Zapraszam do Międzyrzecza

W Międzyrzeczu rozpoczynam nowy cykl.

Powracam do tematu, którym pierwszy raz zająłem się na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. W efekcie powstała wówczas książeczka „Owoce Ducha Świętego”.

Po 30-tu latach postanowiłem do tego duchowego tematu, zaczerpniętego z Listu do Galacjan (5,22n,) powrócić.

Zapraszam.

Bóg chaosu i kosmosu (na marginesie wojny)

Gdzie jest Bóg? Dlaczego milczy i nie działa?

Po 24 – tym lutym często słyszę te pytania.

Czy potrafię na nie odpowiedzieć? Nauczony przez teologię, pewnie tak. Mógłbym wykorzystać argumenty tzw. teodycei, ale czy Bogu potrzebna jest obrona? Oczywiście, że nie, bo czyż może garnek spierać się z garncarzem, że został uczyniony właśnie takim, jakim jest?

Mógłbym też bardziej duszpastersko i sympatycznie wskazać na cierpiącego Jezusa i powiedzieć, że Bóg nie uciekł z Golgoty, ale wraz z człowiekiem cierpi na krzyżu.

Kiedyś ta odpowiedź wydawała mi się sensowna i prawdziwa. Kilkakrotnie nawet jej użyłem, jednak później doświadczyłem, że nie rozwiązuje podstawowego problemu człowieka. O ile nadaje się do duszpasterskiego oddziaływania w kryzysie, o tyle człowieka wiary pozostawia bezradnym  wobec nagłych zwrotów życiowej sytuacji i ludzkich dziejów.

W wyniku wojny na Ukrainie większość z nas została pozbawiona pewności dostatniego, pomyślnego i bezpiecznego życia. Pojawiła się niewyobrażalna sytuacja, że możemy stracić wszystko, z czym wiążemy poczucie bezpieczeństwa. Wojenny konflikt wpierw sprowadza w naszą codzienność strach i depresję, w kolejnym dobiera się do zdrowia i dobrych relacji.

Przez kilka ostatnich dziesięcioleci wydawało się nam, że o ile w doświadczeniu jednostki może pojawić się nieprzewidziany kryzys, który pod znakiem zapytania stawia nawet życie, o tyle w doświadczeniu europejskich narodów destrukcyjna, niszcząca i krzywdząca wojna jest już niemal niemożliwa. Stworzony przez nas kosmos miał po prostu trwać. Przyznawaliśmy mu prawo do lekkiej korekty wzrostu przez lokalne i ostatecznie dające się przeżyć spadki na giełdach, ale żeby niemal z dnia na dzień miał się ugiąć pod przerażającą i totalną energia chaosu?

Tymczasem okazało się, że chaos, który nas przeraża, ponieważ nie potrafimy go pojąć ani nim zarządzać, niczym gorąca lawa, zawsze gotowa do wydostania się spod ziemi podczas erupcji wulkanu, czyha pod powierzchnią ludzkich dziejów, i to płyciej niż nam się wydawało, aby upomnieć się o nasz porządek świata. Zaskoczeni nietrwałością kosmosu, który stworzyliśmy dla własnego bezpieczeństwa i wygody, zaczynamy interesować się Bogiem, żeby znaleźć ujście dla narastającej frustracji i złości.

Dlaczego Bóg nie wspiera naszego kosmosu? Dlaczego nie panuje nad chaosem? Dlaczego nie podpiera i nie uwiarygodnia naszych roszczeń do kontrolowania biegu wydarzeń i zarządzania dziejami wszechświata?

Te pytania i pretensje powstają z konkretnego podglebia, którym są chrześcijańskie, naiwne wyobrażenia Boga. Nie wiedzieć dlaczego kojarzymy Go tylko z kosmosem. Uwierzyliśmy w kapłańskie zapewnienia, że Bóg jest Bogiem porządku, zapominając, że jako Źródło Życia jest wszystkim. Boga nie można uczynić gwarantem ludzkiego kosmosu, wypierając ze świadomości Jego związek z chaosem. 

