Drżący liść

Drżysz na wietrze? Drżysz, gdy wieje energia zmian?

Wieje, bo ktoś krzyczy. Wieje, bo dali Ci wypowiedzenie. Wieje, bo mąż/żona trzasnęła drzwiami i wyleciała na zewnętrz. Czy wróci? Wieje, bo dzieci są krnąbrne.

Wieje, bo spokojny dotąd świat nawiedził wiatr historii. 

Wieje, a Ty drżysz z lęku, że Cię zerwie? Dotąd przytwierdzona/ny do drzewa czujesz się na swoim miejscu. Jesteś pewna/ien swego miejsca….

Drżysz, bo wiatr napiera… . Gdy Cię zerwie, dokąd zawieje?

Drżysz, bo się boisz energii zmian. Dlaczego się boisz?

Całe życie chcesz przeżyć w jednym miejscu, w jednej formie bycia?

Poddaj się. Niech Cię zerwie i zawieje dokąd chce….

Wtedy pierwszy raz w życiu poczujesz ulgę, że od Ciebie nic nie zależy, poza jednym, żeby dać się nieść.

Znasz uczucie ulgi, całkowitego luzu, odprężenia, gdy mięśnie są całkiem wiotkie, a duszę przeszywa totalna radość istnienia? Coś podobnego do totalnego „nic” podczas finału fizycznego miłowania?  Potrafisz się odprężyć, puścić całkowicie, dać ponieść? Odlecieć ku piątej galaktyce? Zapomnieć?

Jeśli w fizycznym miłowaniu nie potrafisz się zapomnieć, nie potrafisz też być przytomna/y w codziennych obowiązkach.

Jeśli nie potrafisz zasypiać, nie potrafisz też się budzić.

Jeśli nie potrafisz zrobić wdechu, nie potrafisz też zrobić wydechu.

Jeśli nie potrafisz oddychać, nie potrafisz też uspokoić myśli.

Jeśli nie potrafisz uspokoić myśli, nie potrafisz też przestać się bać.

I tak bez końca drżysz na wierze… .

Drżysz, bo wszystko chcesz mieć pod kontrolą, a kto wszystko kontroluje, w końcu traci wszystko! Znasz przypowieść Jezusa o talentach? Jeśli nie, to przyczaj (Mt 25,14-29). W niej opowiedział to samo: „A ten, który wziął jeden, odszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze pana swego. (…) Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; to masz, co twoje. (…) weźcie przeto od niego ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma” (Mt 25,17-29). 

Listeczku drżysz, bo się boisz, że wiatr Cię zerwie, i dlatego wołasz do Boga, żeby ochronił, a tymczasem tym, który Cię zrywa,  jest właśnie On.

Prosisz Go, aby uchronił Cię przed tym, co dla Ciebie robi! 

Zrywa Cię, abyś przestał/a wszystko kontrolować i zaufał/a Jego miłości. Zaprasza Cię do prawdziwego miłowania; do zapomnienia; do lekkości bycia; do dreszczu cudownej rozkoszy, bo gdy lecisz z wiatrem wszystko zaczyna być możliwe.

Tymczasem Ty siedzisz przy stole, a może przy biurku, przed stertą papierów, patrzysz w okno i obmyślasz, jak kontrolować….

Poważny Smutasie, który nie wiesz, czym jest radość, zapomnij o orgazmicznym doświadczeniu lekkości bycia!

Drżysz, bo się boisz wiatru historii, który kojarzysz z ciemnością. Drżysz, bo epidemia i kwarantanna, na skutek skutecznej propagandy strachu, zrodziła w Tobie lęk przed ciemnością przyszłych dni i obmyślasz sposób, jak przetrwać. Wirusa chcesz mieć pod kontrolą. Skutki epidemii chcesz mieć pod kontrolą. Siebie chcesz mieć pod kontrolą. Pracę i finanse chcesz mieć pod kontrolą. Dosłownie wszystko.

Zapomniałeś o jednym, Listeczku, drżący na wietrze tak zwanej pandemii. Zapomniałeś, że światło, którym rozproszysz mroki przyszłości, jest w Tobie! Nie jest nim praca i finanse, ani maseczka z żelem do dezynfekcji. Nie jest nim Twoja zdolność kontrolowania sytuacji, bo przecież chyba już zauważyłeś/aś, że im mocniej kontrolujesz, tym ciemność wydaje się ciemniejsza?

Drżysz, bo niczego więcej poza kontrolowaniem nie potrafisz. Tylko tego nauczyłaś/eś się w swoim życiu. Tylko tego nauczyli Cię rodzice, nauczyciele oraz wszyscy z Twej przeszłości. Taki masz program życia, zapisany nie tylko w głowie, ale w każdej komórce Twego ciała, zesztywniałego ze stresu i obolałego lękami.

Tymczasem teraz dzieje się cudowna katastrofa! Wypełnia się apokalipsa Miłości, Życia i Światła. Wieje wiatr, który  ma Cię zerwać, abyś nauczył się żyć  miłością w świetle, które jest w Tobie.

Usłysz i zobacz wreszcie! Doświadcz, że ciemności nie ma. Ona nie istnieje. Nie musisz się zabezpieczać, ani walczyć, z czymś, czego nie ma. Walcząc z czymś, czego nie ma, walczysz z tym, co jest tylko w Twojej wyobraźni, czyli z samym sobą. Energią strachu sam tworzysz i karmisz potwora, który Cię pochłonie.

A wystarczy tylko jedno i proszę Cię, drżący Listeczku, abyś to zrobił. Wystarczy zapalić światło, żeby znikła ciemność. Nie walcz z czymś, czego nie ma, a rozbłyśnij światłem, którym jesteś.

Wiesz, dlaczego boisz się przyszłych ciemności? Ponieważ teraz Cię nie ma. Nie ma Cię, bo nie żyjesz sobą, swoją prawdziwą istotą. Żyjesz światem i w świecie zachcianek EGO, których nie chcesz stracić, więc się napinasz, kontrolujesz i boisz. Jesteś zaprzeczeniem siebie, pozbawionym światła. Na Zachodzie nazywamy to grzechem.

Brakuje Ci wewnętrznej jasności tego, kim jesteś naprawdę. Nie jesteś sobą, więc nie żyjesz tym, co jest prawdziwe. Boisz się i chorujesz. Jesteś zesztywniały z lęku i napięty ciągłym kontrolowaniem wszystkiego. Tracisz życie. Umierasz, chorując w tak zwanym między czasie.

Drżący Listeczku, teraz zapal światło, a ciemność przyszłości w jednej chwili zniknie.

Drżący Listeczku, teraz rozświetl się prawdziwym JESTEM i zacznij świecić. W jednej chwili zobaczysz wszystko w świetle, które uwolni Cię od lęku.

Drżący Listeczku, nie patrz w okno i nie myśl nad tym, jak wszystko mieć po kontrolą. Popatrz w siebie i przypomnij sobie, kim jesteś. Przypomnij sobie, że jesteś Bożym obrazem.

W sobie masz światło, a więc wszystko. Daj się zerwać, a przestaniesz drżeć.  Drżysz z lęku pod naporem wiatru historii. Drżysz, bo nie jesteś sobą. Drżysz, bo nie pamiętasz prawdy o sobie.

Gdy dasz się zerwać, drżenie ustanie. Powróci pamięć, a życie stanie się szybowaniem na ciepłych podmuchach Bożej miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − five =