Wrogość

Czy na pewno trzeba mieć wroga, aby odczuwać wrogość? Raczej niekoniecznie.  Bez większego problemu można przecież wskazać dużą grupę ludzi nastawionych wrogo do wszystkich i wszystkiego, z którymi nikt nie prowadzi wojny, ani nie życzy im źle. Wrogość jest emocją wyimaginowanego przeciwnika i ciągłego zagrożenia. Porusza i wyniszcza tych spośród nas, którzy żyją według destrukcyjnego wzorca mentalnego, niestety powszechnego w polskim społeczeństwie, w którym świat spolaryzowany jest na czerń i biel, dobro i zło. Ów wzór obowiązuje nawet w narracji narodowej i odciska destrukcyjne piętno na sposobie prowadzenia polityki.

Wrogość nie potrzebuje zewnętrznego wroga, ponieważ żywi się wewnętrznym nieprzyjacielem, którym jest wyparta i potępiona cząstka nas samych. Niestety od tysięcy lat kolejne pokolenia popełniają ten sam błąd wychowawczy, polegający na tym, że rodzice nie pytają o niepowtarzalność oraz piękno duszy, która urodziła się na ziemi, ale od pierwszych chwil programują swoje dziecko według obowiązującego wzorca kulturowego i religijnego, czyli też społecznego, na spolegliwego obywatela i osobę, gotową do poświęceń, wyrzeczeń i rezygnacji z wolności.

Na marginesie dodam, że osoba kojarzy się nam z kimś osobnym, więc jakby upodmiotowionym. Tymczasem to pojęcie ma związek z maską, którą grający na scenie grecki aktor zakładał na twarz, więc oznacza nieprawdziwą twarz, czyli życiową rolę do odegrania, do której w procesie wychowywania jesteśmy wdrażani i programowani.

Przychodzimy na świat jako wolne, czyste i rozświetlone dusze. Od pierwszego dnia dowiadujemy się jednak, że część naszego niepowtarzalnego i jednorazowego piękna jest brzydka, ponieważ nie pasuje do roli, którą jako niewolnicy powinniśmy odegrać w teatrze życia na ziemskiej scenie. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok jesteśmy bardziej przekonani, że widocznie tak jest, skoro kochający nas rodzice, a potem życzący nam wszystkiego najlepszego nauczyciele, wychowawcy, religijni przywódcy i politycy powtarzają nam wciąż, że część naszej duszy jest dobra, jasna i piękna, a część zła, ciemna i brzydka. 

Z biegiem czasu już nie potrafimy na siebie patrzeć ani traktować się inaczej, ponieważ filtr został skutecznie nałożony. Konsekwencją jest wyparcie tego wszystkiego, co podobno jest złe i brzydkie, czyli uczynienie niewidocznym w codziennej powierzchowności. Jednak to, czego nie widać, istnieje nadal i usilnie chce wydostać się na zewnątrz. Im bardziej ukryta część z nas chce się manifestować, tym więcej życiowej energii i zainteresowania musimy poświęcić na ukrywanie części samych siebie.

Przekleństwo wrogości zaczyna się zawsze w ten sam sposób. Stajemy się wrogami wyimaginowanego nieprzyjaciela w nas, który w istocie jest cząstką nas samych. Walcząc z częścią siebie na własne nieszczęście stajemy się wrogami samych siebie, a własną energię marnujemy na tłumienie wypartych elementów duszy, zamiast wykorzystywać ją do twórczego, otwartego i radosnego wydawania owoców życia.

Prawdziwa wrogość jest energią, którą wykorzystujemy przeciwko sobie zamiast dla siebie. A że ciężko być szczęśliwym, traktując się wrogo, więc prędzej czy później muszą pojawić się choroby, zwane autoagresywnymi. Już nawet konwencjonalna medycyna Zachodu doskonale zdaje sobie sprawę, że przyczyną zdecydowanej większości chorób, a nie tylko kilku wybranych, jest wrogość, którą odczuwamy do samych siebie, co prawda często nieświadomie. Gdybyśmy zaniechali edukacyjnego programowania dzieci do bycia przewidywalnymi obywatelami i posłusznymi niewolnikami, wyuczonymi do odgrywania społecznych ról, nie byłoby w nas wypartych, a potem tłumionych aspektów i dóbr, z którymi przyszliśmy na świat.

Skończyłyby się kompensowane kompleksy, paraliżujące lęki, zazdrość, niewolnicza praca dla zapewnienia sobie minimalnego poczucia bezpieczeństwa, a na samym końcu waśnie i wojny. Ostatnia myśl może wydać się pobożnym życzeniem i lekkomyślną ideą. Mimo wszystko radzę, żeby pochopnie nie ulegać racjonalnym argumentom EGO, które dba o swoją rację stanu, czyli prawo do bycia ważnym, a jest nim ciągła walka. Gdy ustanie wewnętrzna walka z tym, co wyparte i tłumione, a następnie walka z życiem, przyrodą i ludźmi, EGO przestanie być potrzebne. Ono potrzebuje ciągłej wojny, ponieważ nie jest miłością, życiem i światłem.

Gdy więc w nas zniknie wrogość do samych siebie, przestaną jednocześnie istnieć zewnętrzni wrogowie. Jest bowiem tylko jeden powód, dla którego odczuwamy wrogość do innych ludzi. Ten mianowicie, że do wszystkich, którzy nas przypominają, ponieważ wyparli i stłumili dokładnie te same elementy psychiki, co my, czujemy ten sam rodzaj emocji, który kierujemy przeciwko sobie. Denerwują nas, niepokoją i wydają się być naszymi wrogami, ponieważ niczym w zwierciadle widzimy w nich siebie. Gdy wewnętrzna wrogość zniknie, na zewnątrz nie będzie zwierciadlanego odbicia.

Owszem, zobaczymy wokół siebie uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi, odbijających wizerunek szczęściarza, mieszkającego w nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five + 14 =