W szkolnej, czyli w poprawnej i tradycyjnej teologii obwiązuje definicja, opisująca Boga jako ukrytego i jednocześnie objawionego, co religiologia, a wraz z nią pozostałe nauki humanistyczne przetłumaczyły na pojęcie tajemniczej mocy, jednocześnie przerażającej i fascynującej. Objawiony i fascynujący Bóg, utożsamiany z manifestacją (objawieniem) boskości w człowieczeństwie Jezusa Chrystusa, jest do przyjęcia, bo współczuje i ratuje człowieka z opresji. W związku z tym również teologia nie ma problemu z opisem objawiającej się boskości. Jednak jej drugi aspekt, zasłonięty przed ludzkim umysłem niczym niewidoczna strona księżyca, ukryty i przerażający, jest już trudny do opisania, więc i teologia stosuje metodę apofatyczną, zakładając, że jakiekolwiek pozytywne poznanie natury Boga przekracza granice możliwości rozumu. Praktycznie to oznacza, że ukryty aspekt Boga zaprzecza wszystkiemu, co jesteśmy w stanie pomyśleć i powiedzieć.

Niewielu teologów jest skłonnych uznać, że ukryty i przerażający Bóg manifestuje się jako chaos, wobec którego jesteśmy bezbronni, a gdy działa pozostaje ludziom ufne przyjęcie skutków chaosu.  Poddani presji, którą jest nadzieja wielu religijnych ludzi, że oswojonego Boga można modlitwą i wiarą zmusić do budowania bezpiecznego życia, teolodzy są skłonni upchnąć Boga w ramy ludzkiego kosmosu, każąc Mu zwyciężać chaos.

Definiując Boga w ten sposób, a potem powtarzając tę definicję bez końca, zaczynamy wierzyć w własne urojenia, koncepcje, wyobrażenia (obrazy Boga), wypierając część własnego doświadczenia i ludzkich dziejów z nieprzewidywalnym i przerażającym chaosem. W efekcie takich nieszczęść i tragedii, jak wojenna inwazja Rosji na Ukrainę, pojawiają się pytania w stylu: Gdzie jest Bóg? Dlaczego milczy i nie działa?

Dziś już wiem, bo to widzę, więc to stało się częścią mojej wiary, że określenia ukryty i objawiony oraz przerażający i fascynujący trzeba zastąpić bardziej współczesnymi i adekwatnymi do stanu naszej wiedzy oraz duchowości. Otóż wraz z rozwojem nauki staje się coraz bardziej oczywiste i naoczne, że boskość należy definiować jako harmonię dwóch rodzajów energii, żeńskiej i męskiej. To jednocześnie są dwa aspekty Boga, które są matrycą stworzenia wszechświata i człowieka: „Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas…. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę kobietę stworzył ich” (1 Mż 1,26n). Co tradycyjna teologia nazywa ukrytym i przerażającym aspektem Boga jest odpowiednikiem energii żeńskiej. Analogicznie objawiony i fascynujący aspekt Boga jest odpowiednikiem energii męskiej.

Wszystko staje się jasne, gdy wsłuchamy się w grupę mężczyzn, którzy dzielą się swoimi życiowymi doświadczeniami. „Kobiety nie zrozumiesz”; „Wracasz do domu i nie wiesz z czym przyjdzie ci się  zmierzyć, będzie spokojna i przewidywalna czy wybuchnie i zacznie mieć pretensje do wszystkiego”.

„Kobiecość jest przerażająca. Jak ją ujarzmić?”. To pytanie spod „budki z piwem”, wypowiadane przez męskie usta, nie odbiega daleko od naszego: „Chaos wojny jest przerażający. Jak go ujarzmić, żeby nie rozlał się na cały świat?”. To ta sama perspektywa, której granic tylko nie potrafimy dostrzec. Co mężczyzn przeraża w kobiecości? Potencjalność każdego zachowania, każdego rozwiązania, każdej manifestacji, ponieważ mężczyźni lubią mieć wszystko zaplanowanie i pod kontrolą. Żeńska energia jest energią chaosu, to znaczy potencjalnością zaistnienia każdej formy życia. Z żeńskiej, rodzącej, stwórczej energii, w historii wszechświata i na powierzchni ludzkich dziejów ujawnia się zawsze jedna z możliwych form życia, która przybiera już ujarzmiony, konkretny, fizyczny, historyczny kształt. 

