Obojętność

O nienawiści napisałem w taki sposób, że można było odnieść wrażenie, jakby była przeciwieństwem miłości. Trochę tak jest, jednak nie do końca albo z pewnym zastrzeżeniem. Moim zdaniem nienawiść jest wewnętrznym biegunem miłości, wzmacniającym ją i pozbawiającym emocjonalnych zanieczyszczeń. Pilnując pierwszego planu, aby nie pojawiało się na nim nic, czego nie należy obdarzać miłością absolutną (nie na widoku), można być pewnym, że nienawiść nam nie grozi. Miłość bez nienawiści po prostu bywa ślepa.

Rzeczywistym, zewnętrznym przeciwieństwem miłości jest obojętność. Gdy tracimy wrażliwość na drugiego człowieka albo dopada nas zobojętnienie na własne życie, wówczas naprawdę ciężko kochać, a już zwłaszcza wtedy, gdy należałoby się zaangażować.

Negatywnym i destrukcyjnym biegunem obojętności jest skoncentrowanie się na własnych potrzebach i zadaniach. O ile w czystej miłości zaspokajanie potrzeb i wykonywanie zadań służy innym, ponieważ tylko człowiek ożywiony i świadomy dobra, które darowuje, może być źródłem szczęścia i radości, o tyle obojętnego łatwo poznać po tym, że poza podtrzymywaniem dobrego mniemania o sobie samym, nikim więcej ani niczym nie jest specjalnie zainteresowany.

Kliniczny przykład obojętności przedstawił Jezus z Galilei w tzw. przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,29-37). Kapłan z Lewitą przeszli obojętnie obok napadniętego, pobitego i umierającego człowieka. Nie pomogli mu, żeby móc służyć Bogu w jerozolimskiej świątyni. Nie podjęli właściwej decyzji, ponieważ bardziej byli zainteresowani swoimi powinnościami, określonymi przez prawo bądź kodeks pracy, aniżeli potrzebami bliźniego, wynikającymi z rzeczywistej sytuacji. To mechanizm typowy dla obojętnych, którym do głowy nie przychodzi, że mogliby zmienić życiowy paradygmat i zamiast szukać w świecie bliźnich, gotowych pomóc im w kryzysie, powinni sami stać się bliźnimi dla innych.

Jeśli obojętność jest brakiem miłości, będącej podzielonym życiem i dobrem, czyli ogrzewającej pasji życia, więc manifestuje się jako chłód. Obojętność jest zimna i wyrachowana, a w konsekwencji beznamiętna i bezduszna. Chętnie powołuje się na paragrafy, którym zdolna jest uczynić zadość, ale już nic ponad to. Gdzie miłość dostrzega bliźniego z jego potrzebami, tam obojętność widzi tylko własny interes. Gdzie miłość rozbija mury izolacji, tam obojętność je wznosi. Wreszcie, gdzie miłość pojmuje najważniejsze prawo wszechświata, że wszystko jest jednością, więc nie ma mniej bądź bardziej wartościowych ludzi ani ich potrzeb, tam obojętność opiera się na dualności i tworzy opozycję: ja – ty, moje – twoje, nasze – wasze.

Współcześnie obojętność szerzy się także pod postacią apatii. Pokolenie, które za wszelką cenę manifestuje życiowy luz, w istocie nie interesuje się niczym i nie potrafi żyć z pasją. Obojętność bywa interpretowana jako przejaw życiowej siły, tymczasem jest słabością i najczęściej oznacza zanik zdolności odczuwania. Obojętny człowiek przestaje cokolwiek czuć, interesować się, spalać się. Wchodzi w stan cynicznej hibernacji, nie wykazując zainteresowania czymkolwiek, co w jego życie mogliby wnieść inni ludzie ze swoimi doświadczeniami, albo jego własne nowe wyzwania. Zanurzony w apatii nie potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytania: Co mnie porusza? Co sprawa mi radość? Co jest źródłem mojego entuzjazmu? W istocie zobojętnienie jest wyrzeczeniem się samego siebie i rezygnacją z ciekawego, twórczego życia, dlatego apatia jest niechybnym objawem depresji.

Mimo wszystko, jak w każdej emocji, także w obojętności przy odrobinie wysiłku udaje się dostrzec pozytywny biegun, będący wyzwaniem dla ludzi, którzy pragną duchowo się rozwijać i wznosić życiową energię na wyższe poziomy emocjonalnych doświadczeń. Aby go poczuć wystarczy posłuchać albo przyjrzeć się słowu obojętność. Naprawdę unaocznia wszystko.

Człowiek obojętny wydobywa siebie z życiowego kontekstu i potrzeb ludzkiej wspólnoty, czyniąc się wyizolowanym i najważniejszym, co skutkuje wygaszeniem serca, a ostatecznie śmiercią z wychłodzenia uczuć. Ratunkiem jest uświadomienie sobie tego, o czym informuje obojętność, a mianowicie, że oboje są sobie potrzebni. Co prawda można pozostawać obojętnym na cud jedności z obu (dwóch) ludzkich istnień, w istocie dopiero po uczynieniu obu (dwóch) jednym zaczyna się prawdziwa historia życia.

W takim sensie obojętność jest emocją, której energetyczne brzegi z jednej strony wyznacza samolubne i wyrachowane bycie centrum własnego zainteresowania i działania, a z drugiej świadome rozpalenie serca, aby w płomieniach miłości roztopiła się opozycja: ja – ty, i z obu powstał jeden strumień, w nurcie którego można ożywić własną duszę.

Roztopiona apatia zasila rzekę życia nowymi pasjami, które człowieka i świat wokół niego czynią nowym, całkiem nie do poznania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

trzy × dwa =