Trójkąt bermudzki

Podobno mam się utożsamiać. Przynajmniej tak usłyszałem 11 listopada, w przeddzień kolejnej pamiątki mojego lądowanie na błękitnej planecie. Mam się utożsamiać z narodem, z emblematami i jakimś chorym tekstem, który nijak ma się do chrześcijańskiej tożsamości tego narodu: „Co nam obca przemoc wzięła, siłą odbierzemy”. Nigdy nie potrafiłem utożsamić się z tymi słowami. Od dzieciństwa budziły we mnie sprzeciw. Dlaczego miałbym stosować siłę skoro Mistrz z Galilei jej nie stosował i w dodatku mam prężyć się jak paw, gdy inni prorokują cierpienie, śmierć i łzy?

Dlaczego biel i czerwień są ważniejsze od innych kolorów? Wreszcie dlaczego jakiś ambitny polityk, ale marny uczeń na lekcjach historii, każe mi utożsamiać się z narodem w imię rocznicy zrzucenia zaborczego jarzma, stojąc na ziemi, która pod żadnym zaborem nie była? Więcej, oczekuje mojego utożsamienia się z narodem, gloryfikującym Piastów, którzy nie wiedzieć czemu budowali obronne warownie na granicy ze Śląskiem. Skończyło się na tym, że jeden z nich dość skutecznie zrzekł się roszczeń do Śląska, a polska historiografia obdarowała go przydomkiem Wielki.

Pozornie to jest komedia, jednak w rzeczywistości ani ona, ani dramat. To jest celowe i uporczywe stalkowanie mojej duszy, które powinienem zgłaszać na policji.

Żeby nie było łatwo i prosto opiszę jeszcze jeden rozdział moich przygód ze stalkingiem. Zstępując ku początkowi listopada, dzień przed Świętem Niepodległości, czyli 10 listopada 1483 r. urodził się Marcin Luter, genialny teolog, choć w codziennym życiu pewnie nie zawsze do rany przyłóż… Chociaż chciał reformować Kościół, związany z patriarchą Rzymu, wyszedł mu nowy, całkiem przyzwoity, bo patriarcha nie do końca był świadom swego Kościoła. I tak po upływie mniej więcej 500 lat także moją duszę porwał Duch na pustynię teologicznych kwestii. Potem oczywiście pojawiło się we mnie pytanie, co mam z tym począć?  Więc począłem się jako ksiądz w Kościele, którego co prawda Luter nie chciał, ale że patriarcha Rzymu z kolei nie chciał Lutra u siebie w Kościele, więc miałem wybór.

Nie bardzo wiem, czy byłem wtedy mało czujny, czy nieświadomy? Nie żebym łkał i narzekał, ale na kwadrans przed aktem ordynacji ówczesny Biskup Kościoła E-A w RP wziął mnie na bok i zakomunikował: „Dobrze się zastanów, bo będziesz żałował”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy po przyjacielsku tak do mnie mówił, ale wkrótce się dowiedziałem, doświadczywszy skutków jego planów. Gdy odpowiedziałem: „Ok. Wchodzę w to, bo i tak nie mam wyboru, skoro Duch Święty tak postanowił”. Chwilę potem włożył na mnie dłonie w asyście dwóch zacnych duchownych, z których jeden asystował też wiele lat wcześniej przy sprowadzaniu mojej duszy na planetę, i kazał przysięgać na wierność księgom wyznaniowym Kościoła E-A, czyli luterańskiego. I tak zaczęła się druga odsłona uporczywego stalkowania mojej duszy. Doszło do tego, że przed dwoma laty z okładem przez innego Biskupa zostałem wezwany do wysłuchania informacji, że moja interpretacja tekstów biblijnych nie jest tradycyjna, więc na uczelni nie mogę dalej prowadzić wykładów z biblistyki.

Jasny pieron. Rozumiecie to? W Kościele, który powstał jako konsekwencja nietradycyjnej wykładni tekstów biblijnych, dokonanej przez Marcina Lutra, 500 lat po tamtych wydarzeniach zabrania mi się nietradycyjnej wykładni. Czyli Duch Święty jest jak dżin, łaskawie wypuszczany z butelki, jeśli taka jest wola Kościoła i jego elit, natomiast ja mam się utożsamiać z tradycją, bo nie znam zaklęcia, którym mógłbym butelkę otwierać. Gdybyż to tylko o mnie chodziło, nie byłoby wielkiej straty, ale przecież największą świętością Kościoła jest tradycyjne nauczanie, z którym powinni utożsamiać się wszyscy wyznawcy Jezusa Chrystusa.

W ten sposób dotarłem do końca wątku autobiograficznego, aby móc z niego wyłuskać te dwa pojęcia, które zamrażają ludzką ewolucję i marnotrawią boski potencjał ludzkości: tradycja i tożsamość. Same w sobie niezwykle wartościowe i treściwe, jednak naprawdę sprytnie przeformatowane i wykorzystywane w taki sposób, aby były skutecznymi narzędziami ucisku i zniewolenia ludzkich dusz.

Ludzie, siedzący w ciemnościach i niewidzący światła, stworzyli z nich coś, co nazywam trójkątem bermudzkim, w którym bezpowrotnie ginie wiele ludzkich dusz. Jeśli zaś mówię o trójkącie, zatem w czym należałoby upatrywać trzeciego kąta, wyznaczającego przestrzeń szeolu? Oczywiście w prawie, praktykowanym mniej więcej w ten sposób, z którym zetknął się Mistrz z Galilei, co do którego musiał bezceremonialnie orzec: „Sabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu” (warto poznać kontekst tej wypowiedzi, więc zachęcam do lektury Mk 2,23-28).

Prawo, tradycja i tożsamość są niczym łóżko Prokrusta, na którym ginie każdy, przykrawany albo naciągany do odpowiedniego wzorca. W istocie wciąż żyje, mimo wszystko bardziej przypominając zalęknione, zawstydzone i odczuwające winę żyjątko, aniżeli istotę boską, utkaną z światła prawdy. Najpierw są narzędziami do odpowiedniego wychowania czyli przyzwyczajenia młodych ludzi do niewolnictwa, a następnie kontroli i represji, jeśli w toku dojrzewania i rozwoju chcą rozwinąć skrzydła i ulecieć ku światłości. Stosują je Kościoły, rządy posługujące się fałszywą ideą narodu, oraz rodzina, znowu sama w sobie wielkie błogosławieństwo, jednak często nieświadomie identyfikująca wychowanie z posłuszeństwem. Zatem triada pojęć: tradycja, tożsamość i prawo, to praktyczna strona triady: Kościół, naród, rodzina. Natomiast jej emocjonalną konsekwencją jest trzecia triada: strach, wstyd oraz wina, swoisty zacisk energetyczny całego ciała, w którym najpierw ustaje rozwój duchowy, następnie funkcje psychiczne, a ostatecznie także funkcje somatyczne.

Co prawda trójkąt bermudzki powoli wytraca destrukcyjną energię, jednak w polskim społeczeństwie siłą inercji będzie pochłaniał jeszcze dziesiątki pokoleń. Dość tego. Jego czas się skończył, a im prędzej go rozmontujemy tym lepiej dla potencjału ludzkości i przyśpieszenia procesu wznoszenia ku światłu, czyli wzrastania w Chrystusie.

O każdym z kątów trójkąta bermudzkiego mam zamiar napisać oddzielny tekst. Na początku zajmę się tożsamością. Zapraszam i proszę o cierpliwość, jeśli następnej refleksji nie napiszę w ciągu jednej godziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

dwadzieścia + 8 =