Mężczyźni tymczasem lubią czuć się władcami, którzy zarządzają życiem. Męskość w przeciwieństwie do kobiecości jest konkretną, fizyczną, strukturalną manifestacją życia, więc to, co manifestuje się w świecie, a pochodzi z energii żeńskiej, ukrytej przed ludzkim wzrokiem, przerażającej swoim niewyobrażalnym potencjałem wydania na świat wszystkiego, jest energią męską.

Jak z kobiety rodzi się mężczyzna, czyli z waginy rodzi się fallus, czyli z potencjalności wszystkiego pojawia się konkretna fizyczna postać świata, dziejów i człowieka, tak dziewica rodzi syna. To ponadczasowy ruch energii, pochodzący z boskiej matrycy stworzenia. Kto go dostrzega, rozumie dlaczego ludzki kosmos nie może trwać wiecznie i zostaje wchłonięty przez chaos, aby chwilę później mógł zamanifestować się kolejny kosmos. To jest dokładnie ten sam ruch energii, który decyduje o tym, że po lecie nastaje zima i kolejne lato, a po dniu nadciąga noc, z której rodzi się nowy dzień.

Matrycą harmonijnego współdziałania żeńskiego i męskiego aspektu energii jest Źródło Życia, w którym chaos jest odpowiednikiem energii żeńskiej, zaś kosmos męskiej. Dzięki temu zrozumiałem, że mówienie o Bogu jako porządkującym Stwórcy, który zwycięża potwory chaosu, zagrażające ludzkiemu życiu, jest niemożliwe. To jest kłamstwo, stworzone na potrzeby wyparcia strachu przed konsekwencjami działania żeńskiego aspektu boskości.

Wiara nie jest władzą! To znaczy, że służy nie tylko do przyjmowania ratunku, czyli wybawienia, ale tak samo jest potrzebna do przeżycia nieoczekiwanego obrotu spraw, w którym wszystko staje na głowie i niczego nie da się zrozumieć. Wiara, czyniąca człowieka pełnym, szczęśliwym, spokojnym, co teologia nazywa wiarą usprawiedliwiającą, jest przyjęciem życia, płynącego ze Źródła, w którym chaos i kosmos są dwoma, harmonijnie współdziałającymi aspektami energii.

Wiara nie przywiązuje się do konkretnej manifestacji życia, ale jest uczestniczeniem w całości życiowego doświadczenia. Dlatego jest też spokojnym przyjęciem chaosu, czyli śmierci i nocy. Słowa: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego” (Łk 23,46) świadczą o tym, że fizycznie i historycznie konkretna męska manifestacja człowieczeństwa, o imieniu Jezus, powracając do Źródła Życia oddaje się boskiej kobiecości.

Ponieważ wszyscy jesteśmy z kobiecej energii chaosu i do niej powracamy, więc wiara nie potrzebuje odpowiedzi na pytania: Gdzie jest Bóg? Dlaczego milczy i nie działa?

Wiara przyjmuje doświadczenie.

Życzenia dla Pań w Dniu Kobiet

Polscy mężczyźni nie muszą walczyć w związku z obronną wojną Ukrainy, napadniętą przez Rosję. Skutki tej wojny pewnie poczują za kilka miesięcy i w następnych latach, gdy będzie im trudniej zapewnić rodzinie godne i bezpieczne życie. Zwłaszcza ci, którzy hołdują tradycyjnym rolom społecznym i wolą biegać po świecie za pieniędzmi i karierą, czyniąc żony i partnerki odpowiedzialne za dom i wychowanie dzieci.

Inflacja, kryzys gospodarczy i finansowy, zmiany na rynku pracy… To potencjalny front wielu mężczyzn, który będzie konsekwencją dzisiejszego frontu pod Kijowem i Charkowem.

W doświadczeniu Pań sprawy mają się jednak inaczej. Wojna Rosji z Ukrainą dotyczy je już teraz. Walczą o godne życie ukraińskich Matek i Dzieci w Polsce. Pewnie, że są wspierane przez wielką rzeszę Panów, jednak dramat oraz skutki uchodźctwa dzieją się w polskich domach, a nie na ukraińskim polu walki, więc mocniej działają na wyobraźnię i psychikę Pań aniżeli Panów. Także dlatego, że bezpieczny dom i uśmiech dzieci to kobiece pragnienie, a męskie zadanie.

