Jestem akuszerką znaczeń

Gdy nie potrafię odkryć przyczyny cierpienia duszy, liczącej na pomoc, wówczas stosuję autorską metodę, która polega na tym, że pytam o sposób czytania. Odkryłem dwa typy, występujące w różnych wariantach mieszanych, zawsze z przewagą jednego, pomiędzy którymi nie ma innego. Może to wydawać się śmieszne, że po sposobie czytania diagnozuję boleści ludzkiej psychiki, jednak kto rozumie nie tylko semantyczny związek pomiędzy słowami tekstura – tkanina – tekst raczej na pewno się nie dziwi.

Jedni z nas zabierają się zatem do czytania z pomocniczym zestawem markerów, ołówków i notatników. Wciąż kreślą, notują, a jeśli nie pamiętają fragmentu, zapisanego 10 stron wcześniej, wracają do niego, bo wydaje im się, że bez połączenia tamtego z tym, przy którym się zatrzymali, lektura będzie daremna. Zachowują się jak „więzienni klawisze”, pilnujący, aby nic nie wymknęło im się spod kontroli. Czytając, posługują się energią władzy i emocjonalnie są poddani lękowi. Wyciągnijmy z tego wniosek.

Czytający w ten sposób szukają argumentów i dowodów, potwierdzających zdobytą wcześniej wiedzę. W ich mniemaniu, kto potwierdza ich przekonania, pisze mądrze i warto go czytać. Można przypuszczać, co myślą o autorach, którzy zaskakują ich czymś, czego nie znajdują w swoim skarbcu mądrości. Ich czytanie jest pilnowaniem wiedzy, którą uznali za mądrość. Tę jednak zdobyli zanim do ręki wzięli kolejny tekst, więc ostatecznie jest podtrzymywaniem życiowego bądź naukowego paradygmatu, który ukształtował się w przeszłości. Czytają tak, aby nowy tekst nie zburzył im poglądów i przekonań. Pilnują go, ponieważ boją się zachwytu, zadziwienia, oczarowania, pocałunku Mądrości, który Miłość mogłaby złożyć na ich sercu. „Klawisze” czytają głową. 

Przeciwieństwem „klawiszy” są „miłośnicy”, czyli ci spośród nas, którzy nie boją się „małej śmierci”. Biorą tekst do ręki i wychodzą z nim w jakąś drogę, której cel, jak w wypadku spaceru albo zakochania, nie jest im znany. Dochodzą do miejsca, w którym ulegają zachwyceniu, zadziwieniu i oczarowaniu, aby kontemplować piękno. Są urzeczeni, jakby Kochanka zaprosiła ich do alkowy, a potem połączyli się z nią w miłosnym spleceniu, zakończonym „małą śmiercią, w której ludzkie ego ginie na kilka chwil, aby w rozkoszy doświadczyć jedności ze wszystkim. Jednak po takim metafizycznym doświadczeniu, które staje się udziałem kochanków w fizycznym wymiarze egzystencji, nie ma powrotu do bycia sobą sprzed spotkania. Wszystko uległo zmianie. Dzięki temu, że wydarzyło się cudowne TERAZ, nie sposób znaleźć ścieżki do przeszłości. Życie jakby wymknęło się spod kontroli, więc poglądy, przekonania i paradygmaty ulegają nagłej zmianie. Czytający w taki sposób, posługują się energią wiary i emocjonalnie są poddani miłości. Nie potrzebują markerów i notatników. Kończą lekturę, czując pocałunek Mądrości, złożony na sercu przez Miłość.

„Miłośnicy” bywają zdrowsi i szczęśliwsi od „klawiszów”, niemniej obie skrajne postawy są dla mnie sygnałem, po której stronie mam szukać przyczyn psychicznych i cielesnych problemów. Pierwsi miewają problem ze zrozumieniem, strukturą i logiką tekstu, więc też codziennego życia i relacji. Drudzy odwrotnie, skoro nie potrafią przestać kontrolować tekstu, więc w codziennym życiu boją się lekkości, zaufania i miłości. Wszystko chcą mieć pod kontrolą. Oni żyją tylko przeszłością i swoją wiedzą. „Miłośnicy” najczęściej pozostają marzycielami i nie skupiają się na gromadzeniu wiedzy, niezbędnej do życiowych zmian.

