśmy bezradni, niewidzący, nierozumiejący, wydani na pastwę potęg i ziemskich zwierzchności, którym na rękę nasza „oświecona ślepota”.
Nadszedł czas, w którym w każdej rodzinie i w mniejszej wspólnocie, religijnej, sąsiedzkiej albo wioskowej, w cenie powinien być człowiek, który mówiąc zamyka oczy.
O ile tacy jeszcze się ostali?
A jeśli ich nie ma, to przecież wciąż się rodzą i wystarczy nie oślepiać ich technologicznymi cudeńkami albo ślepą wiarą w system edukacyjny, w którym ewaluacja jest ważniejsza od inspiracji, a intelekt od intuicji.
Szukajcie takich i słuchajcie, co mają do powiedzenia. Nie mówią językiem technokratów. Nie posługują się uproszczoną składnią internetu, nie przytaczają danych i nie cytują „oświeconych ślepców”.
Mówią prosto z serca, z głębokości miliardów lat życia, z ciemności doświadczenia, w którym odkryli światłość. Najczęściej mówią symbolicznie, więc współczesnym ciężko ich zrozumieć, ale mówią z Boga w sobie.
To ludzie sowy, żyjący pomiędzy wężami i orłami, pomiędzy nocą a dniem, pomiędzy historycznym a dziejowym, pomiędzy cielesnym a duchowym.
Słuchajcie ich, bo mówią więcej aniżeli wszystkie rozwinięte technologie AI.
Oni ocalą Was z chaosu, który znowu ma swój czas.



