Wolność, równość… braterstwo?

Po co Kobiety stają się żołnierzami? Co chcą osiągnąć i jakimi metodami?

Ubierają te same mundury, co mężczyźni, tak samo dziwnie po sobie krzyczą, rozkazują i oczekują ślepego posłuszeństwa. Wreszcie, używając śmiercionośnej broni, unicestwiają życie, któremu dają początek.

Czy Kobietom jest potrzebne braterstwo broni?  Czy ludzie potrzebują Kobiet – żołnierek, uczestniczących w braterstwie męskiej krwi, aby zdobywać i zabijać, skoro mają własną krew, zdolną przeobrażać i rodzić? Czy cały świat i ludzkie życie musi być wyobrażone, wypowiedziane i na koniec urzeczywistnione po męsku? Czy naprawdę wciąż musimy walczyć, żeby zdobywać, mieć prawo własności i kontrolować?

Skoro od dawna wiemy, że pokój Boga jest wyższy od każdego  rozumu, nie tylko ludzkiego, ale też innych istot, czyli pochodzi wprost z miłości, czy w ogóle można sobie wyobrazić pokój wywalczony? Czy pokój, osiągnięty walką, rzeczywiście jest pokojem? Czy wolność za cenę śmierci, naprawdę jest wolnością? Czy równość, stabilizowana prawem, czyli zewnętrznym rozkazem, albo moralnością, czyli wewnętrznym zobowiązaniem, w istocie jest równością?

Kto wysoko trzymał sztandary francuskiej rewolucji? Ci, przeciwko którym ta sama rewolucja bardzo szybko się obróciła i „pożarła” ich. Z braterstwa krwi jeszcze nigdy nie powstała prawdziwa wolność ani równość, a tym bardziej trwały pokój, ponieważ to jest krew, którą mężczyźni wzajemnie się wymieniają i karmią, aby doświadczyć trwałego oddzielenia od matczynego łona, dziecięcego pokarmu z kobiecej piersi i stłumić w sobie ciepłe emocje, utrudniające zdobywanie i zabijanie.

Na jakim fundamencie wznosimy naszą cywilizację? Na wolności, równości i braterstwie, czyli bez udziału energii żeńskiej. Czy możemy mieć nadzieję na jej trwałość i rozwój?

Jeśli na początku zawsze jest słowo, które staje się ciałem, czyli słowo, będące twórczą energią myśli, od którego zależy postać świata, radzę – nie łudźmy się. Co prawda naiwnie staramy się zrealizować piękną ideę, jednak rzeczywistość nie poddaje się jej, ponieważ tworzy ją energia, używanych przez nas słów. W efekcie nasz świat i życie są tym, czym je nazywamy, a zatem, co myślimy, że mamy.

Stworzyliśmy cywilizację braterstwa, w której wciąż nie ma miejsca na siostrzeństwo, dlatego żołnierki uczestniczą w braterstwie butów z grubymi podeszwami, zamiast bosymi stopami „widzieć” świętość życia. Siostrzeństwo jest rodzajem relacji, w której nikt nie krzyczy, ale wszyscy grają i śpiewają. Kobieta, wydająca rozkazy, w istocie jest zaprzeczeniem samej siebie. Podobnie jest z ocenami, potrzebnymi  mężczyznom do porównywania się i współzawodnictwa. Żeńska energia nie tworzy hierarchii ważności, bo nie jest zewnętrzną siłą. Ponieważ jest wewnętrzną mocą miłości, charakterystyczna jest dla niej współpraca, szacunek do każdego i zdolność zachwytu nawet najdelikatniejszymi i najprostszymi formami życia, których męska energia w ogóle nie bierze pod uwagę, nie mówiąc o dostrzeganiu.

Nawet język, którym się posługujemy, jest coraz bardziej męski, a nasz stosunek do zdolności pisania unaocznia nam, jak bardzo jesteśmy uwięzieni w męskich strukturach wyobrażeniowych. Nie chodzi tylko o zwroty typu „tęczowa zaraza” albo „ciota”. Nie idzie też o „cyganienie” w mowie albo robienie „żydów” w piśmie bądź na ścianie, ale o coś znacznie głębszego. Nie uczy się nas, uważamy to za niepotrzebne dziwactwo, nie potrafimy wykorzystywać żeńskiej energii języka, mówiąc twardo, niemal po żołniersku. Najważniejsza jest gramatyka, a tymczasem żeńska energia języka to melodyka i poetyka naszych wypowiedzi. Ukryta jest między innymi w samogłoskach, wymawiania których dzieci uczą się od swoich Matek. Nasz język coraz bardziej przypomina krótkie serie z karabinu maszynowego. Nie uwodzi, nie płynie niczym pieśń, nie bawi się tonami, barwą, nie potrafi wykorzystywać ciszy. Niestety Kobiety-żołnierki też tak mówią.

W szkole najważniejsza jest gramatyka i ortografia, czyli właściwe szeregowanie, a nie zdolność używania i tworzenia idiomów albo wykorzystywania symboli.

O co chodzi? Wyobraźmy sobie kręgosłup, dzięki któremu nasze ciało nie rozsypuje się w kawałki, a my trzymamy się prosto. Kręgosłup jest męską energią. Jeśli mamy z nim problem, to zawsze w związku z wykorzystaniem męskiej energii w sobie albo relacjami z mężczyznami. Ortografia z gramatyką spełniają taką samą rolę. Jesteśmy uczeni sprawnego komunikowania się w męskim stylu, po żołniersku, co nazywamy „krótko i na temat”.

W mojej dziedzinie teologicznej, czyli w interpretacji tekstów biblijnych, analiza też wzięła górę nad syntezą. Wielu biblistów widzi pojedyncze elementy struktury i szuka słownikowych znaczeń, nie ożywiając języka duchem Miłości. 

Wszędzie panoszy się męska energia i to pomimo feminizmu i w podobno równoprawnym świecie. No cóż, jak długo Kobiety będą chodzić w żołnierskich butach i uczyć swoje dzieci tylko gramatyki z ortografią nie spodziewajmy się ani prawdziwej wolności, ani równości, nie tym bardziej trwałego pokoju.

Gdy siotrzeństwo głęboko wniknie w braterstwo, wtedy zobaczymy, na co będziemy mieć szansę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 4 =