
28 grudnia Kościoły przypominają o niewinnych dzieciach, które Herod kazał pozabijać, mając nadzieję, że uśmierci małego Jezusa, dopiero co urodzonego konkurenta do królewskiej godności. Czy taka rzeź faktycznie miała miejsce, pozostaje sprawą otwartą i wcale nie jest aż tak bardzo pewne, nawet po uwzględnieniu temperamentu i okrucieństwa Heroda.
Jednak od historii zawsze ważniejsze jest duchowe znaczenie, tym bardziej że ewangelie nie są historiami ani biografiami, ale świadectwami wiary. Moim zdaniem ewangeliczna wzmianka o śmierci niewinnych dzieci oparta jest na uniwersalnym schemacie, wykorzystywanym przez wszystkie organizacje i struktury społeczne, którym zależy na utrzymywaniu ludzi w posłuszeństwie i zależności. Otóż jesteśmy świadkami dynamiki strachu. Herod wydaje okrutny rozkaz, ponieważ boi się utraty społecznego znaczenia, a w przyszłości być może nawet życia. Wówczas znaczenie traci fakt ewentualnej winy, a uruchamia się instynkt przetrwania, który nie liczy się z prawem do życia i godnością innych. Pod wpływem stresora następuje reakcja obronna, która izoluje człowieka z życiowego środowiska i stwarza sztuczne oddzielenie w imię przeżycia za wszelką cenę.
Największym wrogiem niewinności jest strach!
Ten związek odkrywamy nie tylko w międzyludzkich relacjach. Najprawdopodobniej nie był-by w ogóle możliwy, gdy nie decydował o wewnętrznej dynamice naszej psychiki. Wykorzystując ten mechanizm, od tysiącleci wzmacniany w procesie tzw. wychowywania, struktury religijne, polityczne i rodzinne czynią nas winnymi, abyśmy ulegali propagandzie strachu. Gdy zaczynamy bać się o przeżycie i utratę znaczenia w społeczności, wówczas – nie ważne czy w istocie jesteśmy winni, czy niewinni – giniemy. Warunkowany przekonaniami, z którymi nie wolno dyskutować, np. z kościelnymi dogmatami, prawidłami rodzinnej pamięci, bądź definicją narodu, stres uniemożliwia rozkwitanie i rozwój, a przynajmniej procesy naprawcze po przeżytych traumach, sprowadzając na nas choroby i cierpienie.
Niewinni nie boją się!
Natomiast odczuwający winę łatwo ulegają propagandzie i niewolniczym okowom strachu.
Dlatego w Dzień Niewinnych Dzieci proszę Cię, stań się bardziej świadomy swej winy. Nie bij się pięścią w piersi, bezrefleksyjnie powtarzając jak automat: „Moja wina, moja wina, moja wina”. Ten gest ma wyrażać pokorę i uznanie własnych błędów. Jednak w rzeczywistości programuje człowieka, aby stale się umniejszał, myśląc o siebie jako istocie, która z definicji jest niegodna, grzeszna, zależna od zewnętrznego przebaczenia. Zamiast wznosić ducha ku światłu, wtłacza go w mechanizm emocjonalnego samoponiżania i na końcu śmierci.
Jeśli już masz połączyć dłoń z sercem, to z czułością i świadomością połóż otwartą dłoń na sercu i zapytaj siebie: „Czy rzeczywiście jestem winna/y?”. Niepoddane refleksji przekonanie: „Jestem winna/y” zastąp świadomą refleksją na własny temat. W każdej chwili świadomie i uważnie badaj samą/samego siebie i nie poddawaj się zrytualizowanemu przekonaniu o winie.
Nie zadręczaj się i nie udręczaj się. Skrucha bez świadomości jest nic nie warta. Czyni Cię jedynie podatną/nym na manipulacje systemów społecznych, które uwarunkowały Cię na przeświadczenie o własnej małości, słabości, niewystarczalności i nieadekwatności. Bez zrozumienia siebie pozostajesz niewolnikiem.
Poznawaj swoją duszę i pozwalaj jej szukać Bożego Królestwa. Tym samym będziesz coraz pełniej doświadczał/a wewnętrznego światła Chrystusowej świadomości. Rzeczywista skrucha nie jest samoponiżaniem, ale świadomym rozpoznaniem rzeczywistej winy. Ale na to wpierw potrzebne jest wewnętrzne światło Królestwa, które nie jest z tego świata.
Właśnie dlatego Mistrz z Galilei radzi: „Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boga, zmieniajcie myślenie i wierzcie dobrej wiadomości” (Mk 1,15). Zauważ, że zmiana myślenia jest możliwa w obecności Boga, a nie ze strachu przed obecnością Boga. Alleluja.
