Samotność

Współczesna psychologia, a zwłaszcza kierunki zależne od freudyzmu utrwalają przekonanie, że satysfakcjonujące i szczęśliwe życie wiodą ludzie, pozostający w trwałych związkach o charakterze intymnym. Przyjęło się uważać, że bez towarzystwa i serdecznych uczuć, bez udanego związku o charakterze emocjonalnym i erotycznym, człowiek nie może być szczęśliwy. Tymczasem biogramy wielu twórczych i odważnych ludzi przeczą temu poglądowi. Wygląda wręcz na to, że zwłaszcza artyści, humaniści i przywódcy religijni, obdarzeni niespotykanym i twórczym talentem, mają problem z założeniem rodziny i utrzymywaniem bliskich relacji. Czy dlatego, że nieprzeciętnymi talentami i niepospolitym życiem budzą namiętności bądź zazdrość? A może dlatego, że jako ludzie ideowi nie znoszą sprzeciwu oraz innych poglądów czy też po prostu są nieprzystosowani do życia?

Zwolennicy teorii o związku szczęścia z pozostawaniem w satysfakcjonującym i długoletnim związku często dzielą przekonanie, że wyjątkowo utalentowani artyści i myśliciele są ludźmi niestabilnymi psychicznie. Co prawda miewają przelotne romanse i wchodzą w związki, czasem nawet długoletnie, aczkolwiek emocjonalnie wyczerpujące i dramatyczne. Mimo wszystko w swej najgłębszej istocie nie są zdolni do budowania trwałych relacji.

Tak oczywiście mogłyby brzmieć negatywna interpretacja samotności, tymczasem łatwo sobie wyobrazić, że to psychoanaliza, a przynajmniej niektóre jej kierunki, uzależniając szczęście od stabilnych relacji, utrwaliła błędny pogląd. Sprowadziła tym samym niepotrzebnie cierpienie i chaos w życie ludzi, którzy doświadczyli, że samotność jest wprost zbawienna dla zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia. 

Wbrew rozpowszechnionej opinii samotność jest emocją pozytywną i nie trzeba się jej bać. Dopiero dramatyczne próby utrzymania relacji za wszelką cenę, a szczególnie lęk przed samotnością, sprowadza w ludzie życie choroby i cierpienie. Aby to zrozumieć wpierw trzeba pojąć różnicę pomiędzy pozornie podobnymi doświadczeniami, których energie w rzeczywistości są przeciwstawne. Jednemu na imię samotność, drugiemu osamotnienie.

Samotność jest odczuciem wewnętrznym, uświadamiającym podstawową prawdę o ludzkiej egzystencji. Osamotnienie jest doświadczeniem zewnętrznym, polegającym na izolacji społecznej. Samotność jest stanem naturalnym, który dla własnego zdrowia i szczęścia trzeba zaakceptować jako oczywistość życia na ziemi. Z kolei osamotnienie jest cierpieniem człowieka, który boi się samotności i dlatego ucieka przed samym sobą, przed prawdą o sobie.

Samotność nie jest przekleństwem, ale szczęśliwym doświadczeniem, w którym człowiek godzi się na samego siebie, wiedząc, że i tak nikt go nigdy nie zrozumie. Samotni się rodzimy i samotni umieramy. Ani w pierwszym przejściu, ani w drugim nikt nie może nam towarzyszyć, więc oczekiwanie, że pomiędzy nimi wydarzy się jakiś cud wyzwolenia z samotności, jest naiwną mrzonką, która kosztuje wiele bólu.

Człowiek samotny ma się dobrze sam ze sobą. Poznaje swój wewnętrzny świat, w który nie może wejść nikt inny poza nim samym. Poznaje siebie, zgadza się na siebie i nie oczekuje, że ktoś będzie mu bezwarunkowo towarzyszył. Samotność jest więc szansą na duchowe wzrastanie. A co najważniejsze, człowiek. który  wewnętrznie zgodził się na egzystencjalną samotność łatwo i szybko wychodzi z osamotnienia.

Samotność jest szansą na duchowy rozwój i osiągnięcie kolejnego poziomu mądrości, ponieważ jej najważniejsze pytanie brzmi: Kim jestem? Bojąc się tego pytania, a właściwie odpowiedzi na nie, uciekamy przed sobą w kolejne związki, brniemy w złe znajomości i za wszelką cenę bronimy relacji, które od dawna nas wyniszczają. Sądzimy, że bycie z kimkolwiek jest warunkiem podstawowego poziomu szczęścia i satysfakcji bez względu na to, czy ta osoba naprawdę kocha i pomaga nam w rozwoju, czy zatruwa i energetycznie wyniszcza.  

