Duma z siebie

Bywają chwile, że czujemy w sobie wzbierającą falę energii, wypełniającą piersi. Stajemy się wtedy lżejsi, prostujemy się, podnosimy głowy, chce nam się żyć. To odczucie sygnalizuje, że rozpiera nas duma. Jej energia unosi ponad ziemię i być może dlatego wielu z nas słyszy wówczas słowa: Tylko nie odleć.

Pozornie są nam przychylne, niestety ich intencja często zatruta jest zazdrością. Gdy chce nam się latać, ich autorzy dosłownie sprowadzają nas na ziemię, nie cierpiąc lekkości i radości, wypełniającej nasze serca. Jeśli w ten sposób zwracają się do nas przypadkowi ludzie czy współpracownicy, mamy jeszcze szansę to jakoś zracjonalizować i przejść nad tym do porządku dziennego. Ale co się dzieje, gdy wypowiadają je przyjaciele, a co gorsza rodzice?

Wtedy otrzymujemy jasny komunikat, że duma jest zła i niebezpieczna; zagraża naszemu życiu i może sprowadzić nas na złą drogę. Gdy przed dumą ostrzegają osoby, kojarzone przez nas z miłością i troską, zaczynamy się jej wstydzić i wypieramy ją. Energia, której celem jest podniesienie i wyprostowanie człowieka przez dodanie mu skrzydeł, zostaje skompresowana, zapakowana w pudełko z napisem ładunek niebezpieczny i schowana w podświadomości.

Tymczasem duma jest bardzo dobrą, życiową energią, której zawdzięczamy twórczość, satysfakcję i poczucie życiowego sensu. Prawdziwym problemem człowieka nie jest duma, ale energia pozornie bliskiej jej emocji, choć w rzeczywistości są sobie przeciwne, a mianowicie pychy. Ponieważ wielu z nas nie potrafi rozpoznać różnicy między nimi, więc dumę kwalifikuje jako złą emocję i każe z nią walczyć. Często są to rodzice, z troską myślący o przyszłości swoich dzieci. Bojąc się, że pycha złamie im życie i zniszczy kariery, różnymi metodami wychowawczymi oduczają je odczuwania jej energii i korzystania z niej. Szkoda, bo dosłownie wylewają dziecko z kąpielą, nie dostrzegając zasadniczej różnicy pomiędzy dumą a pychą. W efekcie wielu z nas posiada cudowne zdolności, tworzy piękne dzieła, napełnia świat dobrem, ale nie czujemy dumy z siebie i dlatego jesteśmy wypaleni i zawiedzeni życiem.

Co więc z energią dumy? Aby lepiej zrozumieć jej pozytywne działanie i znaczenie, porównamy ją z energią pychy. Co prawda są dwiema różnymi emocjami, jednak ich działanie jest do tego stopni podobne, że bywa mylone. Kto posiadł wiedzę o różnicy między nimi, jest mędrcem, oddzielającym piasek od maku.

Słowo duma uważnemu znawcy j. polskiego swój potencjał objawi natychmiast, jeśli ten oderwie się od stereotypowych wyobrażeń o niej. Bo czymże jest duma, jeśli nie dymem? To jest przecież to samo słowo, tyle tylko, że  różnie wokalizowane. Samogłoski służą wymowie, więc można je zamieniać, podczas gdy znaczenie słowa przechowują spółgłoski. Kto więc odczuwa dumę, jest jak dym, unoszący się prosto do góry, a w duchowym sensie do nieba.

Jak dym unosi się ponad ziemię, tak duma czyni nas lekkimi i przenosi w inny wymiar. Energia dumy czyni nas lżejszymi. Osiągamy wówczas niebo, czyli nadajemy sens naszemu życiu. Jakbyśmy z ziemi szli prosto do nieba.  Duma oznacza, że jesteśmy na życiowym szlaku, a idąc nim trafiamy w cel, odnalezienie którego zabiera nam wiele lat i sił, nie wspominając tych, którym nigdy nie udaje się ta sztuka.

Gdybyśmy rzeczywiście mieli odczuwać zażenowanie bądź wstyd z powodu dumy, wówczas powinniśmy też być nieszczęśliwi, niespełnieni, nie trafiający w cel swojej egzystencji, czyli żyjący bez sensu. Na szczęście tak nie jest i powinniśmy z radością podtrzymywać dumę, czyli dym, unoszący się ku górze w wyniku procesu spalania. I to właśnie ten proces rozstrzyga o różnicy pomiędzy dumą a pychą.

Dym jest efektem spalania, jakby dzieckiem ognia, dlatego duma jest wypadkową życia w ogniu, czyli życia z pasją. Kto mianowicie odnalazł samego siebie, a zwłaszcza swoją niepowtarzalną istotę, indywidualne Ja Jestem, czyli kod duszy, ślad pozostawiany przez jaźń w oceanie świadomości, ten swojemu życiu nadaje sens byciem nie dla siebie, ale dla wszystkiego i wszystkich. Nie liczy kalorii, zużytych do ogrzewania świata; nie magazynuje fotonów dla siebie, ale oświeca wszystko wokół; nie próbuje oszczędzać zdrowia, aby pożyć kilka lat dużej, ale z pasją wykorzystuje cały potencjał, ciesząc się nim i będąc źródłem radości dla innych.

O takim człowieku można powiedzieć, że się spala, ponieważ wie, co spalać. Nie boi się też skutków. Duma rozpiera jego piersi, ponieważ płonie i zamienia się w energią świetlną i cieplną, której potrzebuje świat. Energia dumy jest więc sygnałem, przekonującym nas o naszej wartości, podczas gdy energia pychy informuje, że dotąd nie odkryliśmy w sobie niczego wartościowego, co nadawałoby się do spalania. Nie odnaleźliśmy żadnego paliwa nie dlatego, że go nie mamy, ale ponieważ dotąd nie szukaliśmy.

Zamiast wchodzić w siebie i szukać niepowtarzalnego Ja Jestem, w którym odnaleźlibyśmy talenty, których nie posiada nikt poza nami, i cudowne umiejętności, wyróżniające nas w tłumie podobnych nam istot, egoistycznie próbowaliśmy być jak inni, mieć to samo i wyglądać na podobieństwo. A to zawsze jest tylko prymitywną próbą kradzieży cudzej indywidualności i przywłaszczenia sobie nie naszego piękna, ze stratą dla samych siebie.