Opisałem terapeutyczną metodę, którą wymyśliłem jako biblista. Również z tego samego powodu, to znaczy z miłości do biblijnych tekstów, ją przedstawiłem, aby wyrazić swoje zdanie na temat ich interpretacji przez teologów. Ludzie niewypowiedzianie cierpią, a teolodzy im nie pomagają ani w sferze psychicznej, ani cielesnej, ponieważ zapomnieli o podstawowym celu swojej pracy. Biblijne teksty nie powstały przecież dla sławy i chwały kościelnych urzędników ani profesjonalnych egzegetów, ale dla ludzkiego zbawienia, to znaczy dla szczęścia, zdrowia i pomyślności, których mamy prawo oczekiwać w ziemskiej codzienności. Jeśli to się nie dzieje i dlatego w sferze zdrowia musimy liczyć na pomoc lekarzy i psychoterapeutów, to znaczy, że lektura oraz interpretacja Biblii w wykonaniu  teologów mija się z celem. Chyba, że jest nim kariera zawodowa, ale o tym „sza”.

Jestem przekonany, że najważniejszym kryterium prawdziwości i skuteczności interpretacji biblijnych tekstów jest jakość życia osób, które wykonują tę pracę. Oczywiście nie sugeruję kryteriów zewnętrznych, po których należałoby oceniać zdrowie, szczęście i pomyślność teologów, ale wewnętrzne przekonanie każdego z nich. Nie ma takiej możliwości, żeby dusza nie wiedziała, czy interpretacja Biblii przynosi jej błogosławione skutki, czy nie. Wolność od ziemskich struktur i wszystkich wiązań z przeszłością, jeśli wynikają z lęku i niepewności, uwiarygodnia dobrą interpretację.

Zmierzam do tego, że we współczesnej biblistyce dominują te same tendencje i metody, które opisałem wyżej. Jedna skupia się na strukturze, języku, historii tekstu, itp. przejawach władzy nad tekstem. Zresztą swą nazwę zawdzięcza krytyce. Jest działaniem typowo męskiej energii logicznego wyjaśniania struktury i rozumienia tekstu. Po drugiej stronie przejawia się metoda znaczeniowo płodna, ale nie ukierunkowana na rozwiązywanie konkretnych problemów. Ze swej natury jest działaniem energii żeńskiej, marzycielskiej i rozkochanej w tekście, jednak terapeutycznie mało skutecznej.

Skoro cierpiących, proszących mnie o pomoc, pytam, w jaki sposób czytają, niech nikogo nie dziwi, że wypracowałem i wciąż udoskonalam własny sposób na lekturę oraz interpretację tekstów w ogóle, a biblijnych w szczególe. Nie stosuję metod, o których wiem, że nie pomagają, a często wręcz szkodzą. Dla przykładu, jak mógłbym pomóc komuś, którego życiowe problemy wynikają z potrzeby kontrolowania i lęku przed przyszłością, interpretując mu biblijne teksty z pomocą metody, która powtarza ten sam wzorzec duchowy (energetyczny)? W moim przekonaniu to wystarczająco tłumaczy terapeutyczną nieskuteczność współczesnej teologii i zdecydowanej większości kościelnych mówców.

Od tego miejsca piszę wyłącznie o sobie.

Tytułowa akuszerka znaczeń sugeruje moją metodę. Pytany o to, kim jestem, właśnie tak się przedstawiam. Niech nikogo nie dziwi rodzaj żeński, bo jest celowy. Oba słowa, tworzące ów tytuł, są uzasadnione jedynie w tej formie gramatycznej.

Akuszerka  jest kobietą. To nowoczesny pomysł, aby akuszerami byli mężczyźni i dlatego o wielu porodach większość z rodzących chciałaby szybko zapomnieć. Żeby stać się akuszerką najpierw trzeba urodzić i tym samym stanąć na granicy śmierci i życia, bólu i błogości, płaczu i łez. Akuszerka symbolizuje boską energię, z której jest wszystko, co istnieje. To żeńska zasada, łono Stworzyciela, bezgraniczna Miłość, uniwersalne pole Świadomości, z którego wyłaniają się wciąż nowe przejawy życia, a także możliwości i potencjalne rozwiązania każdego problemu.