Tymczasem osamotnienie jest zewnętrzne, dotyczy relacji i udziału w życiu społecznym. Ludzie, bojący się życiowej samotności, w rozpaczliwym odruchu ratunku chcą za wszelką cenę uczestniczyć w życiu innych, pleść siatkę wzajemnych powiązań, żeby tylko uniknąć osamotnienia. Mimo wszystko warto wziąć pod uwagę fakt, że im większą presję wywieramy na innych, aby dopuścili nas do swojego życia i do swoich grup społecznych, albo na samych sobie, aby wytrwać w toksycznym związku, tym bardziej inni od nas uciekają, chroniąc swoją intymność i prywatność. W konsekwencji tracimy spokój ducha i szacunek do samych siebie. W ten sposób powstaje błędne koło, które pogłębia nie tylko osamotnienie, ale też wewnętrzne odczucie samotności.

Jedynie przy pełnej zgodzie na samotność możemy wyjść z izolacji osamotnienia, ponieważ wówczas na nikim nie wywieramy presji, aby swoją obecnością wypełnił wewnętrzną dziurę, powstałą w konsekwencji ucieczki przed prawdą o sobie. Wówczas zaczynamy też pojmować, że samotność wcale nie jest przeklęta, ponieważ otwiera nową perspektywę życia. Co prawda oznacza kryzys, ale taki, który ustanawia nowy porządek.

Człowiek, kochający samego siebie, który bez względu na okoliczności życia ma się ze sobą dobrze, może spokojnie i szczęśliwie żyć sam. Nie cierpi z tego powodu. Rośnie w wewnętrzną siłę, staje się pewny siebie i swoich potrzeb. Jest coraz bardziej świadomy swoich potrzeb i drogi życia. Tylko taki człowiek staje się piękny duchowo i atrakcyjny dla innych. Nikt przed nim nie ucieka, a wręcz odwrotnie wielu z radością zaprasza go we własną przestrzeń i czas życia.

Z powyższego wynika, że pogłębionemu pojmowaniu samotności sprzyja pamięć o naturze miłości.

Miłość do siebie nie musi być egoistyczna. Jeśli jest samoakceptacją i samorealizacją, w jej konsekwencji pojawia się radość z życia i wewnętrzny spokój, że wszystko dokładnie tak się dzieje, jak powinno. Więc jedynie człowiek kochający siebie może równocześnie doświadczyć miłości i pełnej akceptacji ze strony innych ludzi. Kto sądzi, że większą miłość okaże innym, siebie nie kochając, w rzeczywistości rujnuje swoje życie i potencjalny związek. Kochać można tylko w taki sam sposób, w jaki kocha się samego siebie.

To jest trudne zwłaszcza dla ludzi, którzy w dzieciństwie nie doświadczyli pełnej i bezwarunkowej miłości rodziców, ale musieli na nią zasługiwać, a być może niejednokrotnie brali na siebie także winę za nieporozumienia pomiędzy rodzicami. W dorosłym życiu postępują wciąż według tego samego wzorca. Próbują zapracować na miłość, zaskarbić ją, zasłużyć sobie na nią, jednocześnie czując się winnymi rozpadu np. związku z partnerem.

Nie ma czegoś takiego, jak zasługiwanie na miłość, ponieważ miłość zawsze jest bezwarunkowa i pomimo wszystko. Miłości nie ma się za coś, ponieważ jest czystym darem. Wtedy we wszystkich wymiarach działa jako przepływ życiowej energii, która zaczyna dotykać i uszczęśliwiać wszystkich ludzi. To tłumaczy, dlaczego akceptacja siebie i radość z życia warunkują wyjście ze społecznej izolacji i osamotnienia.

Kto pragnie spokojnie i świadomie wykorzystać cały potencjał życiowej energii, nie demolując ani wewnętrznego brzegu satysfakcji i spokoju, ani zewnętrznego brzegu relacji i przynależności, musi pojąć, że lęk przed samotnością, bezlitośnie sprowadza ją w życie pod postacią osamotnienia, zaś pochwała samotności jest cechą ludzi najbardziej pożądanych w każdym towarzystwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 + 2 =