Jak duma jest dymem, czyli wznoszącym się ku niebu ciepłem miłości, będącej energią życia, tak pycha jest zimnym, wyrafinowanym i perfidnym wywyższaniem się ponad innych. W pysze nie ma energii miłości, więc praktycznie musi przejawiać się pomniejszeniem innych, pozbawianiem ich godności oraz piękna, bo inaczej po prostu nie mogłaby się zamanifestować. Pycha wije się nad ziemią, jak wąż, który kusi do życia kosztem innych. Nie powinno dziwić, że pyszni ludzie, co prawda perfidnie skuteczni, w istocie są zimni, wręcz śliscy, jakby wyszli z ciemnej otchłani.

Pyszni ludzie drażnią swoją perfidią, hipokryzją i wyniosłością, którą maskują wewnętrzny chłód i głód miłości. Ponieważ nie potrafią kochać samych siebie, żyją też kosztem innych. Miłość przez nich nie płynie, bo nic się nie spala. W efekcie nie ma ani ciepła, przy którym można się ogrzać, ani światła, które oświecałoby drogę.

Wobec tego, gdy czujesz dumę, ciesz się i skacz z radości, bo Twoje życie ma sens. Trafiasz w cel, do którego przeznaczyło Cię życie i miłość. Nie masz się czego wstydzić i możesz żyć z podniesioną głową, jedząc swój chleb i przyozdabiając się własnym pięknem.

Pychy się wystrzegaj. Jeśli poczujesz jej energię, wiedz, że straciłeś kontakt z samym sobą i zszedłeś z właściwej drogi życia. Inni odwrócą się od Ciebie, ponieważ będą się bać Twej śliskości, a Ty sam prędzej czy później zaczniesz sobą gardzić.

Wybór należy do Ciebie. Wybierasz ogień czy wodę, ciepło czy zimno, światło czy ciemność, sens czy bezsens?

Emocje – skorupy

Bywa, że podczas świadomej pracy z emocjami, pomimo szczerego pragnienia i czystych intencji, czujemy, że utknęliśmy w martwym punkcie. Trafiliśmy w jakąś emocję i czujemy jej energię, ale nie potrafimy dokładnie zlokalizować czasu i rodzaju doświadczenia, z powodu którego pojawiła się w naszym życiu pierwszy raz. Nic, co przychodzi nam do pamięci, nie pasuje do rodzaju energetycznego przekazu tej emocji. Wówczas warto zapytać, czy emocja, blokująca nam dostęp do pamięci, na pewno jest tą, z powodu której straciliśmy zdrowie, dobrą relację z kimś albo nie układa nam się w karierze zawodowej? Może pod nią jest coś jeszcze?

Nie wszystkie emocje wypływają z konkretnego życiowego doświadczenia, które chcemy odnaleźć. Bywa, że celowo, o czym nie pamiętamy albo w ogóle tego sobie nigdy nie uświadomiliśmy, jedną emocję ukryliśmy pod skorupą innej. Dlatego, gdy czujemy, że w rozwoju świadomości utknęliśmy w martwym punkcie, powinniśmy zastanowić się nad tym, czy nie trafiliśmy na emocję, która niczym twarda skorupa broni nam dostępu do emocji, której w rzeczywistości szukamy?

Jak skorupa nasienia ukrywa jądro, z którego rodzi się życie, tak jedna emocja ukrywa drugą. Dzięki skorupie jądro przeżywa nietknięte w niesprzyjających warunkach, jednak bywa, że skorupa jest tak twarda, że nasienie nigdy nie wydaje owocu i po jakimś czasie umiera. Tymczasem skorupa musi pęknąć i do środka wpuścić wodę, aby jądro ożywiło się i stało początkiem nowego życia. Skorupa, która nie chce pęknąć i wpuścić nas w głąb, to naturalny mechanizm ciała emocjonalnego, które boi się kolejnych zranień a w na końcu śmierci.

Dlatego pamiętajmy, że często, a nawet częściej niż myślimy, nie tylko w nas, ale u wszystkich ludzi, agresja bywa skorupą, pod którą ukrywa się lęk; nienawiść z kolei ukrywa zranienia; desperacja zakrywa rozpacz; otępienie jest skorupą dla szoku albo życiowej dezorientacji. Naprawdę warto świadomie pracować z emocjami, aby ożywiać duszę, zastanawiając się, czy przygnębieniem nie ukrywamy złości a poczuciem winy nie ukrywamy pragnienia bycia szczęśliwymi? Przykładów takiego przykrycia jest mnóstwo. 

Uświadomienie sobie tego mechanizmu obronnego uzdalnia nas do wytrwałego szukania jądra pod skorupą, czyli tej emocji, która decyduje o aktualnej sytuacji życiowej. Jeśli bowiem świadomie bądź nieświadomie postrzegamy jakieś uczucie jako złe, w naturalny sposób próbujemy go unikać. Taką funkcję, zabezpieczającą, pełni emocja – skorupa, czyli uczucie towarzyszące odczuwaniu emocji właściwej. Jeśli jej nie przebijemy, nigdy nie ożyjemy. Niekiedy niestety możemy w nieskończoność mocować się z emocją – skorupą i niczego nie osiągać. W efekcie, chociaż pragniemy rozwoju świadomości i życiowego doświadczenia, jesteśmy coraz mniej żywi.

Emocja – skorupa jest więc produktem ubocznym traumy, którą przeżyliśmy w chwilach, gdy odmawiano nam prawa do emocji właściwej, czyli emocji – jądra. Dla przykładu, gdy w dzieciństwie okazywałeś niepokój, rodzice zapewne w dobrej wierze, zamiast towarzyszyć Ci w emocji i wraz Tobą ją przeżyć, motywowali Cię do spokoju, mówiąc, że za bardzo się boisz; że jesteś wystraszony; że nie masz się czego bać. W efekcie po pierwsze prawdopodobnie za bardzo w życiu ryzykujesz, ponieważ oduczyłeś się słuchać instynktownych podpowiedzi ciała, które emocją strachu komunikuje o zagrożeniu, a po drugie otrzymałeś informację, że z Tobą coś jest nie tak, skoro się boisz, a emocji powinieneś się wstydzić.

Gdy więc już jako dorosły odczuwasz wstyd, zastanów się, czy pod skorupą wstydu nie ukryłeś strachu?

Gdy masz silny odruch wdrażania strategii emocjonalnej, polegającej na sięganiu po alkohol, czytaniu, ćwiczeniach, jedzeniu, zażywani narkotyków, szukaniu za wszelką cenę zajęć, które mają rozproszyć Twą uwagę, obsesyjnym spisywaniu pozytywnych myśli i koncentrowaniu się na walce z negatywnymi myślami, zastanów się, czy po prostu nie próbujesz się uwolnić od emocji, które uważasz za złe?