Gdzie zaś działa pragnienie, tam jako skutek często pojawia się cierpienie.

Przyznam, że nie miałem zamiaru 8 marca dedykować Paniom specjalnego tekstu. Między innymi dlatego, że w Golasowicach (30 km od domu) rozpocznę o 18-tej rekolekcje, przeznaczone dla Pań, które wieczorem będzie można znaleźć także na moim profilu fb. Jednak pod wpływem obserwacji i przynaglony przez kilku mężczyzn postanowiłem Paniom darować dziś kilka słów. Tym bardziej, że Dzień Kobiet przypada na 13-ty dzień wojny.

13–tka ma wiele spójnych znaczeń. Niektórzy kojarzą ją tylko z nieszczęściem i pechem. Całkiem niepotrzebnie, bo składa się z 1-ki i 3-ki. 1-ka to początek, dążenie do przodu, motywacja i postęp, osiągnięcie i spełnienie, wyjątkowość i indywidualność. 3-ka odnosi się do optymizmu i entuzjazmu, komunikacji i inspiracji, kreatywności, wzrostu i manifestacji. Owszem, 13-tka może być zapowiedzią błogosławieństwa w nieszczęściu. 

Drogie i pełne mocy Panie,

jednym z Waszych odruchów, podstawowym nie tylko w sferze moralnej, ale przede wszystkim instynktownej, jest pomaganie słabszym, zwłaszcza ratowanie dzieci. Współpracując z Mężczyznami organizujecie mieszkania, wyposażenie, kupujecie podstawowe artykuły, potrzebne do życia, zapraszacie Ukrainki oraz ich Dzieci. W wioskach i miastach tworzycie ośrodki pomocy. Organizujecie społeczną strukturę, dzięki której kolejny milion uciekinierów z Ukrainy wciąż spokojnie wsiąka w polskie społeczeństwo. Robicie to z miłością i ze współczuciem, ale zaczynacie być zmęczone. Wbrew intencji pomocy nie wytrzymujecie napięcia i w najmniej odpowiednich chwilach i sytuacjach wybuchacie płaczem albo złością. Stajecie się nadmiernie egzaltowane, łatwo się wzruszacie i płaczecie. Psychicznie słabniecie, tracicie fizyczne siły, zaczynacie działać w nieustannym stresie, a przecież do wykonywania swego dzieła potrzebujecie mocy, spokoju i zaufania.

Zaczynacie więc cierpieć, realizując jedno z podstawowych Waszych pragnień, aby Ukrainki wraz z Dziećmi były bezpieczne. To znaczy, że wbrew Waszej intencji zaczyna ujawniać się korzeń rozkładu i rozpadu Waszego pięknego dzieła. A wydaje mi się, że tego przecież nie chcecie?

Przypuszczam, że wiem, co w takiej sytuacji większość z Was robi. Szuka mianowicie jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia dla paradoksalnego odczucia. Niestety nic na tym nie zyskujecie. Racjonalizacja nie podnosi Waszego morale ani stanu ducha. A najczęstszą jest argument, że miłość wymaga cierpienia. Ikoną takiego przekonania bywa Jezus. Tymczasem w Ewangeliach ciężko znaleźć przekonujące dowody tego, że Jezus cierpiał z miłości. To z powodu popularnych przekonań i pod wpływem wyobraźni, ukształtowanej między innymi przez Pasję M. Gibsona, wypieramy, że cierpienie jest brakiem miłości, a nie jej skutkiem. 

Kochane, dobre i godne pomocy Panie,

proszę zrozumcie, że łączenie miłości z cierpieniem wyniosłyście z rodzinnych domów, jako skutek tradycyjnego wychowywania, w którym Kobiety powinny z miłości poświęcać się i być Dobrymi Mami dla całej rodziny. Teraz w energii tego archetypu wiele z Was zaczęło pomagać (co jest godne największego szacunku) i wmawiacie sobie, że wzruszenia, ubytek sił psychicznych, sentymentalne opowieści o historiach uchodźców, którym pomagacie, napuchnięte oczy i łzy, to prawdziwa i naturalna konsekwencja Waszego zaangażowania. Pewnie w niejednym wypadku mogłoby tak być, gdyby nie to, że psychicznie zaczynacie się odłączać od życia, stajecie się nerwowe i niestabilne emocjonalnie.

