Bóg ONI

Co w religii denerwuje nas najbardziej? Oczywiście nie idea, wyobrażenie czy doświadczenie Boga (niech każdy sam wybierze najbardziej odpowiadające mu pojęcie), ale to, że podobno istnieją jacyś bogowie, mówiący nam, jak mamy żyć, ustami innych ludzi, którzy podobno są specjalistami.

No więc, cóż to byłby za wielce potężny i wszechmogący bóg, który nie potrafiłby zwrócić się do mnie bezpośrednio? Otóż to. Nie ma takiego boga nad ziemią, na ziemi ani pod ziemią. Jest pomysłem ludzi, którzy chcą rządzić, ingerować, wykorzystywać, kontrolować energię innych. Wymyślili boga, któremu nadali imię ONI. Wypowiadają się w imieniu czegoś, co jest kłamstwem, iluzją, odwróceniem stron, stworzyli więc demoniczny obraz boga.

Bóg prawdziwy, Źródło życia, światła i miłości, ma na imię JESTEM, znane ludziom od zarania, niestety bardzo niepopularne.

JESTEM nie interesuje się cudzym życiem, ponieważ JESTEM interesuje się moim życiem.

ONI interesuje się życiem wszystkich, ponieważ ONI nie interesuje się moim  życiem.

ONI udaje boga do momentu, w którym człowiek odkrywa JESTEM. Począwszy od tego doświadczenia, ONI przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Czy naprawdę trzeba mieć 200 punktów IQ, żeby pojąć różnicę? Raczej nie, więc skąd to się bierze, że potencjalni wyznawcy JESTEM wciąż próbują zadowolić i czczą ONI? Zamiast całe życie, swoje nerki, serce i rozum oddać w służbę JESTEM, biorą pod uwagę, co ONI powie? No bo przecież ONI przygląda się, ocenia, może nie być zadowolony, może potępić, odrzucić, wykluczyć, nie dać nam tego, na co mamy ochotę.

Jeśli prawdziwy Bóg to JESTEM, a ONI jest demonicznym odwróceniem, czy ONI naprawdę ma oczy? Czy może zobaczyć to samo, co widzi JESTEM? Czy może zbadać nerki, zobaczyć serce, uporządkować rozum?

Czy można służyć dwóm Bogom jednocześnie?

Czy można czcić JESTEM, póki ONI są ważni dla ludzkiego EGO?

ONI wciąż pokazuje nam wszystko, co jest dobre do jedzenia, miłe dla oczu i godne pożądania dla zdobycia mądrości. EGO aż piszczy z radości.

JESTEM cierpliwie pyta: Gdzie jesteś? Czy jesteś? Czy jesteś tym, kim jesteś? Czy nie oddałeś się w niewolę dla przyjemności EGO?

JESTEM jest prawdą, jest czystym, transparentnym źródłem życia, światła i miłości. JESTEM poznać po tym, że eksploduje radością i szczęściem.

ONI jest krótkotrwałą słodyczą, która obraca się w gorycz. ONI uzależnia do wciąż nowych porcji cukru, bez którego życie wydaje się mało smaczne. Ostatecznie sprawdza smutek i nieszczęście, brak zadowolenia i spełnienia.

Gdy człowiek służy ONI, wtedy JESTEM przestaje być ważne, bo przeszkadza w zdobywaniu wszystkiego, co EGO uznało za ważne, potrzebne, godne pożądania. To jest ten moment, gdy ONI zaczyna oceniać postępowanie innych.

Bo ONI jest specjalistą od sądu. W tym nikt nie pozbawi ONI palmy pierwszeństwa. ONI dobrze wie, co jest dobre, a co złe; co człowiekowi wolno, a czego nie wolno; czym można zasłużyć sobie na pochwałę i nagrodę, a czym na zganienie i karę. Żeby ukryć niesmak, zawiedzenie, gorycz, smutek i nieszczęście ONI staje się specjalistą od życia wszystkich, tylko nie mojego życia. 

Natomiast JESTEM jest ciche, skromne, proste i nieskomplikowane w kochaniu. Nie krzyczy, nie ocenia, nie potępia. Kochające JESTEM jest specjalistą od podawanie ręki i dobrych słów, czyli zbawiania. Ono jest zadowolone i szczęśliwe, więc jest specjalistą od mojego życia i nie ma potrzeby ingerowania w życie wszystkich.

Więc co w religii denerwuje nas najbardziej? Czy Bóg rzeczywiście? JESTEM nie może denerwować. JESTEM jest radością i szczęściem. JESTEM napełnia światłem, życiem i miłością.

Nie dajmy się zwieść!

Bądźmy czcicielami JESTEM, bo wówczas ONI okaże się kłamstwem i złym snem. Nikt nie będzie nikogo oceniał, sądził, potępiał i więził. Nikt nie będzie cierpiał z braku wiary w siebie i bezsilności. Lęki i kompleksy nikomu nie zamurują drzwi, prowadzących do życia, radości i szczęścia.

Nie pytajmy, co powie ONI?

Czcijmy ciche JESTEM.

Świąteczne życzenia

Bóg rodzi się człowiekiem

życzę więc:

– samotność niech stanie się obecnością;

– chłód niech stanie się czułością;

– dalekość niech obróci się w bliskość;

– ciemność niech napełni się światłem;

– smutek niech obróci się w radość;

– żal niech będzie wdzięcznością;

– wspomnienie niech stanie się czujnością na nowe.

Bądź uważny/a, żebyś usłyszał/a, zobaczył/a, poczuł/a, doświadczył/a.

Nowe już jest.  

Nie słuchaj, gdy każą Ci rozglądać się za nowym!

Nie wierz, gdy Cię nim straszą albo mówią, że się w nim nie odnajdziesz!

Nowe już jest.

Nowe jest w Tobie!  

Nowy świat nie zależy od koniunkcji planet.

Nowy świat zależy od Wielkiej Koniunkcji dwóch najważniejszych słów:

Bóg i Człowiek.

Bóg jest Człowiekiem,

więc jesteś Obecnością, Czułością, Bliskością, Światłością, Radością, Wdzięcznością.

Jesteś Dzieckiem Najwyższego, dziedziczysz Królestwo, masz wszystko.

Równowaga energii

Wczoraj, w ostatnią niedzielę Adwentu, Duch przypomniał o istotnym elemencie zbawienia i pokoju na świecie, o którym prawie w ogóle się nie mówi, ponieważ podważa stereotypy na temat płci. Zwłaszcza w patriarchalnej Polsce, w której religijną wyobraźnię kształtują mężczyźni, chodzący w sukienkach, a pomimo tego często nie radzący sobie z energią seksualną, Kobiety wciąż traktowane są jako własność Mężów. Mężczyznom wydaje się, że bez ich boskiego nasienia świat runąłby w przepaść.

Pragnę w związku z tym zwrócić uwagę na ważny, aczkolwiek z powyższych powodów nie rozwijany, wątek biblijnej narracji o przyjściu trzech mężczyzn do namiotu Abrahama i Sary, którzy zapowiedzieli, że rok później Sara urodzi syna (1 Mż 18,1-14; 21,1-3). W tekście nie ma wzmianki, żeby Abraham fizycznie kochał się z Sarą, co nie byłoby znowu takie dziwne, bo jakby zrozumiałe, że nie trzeba koniecznie informować o seksie, gdyby nie to, że kilka rozdziałów wcześniej autor opowiadania o Abrahamie i Hagar stosowaną informację jednak zamieścił: „A on obcował z Hagar, i poczęła” (1 Mż 16,4a).

To naprawdę nie jest rozstrzygające, czy w sensie fizycznym gameta Abrahama spotkała się z gametą Sary. Niestety od dłuższego czasu interpretacja tekstów religijnych mierzy się przede wszystkim z warstwą literacką i historyczną, czyli z literą tekstów, pomijając Ducha, czyli warstwę symboliczną, która dla duchowości i wiary ma decydujące znaczenie. Nawet jeśli doszło do zapłodnienia Sary przez Abrahama, intencja autora, aby o tym nie informować, jest znamienna. Nie wolno jej lekceważyć, tym bardziej, że opisując narodziny Ismaela bez wahania szczegółowo opisuje fizyczne poczęcie.

Co o tym sądzić, sugeruje zamiar teologów, którzy ów tekst przeznaczyli na ostatnią niedzielę przed Wigilią Bożego Narodzenia. Poczęcie Izaaka przypomina bowiem poczęcie Jezusa, czyli bez udziału mężczyzny. W obu wypadkach miałoby się to w ogóle nie wydarzyć, skoro Abraham był już stary (może niezdolny do stosunku, co sugeruje hebrajski tekst), a Józef fizycznie nie kochał się z Marią. I naprawdę nie jest to istotne, wbrew temu, co można usłyszeć w ironicznych uwagach na temat cudownego poczęcia Jezusa.