Tymczasem nie ma złych emocji! Są tylko złe metody radzenia sobie z życiowymi doświadczeniami i ukrywanie emocji – jądra pod emocją – skorupą. Jednak pamiętaj, że pod skorupą czeka na Ciebie prawdziwe życie!

Życie jest pięknym wydarzeniem

 

Wydaje Ci się, że przeszłość bezpowrotnie minęła a skoro przyszłość jest wielkim znakiem zapytania, czujesz się niepewnie? Ne masz zaufania do życia, które szybko mija i nie daje poczucia stabilizacji i sprawczości? Boisz się, że konsekwencje przeszłych wydarzeń, spotkań, reakcji i relacji, wyborów i działań bezpowrotnie zrujnowały Twoje życie i dlatego myśląc o tym, co może się jeszcze zdarzyć, raczej odczuwasz lęk, zwątpienie i brak nadziei, zamiast zaufanie, miłość i nadzieję?

Mam dla Ciebie dobra wiadomość! Należysz do kolejnego pokolenia, które w zracjonalizowanym, materialistycznym świecie, wychowane na fizyce mechanistycznej, uważa, że czas jest wektorem zwróconym od tego, co było, ku temu, co będzie, i dlatego niczego nie da się naprawić, zmienić i nad niczym zapanować. Ale jednocześnie należysz do pierwszego pokolenia, które ma szansę poszerzyć swoją świadomość i wyjść na wolność z pułapki czasowego determinizmu.

Czas naprawdę nie jest tym, czym uważasz, że jest.

W linearnej wizji czasu każda akcja wywołuje reakcję, co oznaczałoby, że zdarzenia z Twej przeszłości wprawiły w ruch bezlitosną maszynę przepływu kolejnych konsekwencji. W ten sposób traktujesz na przykład wybór szkoły, zawodu, kłótni, „rodzinnej wojny”, diety czy sposobu życia. Potworem linearnej wizji czasu jest determinizm, czyli jakby uzasadniona przyszła konsekwencja przeszłości. Ponieważ w Twoim rozumieniu przeszłość ma charakter nieodwracalny, wydaje Ci się, ze masz wpływ jedynie na efekty.

Jednak to jest nieprawda!

Już w bardzo starych księgach, które często uzyskały rangę tekstów religijnych, uważnemu czytelnikowi do myślenia musi dawać zgoła inna koncepcja czasu. Tak jest też na przykład w Starym Testamencie, w którym czas nie jest rozwijająca się linią, ale sekwencją zdarzeń, które następują jedne po drugich w zależności od ludzkich wyborów. Ich kolejność nie jest konsekwencją wynikania, ale decydowania i przeżywania.

Co to oznacza w praktyce?

To mianowicie, że w każdej chwili życia mamy dostęp do dowolnych wydarzeń z tak zwanej przeszłości. Dlaczego tak zwanej? Bo chociaż trudno w to uwierzyć czas nie jest linearnym przepływem energii ani zdeterminowaną manifestacją kolejnych form życia, ale wydarzeniem, którego autorem jesteś Ty. Tworzysz swoje wydarzenie decyzjami, których źródłem są Twoje myśli i emocje. W tej samej chwili masz dostęp do wszystkich zasobów życia i jedynym ograniczeniem przy kształtowaniu swego wydarzenia są Twoje ograniczenia, powstałe jako efekt lęków albo przekonań.

Kiedy doświadczysz, że czas jest iluzją, a na rzeczywistość składają się tylko te komponenty, które dostrzegasz, granica między wyobraźnią a wydarzeniem ulegnie zatarciu. Racjonalny umysł będzie Ci co prawda wciąż podpowiadał, że obrazy Twej wyobraźni są iluzją, ale pamiętaj, że  świat i Twoje życie jest tym, czym myślisz, że jest, a mówiąc inaczej w życiu masz tylko to, co myślisz, że masz!

Zamiast utrwalać stare wyobrażenia fizyczne, otwórz się na nowe możliwości, których wcześniej nie dostrzegałeś, na przykład taką, aby w przeszłości, którą do tej pory uznawałaś za definitywnie zamkniętą, wywołać zmianę na płaszczyźnie psychicznej i emocjonalnej. Dzięki czemu wpłyniesz na jakość swego życia. Nie myśl, że przeszłość minęła i teraz jesteś zdany wyłącznie na jej skutki. Możesz do niej wrócić i mówiąc najprościej jak to możliwe, przeżyć ją jeszcze raz.

Masz nieskończone możliwości uzdrawiania samego siebie, relacji, życia, aktywności zawodowej i społecznej. Psychicznie i emocjonalnie musisz przenieść się w wydarzenie, które kiedyś przeżyłeś źle. Nie jesteś bezradny. Przeżyj je raz jeszcze, a przyglądając się swoim zachowaniom, decyzjom i słowom, których wtedy byłeś autorem, możesz świadomie je zmienić i dzięki temu uczestniczyć w wydarzeniu o zgoła innym znaczeniu dla Twego życia.

Warunkiem jest świadome wejście w emocjonalną pamięci, czego niestety najczęściej nie robisz, ponieważ boisz się swoich emocji. Gdy pojawiają się emocje, uznane przez Ciebie za złe, odwracasz się od nich i próbujesz je przemóc innymi emocjami, w Twej opinii dobrymi. Odgradzając się od emocji, nie dajesz sobie szansy zrozumienia informacji, którą wysyła Twoje ciało i dlatego wpadasz w sidła zdeterminowanych skutków.

Nie bój się emocji. Nie uciekaj przed nimi ani nie identyfikuj się z nimi. Nie jesteś żadną ze swoich emocji ani żadna z ich nich nie jest Twoim wrogiem. Daj sobie prawo do świadomego przezywania każdej emocji, nie oceniając, czy jest dobra, czy zła. Wejdź w emocję, nawet jeśli na początku nie potrafisz jej nazwać, a tylko ja czujesz. Oglądaj ją, przyglądaj się jej cielesnym skutkom, jakbyś rozmawiał z przyjacielem, mającym Ci do przekazania bardzo ważną informację. Zaprowadzi Cię do wydarzenia, gdy intensywnie pojawiła się pierwszy raz i pojawia za każdym razem, gdy bezwiednie powtarzasz schemat.

Wtedy zobaczysz siebie i zrozumiesz, dlaczego w życiu reagujesz zawsze tak samo, podejmujesz te same decyzje, budujesz relacje oparte na schematach. Zyskasz wgląd i zdolność podejmowania innych decyzji i budowania nowych relacji. Przestaniesz reagować, jak zaprogramowana maszyna, a zaczniesz żyć odpowiedzialnie, co znaczy, że odtąd każde Twoje działanie będzie odpowiedzią na rzeczywiste i aktualne zapotrzebowanie. Staniesz się oświecony!