I teraz najważniejsze! Minie kilkanaście dni i zamiast dalej ratować rodziny, uchodzące z Ukrainy, będzie trzeba organizować pomoc dla Was i dla Waszych rodzin.

Na pewno tego chcecie? 

Więc przestańcie brnąć w sentymentalny marazm, który wciąga w depresję, i spójrzcie prawdziwe w oczy. Oddzielcie pracę, aktywność i pomaganie od uczestniczenia w emocjach uchodźców. Zrozumcie, że emocjonalne uczestniczenie w tym doświadczeniu w niczym Wam nie pomaga, a przeciwnie szkodzi. Uczestniczenie w nim zamieńcie w obserwację. Nie chodzi o zaniechanie aktywności i pomocy, ale obserwowanie tej historii i doświadczenia z pozycji zaufania, które oddziela od strachu i cierpienia.

Naprawdę nie chodzi o wyłączenie empatii. Chodzi o zaufanie, że ten chaos jest odsłanianiem nowego porządku świata. Nie uczestniczcie w cierpieniu, bo wtedy ono Was dosięga i też stajecie się ofiarami. Tymczasem, kochanie Panie, macie być Światłem, czyli manifestacją Miłości i Życia.

Obserwowanie chaosu nie jest równoznaczne z zawieszeniem aktywności, ale aktywność skierowaną na odkrycie prawdziwego sensu i celu tych wydarzeń, czyli oglądanie apokalipsy, która odsłania dotychczas ukrytą przed nami postać świata.

Nie płaczcie, pytając: Dlaczego to cierpienie spotyka te biedne istoty, którym pomagacie?  Uważnie oglądajcie sytuację, czyli ludzkie TERAZ, aby raczej odnajdywać odpowiedź na pytanie: Po co to wszystko się dzieje? Po co Wy też tego doświadczacie? W ten sposób możecie odwrócić się od cierpienia z miłości ku miłości bez cierpienia, która jest mądra i potrzebna, aby przez doświadczenie Ukraińców i Wasze zaangażowanie mogła manifestować się nowa postać świata. W ten sposób życiową energię będziecie używać do niesienia pomocy, a nie do radzenia sobie z własną depresją. W efekcie skutecznie osiągnięcie zamierzony przez Was cel, a nie przeciwieństwo w postaci chorób i cierpienia Waszych rodzin.

Drogie Panie,

jesteście mocne Waszą miłością i mądrością. Jednak bądźcie uważne, żeby miłość nie stawała się przyczyną Waszego cierpienia, bo skończy się większym cierpieniem. Wszystkie emocje to w istocie jedna i ta sama energia życia, która jest miłością. Cierpiąc z miłości nie dajecie jej szansy, aby czyniła Was mocniejszymi i zdrowszymi, a dzięki temu skutecznymi w niesieniu pomocy. Zatrzymując ją, tworzycie psychiczne i fizyczne blokady, które Was osłabiają. Uczestnicząc w emocjach, które większość uznaje za złe, sprowadzacie na siebie stres i osłabiacie się. Dajecie wtedy zgodę na to, żeby Rosjanie krzywdzili także Was.

Tymczasem jesteście wolne i od nich niezależne, więc odetnijcie emocjonalne więzy z najeźdźcą Ukrainy, bo Wasza energia życia ma służyć Uchodźcom. Żeby kochać bez cierpienia spróbujcie działać w taki sposób, aby w ciszy i zaufaniu dawać sobie szansę na bycie mocnym, a także bez niepotrzebnego stresu oglądać zachodzące zmiany w życiu Waszym i Uchodźców.

W Dniu Kobiet życzę Wam – Panie – miłości, w której nie przyjmujecie roli ofiary. Miłość to wolne działanie, w którym nie ma strachu, zmęczenia i stresu, bo łączy się z zaufaniem, że w życiu miłośników Życia, Światła i Miłości wszystko obraca się ku dobremu.

