Od reaktywności do proaktywności

Ostatnio modne są nazwy, emblematy i ruchy PRO…, od prozdrowotnych, przez prorodzinne, po pro-life.

Miło patrzeć, że tak się uaktywniliśmy. Aktywność jest zdrowa, służy życiu, jest wyrazem mądrości. Jednak olbrzymią różnicę robią dwa prefiksy: RE i PRO.  

Życie w sensie ścisłym, to znaczy takie, które się przeżywa, a nie jakiś cudowny sposób na przeżycie życia jakoś, to bez wątpienia aktywność, jednak zawsze tylko z jednym z nich, a mianowicie PRO. Tylko, czy aby na pewno wszystko, co nosi nazwę, utworzoną z tym prefiksem, jest naprawdę tym, co próbuje udawać?

Wolność, o którą toczy się gra na polskich ulicach i w gabinetach polityków, jest nie do pomyślenia bez odpowiedzialności. Są jak dwa skrzydła, bez których człowiek spada, niczym mityczny Ikar. Wolność jest nam dana, czasem zadana, więc albo wywalczona, albo darowana, abyśmy byli odpowiedzialnie aktywni. Czy automatyczna reakcja na jakąś akcję jest przejawem wolności? Jeśli tylko reagujemy według wyuczonego schematu albo poddajemy się emocjonalnej energii, która wyłania się z naszej instynktownej natury bez próby zobaczenia jej i zrozumienia skąd się wzięła i do czego prowadzi, bez wątpienia działamy wówczas na oślep, w sposób nieświadomy i reaktywnie.

Z ciężkim sercem muszę to napisać, ale tak żyją i postępują niewolnicy Lewiatana, potwora podświadomości i umysłu tłumu, który decyduje za jednostkę. Takie postępowanie nie jest wolnym działaniem, ale instynktowną, wyuczoną, nieświadomą reakcją na sytuację.

Odpowiedzialne działanie wolnej osoby zawsze jest proakcją. Wolny człowiek nie działa instynktownie, nieświadomie ulegając emocjom. Jego działanie nie może być tylko reakcją, ponieważ reagując automatycznie staje się niewolnikiem osoby bądź grupy społecznej, która celowo podjęła jakąś akcję.

Wydaje mi się, że to nie jest jakoś specjalnie trudne do zobaczenia i zrozumienia. Tymczasem indywidualnie i w ludzkim tłumie, rojąc sobie iluzje o wolności, wolimy wybierać działania reaktywne, zamiast proaktwne, które oznaczają, że niczemu, absolutnie niczemu, nie pozwalamy się sprowokować!!!!!!!!!!!

Po pierwsze zatem, skoro wystąpiła jakaś akcja wymierzona w nas, nie reagujemy niczym maszyna, ani wyuczone zwierzę.

Po drugie wpierw nabieramy dystansu (to jest właśnie pokora w sensie ścisłym, ponieważ każda reakcja jest wyrazem pychy, że jestem na tyle mądry i silny, aby sobie poradzić), aby poczuć i zrozumieć emocję, która pojawiła się w nas na skutek czyjejś akcji. To najważniejszy krok do odzyskania kontroli nad sytuacją i władzy nad sobą, więc akt wolnej akcji! Reakcja zawsze jest kontrolowana uprzednią akcją, a więc sama w sobie jest wyrazem niewoli.

Po trzecie zaczynamy myśleć, co możemy dla siebie zrobić w sposób wolny, a nie poddany kontroli, ponieważ już nie jesteśmy poddani emocjom. To kolejny akt wolnego działania.

Po czwarte wreszcie wybieramy najlepsze i najkorzystniejsze rozwiązanie, aby nie marnować własnego potencjału, życiowej energii, ale co najważniejsze, aby przejąć pełną kontrolę nad sytuacją. Wówczas bowiem wydarza się prawdziwy cud:  Przejmujemy inicjatywę w sytuacji, w której ktoś chciał nas zmanipulować, wymuszając na nas przewidywalną reakcję!

Na tym polega rzeczywista, a nie urojona proaktywność  ludzi wolnych.

Mamy więc ruch pro-life, który jest tylko wydmuszką oraz iluzją odpowiedzialnego działania na rzecz życia. Dlaczego? W istocie jest bowiem reakcją na wolną aborcję, która nie liczy się z cudem życia. Proaktywność tego ruchu musiałaby obejmować edukację seksualną, wspieranie Kobiet we wszystkich bez wyjątku sytuacjach życiowych, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na mężczyzn, którzy z przyjemnością partycypują w połączeniu gamet, ale przed urodzonym dzieckiem (często także nie urodzonym) uciekają, gdzie pieprz rośnie!

Dlaczego na przykład w Polsce nie podnosi się do poziomu dyskusji publicznej problemu stosunku seksualnego wymuszonego przez mężczyznę, w wyniku którego kobieta zachodzi w ciążę bez swojej woli?  

Na akcję pro-life pojawił się bunt, wściekłość Kobiet, czyli reakcja. Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widać proaktywności. Na czym mogłaby polegać w wykonaniu protestujących Pań? Na zrozumieniu, gdzie tkwi prawdziwa przyczyna antyaborcyjnej akcji i wykorzystanie energii w taki sposób, aby nie wywołać kolejnej reakcji, a w konsekwencji osiągnąć wolność działania.

Zawsze należy zadać dwa pytania: Dlaczego ktoś próbuje mnie sprowokować? Co mogę osiągnąć, nie reagując? Przypominam, że brak reakcji nie jest równoznaczny z brakiem akcji. Brak reakcji jest początkiem świadomego działania.   

W tym tekście nie chcę wskazywać konkretnych rozwiązań ani radzić. Moją intencją jest tylko to, co sugeruje tytuł, zatem pokazanie prostego mechanizmu odzyskiwania wolności. Co prawda wykorzystałem konkretną sytuację społeczną, w której wszyscy uczestniczymy, jednak ów prosty mechanizm można stosować zawsze. Dzięki niemu odzyskujemy wolność i świadomie tworzymy drogę życia.

Dodam na marginesie, że w ten sposób czyścimy nasze związki z przeszłością i rozwiązujemy więzy zobowiązań wobec ludzi, sytuacji i własnych decyzji z bliższej, dalszej i baaaaardzo dalekiej przeszłości.

Bądźmy proaktywni, niech przeszłość nie determinuje naszego TERAZ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 + 2 =