Oświecenie nie jest mistycznym doświadczeniem duchowym. Zapomnij o tym! Oświecenie jest osiągnięciem stanu równowagi pomiędzy doświadczeniami brzegowymi, czyli ciemnością i światłością, pożądliwością i tęsknotą, miłością i obojętnością, akcją i reakcją.

Człowiek oświecony potrafi dostrzec oba brzegi, jakby bieguny życiowej energii: prawdy oraz iluzji, świadomości i podświadomości, cierpienia i szczęścia. Oświecony ani nie cierpi, ani nie jest szczęśliwy. Jest ponad. Doświadczył wyzwolenia od dwubiegunowości i dlatego zawsze żyje teraz. Dla niego nie ma przeszłości ani przyszłości. Dziś jest zdrowy, bo nie było przyczyny. Na zawsze pozostanie zdrowy, bo nie będzie skutku.

Dlatego pamiętaj: przeszłość nie minęła a przyszłość nie nadejdzie. Tak często marzyłeś o tym, aby móc wpłynąć na to, co wydarzyło się kiedyś i z powodu czego cierpisz. Naprawdę dysponujesz taką mocą! Kluczem są emocje.

Życie jest pięknym wydarzeniem!

Uwolnienie

Autor Dziejów Apostolskich opisał niezwykłe doświadczenie ap. Piotra, który został uwięziony przez Heroda. „Owej nocy, gdy Herod miał go już wyprowadzić, Piotr, skuty dwoma łańcuchami, spał między dwoma żołnierzami, strażnicy zaś przed drzwiami strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi; trąciwszy zaś Piotra w bok, obudził go, mówiąc: Wstań prędko! I opadły łańcuchy z jego rąk. I  rzekł anioł do niego: Opasz się i włóż sandały swoje. I uczynił tak. I rzecze mu: Narzuć na siebie płaszcz swój i pójdź za mną.Wyszedł więc i podążał za nim, lecz nie wiedział, że to, co się za sprawą anioła dzieje, jest rzeczywistością; sądził raczej, że ma widzenie. A gdy minęli pierwszą i drugą straż, doszli do żelaznej bramy wiodącej do miasta, która się im sama otworzyła; i wyszli na zewnątrz, przeszli jedną ulicę i nagle anioł opuścił go” (Dz 12, 6-10).

Wielu ludzi ma wrażenie, jakby znajdowali się w więzieniu. Czują się związani jakąś niewidzialną mocą niemożliwości i pilnowani, aby nie udało im się wyjść na wolność. Prawdą jest, że wszyscy śnimy o sukcesie, pracujemy nad sobą, czytamy mądre książki i uczymy się pozytywnego myślenia. Między innymi po to uczestniczymy w nabożeństwach, aby móc żyć w wolności. Jednak kiedy tylko zamykamy książkę lub wracamy z nabożeństwa albo kursu, natychmiast wpadamy w niewolę starych nawyków, wyuczonego sposobu myślenia i stereotypów, którymi posługujemy się niczym kompasem. W utartych torach codziennej rutyny, nawykowo narzekamy, martwimy się, obawiamy, pozwalamy dojść do głosu lękom, złości oraz wielu złym emocjom.. Jednak zgodnie ze słowami Jezusa: „Gdy duch nieczysty wyjdzie z człowieka, wędruje po miejscach bezwodnych, szukając ukojenia, a gdy nie znajdzie, mówi: Wrócę do domu swego, skąd wyszedłem. I przyszedłszy, zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wówczas idzie i zabiera z sobą siedem innych duchów, gorszych niż on, i wchodzą, i mieszkają tam. I bywa końcowy stan człowieka gorszy niż pierwotny” (Łk 11,24-26) w ten sposób tworzymy jeszcze więcej trudnych sytuacji i wpadamy w gorszą niewolę. W takim błędnym kole łatwo o frustrację i poczucie przegranej. Możemy – jak uwięziony ap. Piotr – czuć się, jakbyśmy byli pozbawieni wszelkich szans.

Więzieniem może być strach. Może nim być związek z drugą osobą, w któ­rym czujemy się zniewoleni. Więzieniem mogą być własne granice. Człowiekowi wydaje się, że z wszystkich stron jest ograniczony, uwikłany we własnym wnętrzu, zniewolony przez namiętności, zaha­mowania i blokady. W naszym wewnętrznym więzieniu często jesteśmy strzeżeni przez żołnierzy, a więc prawo, tradycję, dobre pochodzenie albo wychowanie, oraz im podobne kody kulturowe, czyli po prostu przedstawicieli naszego super­ego, które wmawia nam, że powinniśmy zrobić to, a tamtego robić nam nie wolno, oraz że jesteśmy wszystkiemu winni. Kiedy tylko sprzeciwiamy się gło­som naszego superego, zostajemy natychmiast przez owych wewnętrznych żołnierzy ukarani. Z biblijnego opowiadania wynika, że Piotr był nawet zmuszony spać między nimi, co oznacza, że nie miał najmniejszego pola manewru. Su­perego naprawdę może zamienić się w totalną instancję kontrolną, która prześladuje nas wszędzie, nawet we śnie. Podczas każ­dej najdrobniejszej czynności ocenia i skazuje. Dla przykładu, gdy cieszymy się z sukcesu, zaraz pojawia się we­wnętrzny werdykt, że najpewniej to jest objaw dumy. Albo, gdy chce­my coś powiedzieć, nasze superego naciska, byśmy za­chowywali się poprawnie. Jakby z każdej strony stali żołnierze i pilnowali nas, abyśmy nie wyszli na wolność.

Niektórzy ludzie czują się w swoim więzieniu dokładnie jak Piotr, pozbawieni jakichkolwiek szans, i dlatego potrzebują anioła, który przyjdzie do nich w środku nocy, zdejmie kajdany, trąci ich w bok, by wstali i udali się w drogę prowadzącą do wolności.

Uwaga!  Więzień musi wstać sam, o własnych siłach. Kajdany mogą opaść z jego rąk dopiero wtedy, gdy sam będzie aktywny. Niestety, bardzo często w drodze do wolności i usatysfakcjonowanego życia przeszkadzają nam zarówno stare i niekorzystne nawyki, jak i negatywne przekonania. Jeśli naprawdę chcemy doświadczyć odmiany losu i stać się wolnymi ludźmi, w pełni odpowiedzialnymi za samych siebie, musimy bezzwłocznie zmienić myślenie i przekodować wszystkie wzorce, które nam nie służą. Nie ma innej drogi. Nie ma innej metody. Nie można zdobyć szczytu góry, stojąc na dole, u jej stóp, bez ruchu. Te  kody, które nas zniewalają i unieszczęśliwiają, mogą brzmieć następująco: Bóg tego nie chce; dla wszystkich nie wystarczy; nie zasługuję; nie mam wystarczających zdolności; nie mam szczęścia; nigdy mi nic nie wychodzi.