Może Abraham z Józefem jednak partycypowali? Co z tego? I tak najważniejszy jest sens duchowy, teologiczny, a nie literalny, historyczny. Z obu opowiadań wynika, że historia ludzkości nie zależy od kopulacji i przekazywania informacji genetycznych, pochodzących z dwóch gamet. Gdy ma się wydarzyć coś szczególnego i zbawiennego (nadającego sens ludzkim dziejom), wówczas Źródło Życia wyrównuje żeńską i męską energię. Rodzi się człowiek androgeniczny, który, co klinicznie pokazuje postać Jezusa, jest stworzony bez udziału władczej, zawłaszczającej, zdobywczej, żądającej i podporządkowującej energii męskiej.

Co prawda rodzi się mężczyzna z biologicznymi cechami płciowymi, niemniej stworzony na obraz Boga jako Adam, czyli człowiek przed podziałem na mężamężatkę. Co w starszej narracji, poświęconej Izaakowi, jest przedstawione dość niezdarnie, aczkolwiek czytelnie, w postaci napięcia pomiędzy bliźniakami: Ezawem (energia męska) i Jakubem (energia żeńska). Izaak umarł po pojednaniu się braci, którzy wspólnie pochowali Ojca.

Dopiero dużo młodsza opowieść o Jezusie jest bardziej precyzyjna i nie pozostawia miejsca na wątpliwości, w jaki sposób interpretować postać Mistrza z Galilei. Jednak zestawiając z nią opowiadanie o poczęciu Izaaka można dostrzec, że obie należą do tego samego duchowego nurtu, upatrującego ocalenie ludzkości w człowieczeństwie pojednanych energii. Zresztą nie są odosobnione, bo nie tylko żydowska Kabała i chrześcijańska ezoteryka o niej pamiętają i rozwijają.

Grafiki, przedstawiające Marię z Dzieciątkiem, jako żywo przypominają wschodnie symbole zrównoważonej energii. Ponieważ to kobieta jest Ewą, czyli matką wszystkich żyjących, więc męska energia jest jakby wpisana w żeńską, ale to jest wniosek powierzchowny. W istocie wszystko zmierza do równowagi.

Uważne oczy łatwo zauważą, że Kobieta kołysze, trzyma w dłoniach, tuli syna, Chłopca. Tworzy zatem pełnię, czyli przepływ energii z Mężczyzną, który jest z niej. W ten sposób grafika uświadamia, że Kobieta nie potrzebuje energii obcego Mężczyzny, ilustrowanej jako penis. Jej penisem jest Chłopiec, którego urodziła, czyli męska energia, którą ma w sobie. Z kolei Chłopiec, czyli męska energia, wyłania się z żeńskiej. Męska energia nie jest autonomiczna i zdobywcza, jak utrzymuje mit założycielski cywilizacji białych mężczyzn. Jest integralnym elementem ludzkiej pełni. Kobiety mają ją w sobie, ale wychowywane są w taki sposób, żeby nie potrafiły jej uruchamiać. Skoro z niej nie korzystają, więc uzależniają się od energii Mężczyzn, którzy wykorzystują swoją pozycję i czynią z Kobiet kuchenne służące i prostytutki.

Tymczasem męska energia, której obrazem jest penis, jest siłą zewnętrzną, siłą mięśni i tzw. szerokich ramion, zapewniającą spokój i bezpieczeństwo Kobiecie/Matce i Dzieciom. Powinna realizować się jako służąca, a nie władcza i zdobywająca Kobiety dla zmysłowej przyjemności. Odwrotnie energia żeńska jest mocą wewnętrzną, mocą miłości i rodzenia, czyli tworzenia nowej ludzkości.  Dlatego nie dziwmy się, że wszystko, co najlepsze i zbawienne, czyli uzdrawiające, uszczęśliwiające, błogosławiące, nadające sens ludzkiej historii, dzieje się dzięki Kobietom, rodzącym Mężczyzn, którzy są wolni od męskiego EGO i potrzeby zdobywania.

Gdy żeńska energia zrównoważy się z męską w każdym człowieku, wówczas nastanie pełnia Królestwa Niebios.

Oszaleliśmy w cichy czas Adwentu

Z mediów wylewają się rozpaczliwe apele o przystąpienie do walki. Zewsząd słychać skądinąd racjonalne argumenty, abyśmy walczyli o demokrację, Kościół, naród, wolność, prawo do aborcji, wolność słowa, wolną miłość i tradycyjną rodzinę.

Czy znajdzie się jeszcze jakaś tzw. wartość, o którą Marek Uglorz nie musiałby walczyć?

Do jedzenia dosypują nam szaleju?

Ktoś mądrzejszy ode mnie podpowie mi, który front mam wybrać, bo na wszystkich fizycznie być nie mogę.

Za kilkanaście dni przeżyjemy Święta, które większość rozpocznie błahymi życzeniami wesołych świąt i spokojnego nowego roku.

Szlag jasny! Hipokryzja czy totalna ignorancja?

Na pewno przeżyjecie baśniowe święta i cudowny nowy rok, w wigilijny wieczór życząc sobie pokoju, a przez 364 dni walcząc nawet o pokój, zdrowie i szczęście. Widzieliście kiedyś spokojnego, zdrowego i szczęśliwego żołnierza, siedzącego od miesięcy w okopach? Oczywiście poza psychopatycznymi Dowódcami, bawiącymi się ludzkimi istnieniami, jak żołnierzykami na strategicznej planszy?

Wyobraźcie sobie, że wszyscy, którzy wierzycie w wojnę, nawołujecie do niej, będziecie o niej rozmawiać nawet przy świątecznym stole, jesteście psychopatami!

Nie wierzycie mi? Poszukajcie definicji w internetowych zasobach. Wszyscy do niej pasujecie.

Przypatrzcie się wojnie. Zrozumcie walkę….

Jest daremna, kopie doły na masowe mogiły, posyła anonimowe dusze na front, aby doły nie pozostały puste.

Stworzyliście mentalne wzorce walki, którymi wibrujecie na własną i świata zgubę. To są wibracje śmierci, strachu, nienawiści.

Nigdy nie byliście w grocie, w której rodzi się prawdziwy człowiek, więc walczycie z ludźmi, których się boicie.

Nigdy nie pozwoliliście sobie na śmierć, każdego dnia kontrolując, trzymając, zabiegając, troszcząc się i walcząc o lepszą pomyślność, więc zamiast po prostu lekko i rzeczywiście spokojnie żyć, stale walczycie z życiem.

Naprawdę nie widzicie, że walczycie z tym, o co walczycie? W efekcie wywalczycie trupa!

Mam pomysł! Dobrą radę dla Was.

W dzień wigilii zajdźcie do prosektorium albo gdziekolwiek, gdzie znajdziecie zwłoki, a najlepiej, żeby to były same kości. Usiądźcie między nimi na kilka godzin. Poczujcie śmierć, obłęd, szaleństwo, dzicz. Poczujcie siebie. Zobaczcie, że te ciała i kości to Wy.

Przenigdy nie pokochaliście siebie bezwarunkową i czystą miłością. Nie poczuliście się dobrze w swoim ciele i czasie. Nienawidzicie innych, bo nie chcecie widzieć siebie. Walczycie sami ze sobą.

Chcecie przeżyć zdrowe święta i spokojny nowy rok?

Pozwólcie, że szczerze porozmawiamy. Tylko zaproście mnie do środka. Dlaczego mielibyśmy rozmawiać na progu?  Nie chcę rozmawiać z Waszym biokomputerem, podłączonym do zmysłów.

Chcę porozmawiać z mieszkańcem domu. Zawołacie Duszę? Zauważyliście w ogóle, że ktoś taki mieszka w Waszym dom?

Pozwolicie, że porozmawiam z Duszą? Już dość nagadałem się z rozumem i ciałem. Za każdym razem zagradzają mi przejście do serca domu, do kuchni, gdzie cichutko czeka Dusza, przy rozgrzanym sercu.

Pozdrawiam Cię, Duszo.

Powiedz mi, Duszo, dlaczego namawiasz mnie do walki? Czy też przyszłaś na ziemię, aby walczyć? Duszo, o co walczysz? Skoro przyszłaś z domu wiecznego Rodzica, ze źródła Światła i Miłości, co daje Ci walka? Czy walcząc, nauczysz się na ziemi czegoś większego, piękniejszego, lepszego?

Powiedz mi, Duszo, dlaczego uważasz, że wojna rozwiązuje wszystkie problemy? Czy tam, skąd przyszłaś, wojna służy do rozwoju i osiągania doskonałości?

Powiedz mi, Duszo, jak znajdujesz powrotną drogę do domu? Nie gubisz się w gąszczu polemiki, pod kanonadą racjonalnej amunicji i pod ostrzałem niekończących się ocen, oskarżeń, rozkazów i gróźb?