Jednak twórczy strumień życia musi być ukierunkowany, aby na powierzchni dziejów i w konkretnym ludzkim doświadczeniu mogło pojawić się najlepsze rozwiązanie, którego historycznym uosobieniem jest mężczyzna, Jezus z Galilei, a symbolem Chrystus. To działanie, nadające nieskończonej energii tworzenia konkretny kształt, czyli najlepsze z możliwych rozwiązanie danego doświadczenia, jest z kolei przejawem energii aktywnej, a więc męskiej. Dopiero połączenie pierwiastka żeńskiego z męskim zapewnia skuteczność. A jeśli tak działa Źródło życia, światła i miłości, więc podobnie musi działać człowiek w strumieniu życia, które płynie ze Źródła.

Nie byłby Jezus skutecznym terapeutą i zbawicielem, gdyby jako mężczyzna nie miał ziemskiej Mamy i duchowej Rodzicielki, czyli Ducha. Z jedności ziemskiej energii tworzenia (macierzy) i boskiego łona Rodzicielki w ludzkich dziejach pojawia się konkretny Logos, który ma znaczenie dla człowieka z konkretnymi problemami. Jednak w uniwersalnym polu Świadomości jest nieskończenie wiele znaczeń i dopiero wybór odpowiedniego gwarantuje poprawę losu, czyli zdrowie, szczęście i pomyślność.

Terapeutycznym działaniem akuszerki znaczeń jest więc takie opowiadanie oraz interpretacja biblijnych tekstów, żeby w uniwersalnym Logosie (polu Świadomości) każdy człowiek odnalazł najodpowiedniejsze dla siebie znaczenie, dzięki któremu doświadczy zdrowia i szczęścia. W tej pracy potrzebne jest współdziałanie energii żeńskiej i męskiej. Z nieprzebranego skarbca znaczeń pojawia się bowiem to najwłaściwsze, gdy aktywna, męska energia interpretacji oraz zrozumienia umożliwia działanie biblijnemu słowu w jego konkretnym, historycznym i literackim kształcie. Jednak terapeutyczne znaczenie musi odpowiadać problemowi, leczyć chorobę i ratować z cierpienia, więc nie może być ograniczone wiedzą z przeszłości, żadnym oczekiwaniem, poglądem i przekonaniem, założonym przez interpretację.

Akuszerka znaczeń to połączenie zasady żeńskiej z męską. Jej uosobieniem dawniej byli szamani i wędrowni gawędziarze, umiejący swoimi opowiadaniami leczyć ludzkie dusze. Kiedyś najczęściej mężczyźni, chociaż niekoniecznie, mający niezakłócone niczym połączenie z Duchem. Podobnie działał Jezus i przygotowani przez Niego apostołowie, czyli posłańcy dobrej wiadomości. Współczesny świat zapewne obędzie się bez wędrownych apostołów, ale już bez akuszerek znaczeń na pewno nie.

Uczmy się tak czytać Biblię i ją interpretować, aby z literackiego materiału wyłaniały się duchowe znaczenia, leczące i pocieszające. Z macierzystego pola uniwersalnej Świadomości dzięki pracy akuszerki znaczeń w ludzkiej świadomości mają pojawiać się znaczenia, których potrzebuje ludzka psychika, czyli najlepsze rozwiązania życiowych problemów. W ten sposób z potencjalnie nieskończonej puli rozwiązań możemy wybrać najlepsze, którym swoje życie tworzymy na nowo, wbrew temu, co determinują wzorce, poglądy i przekonania z przeszłości.

Byłoby dobrze, gdybyśmy wszyscy w ten sam sposób czytali każdy tekst, jaki wpada nam pod rękę. Niech nowe znaczenia unoszą nas na wodzie świadomości, niczym łódź Noego. Zwłaszcza współcześnie, gdy świadomość ogółu ulega radykalnej polaryzacji, naszym jedynym ratunkiem są nowe znaczenia, pojawiające się w świadomości z odwiecznego Logosu, w którym wszystko zostało stworzone. My musimy tylko wybrać najlepsze dla nas znaczenie, czyli manifestację życia.

Jedna odpowiedź do “Jestem akuszerką znaczeń”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 − osiem =