Aby przekodować nasze myślenie, anioł wydaje kolejne polecenia: „Opasz się i włóż sandały swoje. (…) Narzuć na siebie płaszcz swój i pójdź za mną”. Kto czuje się uwięzio­ny w swoich namiętnościach i popędach, lę­kach i depresjach, sam musi opasać się sznurem gotowości do czynienia tego, co w jego mocy. Nawet jeśli tkwimy w największym bagnie, możemy patrzeć w gwiazdy i pielęgnować w sobie dobre i błogosławione myśli, odrzucając ciężar tych, które ciągną nas w głąb tego bagna i zniewalają.

Natomiast sandały i płaszcz są znakiem wyjścia w drogę i podążania za aniołem, którego posyła Bóg, aby nas uratować, czyli zbawić. Idąc, powtarzaj sobie: Jestem blisko celu; nic nie może stanąć mi na przeszkodzie; nic nie może mnie powstrzymać; nic nie może wytrącić mnie z równowagi.

Chciwość

Chciwość, ponieważ jest zachłanna i bezpardonowa, bywa podejrzewana o największe zbrodnie i nieszczęścia. Naiwnie byłoby utrzymywać, że tak nie jest,  niemniej, podobnie jak z energią pozostałych emocji, także z nią można pracować w taki sposób, aby świadomie wykorzystywać jej potencjał do osiągania życiowych celów.

Energia chciwości przypomina rzekę, której koryto wyznaczają dwa brzegi. Bez jednego z nich woda nie dopływa do ujścia, ale rozlewa się i tworzy zastoiska. Brzegi są więc potrzebne pomimo tego, że w ścisłym sensie nie są rzeką. Gdy energia chciwości spokojnym nurtem płynie pomiędzy dwoma brzegami, życie jest w ruchu a człowiek odczuwa satysfakcję i zaspokojenie życiowych potrzeb.

Niestety tradycyjne wzorce moralne odmawiają chciwości jakiejkolwiek wartości, dlatego wielu próbuje poradzić sobie z jej energią albo walcząc z nią, to znaczy próbując odmówić jej prawa do decydowania o życiowych wyborach, albo maskując w sferze cienia, sądząc, że starannie ukryta przed świadomością pozostanie tam na zawsze. Otóż nie. Jak w pierwszym wypadku, tak i w drugim, energia chciwości, poddana represji, zaczyna się wzmagać, by przerwać tamę. Jej siła rośnie do stopnia, w którym uwalnia się w sposób niekontrolowany.

To tłumaczy, dlaczego wielu z nas ponosi życiową porażkę za porażką, usiłując poradzić sobie z chciwością poprzez represję i wyparcie. Zamiast wykorzystywać jej energię do spokojnego i zrównoważonego rozwoju duchowego, jesteśmy konfrontowani z negatywnymi skutkami jej szaleńczej siły niszczycielskiej, gdy uderza w jeden z brzegów życia. Wpierw energię marnujemy, wmawiając sobie, że w sferze cienia mamy ją pod kontrolą, ewentualnie, gdy walczymy z nią, odmawiając sobie prawa do przyjemności. Potem uwolniona spod naszej kontroli ze zwielokrotnioną siłą uderza w przeciwny brzeg życia, rujnując nasz wizerunek, relacje, zdrowie i satysfakcję.

Przestraszeni nie na żarty destrukcyjną siłą chciwości znowu bierzemy ją w karby, rozpoczynając kolejny cykl nieszczęśliwego życia. I tak historia jakby zaczynała się od początku, a sama chciwość zyskuje coraz gorsza reputację. Tym samym życie staje się coraz mniej znośne, a niewykorzystana energia chciwości utrwala w nas fizjologiczny stres, będący przyczyną chorób, zerwanych relacji i nieudanych karier.

Wystarczyłoby tymczasem po prostu zmienić nasze przekonania na jej temat i spróbować wykorzystać jej ożywczy potencjał. W chciwości bowiem, nawiasem mówiąc podobnie jak w seksualności, która ma z nią wiele wspólnego nie tylko dlatego, że obie pochodzą z tych samego centrum energetycznego, umiejscowionego pod pępkiem i przeponą, możemy poczuć strumień  życia, które jest od nas starsze i większe.

Jest tylko jeden warunek, po spełnieniu którego codzienność staje się spokojniejsza, ponieważ przestajemy wtedy niszczyć brzegi doświadczenia, a jednocześnie życie zaczyna sprawiać frajdę i zadowolenie. Otóż trzeba zrozumieć naturę chciwości, aby nauczyć się pracować z jej energią.

Chciwość przypomina monetę, zawsze mającą awers i rewers. Bez względu na to, którą stronę aktualnie widzimy, jesteśmy pewni, że rewers bądź awers znajduje się po przeciwnej stronie. My tymczasem, będąc pod wpływem tradycyjnych  kanonów moralności, szkodzimy samym sobie, odmawiając chciwości pozytywnego znaczenia. Nie chcemy pamiętać albo sami przed sobą boimy się przyznać, że energia chciwości trzyma nas przy życiu, podobnie jak seksualność zapewnia przetrwanie gatunku. Bez niej nie mielibyśmy pragnień. Pragnienia sprawiają, że chce nam się żyć, uczyć i pracować. Ludzie wielkich pragnień zmieniają świat, zaś ich pozbawieni zaludniają cmentarze.

W energii chciwości i w każdym konkretnym pragnieniu odnajdziemy zatem dwie strony, to znaczy pozytyw i negatyw, przy czym jedno bez drugiego po prostu nie istnieje. Negatywną stroną chciwości jest pożądliwość, która odwraca nas ku przeszłości i zniewala znanymi smakami, zapachami, doświadczeniami, ale także poczuciem bezpieczeństwa. Z kolei pozytywną stroną chciwości jest tęsknota, dążąca do zaspokojenia tym, co jeszcze nie poznane, ale obiecane i wyśnione. Tęsknota jest więc wektorem energii chciwości, zwróconym ku przyszłości.