Duszo, dlaczego przygarbiona, mniejsza, brzydsza, smutniejsza, niż w rzeczywistości, przysiadłaś przy ciepłym sercu? W innych miejscach jest Ci zimno?  To jak znajdziesz drogę do domu? Jak wrócisz? Chcesz umrzeć na obczyźnie, z dala od swoich?

Duszo, czego się boisz?

Rozum, który nie chciał mnie do Ciebie wpuścić i wejście zasłaniał ciałem, powiedział, że najważniejsza jest władza, prestiż, szacunek, poczucie bycia ważnym, więc On tego pilnuje. A Ty, taki Kopciuch przy piecu? Ciebie można się  tylko wstydzić. Jesteś zbyt czuła, wrażliwa, delikatna, miłosierna, prawdziwa w swoim płaczu. Nie wolno Cię pokazywać światu, żeby nie stracić miejsca w pierwszym szeregu twardych i nieustępliwych wojowników o lepszą przyszłość, nie zostać wyśmianym w gronie Dowódców – psychopatów. Masz cicho siedzieć przy piecu i dbać, żeby w domu nie zrobiło się zimno.

Duszo, czemu płaczesz? Jesteś piękna, gdy nieśmiało uśmiechasz się kącikami oczu i niezdarnie odgarniasz kosmyki włosów z czoła…

Jesteś piękną Panią..

Jesteś Kochanką.

Przyszłaś, aby kochać.

Gdzie schowałaś czerwone korale? Rozum Ci zabrał, bo wystraszył się miłości?

Gdzie masz białą suknię? Rozum podarł na bandaże, bo nie potrafi tańczyć i woli walczyć?

Gdzie masz czarną torbę akuszerki, pełną błogosławieństw z ojcowskiego domu? Rozum zamienił na raportówkę z rozkazami na front?

Słyszysz Duszo! Właśnie wybiła godzina radości i wesela.

Duszo wstań i przygotuj się na weselną ucztę, tańce, zabawę i śmiech.

Zamiast czerwonych korali ubierzesz naszyjnik z pereł. Każda z nich powstała z jednej łzy cierpienia. Dużo się napłakałaś, więc długi naszyjnik czeka na Ciebie.

O białej sukni zapomnij. Czeka złota, jaśniejąca Twoim pochodzeniem, boską godnością. Wszyscy się dowiedzą, skąd przyszłaś i kim jesteś.

Czarna torba akuszerki niech służy na listy, pisane z frontu do matek o śmierci ich dzieci. Ty, Duszo, nie potrzebujesz ani torebki na skarby, bo sama nim jesteś, ani do przechowywania tragicznych wiadomości, bo sama jesteś wiadomością z innego świata.

Duszo, przypomnij sobie, kim jesteś! Jesteś wiadomością o świecie bez łez, bólu, cierpienia i śmierci, bez walki i wojny! Jesteś wiadomością o świecie miłości, radości, pokoju i światła.

Wyjdź z więzienia. Nie pozwól rozumowi trzymać Cię pod kluczem. Ciało nie będzie więcej zagradzać drogi na wolność.

Duszo wyjdź i zatańcz. Zaproś do miłości, wiecznej ekstazy, w której ginie rozum i EGO.

Czy zrozumieliście Czytelnicy, moje Przyjaciółki i moi Przyjaciele, dlaczego dziś chciałem spotkać się z Waszymi duszami?

Dajecie się okłamywać rozumowi i ciału! Dlatego musicie wciąż czytać nowe/ stare książki, zaczynać nowe badania, stale poszerzać wiedzę, albo ćwiczyć, poprawiać kondycję i dbać o piękno ciała, ponieważ szybko mijają. Prawdziwe piękno mieszka w Was, a Wy się go wstydzicie!

Daliście się oszukać i staliście się więźniami EGO, które Wam mówi: walcz, prowadź wojnę, wygraj, pilnuj zdobyczy, żyj w stresie, żeby ktoś Cię nie pozbawił korony!

Zakochajcie się w swoich duszach. Przeżyjcie miłosne zespolenie z boską cząstką w Was, a urodzi się Wam dziecko, o imieniu JESTEM. Ono wyprowadzi Was z ciemności lęku, uwolni od wojny, obdarzy wiecznym pokojem.

Zakochajcie się w swoich duszach. Przeżyjecie Boże Narodzenie.

Życzę Wam świata bez wojen, emocji bez umierania, myśli bez strachu, rozmów bez oceniania, wiadomości bez nawoływania do walki.

Adwent…

I przyszli do Jerycha; a gdy wychodził z Jerycha On oraz jego uczniowie i mnóstwo ludu, syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze. Usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu, począł wołać i mówić: Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! I gromiło go wielu, aby milczał; a on tym więcej wołał: Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! Wtedy Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I zawołali ślepego, mówiąc mu: Ufaj, wstań, woła cię. .A on zrzucił swój płaszcz, porwał się z miejsca i przyszedł do Jezusa. A Jezus, odezwawszy się, rzekł mu: Co chcesz, abym ci uczynił? A ślepy odrzekł mu: Mistrzu, abym przejrzał. Tedy mu rzekł Jezus: Idź, wiara twoja uzdrowiła cię. I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą. Mk 10,46-52

Definitywnie skończył się czas bezkresnego czekania; czas, który można przepuścić przez palce.

Adwent oznacza, że nadszedł czas, który nie trwa wiecznie. Ledwo się zaczyna, a już odchodzi. Adwent to kairos, szczególny moment, na który czekałeś i teraz nie możesz go przeoczyć!

Z Adwentem jest podobnie, jak z Jezusem, który nigdy nie przystaje, ale bezustannie jest w drodze i trzeba mieć wrażliwość ślepego Bartymeusza, aby dokładnie wyczuć, że Uzdrowiciel z Galilei teraz jest najbliżej i usłyszy, a potem dotknie i uzdrowi.

Adwent – to znaczy, że nie czekasz na Kogoś, kto ma przyjść, ale na Kogoś, kto będzie przechodził.

Czas na przygotowanie się do spotkania już minął. Miałeś go wcześniej. Teraz czas został ci zabrany, abyś wreszcie rozpoznał Tego, który przechodzi przez Twoje życie. Teraz czas został ci zabrany, żebyś zdecydował: życie albo śmierć.

Pamiętaj, że co nie uda Ci się teraz, to nie wydarzy się już nigdy. Potem będziesz miał czasu, ile zechcesz, ale to będzie czas śmierci i ciemności; czas zmartwień i trosk; czas lęków i neuroz.

Adwent oznacza, że trzeba przemyśleć miniony rok. Pomyśleć nad zmarnowanym czasem, którego nie przeznaczyłem, aby przygotować się do spotkania z tym, co jest mi dane z nieba.

Adwent oznacza, że bardzo łatwo przeoczyć ważną chwilę. Nie spotkać się z człowiekiem, który jeden jedyny raz przechodzi przez życie! Nie wypowiedzieć słowa, które należy! Nie wyciągnąć ręki we właściwym czasie! Zmarnować czas czuwania.

Dlatego w pierwszym dniu Adwentu przepraszam wszystkich, których nie zauważyłem, bo nie byłem na tyle uważny, aby rozpoznać Obecność i wypowiedzieć dokładnie te słowa, które należało.

Przepraszam i jednocześnie życzę wszystkim, abyśmy dłużej nie marnowali dni i nocy życia, ale za ślepym Bartymeuszem nauczyli się, że jest możliwe spotkanie, jeśli człowiek nie myśli o sobie, o swoich błędach i cnotach, przeszłości i przyszłości, niedoskonałości i doskonałości, ale delikatnie, uważnie i czujnie zauważa Tego, który przechodzi przez życie.

Adwent…

Jezu idziesz, zbliżasz się,

przeszedłeś…?

Tak szybko?

Nie przystanąłeś?

Nie zauważyłeś mnie?

Jezu wróć!!!

Uznałem,  że szkoda czasu na naukę czuwania…

Myślałem tylko o sobie…

W ciemnościach było mi dobrze…

Adwent…

idzie, zbliżył się…

Co uczynię z Adwentem,

darem, który dany jest tylko raz?

Nie przechodź!

Nie mijaj mnie!

Zauważ!

Powrót będzie niemożliwy!

Adwent…

Już nie mam czasu do zmarnowania…

Nie będę myślał tylko o sobie..

Chcę zobaczyć światłość!

Umysł żeński i męski czyli refleksja hermeneutyczna

Męscy wojownicy Światła, Lwy argumentacji i logiki, przystopujcie troszkę.  

Poczujcie się trochę kotkami mruczkami.

