
Modlitwa polega nie tyle na mówieniu, ile na świadomym trwaniu i wsłuchiwaniu się.
W modlitwie nasłuchujemy kroków Nadchodzącego.
Może domyślamy się obecności?
Może nie jesteśmy pewni głosu?
Może opieramy się pokusie ucieczki?
To prawda, że modlitwa wyostrza widzenie, ale przede wszystkim kształtuje słuchanie.
Ukochana z Pieśni nad Pieśniami we wszystkim słyszy głos umiłowanego.
„Słuchaj! To mój miły. Oto idzie on, wspina się po górach, skacze po pagórkach” (Pnp 2,8).
Głos nieuchwytny, który jednak zostaje zarejestrowany przez serce, również podczas snu:
„Ja spałam, lecz moje serce czuwało. Słucha, to mój miły puka…” (Pnp 5,2).
Po niebezpiecznej nocy owcom może wydawać się, że zgubiły pasterza. Tymczasem odnajdują go rano, nie wtedy, gdy go widzą, ale gdy słuchają głosu.
„… i po imieniu woła owce swoje, i wyprowadza je (…) idzie przed nimi, owce zaś idą za nim, gdyż znają jego głos” (J 10,3n).
To głos pozwala odróżnić pasterza od obcych.
Głos zwraca to, co zostało zabrane oczom!
Maria Magdalena w poranek Wielkanocny, gdy zawierza wzrokowi płacze, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, co jej zabrano. „Wzięli Pana mego, a nie wiem, gdzie go położyli” (J 20,13).
Raptem odnajduje Go, słysząc Jego głos:
Mario!
Rabbuni!
Oczy nie pozwoliły jej rozpoznać Pana. Wzięła Go bowiem za ogrodnika. Głos nie zwodzi. Barwa, ton, imię wypowiedziane w szczególny sposób umożliwiają rozpoznanie.
No cóż, jednak trzeba mieć odwagę, by pójść w miejsce, w którym nie widzi się nic i nikogo.
Modliciel, który zgodził się na zamknięcie oczu, odrzuca poznanie przez widzenie. Wtem niespodzianie „doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca” (J 3,29).
Modliciel, który zmusił się do milczenia, odnajduje też własny głos, którym odważnie odpowiada na wezwanie tamtego głosu:
„Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20)
To jest głos, który umożliwia objawienie. Ustanawia kontakt. Uprzedza spotkanie. Jest gotowością przyjęcia daru:
„Ja, Pan, jestem Bogiem twoim!
który cię wywiódł z ziemi egipskiej!
Otwórz szeroko swoje usta, a napełnię je” (Ps 81,11)
Przyjmijmy dosłowność sensu:
„Otwórz szeroko swoje usta, a napełnię je”.
Niełatwo jest otworzyć usta i pozwolić je sobie napełnić. Nasze usta są bowiem pełne słów bezużytecznych, daremnej gadaniny, pustych przemówień, błyskotliwych zdań, interesujących wiadomości.
A nie są to tylko nasze słowa. Są tam również słowa innych. Nasze usta mają bowiem zwyczaj powtarzać również i to, co mówią inni: pochwały i krytyki, pochlebne sądy i złośliwe obserwacje, zachęty i straszliwe potępienia.
Jakże trudno jest mieć usta otwarte, przygotowane na dar. Bóg tymczasem wymaga ust szeroko otwartych, opróżnionych, wolnych.
Jego Słowo pragnie wypełnić nasze usta, posiąść je całkowicie.
Jest to Słowo, które nie lubi słów. Gdy jednak napełnia nasze usta, zaczynamy wypowiadać słowa życia.
W modlitwie nie wolno się śpieszyć. Trzeba milczeć. Nasłuchiwać. To słuchanie nie jest wyłącznie sprawą słuchu. Całe jestestwo musi być w stanie nasłuchiwania.
Słowa, które słyszymy między ludźmi, z mediów, działają podniecająco, entuzjastycznie, zachęcają do mówienia, komentowania, dyskutowania. Słowo, które rozbrzmiewa w modlitwie, zmusza do milczenia. Wtedy także książki przestają być potrzebne., bo w modlitwie lepiej zostawić je daleko, żeby móc słuchać.
W obliczu doświadczania Boga i Jego chwały Izajasz wypowiada niezapomniane zdanie: „Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg” (Iz 6,5).
Prorok zostaje zmuszony do milczenia w związku z tym, co widział, słyszał, doświadczył, przeczuł. Uznaje, że nie może więcej mówić, a tymczasem jego misja miała przecież polegać na mówieniu.
Izajasz spotkał Boga, o którym nigdy nie mówi się tak dobrze, jak wówczas, gdy się milczy, adoruje, sobą uobecnia.
Świadek jest wielki swym milczeniem, którym adoruje tajemnicę Boga, wyraża Jego niedosięgłość, inność, świętość.
Istnieją słowa, które wyrażają pustkę.
Istnieje milczenie, które wyraża pełnię.
Prawdziwy modliciel nie jest gadatliwy. Ufa milczeniu, by ułatwić spotkanie. I gdy słyszy Słowo, nie znajduje więcej słów.
Milczenie jest nieuniknioną konsekwencję Spotkania.
Silentium pulcherrima caeremonia — milczenie jest wspaniałą ceremonią.