Pożądliwość sama w sobie, bezwzględnie egzekwująca prawo do zaspokojenia, jest niebezpieczna i to ze względu na nią chciwość zyskała kiepską reputację. Niemniej pożądliwość jest też sygnałem płynącym do naszej świadomości, że pojawiło się pragnienie, którego nie wolno nam ignorować ani próbować przezwyciężyć. Możemy natomiast w każdej chwili skorzystać z niezawodnej metody, umożliwiającej wykorzystywanie energii pożądliwości, bez potrzeby zamrażania jej w ciele bądź wzmacniania, wyparciem. Polega na takim przyglądaniu się awersowi, aby odkryć rewers. To znaczy poprzez świadomą pracę z pragnieniem, w pożądliwości odkryć tęsknotę i zamiast dać się zniewalać przeszłością, śmiało ruszyć ku przyszłości. 

Poszetka czyli Einstecktuch

W Krzyżowicach, nieopodal Żor, w domu mojej Starki, Elfrydy Uglorz, w oknie wisiały gardinyforhangi, na stole leżał tisztuch, a w damskiej torebce bądź w męskiej kieszeni można było znaleźć taszyntuch. I te wszystkie szmatki i tuchy raz w tygodniu Elfryda starannie prała i  prasowała. W sobotę wszystko pachniało świeżością.

Myślę teraz, 50 lat później, że z tej śląskiej miłości do kolorowych i czystych tuchów coś mi pozostało. Kawałek kolorowego tuchu lubię mianowicie wrazić se do kapsy na piersiach, która elegancko zwie się brustaszą. Wcale nie sugeruję, że powróciłem do dawnego zwyczaju, i przeznaczony do celów higienicznych taszyntuch używam jako ozdoby, ale piszę o einstecktuchu, z francuska (pochette) zwanym poszetką.

Niestety w Polsce, poszetkę i brustaszę bardzo często mylnie zwie się butonierką, która jest – co zresztą sugeruje nazwa – dziurką na guzik, znajdującą się w klapie marynarki. 

Dawniej tkanina, z której wykonano poszetkę, była znakiem statusu właściciela. Dziś, jedwabna, lniana, bawełniana bądź wełniana, bywa dobierana ze względu na tkaninę marynarki i koszuli, a także okazję. Tak czy inaczej warto pamiętać, że jedwabna poszetka jest odpowiednia dla strojów formalnych, pozostałe do kompozycji koordynowanych, weekendowych i sportowych.  

Poszetka najczęściej mieści się w wymiarach pomiędzy 30 cm x 30 cm do 40 cm x 40 cm. Brzegi dobrze uszytej poszetki są zakończone wąskimi rulonikami. Najcenniejsze poszetki oczywiście są uszyte ręcznie. Niezgrabnego i nieregularnego szwu nie należy się wstydzić, ponieważ dyskretnie widoczny jest wręcz atutem.

Współczesne poszetki mogą być jednobarwne bądź wielobarwne, zaskakując różnorodnością wzorów i motywów, nie tylko geometrycznych, ale i roślinnych oraz zwierzęcych, a nawet religijnych bądź związanych z życiową pasją, noszącego je mężczyzny. Szczególnie eleganckie są poszetki jednokolorowe, najczęściej białe, wykończone kolorową koronką. 

Dla początkujących kilka rad:

­ – w najlepszych zestawach poszetka nie nawiązuje bezpośrednio do niczego, ale pasuje do wszystkiego, dopełnia całość bez dosłowności;

– poszetka tworzy delikatne związki z krawatem i muszką, także z kolorem i wzorem koszuli a nawet skarpet, dlatego służy do zabawy, a nie do uciążliwej czynności ubierania się przed wyjściem z domu;

– poszetka absolutnie nie może być uszyta z tej samej tkaniny co krawat albo muszka, choć takie zestawy są dostępne w sklepach;

– nie łączy się białej koszuli z poszetką w kolorze ecru, ponieważ wygląda na brudną;

– kto boi się kolorystycznych szaleństw, niech używa poszewki białej i lnianej, którą w zależności od stroju i okazji może dyskretnie bądź fantazyjnie włożyć do kieszonki;

– generalnie poszetka ozdabia marynarkę, aczkolwiek coraz częściej widać ją też w brustaszach płaszczy i sportowych kurtek, o ile takowe mają.

Męskiemu ubiorowi poszetka zapewnia indywidualny charakter, jeśli jednak mężczyzna nie czuje się z nią dobrze albo nie radzi sobie z jej doborem, lepiej zrobi, gdy z niej zrezygnuje. Za to mężczyzna, mający w sobie odpowiednią radość życia i fantazję, aby z jej pomocą pokazać swoją indywidualność oraz poczucie smaku, najczęściej może liczyć na dłuższe niż zwykle i ciepłe spojrzenia Pań, rozgrzewające okolice brustaszy, czyli serca.

Pan, który decyduje się na poszetkę, daje konkretny sygnał, że jest pewny siebie i ma świadomość własnego stylu. Poszetkujcie więc Panowie, ale uważajcie, żebyście przy okazji nie poszatkowali sobie wizerunku, bo o to nie jest trudno. A ja, może jeszcze nie stary, ale jednak Ślązak, pozwolę sobie na mentalny powrót do domu Elfrydy, Starki z Krzyżowic, i pozostanę wierny jej zamiłowaniu do kolorowych tuchów.

Trzy aspekty męskości

Przyglądając się Jezusowi ja­ko mężczyźnie, którego opisują cztery Ewangelie, możemy dać się zainspirować trzem aspektom męskości, których deficyt współcześnie widać gołym okiem:

1. W każdej sytuacji, relacji, doświadczeniu Jezus jest obecny całym sobą. Potrafi tak spoglądać i słuchać. Dlatego, gdy zwraca się do kogoś albo występuje publicznie, to po pro­stu jest i emanuje męską siłą. Nikt nie może przejść obok Niego obojętnie. Gdy mówi, nie można zasnąć, słuchając Go. Jego słowa trafiają w serca i myśli. Potrząsają słuchającymi, wyrywają ich ze snu, bezmyślności, starych wzorców zachowań.

2. Jezus jest wewnętrznie wolny od „ego”, które dąży do umieszczania siebie w centrum. Pieniądze, władza sława nie są dla Niego ważne. Czuje się wolny, dzięki czemu może powiedzieć to, co czuje. Nie musi się liczyć z tym, jak będzie oddziaływał na ludzi albo jakie konsekwencje pociągną za sobą Jego słowa i czyny. Jest też wolny od pragnienia, żeby za wszelką cenę zdobyć uznanie, zaszczyty, chwałę, bo wie, że nie przedstawiają wielkiej wartości.

3. Jezus jest w pełni mężczyzną czystym, prawdziwym i nienaruszonym. Emanuje czymś pierwotnym i jasnym, ponieważ  ma kontakt ze swoją prawdziwą istotą. Jest zakorzeniony w Bogu. To uwalnia Go od lęku przed opuszczeniem i śmiercią. Jezus spoczywa w Bogu, który jest w Nim, czyli ostatecznie w sobie. Nie daje się zastraszyć, onieśmielić, ani zapędzić w kozi róg. Jest nieprzekupny i bezinteresowny w miłości.