Czytam różne wypowiedzi, które pojawiają się w związku z dyskusją o aborcji i widzę zdecydowaną przewagę męskich głosów przeciw, bez wyjątków i bez prawa kobiet do ostatecznej decyzji.

Panowie, Wasza pycha zapowiada naszą, ogólnomęską tragedię.

Mam nieśmiałą prośbę, moglibyście mnie i podobnie myślących nie prowadzić wraz ze sobą do punktu powszechnej kastracji?

Ogarniacie, że argumentujecie z wnętrza męskiego rozumu?

Służycie męskiemu EGO, które jest zdobywcze i chce wszystko posiadać na własność. Posłużycie się więc każdym argumentem, aby po pierwsze nie stracić kontroli nad kobietami, a po drugie, aby Wasz męski i egoistyczny umysł rozpierała pycha, że ma rację.

Właśnie w ten sposób pracuje umysł racjonalny, energetycznie męski, że wszystkimi możliwymi sposobami chce udowodnić swoją przydatność i kompetentność. Nie obchodzi go nic innego, ponieważ boi się, że okaże się niepotrzebny. No cóż, dokładnie jak mężczyzna, który w całym swym jestestwie boi się, że przestanie być potrzebny, gdy kobieta sama zdobędzie pokarm i zatroszczy się o potomstwo. A jeśli zechce mieć dziecko bez mężczyzny? Co wtedy?

Ogarniacie to zwłaszcza Wy, Panowie, którzy argumentujecie biblijnie?

Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie był potrzebny język Zachariasza, ojca Jana, zwanego Chrzcicielem, gdy trzeba było chłopcu nadać imię? Nie zastanawia Was, dlaczego Bogu nie było potrzebne urządzenie Józefa do umieszczenia męskiej gamety w łonie Marii, żeby urodziła Jezusa?

Męski umysł jest połową umysłu! Żeński też tam jest, pod kopułą znaczy się. Postukajcie, poszukajcie, znajdziecie na pewno.

Żeński umysł nie zdobywa przewagi i nie walczy. Przyciąga tajemnicę i jednoczy się z nią. W ten sposób powstaje nowa jakość.

Jeśli chcecie, mogę inaczej. Męski umysł, przedmiot swojej refleksji podporządkowuje interpretacji. Natomiast żeński umysł nie boi się wejścia w relację z przedmiotem refleksji, pozwalając mu zinterpretować się na nowo. W ten sposób męski umysł pracuje niczym przysłowiowy klawisz we więzieniu, pilnując, aby nic nie wydostało się na wolność i nie zmieniło świata dotychczasowej interpretacji. Żeński umysł pracuje niczym kochanka, która nie boi się zachwycić i zadziwić przedmiotem refleksji, co w konsekwencji musi skończyć się połączeniem podmiotu z przedmiotem, kochanki z kochankiem, interpretującej z interpretowanym.

Wtedy nowa interpretacja powstaje dzięki temu, że interpretujący podmiot pozwala się zinterpretować interpretowanemu przedmiotowi!  

Wtedy rodzi się JEZUS, czyli nowa interpretacja człowieczeństwa i nowy rozdział w historii interpretacji.  

Męski umysł będzie próbował do końca świata interpretować w sposób z czasów przed narodzeniem Jezusa. Natomiast Jezus zinterpretował Pisma w ten sam sposób, w jaki został stworzony, czyli z kobiecej esencji.

Historyczny Jezus interpretował Pisma w sposób, którego męski umysł nie przyjmuje do wiadomości. Obrazem tej interpretacji jest alkowa miłości, czyli połączenie umysłu kobiecego z męskim w takim sensie, w jakim opisałem wyżej.

Zrozumcie to wreszcie, Panowie.  

A teraz wróćmy do pierwszego zdania.

Dlaczego prawdziwy mężczyzna powinien być Lwem, na podobieństwo wojownika Samsona albo Jezusa z pokolenia Judy?  Bo lew jest symbolem energii żeńskiej, kociej. Prawdziwy wojownik nie walczy z kobietami, ale walczy dla kobiet. Nie walczy z żeńską energią w sobie, ale ją w sobie integruje, dzięki czemu powstaje nowy rodzaj mężczyzny, który gotów jest poświęcić siebie, aby przeżyć mogła kobieta i jej potomstwo. Dlatego Józef nie jest potrzebny Marii jako dostarczyciel gamety, ale jako męska siła, ochraniająca Marię i Jezusa przed złem i śmiercią.

Panowie, nie walczcie z kobietami siłą męskiego umysłu, bo jego dzieje i wkład w rozwój ludzkości od dawna jest przesądzony. Nauczcie się używać umysłu w taki sposób, jakbyście byli w alkowie i temu, co interpretujecie, pozwalali dać się zinterpretować. Wtedy powstają nowe interpretacje.  

Wasze interpretacje, odwołujące się co najwyżej do logicznej interpretacji tradycji, są krzykiem EGO, które straszy, że jeśli zostanie naruszona tradycja, świat zginie. A kuku! Ludzkość trwa i będzie się rozwijać dzięki temu, że ludzkość została zinterpretowana na nowo przez Jezusa, mężczyznę, który powstał bez udziału męskiej energii.

Lwy logicznej argumentacji nie ryczcie za głośno, bo Panie zamienią nas na Kociaki miłosnego zespolenia, a my w rządeczku będziemy pokornie czekać na powszechną kastrację.

Wolność, równość… braterstwo?

Po co Kobiety stają się żołnierzami? Co chcą osiągnąć i jakimi metodami?

Ubierają te same mundury, co mężczyźni, tak samo dziwnie po sobie krzyczą, rozkazują i oczekują ślepego posłuszeństwa. Wreszcie, używając śmiercionośnej broni, unicestwiają życie, któremu dają początek.

Czy Kobietom jest potrzebne braterstwo broni?  Czy ludzie potrzebują Kobiet – żołnierek, uczestniczących w braterstwie męskiej krwi, aby zdobywać i zabijać, skoro mają własną krew, zdolną przeobrażać i rodzić? Czy cały świat i ludzkie życie musi być wyobrażone, wypowiedziane i na koniec urzeczywistnione po męsku? Czy naprawdę wciąż musimy walczyć, żeby zdobywać, mieć prawo własności i kontrolować?

Skoro od dawna wiemy, że pokój Boga jest wyższy od każdego  rozumu, nie tylko ludzkiego, ale też innych istot, czyli pochodzi wprost z miłości, czy w ogóle można sobie wyobrazić pokój wywalczony? Czy pokój, osiągnięty walką, rzeczywiście jest pokojem? Czy wolność za cenę śmierci, naprawdę jest wolnością? Czy równość, stabilizowana prawem, czyli zewnętrznym rozkazem, albo moralnością, czyli wewnętrznym zobowiązaniem, w istocie jest równością?

Kto wysoko trzymał sztandary francuskiej rewolucji? Ci, przeciwko którym ta sama rewolucja bardzo szybko się obróciła i „pożarła” ich. Z braterstwa krwi jeszcze nigdy nie powstała prawdziwa wolność ani równość, a tym bardziej trwały pokój, ponieważ to jest krew, którą mężczyźni wzajemnie się wymieniają i karmią, aby doświadczyć trwałego oddzielenia od matczynego łona, dziecięcego pokarmu z kobiecej piersi i stłumić w sobie ciepłe emocje, utrudniające zdobywanie i zabijanie.

Na jakim fundamencie wznosimy naszą cywilizację? Na wolności, równości i braterstwie, czyli bez udziału energii żeńskiej. Czy możemy mieć nadzieję na jej trwałość i rozwój?

Jeśli na początku zawsze jest słowo, które staje się ciałem, czyli słowo, będące twórczą energią myśli, od którego zależy postać świata, radzę – nie łudźmy się. Co prawda naiwnie staramy się zrealizować piękną ideę, jednak rzeczywistość nie poddaje się jej, ponieważ tworzy ją energia, używanych przez nas słów. W efekcie nasz świat i życie są tym, czym je nazywamy, a zatem, co myślimy, że mamy.

Stworzyliśmy cywilizację braterstwa, w której wciąż nie ma miejsca na siostrzeństwo, dlatego żołnierki uczestniczą w braterstwie butów z grubymi podeszwami, zamiast bosymi stopami „widzieć” świętość życia. Siostrzeństwo jest rodzajem relacji, w której nikt nie krzyczy, ale wszyscy grają i śpiewają. Kobieta, wydająca rozkazy, w istocie jest zaprzeczeniem samej siebie. Podobnie jest z ocenami, potrzebnymi  mężczyznom do porównywania się i współzawodnictwa. Żeńska energia nie tworzy hierarchii ważności, bo nie jest zewnętrzną siłą. Ponieważ jest wewnętrzną mocą miłości, charakterystyczna jest dla niej współpraca, szacunek do każdego i zdolność zachwytu nawet najdelikatniejszymi i najprostszymi formami życia, których męska energia w ogóle nie bierze pod uwagę, nie mówiąc o dostrzeganiu.