Panów zapraszam do Wrocławia

Mężczyzna, skonfrontowany ze swoją siłą, gubi się, bo nie wie, po co ją ma i w jaki sposób mógłby jej używać. Dlatego krzywdzi tych, których kocha, i niszczy to, co buduje. Ucieczka w chłopięcą uległość i wyparcie męskiej siły nie jest dobrym rozwiązaniem.

Na każdego mężczyznę czeka powołanie, które ma różne nazwy, jednak ostatecznie Dzieci i Kobiety potrzebują ochraniających, ratujących i uzdrawiających Królów, silnych i łagodnych, gotowych do słuchania Ducha.

Na tych warsztatach nie będziesz musiał kolejny raz rywalizować, aby udowodnić siłę i sprawność. Poczujesz się bezpiecznie.

Czy jesteś gotów wejść w siebie i posłuchać Ducha, aby odnaleźć powołanie?

Inwestycja 250 zł.

Posiłki we własnym zakresie.

Chętnych proszę o kontakt na numer tel. 660783510 albo na adres: mju@escobb.com.pl

Zapraszam do Piły

To może być szczególnie ciekawe i ważne spotkanie w kontekście męskich gier i upodobania do wojny. Czyżby kobiety były potrzebne, żeby rodziły mężczyzn, którzy potem giną jako bandyci i mordercy?

Patriarcha z Kremla

Słuchając przywódców Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale też większości polityków z Europy, odnoszę wrażenie, że albo nie potrafią zinterpretować postaci i zachowań Wł. Putina, albo dość oczywistej interpretacji po prostu do siebie nie dopuszczają. Tymczasem warunkiem wypowiadania odpowiednich słów i zajmowania skutecznych postaw wobec Moskwy, która rości sobie prawo do bycia trzecim Rzymem, jest uwzględnienie religijno-kulturowych warunków, w których działa rosyjski prezydent. 

Obawiam się, że w amerykańskich oczach Wł. Putin uchodzi za azjatyckie wcielenie archetypu kowboja, z którym on sam nie ma nic wspólnego. To, że z nagim torsem jeździ na koniu, ujeżdża kłady, pozuje na silnego mężczyznę, niczego nie przesądza. Nawet obawa, że próbuje odbudować imperium carów i Stalina, nie usprawiedliwia infantylnego traktowanie Wł. Putina, którego nie zachęci się do zachowań, typowych dla amerykańskiej wyobraźni, czyli na przykład do pojedynku. Czy podskórne i zamaskowane wykorzystywanie rosyjskich najemników albo prowadzona od sześciu dni wojna z Ukrainą nie podpowiada, że Wł. Putin kowbojem nie jest ani nie chce nim być? Paradoksalnie to właśnie mężczyzna o typowej mentalności kowboja (np. G.W. Busch), albo zawadiackiej (R. Reagan) dużo sprawniej poradziłby sobie z prezydentem Rosji, ponieważ natychmiast zauważyłby, że ma do czynienia z kimś, kto funkcjonuje według zupełnie innego mitu założycielskiego. 

Skoro ewentualność, że mamy do czynienia z putinowską wersją wojskowego maczyzmu odpada, może warto uwzględnić wpływ archetypu włoskiej cammory, na co z kolei gotowi są przystać politycy z Europy?  Absolutnie nie. Putinowi daleko do mężczyzn z Palermo, z pożółkłymi od nikotyny wąsami, pogrążonych w myślach i oczami nieruchomo wpatrzonymi w niejasną przyszłość, którzy odzywają się tylko wtedy, gdy już nie ma innej możliwości. Co prawda Putinowi jakby udawało się być dyskretnym i ukrywać emocje, będące klasyczną piętą Achillesa mężczyzny z Palermo, jednak w rzeczywistości, mimo zachowywania niewzruszonego wyrazu twarzy, jego oczy ujawniają namiętności i bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi.

Kim więc jest Wł. Putin? Dla teologa odpowiedź jest dramatycznie oczywista. Dramatycznie, ponieważ niepoprawna politycznie, i dlatego nie pozwala się jej zaistnieć w publicznym dyskursie. Ale po kolei.