Te trzy aspekty są cechami prawdziwego mężczyzny, bez obawy mówiącego to, co myśli; zawsze występującego z mocą, obok którego nie można przejść obojętnie, nie zarażając się jego dynamizmem bądź nie konfrontując z nim. 

Bezsilność

Gdy masz serdecznie dość swojego życia, ponieważ wiesz, że na skutek złych decyzji i relacji wymyka się spod kontroli, albo może cierpisz, ponieważ odczuwasz pragnienie dokonania życiowych zmian, ale nie masz w sobie wystarczająco dużo woli zainicjowania ich oraz kontynuowania, czujesz się  coraz bardziej wyczerpany i bezsilny. Jest jeszcze do pomyślenia taka sytuacja, że próbujesz nauczyć się czegoś nowego, ale kolejny raz z rzędu ponosisz porażkę, wreszcie być może męczy Cię fizyczny ból na myśl o nierozwiązanym problemie w pracy, nie podjętej rozmowie z kimś wpływowym, kto mógłby Ci pomóc, ale po prostu boisz się życiowych konsekwencji tej interwencji, wtedy za każdym razem dopada Cię bezsilność.

Emocja bezsilności i towarzysząca jej świadomość braku sprawczości ewidentnie pogarszają jakość życia, jednak z drugiej strony, właściwie przeżyte oraz zinterpretowane, otwierają przed nami nowe możliwości. W doświadczeniu bezsilności najważniejsze jest śmiałe wejście w sferę cienia, która wydaje się być na tyle niebezpieczna, że wielu boi się konfrontacji z prawdą o wypartych przez siebie zdolnościach oraz własnej sile, co prawdopodobnie miało miejsce we wczesnym dzieciństwie. Nie podejmując próby wejścia w cień siły, którym jest bezsilność, samych siebie skazujemy na frustrację i coraz bardziej przejmujący brak wiary w siebie, co w perspektywie dalszego życia nie wróży niczego dobrego.

Chociaż brzmi to nie najlepiej i przez większość może być odebrane jako próba zamachu na tzw. tradycyjne wartości, wśród których na czoło wysuwa się cześć i szacunek dla rodziców, mimo wszystko dla własnego dobra warto pomyśleć, czy bezsilności nie uczymy się w pierwszych latach życia, ponieważ pozwala nam przeżyć. Rodzice wpierw oczekują porządku, dyscypliny i podporządkowania, potem dość stanowczo domagają się po dzieciach, aby spełniały przynajmniej część ich szkolnych, zawodowych, religijnych i społecznych oczekiwań. Jeśli tę presję mamy przeżyć i nie prowadzić z rodzicami otwartego konfliktu jako dzieci musimy opracować strategię, ułatwiającą podporządkowanie się. Jednym z jej elementów jest rezygnacja z własnych pragnień, pomysłów, zainteresowań oraz im podobnych, a to przecież w nich ujawniałaby się nasza siła i dzięki nim uczylibyśmy się, w jaki sposób ją wykorzystywać. W efekcie rodzice bywają zadowoleni, ale dzieci przyzwyczajają się do bezsilności i tracą wiarę w siebie, z którą przyszły na świat.

Gdy więc dopada Cię bezsilność, a Ty wmawiasz sobie, że jesteś do niczego, pamiętaj, że sam siebie okłamujesz. Urodziłeś się cudowną istotą, w najdrobniejszych detalach zaprojektowaną i wykonaną tak, aby osiągnąć każdy życiowy cel, który jest zgodny z Twą drogą życia, i w pierwszych latach życia do głowy Ci nie przyszło, że nie dasz rady, bo inaczej nie nauczyłbyś się chodzić, mówić, jeździć na rowerze, itp. Niestety wiarę  w siebie zamieniłeś na wiarę w pomoc rodziny, kolegów, przyjaciół, instytucji państwowych. Zamiast uczyć się swojej siły i ćwiczyć się w niej, wyćwiczyłeś bezsilność, aby wpasować się w ramy oczekiwań i schematy zachowań.  A to oznacza, że z bezsilności można wyjść, a nawet nauczyć się wykorzystywać tę emocję w odnajdywaniu własnej drogi życia.

Musisz jednak spełnić dwa warunki. Po pierwsze przestań walczyć z własną bezsilnością, uważając, że możesz sobie z nią poradzić będąc silnym w sposób niemal mechaniczny, zmuszając się do heroicznych wysiłków, ćwiczeń, zachowań i relacji, ponieważ grozi Ci opór duszy, która przez cielesną dolegliwość boleśnie przekona Cię o granicach Twej siły, na przykład kładąc do łóżka. Po drugie nie uciekaj przed bezsilnością, jak przed ciemną chmurą, wmawiając sobie, że kiedyś wydostaniesz się na słońce. Nie wydostaniesz. Ciemność bezsilności będzie Ci towarzyszyć przy każdym życiowym przedsięwzięciu. Po prostu w nią wejdź. Daj sobie prawo do niej i pozwól sobie na jej spokojne doświadczenie, pytając o czym Cię informuje, a może do czego zachęca?

Pozornie negatywną energię bezsilności, paraliżującą i przykuwającą do przeszłości, mądry człowiek potrafi wykorzystywać na swoją korzyść i dzięki niej szybko się rozwijać. Po pierwsze bezsilność informuje o granicach siły i zachęca do akceptacji własnych granic, a to naprawdę nie jest nic złego. Wręcz przeciwnie, akceptacja dotychczasowych granic życiowej aktywności jest niezbędnym warunkiem powodzenia przy kolejnych próbach zwielokrotnienia osobistej ekspresji w świecie i zajmowania coraz to nowych nisz, do tej pory przez nikogo nie zagospodarowanych, dzięki którym mamy szansę na życiową satysfakcję i powodzenie.

Gdy więc dopada Cię odczucie i emocja bezsilności nie „rycz, jak zarzynany wół”, że spotkało Cię nieszczęście i zamiast informować wszystkich znajomych o kolejnym życiowym dole i wzbierającej depresji, poinformuj sam siebie, że jak nauczyłeś się chodzić, pomimo wielu bolesnych upadków, tak możesz zrealizować kolejny życiowy cel, jeśli tylko, podobnie jak we wczesnym dzieciństwie, będziesz niestrudzenie podejmował kolejne próby.