Nawet język, którym się posługujemy, jest coraz bardziej męski, a nasz stosunek do zdolności pisania unaocznia nam, jak bardzo jesteśmy uwięzieni w męskich strukturach wyobrażeniowych. Nie chodzi tylko o zwroty typu „tęczowa zaraza” albo „ciota”. Nie idzie też o „cyganienie” w mowie albo robienie „żydów” w piśmie bądź na ścianie, ale o coś znacznie głębszego. Nie uczy się nas, uważamy to za niepotrzebne dziwactwo, nie potrafimy wykorzystywać żeńskiej energii języka, mówiąc twardo, niemal po żołniersku. Najważniejsza jest gramatyka, a tymczasem żeńska energia języka to melodyka i poetyka naszych wypowiedzi. Ukryta jest między innymi w samogłoskach, wymawiania których dzieci uczą się od swoich Matek. Nasz język coraz bardziej przypomina krótkie serie z karabinu maszynowego. Nie uwodzi, nie płynie niczym pieśń, nie bawi się tonami, barwą, nie potrafi wykorzystywać ciszy. Niestety Kobiety-żołnierki też tak mówią.

W szkole najważniejsza jest gramatyka i ortografia, czyli właściwe szeregowanie, a nie zdolność używania i tworzenia idiomów albo wykorzystywania symboli.

O co chodzi? Wyobraźmy sobie kręgosłup, dzięki któremu nasze ciało nie rozsypuje się w kawałki, a my trzymamy się prosto. Kręgosłup jest męską energią. Jeśli mamy z nim problem, to zawsze w związku z wykorzystaniem męskiej energii w sobie albo relacjami z mężczyznami. Ortografia z gramatyką spełniają taką samą rolę. Jesteśmy uczeni sprawnego komunikowania się w męskim stylu, po żołniersku, co nazywamy „krótko i na temat”.

W mojej dziedzinie teologicznej, czyli w interpretacji tekstów biblijnych, analiza też wzięła górę nad syntezą. Wielu biblistów widzi pojedyncze elementy struktury i szuka słownikowych znaczeń, nie ożywiając języka duchem Miłości. 

Wszędzie panoszy się męska energia i to pomimo feminizmu i w podobno równoprawnym świecie. No cóż, jak długo Kobiety będą chodzić w żołnierskich butach i uczyć swoje dzieci tylko gramatyki z ortografią nie spodziewajmy się ani prawdziwej wolności, ani równości, nie tym bardziej trwałego pokoju.

Gdy siotrzeństwo głęboko wniknie w braterstwo, wtedy zobaczymy, na co będziemy mieć szansę?

Panowie Biskupi karnawał właśnie się skończył

W dzieciństwie i młodości w rodzinnym domu, który jednocześnie był moją rodzinną parafią i kościołem, bardzo lubiłem Święta Bożego Narodzenia, Dziękczynne Święto Żniw i Pamiątkę Reformacji. Wiele intymnych wspomnień pozostało mi z przeżywania zwłaszcza ostatniego dnia października, często zamglonego, nasiąkniętego zapachem liści i księżycową poświatą.

Najmilej wspominam wieczory, gdy Akademia Reformacyjna miała miejsce nie w „domu”, czyli w starobielskim kościele, ale w bielskim albo bialskim. Wówczas pójście i powrotna droga w jesiennej mgle, połączona ze świąteczną akademią, stanowiły rodzaj mistycznego doświadczenia wejścia w noc, w tajemnicę, z której się wyłoniłem i do której podążam.

Na marginesie zauważę ciekawą symetrię miejskiej przestrzeni rodzinnego miasta, naznaczonego trzema ewangelickimi kościołami, która zwłaszcza od strony Starego Bielska, czyli od strony rodzinnego domu, jako wyraźnie symboliczna naznaczyła moją drogę życia, czego teraz jestem świadomy. Moją wędrówkę przez tajemnicę październikowej Pamiątki Reformacji zacząłem w cieniu starobielskiego kościoła im. Jana Chrzciciela, kontynuowałem obok bielskiego kościoła im. Zbawiciela, aby dojść do bialskiego kościoła im. M. Lutra.

Na szczęście udało mi się nie zatrzymać w ostatnim i dzięki Bogu idę dalej. Czy potrzebuję kolejnych kościelnych budynków, aby wyznaczały dalsze etapy życiowego wędrowania?

Na pytanie znam odpowiedź, którą dedykuję zwłaszcza Biskupom, nie tylko Kościoła Rz-K, choć przede wszystkim. Ostatnio dziwnie wyglądają, patrząc na świat wystraszonymi oczami, nie będąc mentalnie ani psychicznie przygotowanymi na wzięcie odpowiedzialności za wybory i czyny swoich poprzedników, zwłaszcza Biskupów Rzymu, co swoją twarzą i szokującymi odpowiedziami pokazał pewien polski kardynał. Myślę, że to doświadczenie zawstydziło nawet nas, oglądających rozmowę.

Panowie Biskupi, przestańcie wypierać, bo wszyscy stracicie wzrok. Zobaczcie wreszcie, że karnawał się skończył. Czas zrzucić przebranka, którymi przez stulecia zawłaszczaliście nie tylko przestrzeń, ale i wyobraźnię. Czas wybrać się w drogę, o której pierwszy raz usłyszał ap. Piotr, ów uczeń Jezusa, na którym budujecie swój autorytet: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, sam się przepasywałeś i chodziłeś, dokąd chciałeś; lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a kto inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21,18).

Mnie udało się nie zatrzymać. Może i dla Was jest jeszcze czas i szansa, abyście nie musieli wyciągać dłoni, a inni wbrew waszej woli nie prowadzili Was tam, gdzie nie chcecie?

Udajecie tylko, czy naprawdę jesteście zszokowani tym, że macie coraz mniej uczestników nabożeństw i mszy, a wścieknięte Panie wtargnęły do kościelnych budynków, aby pokazać Wam swoje kły?

Naprawdę nie rozumiecie, że chrześcijaństwo jest drogą duchowego rozwoju, możliwą wyłącznie dlatego, że w swej najgłębszej istocie jest sekularyzowaniem świata, rozpoczętym i kontynuowanym nie przez złych ludzi, ale żywego Boga, który nie może patrzeć na cierpienia ludzi składanych w ofierze, paraliżowanych strachem, korumpowanych poczuciem wstydu i umierających pod ciężarem winy?

Chodzicie po świecie w przebrankach Molocha, zamiast być prawdziwymi, szczerymi, nagimi w swe istocie, totalnymi ludźmi Boga o imieniu JESTEM. Nie życzę Wam, bo i mnie może spotkać to samo, jednak kto wie, czy Moloch nie zaczął upominać się o swoich kapłanów, a dobrze wiecie, w jaki sposób przyrządza sobie smakowite potrawki z poświęcanych mu ofiar. 

Karnawał się skończył.

Wszystko zaczęło się wraz z powołaniem Abrama, który miał opuścić rodzinę i udać się w drogę, z której nie było powrotu (1. Mż 12, 1-9). Aby nie musieć powracać w religijną przestrzeń sacrum, gdzie klan czcił swoich bogów, Abram otrzymał obietnicę Bożej obecności: „Nie jestem Bogiem miejsca, ale jestem Bogiem Ojca”, czyli wspólnoty, która odtąd ma być nieustannie w drodze. Tylko taka zmiana perspektywy w rozumieniu sacrum pozwalała Abramowi odejść na taką odległość, z której nie był już możliwy powrót.

Czy tylko w ramach przestrzeni? Odtąd człowiek jest wychylony ku przyszłości do tego stopnia, iż powrót w miejsce, w którym opuścił rodzinny dom, tradycję, religię i kościelny budynek jest niemożliwy również w sferze mentalnej, społecznej, kulturowej. Cywilizacyjne żarna, zamieniające sakralną przestrzeń w świętość relacji pomiędzy ludźmi, nieodwołalnie ruszyły z miejsca.

Przywołując powołanie Abrama, późniejszego Abrahama, jesteśmy świadkami zapoczątkowania duchowego procesu, dzięki któremu od tysiącleci rozwija się nasza cywilizacja. Inicjatorem jest Bóg o imieniu JESTEM, nie stwarzający zamkniętych i odizolowanych od siebie gatunków, zbiorowości i monad, które są niezdolne do zmiany. Jednocześnie człowieczeństwu przyznał prawo do ewolucji, wychodzenia z dotychczasowego wzorca religijnego, społecznego i kulturowego, nawet jeśli nią jest, a zapewne przede wszystkim dlatego, że nią jest rodzina, która próbuje ubezwłasnowolnić wszystkich, którzy ją tworzą, w imię wierności dotychczasowym obrazom Boga i samej siebie. 

