
Komu i na co potrzebne są wszystkie nasze „wygibasy”?
Próbujemy wyglądać, znaleźć miejsce na ziemi, zbudować dom, zdobyć stanowisko, próżne „ego” chce nasycić się sławą i chwałą, miotamy się….
Robimy pozy, uwodzimy…
Raz dyskretnie dajemy znać, że mamy ochotę na spojrzenie, innym razem rozpaczliwie rzucamy na szyję przechodnia, ekspedientki, trenera, małżonka i krzyczymy: KOCHAJ MNIE.
Każdy nasz ruch, krok, zakup, wysiłek, erotyczny spazm…. Każde mrugnięcie okiem, każde uderzenie serca, każda kolejna porcja kortyzolu i adrenaliny we krwi – wszystko woła o miłość. Oksytocynę też wymyślono z tego samego powodu: PRZYTUL MNIE.
Gdzie podziała się miłość, skoro teolodzy mówią, że Bóg stworzył świat z miłości?
Jeśli jest prawdą, że On jest miłością, to albo coś Mu nie wyszło i stanowczo za mało dodał siebie do tej ziemnej papki, z której stworzył człowieka, albo ta Jego miłość wcale nie jest taka idealna. Jakby za mały procent miłości był w tej Jego miłości?
Życie to krzyk o miłość.
To jeden wielki krzyk rozpaczy o to, żeby nie być samemu; żeby ktoś zrozumiał; żeby nie było trzeba samemu patrzeć w nieskończoność oceanu i próbować usłyszeć melodię wiatru.
Wszędzie pełno par. Ludzie trzymają się za ręce, wokół gromady dzieci. Uśmiechnięte rodziny na wakacjach pochłaniają kolejne porcje lodów. Po cholerę im ten cukier, skoro się kochają? O czym myślisz Tato być może swoich dzieci, idąc z wypchanymi cukrem dziećmi po deptaku, pełnym Twoich klonów? Liczysz grosze, czy wystarczy ich do końca wakacji? Czy może jesteś w jakimś swoim niebie?
Mamo, która w swoim krótkim życiu już piąty kolejny raz próbujesz zrzucić kilka kilogramów, gdzie jest twoje serce, gdy szarpiesz dzieckiem, krzyczącym o kolejną porcję cukru? Jesz coraz mniej, a wokół Ciebie coraz więcej zbędnych kilogramów. Myślisz, jak to możliwe? Twoje dziecko też potrzebuje coraz więcej cukru, chociaż jesteś z nim na wakacjach. Potrafisz to połączyć?
A może……?
A może życie na ziemi, to szkoła więzienia dla dusz, aby nauczyły się samotności?
Może wszyscy musimy przejść tę szkołę? Przyszliśmy na ziemię, żeby nauczyć się samotności w tłumie, w związkach, rodzinach….? Na wspólnych wakacjach i podczas orgazmu?
Wszędzie rozdzierający krzyk o miłość, jak z więziennych cel, gdzie próbują przeżyć dożywotnio osadzeni.
Oddzieleni od siebie mięsem naszych ciał, nasiąkniętych trucizną, pochodzącą nie tylko ze śmieciowego pożywienia, oraz cukrem, zastępującym miłość, próbujemy jakoś się odnaleźć, namierzyć, dotknąć, zrozumieć…. Wciąż próbujemy a jednak z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej osamotnieni, zagłuszeni krzykiem pustki w nas, osaczeni tłumem, oddalonym o tysiące lat świetlnych od naszych serc.
Marny to trud, te wszystkie nasze życiowe wygibasy, kłamstwa małe i duże.
Nie okłamuj się. Przyszłaś/szedłeś na ziemię, aby nauczyć się samotności w tłumie; miłości do siebie; szczęścia, którego nie da podzielić się na dwie słodkie połówki. To ciastko do końca musisz zjeść sam/a. Gdzieś tam, w przestworzach, w światach równoległych, na dalekiej galaktyce, gdzie serce przenika serce, Twoja dusza postanowiła przyjść na ziemię, aby zamieszkać we więzieniu. Chciałaś/eś nauczyć się samotności i kochania siebie samego w tłumie podobnych Ci, zrozpaczonych dusz.
Przypomnij to sobie! Uświadom tak najszybciej, póki jeszcze tu jesteś, aby lekcja na poszła na marne. Dopiero wtedy stanie się cud i wyjdziesz z więzienia łez.
W sylwestrową noc, do cholery, nie życz sobie, żeby nic się nie zmieniło; żeby nikt nie umarł albo ostatni raz trzasnął za sobą drzwiami. W nowym – 2026 – roku wszystko będzie się zmieniało. Nie zdajesz sobie sprawy, jak szybko i w jak wielu aspektach.
Życz raczej, żebyśmy trwali w miłości, która nikim się nie zawodzi, do nikogo nie traci zaufania i nie ugina się pod ciężarem doświadczenia i stresu, cokolwiek w tym roku się wydarzy.