Odczuwając bezsilność nie walcz z nią i nie uciekaj przed nią. Daj sobie do niej prawo i wejdź z nią w dialog. Dojdź do granic swojej siły i zamiast utyskiwać zacznij wytwarzać energię zmian. O co chodzi?

Wyobraź sobie, że Twoja życiowa sytuacja przypomina garnek, w którym wszystko wystygło. Zanurzony w zimnej wodzie nie jesteś w stanie się z niego wydostać. Nie okłamuj się, wody nikt nie doleje, więc albo z braku perspektyw stracisz resztkę sił i utoniesz, albo zabierzesz się za wytwarzanie energii. Gdy wodę podgrzejesz, jej objętość się powiększy, a Ty sięgniesz brzegu i zostaniesz uratowany.

Emocja bezsiły jest więc zaproszeniem do działania. Na początku nie oczekuj niczego spektakularnego, a wręcz przeciwnie. Przecież jesteś zanurzony w zimnej otchłani braku wiary siebie. Jednak nie wylewaj „krokodylich łez”. Zacznij po prostu mocować się sam ze sobą, to znaczy ze swoimi przekonaniami na temat swojej bezsilności. Pamiętaj, że Twoje przekonania na ten temat są wtórne i wyuczone. Na początku byłeś przecież niepowstrzymanym bohaterem, zdobywającym kolejne umiejętności, przed którym cały świat stało otworem.

Co z tego, że teraz Ci nie wychodzi? Czy chodzenie wyszło Ci za pierwszym razem? No właśnie. Próbuj, próbuj, próbuj… . Próbuj tak długo, aż dzięki Twej nieustępliwości zacznie podnosić się temperatura. Wyobraź sobie, że tymi próbami pocierasz się plecami o garnek, w którym jesteś. Po jakimś czasie temperatura podniesie się do takiego stopnia, że siła powiększającej się gwałtownie objętości wody wyrzuci Cię na zewnątrz.

Małe i niepozorne początki kończą się spektakularnymi sukcesami. Tylko pamiętaj, że warunkiem życiowej siły, a więc zdobywania nowych umiejętności i poszerzania życiowej przestrzeni, którą zajmujesz jako osoba twórcza i sprawcza,  jest zaakceptowanie własnych granic. Energię zmian wytworzysz dopiero wtedy, gdy skonfrontujesz się ze swoją bezsilnością.

Bezsilność nie jest więc tylko negatywną energią, która oznacza koniec marzeń i zdanie na pomoc innych. Rzeczywiście może doprowadzić nawet do chorób i śmierci. Mimo tego duchowo rozwinięty człowiek potrafi ją transformować na swoją korzyść i wykorzystać dla poprawy samooceny oraz jakości życia. Gdy dopada Cię bezsilność, nie płacz, nie dzwoń po znajomych, licząc na litość, nie oczekuj pomocy ze strony innych ludzi oraz instytucji, ale poszukaj granic dotychczasowej siły i dzięki wytrwałemu wysiłkowi, zmierzającemu do wytworzenia energii zmian, staniesz się świadkiem własnych sukcesów.

Moc przyciągania

Gdy nie będzie lasów, wyciętych piłami w muskularnych męskich dłoniach; gdy nie będzie drzew a ptaki nie będą miały na czym usiąść, aby śpiewać; gdy nie będzie ptaków, bo zostaną złapane w podstępne, męskie sidła; gdy poza zimną stalą i kalkulacją kolejnych zdobyczy nie będzie już niczego

pozostanie moc przyciągania…

Ostatnia szansa ludzkości.

Moc przyciągania, moc przeżycia dojmującego smutku, transformująca moc wewnętrznego bólu, moc skurczu macicy, wydającej nowe życie – Kobieca Moc.

Kobieca Moc jest mocniejsza od męskiej mocy, która potrafi tylko zagarniać, zdobywać, miażdżyć, żądać, oczekiwać, argumentować, zabetonowywać kolejne ludzkie serca.  

Męska moc zdobywania jest niszcząca. Naprzeciw niej, niczym wiosenne kwiaty po złowrogiej zimie, często niepostrzeżenie pojawia się kobieca moc przyciągania – ostatnia szansa ludzkości. Jak przebiśnieg przebija się przez lodowy pancerz, tak moc przyciągania rodzi nowe z niczego.

Gdy nie będzie lekkości, przygniecionej technokratycznym porządkiem życia; gdy zabraknie uśmiechu, bo nikt nie będzie miał odwagi być sobą; gdy zamilknie ostatnia orkiestra, ponieważ taniec będzie zmarnowaną energią; gdy poza czipem pod skórą i algorytmami władzy nie będzie już śmiechu

pozostanie moc przyciągania…

Ostatnia szansa ludzkości.

Moc przyciągania przez kobiecą energię, płynącą od ziemi przez biodra i brzuch ku sercu. Moc zuchwałego tańca kobiecych bioder i rozfalowanych piersi, które naprawiają wszechświat energią nowego początku.

Ostatnią szansą ludzkości jest kobiecy śmiech, spod pępka, głęboko osadzony w „komnacie łona”, w świętym laboratorium nowego życia. Ekstatyczny taniec wibrującego łona, transformującego energię słońca.

Męska energia jest niebezpieczna. Bezlitośnie wypala żyzną ziemię, nie pozostawiając nadziei na wytchnienie w cieniu wysuszonego drzewa. Odbijając się w księżycu, łagodnieje jednak. Gdy słońce trafia w księżyc, powstaje noc, alkowa Kochanków, ofiarowujących sobie świętość; komnata gwiazd, pełna dźwięków i zapachów miłości. Delikatnie uśmiechnięta, milczy o słowach, wypowiadanych oddechami ust.

Kobieca moc przyciągania, łagodna, a mimo wszystko niewyobrażalnie skuteczna, nie wjeżdża w ludzki świat na ogierze, powalając przeciwników na ziemię, aby pokazać swą potęgę. Cichutko podróżuje przez ludzkie wioski i miasta, kuchnie i sypialnie, uśmiechnięta sercem, siedząc na osiołku, źrebięciu, dzidziusiu oślicy, która jeszcze nie poznała ciężaru męskiej, dominującej mocy.

Gdy przeminie czas męskiej mocy zdobywania – na osiołku wjedzie w nasz świat kobieca moc przyciągania, skuteczna czułością. Z miłości stworzy nowego człowieka.

Panie, dbajcie o swoją moc!

Nie uczcie się męskiej mocy zdobywania, bo wszyscy stracimy nadzieję, mężczyźni też.

Śmiejcie się łonem, tańczcie biodrami, cieszcie się sercem. Zachwycajcie się  swoim pięknem. Stwarzajcie wszystko z miłości.

Niczego nie musicie zdobywać, a i tak macie wszystko!