Człowiek, wkraczający w świętą przestrzeń z nadzieją uświęcenia, jeśli świadomie sam nie idzie na spotkanie ze świętym Źródłem Życia, mija się z sacrum, które nie istnieje poza czasem ludzkiego życia, lecz jest zanurzone w historii. Dlatego najpierw w duchowości żydowskiej, a potem w także w chrześcijańskiej jesteśmy świadkami procesu, który także współcześnie w ocenie wielu jest bezbożny, a w rzeczywistości nieodwracalnie zbliża nas ku jedynie świętemu Bogu i polega na przejściu od sakralności przestrzeni i ceremonii do świętości życia i nazywa się sekularyzmem.

Tymczasem Wy krzyczycie, że świat się kończy, bo wszędzie panoszy się sekularyzm. Otóż jest na odwrót. Właśnie rodzi się prawdziwy świat, w którym nie będzie religii, a zostanie zapełniony ludźmi duchowymi, istotami ze światła, które nie boją się nie zatrzymywać w drodze i dlatego nie wiążą ani z kościelnym budynkiem, ani nie zamykają się w pułapce jednej religijnej tradycji, wiedząc, że nie ma takiej definicji, dogmatu, interpretacji ani liturgii, która byłaby w stanie opisać i uprzystępnić Boga.

Zanik granicy pomiędzy sacrum profanum w biblijnej perspektywie nie oznacza tragedii, ale zysk. Dlaczego? Ponieważ Bóg, jako Święty zstąpił w ziemską przestrzeń i czas, aby każde życie i każdą osobę zbawić. Zanik granicy pomiędzy sacrum profanum oznacza totalne uświęcenie ludzkiego życia, bez względu na istnienie świętej przestrzeni bądź jej brak. Spoglądając na sekularyzm z biblijnej perspektywy, można pojąć, że świętość jest sprawą relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem, a w konsekwencji także pomiędzy ludźmi.

Panowie Biskupi, obyście byli świadomi, że świętość dzieje się zawsze i wyłącznie w codziennym byciu człowiekiem. Dziś nie znajdziecie schronienia w świętych murach kościołów, ani nie wmówicie ludziom, że reprezentujecie Boga, jeśli nie będziecie ludźmi totalnie prawdziwymi, absolutnie szczerymi, ludźmi nagimi w swej istocie, którzy nie potrzebują karnawałowych przebieranek.

Chcecie objawiać świętość Miłości?

Chcecie uratować autorytet Kościoła, zwłaszcza w oczach Młodzieży i ludzi cierpiących?

Dla przykładu proponuję, skrzyknijcie się czym prędzej, nie czekając na Święta Rodziny, jak nazywacie Święta Narodzenia Pańskiego, i stańcie po stronie rodzin. Gdybyście jeszcze wpadli na pomysł, że chętnie pomogą Wam Biskupi z innych Kościołów, np. zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej, byłoby cudownie.

Wiecie o tym, że teraz do chorych i umierających w szpitalach nie mają dostępu nawet najbliżsi członkowie rodzin? Że wielu umiera nie z powodu choroby, ale ze strachu, w poczuciu osamotnienia w doświadczeniu choroby i zimnego oddechu śmierci, bez wspierającej obecności tych, których kochają? To odhumanizowanie procesu chorowania i umierania, a także całkowitą bezduszność medycznych procedur, przygotowanych przez ludzi, którzy resztki czułej delikatności pochowali w piętach, właśnie Wy powinniście od kilku tygodni próbować zmienić. To jest Wasza rola, jako totalnie zanurzonych w świetle Boga, aby światłość życia i miłości świeciły ludziom, którzy mają się źle.

Wszak do znudzenia powtarzacie, że godność ludzkiego życia jest najważniejsza.

Dlaczego krzyczycie na Kobiety, że nie chcą rodzić poczętych dzieci, skoro nie jesteście jednoznacznie konsekwentni wobec Księży, gwałcących narodzone dzieci? Dlaczego nie wyciągacie wniosków z obserwacji zachowania mężczyzn, zmuszonych do samotnego życia na plebaniach, czego skutki pod postacią alkoholizmu i rozwydrzonego seksualizmu od setek lat toczą Waszą kościelną strukturę?

Wszak do znudzenia powtarzacie, że Rodzina jest najważniejsza.  

Dlaczego nie wspieracie Młodzieży, zwłaszcza Dziewcząt, dla których jedynym sposobem na uniknięcie codziennego bicia, wyzywania i gwałtów jest ucieczka z domów i rodzin? Duża część z nich nie ma szczęścia i kończy w więzieniach jako napiętnowani przestępcy, a tymczasem wystarczyłoby, żebyście wreszcie zabrali się za porządną pracę z Mężczyznami i chociaż próbowali uświadomić, że nie mają prawa własności do swoich rodzin, ale obowiązek ochraniania Kobiet i wspierania Dzieci.

Wszak do znudzeni powtarzacie, że Młodzież jest przyszłością Kościoła.  

Nie straszcie ludzi sekularyzmem. Zabierzcie się  do pracy, którą od dawna wykonuje Bóg w człowieku. Czas zrzucić fatałaszki i zostać prawdziwym człowiekiem. Karnawał się skończył.

Od reaktywności do proaktywności

Ostatnio modne są nazwy, emblematy i ruchy PRO…, od prozdrowotnych, przez prorodzinne, po pro-life.

Miło patrzeć, że tak się uaktywniliśmy. Aktywność jest zdrowa, służy życiu, jest wyrazem mądrości. Jednak olbrzymią różnicę robią dwa prefiksy: RE i PRO.  

Życie w sensie ścisłym, to znaczy takie, które się przeżywa, a nie jakiś cudowny sposób na przeżycie życia jakoś, to bez wątpienia aktywność, jednak zawsze tylko z jednym z nich, a mianowicie PRO. Tylko, czy aby na pewno wszystko, co nosi nazwę, utworzoną z tym prefiksem, jest naprawdę tym, co próbuje udawać?

Wolność, o którą toczy się gra na polskich ulicach i w gabinetach polityków, jest nie do pomyślenia bez odpowiedzialności. Są jak dwa skrzydła, bez których człowiek spada, niczym mityczny Ikar. Wolność jest nam dana, czasem zadana, więc albo wywalczona, albo darowana, abyśmy byli odpowiedzialnie aktywni. Czy automatyczna reakcja na jakąś akcję jest przejawem wolności? Jeśli tylko reagujemy według wyuczonego schematu albo poddajemy się emocjonalnej energii, która wyłania się z naszej instynktownej natury bez próby zobaczenia jej i zrozumienia skąd się wzięła i do czego prowadzi, bez wątpienia działamy wówczas na oślep, w sposób nieświadomy i reaktywnie.

Z ciężkim sercem muszę to napisać, ale tak żyją i postępują niewolnicy Lewiatana, potwora podświadomości i umysłu tłumu, który decyduje za jednostkę. Takie postępowanie nie jest wolnym działaniem, ale instynktowną, wyuczoną, nieświadomą reakcją na sytuację.

Odpowiedzialne działanie wolnej osoby zawsze jest proakcją. Wolny człowiek nie działa instynktownie, nieświadomie ulegając emocjom. Jego działanie nie może być tylko reakcją, ponieważ reagując automatycznie staje się niewolnikiem osoby bądź grupy społecznej, która celowo podjęła jakąś akcję.

Wydaje mi się, że to nie jest jakoś specjalnie trudne do zobaczenia i zrozumienia. Tymczasem indywidualnie i w ludzkim tłumie, rojąc sobie iluzje o wolności, wolimy wybierać działania reaktywne, zamiast proaktwne, które oznaczają, że niczemu, absolutnie niczemu, nie pozwalamy się sprowokować!!!!!!!!!!!

Po pierwsze zatem, skoro wystąpiła jakaś akcja wymierzona w nas, nie reagujemy niczym maszyna, ani wyuczone zwierzę.

Po drugie wpierw nabieramy dystansu (to jest właśnie pokora w sensie ścisłym, ponieważ każda reakcja jest wyrazem pychy, że jestem na tyle mądry i silny, aby sobie poradzić), aby poczuć i zrozumieć emocję, która pojawiła się w nas na skutek czyjejś akcji. To najważniejszy krok do odzyskania kontroli nad sytuacją i władzy nad sobą, więc akt wolnej akcji! Reakcja zawsze jest kontrolowana uprzednią akcją, a więc sama w sobie jest wyrazem niewoli.

Po trzecie zaczynamy myśleć, co możemy dla siebie zrobić w sposób wolny, a nie poddany kontroli, ponieważ już nie jesteśmy poddani emocjom. To kolejny akt wolnego działania.