Znaczna część kulturowej tradycji Europy i Ameryki ukształtowała się pod wpływem ewangelickiego etosu nauki i pracy. Odkąd bowiem ludzie zostali zwolnieni z troski o własne zbawienie, bardziej zainteresowali się światem. Człowiek, aby rzeczywiście mógł okazał się pobożnym, nie musiał opuszczać świata i uciekać przed konsekwencjami życia w świecie, wkraczając w klasztorne mury. Odtąd świat stał się klasztorem. To znaczy, że Boga nie tylko można, ale wręcz należy czcić w codziennym życiu, odnajdywać Jego twarz w obliczu bliźniego. Praca rolnika i rzemieślnika nie jest mniej pobożna od modlitw mnicha. Dla duchowości oznaczało to zwrócenie się w stronę wielu nowych aspektów życia, a przede wszystkim, że odtąd duchowość nie jest zarezerwowana wyłącznie dla elit, ale zajmuje należne jej miejsce w samym środku przestrzeni i czasu ludzkiej egzystencji.

Dzięki Reformacji ludzie nauczyli się służyć Bogu świeckim powołaniem i doświadczać błogosławionych skutków bycia pobożnym człowiekiem w każdej dziedzinie życia społecznego. Ewangelicka duchowość nie jest umiejscowiona pomiędzy niebem a ziemią, ale stała się formą przeżywania Bożej obecności w codzienności bycia człowiekiem. Jej konsekwencją jest świecka odpowiedzialność za własne życie i los bliźniego. W dużej części Europy i Ameryki Północnej nie oczekuje się Bożej interwencji z zewnątrz, czyli rozwiązania problemów przez cudowną zmianę sytuacji życia, ale doświadcza spotkania z Bogiem wewnątrz swej istoty, dzięki czemu człowiek staje się mocny i świadomy siebie, a przez co samodzielnie kształtuje swoją życiową sytuację. Ta religijna zmiana wyobrażeń Boga jest jednym z fundamentów zachodniej cywilizacji.

Tymczasem w prawosławnej Rosji mamy do czynienia z zupełnie innym obrazowaniem Boga, a więc innymi skutkami światopoglądowymi. Wł. Putin nie jest kowbojem ani mężczyzną z Palermo, ale typowym patriarchą, uwikłanym w religijne wzorce, nawet jeśli sam nie jest zbyt religijny, ponieważ są wzorcami kulturowymi i społecznymi. Jego zachowania, pozy, gesty i słowa, utrwalają wizerunek patriarchy z typowego systemu teokratycznego, którego zadaniem jest przekazywanie życia (stąd pozy jurnego mężczyzny, o którym powinny marzyć Rosjanki), dbanie o przetrwanie klanu w trudnych warunkach środowiskowych czy geopolitycznych, przestrzeganie prawa (stąd pozy praworządnego sędziego), oraz prawo do wymierzania śmierci dla dobra całej wspólnoty.

Wł. Putin nie wyrósł ponad religijną kulturę swego ludu, nie jest więc żadnym wybitnym mężem stanu, a jedynie sprawnym administratorem w społeczeństwie, które nie wyobraża sobie, że mogłoby być za siebie odpowiedzialne. Będąc więźniem religijnych wyobrażeń, których nie rozumiemy, nigdy nie będzie politykiem, odpowiadającym wzorcom tzw. zachodniej demokracji. I dlatego trzeba uważać, bo w patriarchalnej mentalności wojna jest oczywistą i stosunkowo prostą metodą przetrwania, co patriarcha jest winien swojemu klanowi.

W tym obrazowaniu religijnym Bóg nie zmienia człowieka od wewnątrz, aby radził sobie w codziennym byciu, ale zmienia świat dla człowieka! 

Zwycięstwo

W szóstym dniu bandyckiej inwazji Rosji na Ukrainę pisanie o zwycięstwie mogłoby być ryzykowne, gdybym był politologiem albo strategiem wojskowym. Nie mam narzędzi, abym mógł przewidzieć czas i wagę zwycięstwa najechanego kraju. Będąc teologiem potrafię za to powiedzieć coś ważnego o naturze zwycięstwa.