Po czwarte wreszcie wybieramy najlepsze i najkorzystniejsze rozwiązanie, aby nie marnować własnego potencjału, życiowej energii, ale co najważniejsze, aby przejąć pełną kontrolę nad sytuacją. Wówczas bowiem wydarza się prawdziwy cud:  Przejmujemy inicjatywę w sytuacji, w której ktoś chciał nas zmanipulować, wymuszając na nas przewidywalną reakcję!

Na tym polega rzeczywista, a nie urojona proaktywność  ludzi wolnych.

Mamy więc ruch pro-life, który jest tylko wydmuszką oraz iluzją odpowiedzialnego działania na rzecz życia. Dlaczego? W istocie jest bowiem reakcją na wolną aborcję, która nie liczy się z cudem życia. Proaktywność tego ruchu musiałaby obejmować edukację seksualną, wspieranie Kobiet we wszystkich bez wyjątku sytuacjach życiowych, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na mężczyzn, którzy z przyjemnością partycypują w połączeniu gamet, ale przed urodzonym dzieckiem (często także nie urodzonym) uciekają, gdzie pieprz rośnie!

Dlaczego na przykład w Polsce nie podnosi się do poziomu dyskusji publicznej problemu stosunku seksualnego wymuszonego przez mężczyznę, w wyniku którego kobieta zachodzi w ciążę bez swojej woli?  

Na akcję pro-life pojawił się bunt, wściekłość Kobiet, czyli reakcja. Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widać proaktywności. Na czym mogłaby polegać w wykonaniu protestujących Pań? Na zrozumieniu, gdzie tkwi prawdziwa przyczyna antyaborcyjnej akcji i wykorzystanie energii w taki sposób, aby nie wywołać kolejnej reakcji, a w konsekwencji osiągnąć wolność działania.

Zawsze należy zadać dwa pytania: Dlaczego ktoś próbuje mnie sprowokować? Co mogę osiągnąć, nie reagując? Przypominam, że brak reakcji nie jest równoznaczny z brakiem akcji. Brak reakcji jest początkiem świadomego działania.   

W tym tekście nie chcę wskazywać konkretnych rozwiązań ani radzić. Moją intencją jest tylko to, co sugeruje tytuł, zatem pokazanie prostego mechanizmu odzyskiwania wolności. Co prawda wykorzystałem konkretną sytuację społeczną, w której wszyscy uczestniczymy, jednak ów prosty mechanizm można stosować zawsze. Dzięki niemu odzyskujemy wolność i świadomie tworzymy drogę życia.

Dodam na marginesie, że w ten sposób czyścimy nasze związki z przeszłością i rozwiązujemy więzy zobowiązań wobec ludzi, sytuacji i własnych decyzji z bliższej, dalszej i baaaaardzo dalekiej przeszłości.

Bądźmy proaktywni, niech przeszłość nie determinuje naszego TERAZ.

Nad wodami chaosu widać tęczę nowego człowieka

Każdego dnia przed południem i wieczorem przeglądam na fb wpisy oraz relacje z tego, co począwszy od ubiegłej zimy dzieje się nie tylko w Polsce i odczuwam coraz większy smutek.

Naocznie przekonuję się, jak prosto i szybko ludzie związani z Kościołem, ale również zdystansowani do instytucjonalnej religii i dbający o swoją duchowość w dystansie do tradycyjnego chrześcijaństwa, dają się zwodzić, manipulować i wykorzystywać. Gdzie podziała się wiara, nadzieja, miłość, duchowy wgląd, intuicja, mądrość Ducha i Światłość, z której jesteśmy utkani? Może nigdy ich nie było?

Wczoraj przed południem umieściłem na blogu tekst o dobru i złu, ponieważ poczułem się zobowiązany. Pisząc pierwsze i ostatnie zdanie byłem przekonany, że rozczaruję wszystkich bojowników. I tak się stało, ponieważ moja refleksja nie nadaje się do walki. Nikt nie otrzyma ode mnie miecza, którym chciałby walczyć z innymi i w efekcie samemu od niego zginąć. Jedynym orężem duchowej walki może być Słowo, przenikające duszę do szpiku kości. Słowo, które odmienia myślenie, aby życie według ciała stawało się życiem według Ducha.

Zmiłujcie się nad sobą wszyscy, którzy macie się za ludzi Chrystusa, albo za duchowych i oświeconych! Posłuchajcie Mistrza: „Niechaj biodra wasze będą przepasane i świecie zapalone. Wy zaś bądźcie podobni do ludzi oczekujących pana swego, aby mu zaraz otworzyć, kiedy wróci z wesela, przyjdzie i zapuka. Błogosławieni owi słudzy… (…) Jeśliby zaś ów sługa rzekł w sercu swoim: Pan mój zwleka z przyjściem, i zacząłby bić sługi i służebnice, jeść, pić i upijać się. Przyjdzie pan sługi owego w dniu, w którym tego nie oczekuje, i o godzinie, której nie zna, usunie go i wyznaczy mu los z niewiernymi. Ten zaś sługa, który znał wolę pana swego, a nic nie przygotował i nie postąpił według jego woli, odbierze wiele razów. Lecz ten, który nie znał, choć popełnił coś karygodnego, odbierze niewiele razów. Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać. Ogień przyszedł rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął” (Łk 12,35-49).

Gdy przestajemy być czujni, nasze biodra są rozpasane, a świece zgaszone. Więc zamiast czuwać, nasłuchiwać Ducha, a nie wieści ze świata, myśleć słowami Boga, postanawiamy sami zrobić porządek ze złem. Jeśli jednak w człowieku nie świeci wewnętrzne światło i jest zanurzony w ciemnościach, jak może rozpoznać ciemność na zewnątrz?

Większość ludzi zatraca się w strachu przed niebezpieczeństwem albo w poczuciu wstydu i winy, gdy ulegają niepohamowanym przyjemnościom świata. Pierwsi to Ci, którzy od wiosny panicznie boją SARS-COV-2 i zgodzą się na wszystko za obietnicę ochrony. Drudzy natomiast tematem aborcji dali się sprowokować władzy.

Jedni i drudzy są pijani życiem zmysłowym, cielesnym, ziemskim, ponieważ ich biodra nie są przepasane. Co to znaczy praktycznie? W biodrach ukryte są dwa ośrodki emocjonalno-energetyczne, odpowiedzialne za życie, przeżycie i przyjemności. Chociaż często wydaje się takim ludziom, że są niebywale rozwinięci duchowo albo naśladują Jezusa Chrystusa, w istocie przypominają zwiniętego węża, ukrytego między kamieniami. Człowiek duchowy wzbija się wysoko na orlich skrzydłach i z duchowej perspektywy widzi złożoność sytuacji oraz siebie w niej.

Dopiero po opasaniu bioder, gdy nie rządzi nami strach, wstyd i wina, czyli po wyciszeniu zmysłów, a następnie po zapaleniu wewnętrznego światła z pomocą modlitwy, medytacji i słuchania Słowa, otrzymujemy dary Ducha: wiedzę duchową, mądrość życia, zdolność widzenia w prawdzie, roztropność, dar uzdrawiania i poradnictwa. Odnajdujemy wówczas właściwy kierunek życia ku nieśmiertelności.

Głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej, której żaden z władców tego świata nie poznał… ” (1 Kor 2,7n);

I ja, bracia, nie mogłem mówić do was jako do duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Poiłem was mlekiem, nie stałym pokarmem, bo jeszcze go przyjąć nie mogliście, a i teraz jeszcze nie możecie. Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujcie?” (1 Kor 3,1-3);

A jeśli nawet ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną, w których bóg tego świata zaślepił umysły niewiernych, aby ich nie olśnił blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga” (2 Kor, 4,3n);

O tym mamy wiele do powiedzenia, lecz trudno wam to wyłożyć, skoro staliście się ociężałymi w słuchaniu. Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego” (Hbr 5,11n).

Człowiek podporządkowany tyko ziemskim sprawom i cielesnym zmysłom nie pojmuje wewnętrznych zjawisk i duchowych nauk o Królestwie Wiecznego Światła. Zanurzony w ciemnościach jest zmanipulowany i wykorzystany przez boga tego świata, więc walczy metodami ciemności. W efekcie po świecie rozlewa się morze cierpienia i zła.

Do rzeczy zatem.

Przyjaciele, którzy wystraszyliście się SARS-COV-2 do tego stopnia, że zamiast wykorzystywać dobry czas na rozwijanie duchowego życia, dbacie przede wszystkim o cielesne przeżycie, zobaczcie wreszcie, że życie, zresztą jak zawsze, po prostu płynie i zmienia się, a świat już nigdy nie będzie takim, jakim zapamiętaliśmy go w ubiegłym roku. 

Przyjaciele, którzy daliście się złapać w zręczną pułapkę władzy, zobaczcie, że w nowych warunkach życia na ziemi, które przez kilka najbliższych lat będą się coraz wyraźniej unaoczniać, nie będzie miejsca dla wielu zawodów, aktywności, sposobu życia, wyrażania siebie, i dlatego zdecydowaną większość z nas trzeba do tego stopniowo przygotowywać. Jedna z możliwych interpretacji tego, co w Polsce kilka dni temu zrobiła władza, jest taka, że marginalizując protesty wielu grup zawodowych, które powoli tracą dotychczasowe źródło utrzymania i poczucie bezpieczeństwa,  wszczęto wojnę z kobietami, z której za jakiś czas będzie można wycofać się bez poważnej straty. Panie będą wówczas zadowolone, ale kto będzie jeszcze pamiętał i przejmował się pracownikami wielu branż i właścicielami firm, łącznie z rolnikami, nastawionymi na hodowlę zwierząt, którzy albo dostosują się do nowej ziemi i nowego życia na ziemi, albo wpierw staną się marginesem społecznym, a potem zaczną umierać z powodu, żalu, gniewu, smutku i zawiedzenia życiem?

Proszę wszystkich, którzy właśnie ogłosiliście wojnę i z poczuciem misji wybraliście się, aby walczyć z ciemnością, obudźcie się ze snu! Wasi przeciwnicy widzą w Was dokładnie tą samą ciemność, którą Wy widzicie w nich, a z boku dobiega chichot boga tej ziemi, który wykorzystuje Was do osiągania swoich celów.

Wzbijcie się na skrzydłach duchowego postrzegania wysoko ponad to wszystko i zamiast ulegać pokusie analizy wszystkiego z poziomu strachu, fizycznych potrzeb i przyjemności życia, spójrzcie na to syntetycznym okiem orła. Na dole, z poziomu węża, który kusi, wszystko wydaje się być czarne albo białe. Przekonani o tym podziale, powtarzacie niczym mantrę, że nie ma szarości. To prawda, że nie ma szarości, ale dlaczego? Ponieważ ponad dobrem i złem, czyli światłem i ciemnością, jest tęcza wszystkich kolorów życia, której źródłem jest Światłość Wiekuista, Światłość ponad wszystkim, co uległo podziałowi, Światłość, z której wszystko zostało stworzone.

Tęcza jest znakiem Nowego Człowieka, z którym Boże Źródło Światłości zawarło przymierze. Tęcza zawsze pojawia się ponad chaosem, w którym giną wystraszone istoty, poddane żądzom.

Wszyscy, którzy ogłosiliście wojnę, nie dostrzegacie, że sami ze sobą walczycie w wodnej topieli, w której i tak zginiecie co do jednego. Nie ważne czy to będzie mieć miejsce w szpitalu, w miejscu pracy i na ulicy albo pożarci piołunem żalu i gniewu, że coś minęło, a Wy nie zdążyliście się tym nacieszyć, może zginiecie we własnych domach. Nie dostrzegacie, ponieważ ogłosiliście wojnę i starliście się ze sobą w amoku walki o wartości, których nie ma; stan świata, który przemija; posiadanie rzeczy, stanowisk i godności, które nigdy nie były Wasze. 

Proszę, nie walczcie! Uwierzcie, że w blasku zapalonej świecy, czyli duchowego światła, którego źródłem jest Wieczna Światłość, każdy może wznieść się na poziom widzenia, z którego dostrzega się duchowe przyczyny i materialne skutki. Będziecie wtedy bezpieczni, bo oddani Duchowi Życia i Miłości.

Ziemia zmienia się nie do poznania. Nie pozwoli nam dłużej zadawać jej cierpienia kolejnymi drążonymi przez nas dziurami i wkręcającymi się w nią świdrami.

Wszystkie stworzenia nas kochają, a my traktujemy je wyłącznie jako energetyczny zasobnik. To też się zmienia. Stworzenie upomina się o swoje prawo do szczęśliwego i spokojnego życia. Zwierzęta nie chcą wiecznie przed nami uciekać i cierpieć w klatkach, czekając na swoją śmierć. Bezpowrotnie przemija postać życia, w którym nie liczyliśmy się z cierpieniem innych istot. Kto nie rozumie i nie chce się przystosowywać będzie musiał odejść z błękitnej planety, prędzej aniżeli wynikałoby to z naturalnego cyklu życia. 

Jesteśmy uczestnikami gwałtownych zmian cywilizacyjnych, zwłaszcza o genezie religijnej i politycznej. Dla starej, zinstytucjonalizowanej i strukturalnej postaci religii, której prawa i rytm życia wyznaczają mężczyźni, nie ma już miejsca. Zarzynane zwierzę co prawda ryczy i wierzga z bólu, ale i tak padnie. Najbardziej prymitywna postać religii strachu, oparta na prawie, ale też tylko nieco bardziej wysublimowana religia moralności, oparta na winie, oraz religia rozumu, której podstawową energią jest poczucie wstydu, transformują w duchowość, czyli wewnętrzne doświadczenie wiary, nadziei i miłości.

Po świecie systematycznie rozlewa się energia żeńska. Co prawda teraz ujawniło się jej bardzo dużo pod postacią męskiej agresji, co niepokoi i do pewnego stopnia budzi uzasadniony sprzeciw, niemniej wściekłość po jakimś czasie minie, a cywilizacja będzie coraz bardziej przypominała Marię, rodzącą duchowe zbawienie. Zadaniem Józefa nie będzie rządzenie, ale ochranianie duszy ludzkości przed siłami zła. O ile dotychczasowy feminizm był cierpliwy, o tyle w ciągu najbliższej dekady należy się spodziewać, że męskie głowy pospadają z politycznych, religijnych i naukowych cokołów. Prezesury, prezydentury, stanowiska, autorytety i społeczne drabiny, po których wspinają się męskie energie, przestaną mieć znaczenie. Ambicję zastąpi charyzma, zaś władzę i potrzebę sprawowania kontroli zastąpi wiara i miłość.

Również w obszarze nauki i wiedzy empirycznej, które zostały skrojone na miarę męskiego rozumu i męskich ambicji, w najbliższej dekadzie, może dwóch,  nastąpi zdecydowany zwrot ku syntezie materii z duchem. Zacznie liczyć się intuicja, wgląd, zdolność do symbolizowania i narracji, która nie relacjonuje wyników badań, ale kreuje rzeczywistość na miarę wyobraźni, odwagi i wiary. Przestaną liczyć się profesury, osiągnięcia, cytacje oraz inne pragnienia męskiego EGO. Miejsce uczonych wykładów będą zajmować narracje mądrościowe, a wyniki badań zastąpią wyobrażeniowe struktury mentalne, dzięki którym współuczestnicząca uwaga słuchaczy będzie potęgowała zmiany w świecie. Za kilka lat okaże się, że klasyczne uniwersytety w nowych warunkach nie działają jak należy i dlatego nie będą potrzebne. Podobny los spotka tradycyjne szkolnictwo. Może wreszcie urzeczywistni się moje marzenie sprzed lat, że szkoły zmienią profil i przyjmą nazwę Domów Mądrości?

Przyjaciele, naprawdę nie widzicie, nie czujecie i nie słyszycie, że stary świat przemija bezpowrotnie? Nie zatrzymacie go między palcami ani żałosnym płaczem, ani siłowymi rozwiązaniami. Pozostaje duchowa praca i ufne poddanie się zmianom.

Świat od roku pogrąża się w topieli. Zapanował chaos, który będzie trwał kilka lat. Niemniej potem, czyli po potopie, na niebie naszych dusz pojawi się tęcza nowego człowieka i nowej ziemi. Właściwie już jest widoczna, ale tylko przez tych, którzy nie dają namówić się na wojnę i zamiast wyrządzać zło, rozwijają się duchowo w ciszy i zaufaniu. Nie dajcie się wciągnąć pod wodę, bo będzie po Was! Nie wierzcie tym, którzy potrzebują Waszej energii emocjonalnej i ekonomicznej. Manipulują Wami i zniewalają Was, wmawiając czerń i biel.

Prawdziwa i Boża jest tylko tęcza!

Wszyscy, którzy jako chrześcijanie wierzycie Prawu, zaufajcie Ewangelii. Porzućcie potrzebę władzy i zadbajcie o wiarę. Przejdźcie w przestrzeń Miłości!

Wszyscy, którzy praktykujecie jogę, wierząc w dyscyplinę, zaufajcie tantrze. Porzućcie potrzebę kontroli i zadbajcie o ekstazę. Przejdźcie w przestrzeń Miłości!

Prawdziwa jest tylko tęcza, znak wiecznej Miłości, która jest Światłem Życia. Z perspektywy Miłości zobaczycie złożoność życia i cudowność stworzenia. Zachwyceni Miłością uratujecie swoje dusze z chaosu, wojny, cierpienia i śmierci.