Zwycięstwu potrzebna jest odwaga. Bez niej człowiek pozostaje przegranym i zwyciężonym.  Odwaga, co sugeruje samo słowo, jest rezygnacją z używania wagi i odejściem od ważenia zysków i strat. Ekonomia bierze wówczas górę nad spokojnym i ufnym uczestniczeniem w życiu. Z wędrowca, odkrywającego w codziennych fragmentach życiowej drogi kolejne cudowności, co prawda gotowego na porażkę, ale także na autentyczny zachwyt i sukces, człowiek przeistacza się w bankowca, pilnującego kapitału przeszłości. Żylaste nogi podróżnika zaczynają obrastać żylakami zatwardziałej tradycji i lęku przed stratą tożsamości.  

Mimo wszystko odwaga nie ujawnia się na powierzchni ludzkich dziejów pod postacią szalonych decyzji i brawurowych zachowań. Jej największą wartością jest wyjście z kręgu bezsilności i apatii. To w tym stanie człowiek jest niezdolny do działania i za wszelką cenę pragnie zatrzymać starą postać świata, tzw. normalną. Dlatego odwaga umożliwia wyjście spod wpływu strachu i wejście w moc miłości, która ufa życiowym zmianom i przyszłości.

Odwagi nie trzeba zdobywać ani jej się uczyć. Hochsztaplerzy różnej maści, wmawiają ludziom, odczuwającym strach przed przyszłością i dlatego co noc tulącym się do trupa przeszłości, że nauczą ich odwagi. Tymczasem ona jest w każdym człowieku, ponieważ jest naturalnie związana z poddaniem się wartkiemu nurtowi życia, a więc ze spokojnym i ufnym uczestniczeniem w zmianach. A już na pewno nie jest do tego potrzebna odwaga o wymiarze heroicznym. Odwagę trzeba tylko w sobie dojrzeć, czule się nią zaopiekować i rozwijać ją.

W sumie jest to bardzo proste, ale przez większość z nas bywa wypierane. Wystarczy uznać, że u źródeł problemu leży fakt, iż wszystko, co jest nam znane, należy do przeszłości, więc umarło, a żywe pozostaje to, co jest nieznane. Człowiek, kontaktujący się ze śmiercią, musi umrzeć, natomiast podążający śladem życia rozwija swoją żywotność. Gdyby więc próbować zobrazować odwagę warto wyobrazić sobie na przykład, że jest niewinna. Odwaga niczego nie zna. Jest jak maleńkie dziecko, które dopiero wszystkiego musi się nauczyć. Jest ufna i czerpie radość z podejmowania ryzyka.

Dlatego na początku życiowej przygody z odwagą trzeba wydostać się spod wpływu ego (Putin i jego propaganda), które trwa wyłącznie dzięki próbom ożywiania martwej przeszłości, heroicznym opowieściom, mrzonkom o wielkości i odwoływaniu się do siły, tkwiącej w tożsamości i przeszłości. Uwolnieni spod wpływu ego, dzięki ufnemu zwróceniu się ku przyszłym dniom, zaczynamy powoli odkrywać wewnętrzną prawdę, naszą prawdziwą istotę.

Dzięki odwadze bycia niewinnym piękniejemy, dojrzewamy, stajemy się coraz bardziej sobą.  To jest ten moment, w którym pojawia się szansa na prawdziwe zwycięstwo. Odwaga uwalnia  bowiem z lęku, wstydu, winy i konieczności używania siły, rozumianej jako przemoc i wściekłość. Wówczas w miejscu siły pojawia się moc ufnej, cichej i pokornej miłości, która odmienia losy życia i świata.

Używając siły, której podglebiem jest strach, poczucie winy i wstydu, nie da się zwyciężyć w żaden sposób, nawet jeśli w sferze zdobywania przestrzeni, zabijania, gwałcenia i okradania bezbronnych ludzi odnosi się sukcesy, ponieważ te działania jedynie wzmacniają całe to podglebie. Zamiast stawać się prawdziwym, człowiek zanurza się w kłamstwie. Używanie siły, która ma leczyć z kompleksów i strachu, paradoksalnie wzmacnia atakowanych i osłabia atakującego, który ma coraz mniej odwagi zmierzyć się z rzeczywistością. Boi się przyszłości, więc siłowo pilnuje starego porządku świata.

Odwrotnie działa moc miłości. Jedynie w polu jej działania możemy odnieść prawdziwe zwycięstwo. Wbrew temu, co sądzimy, inspirowani wypowiedziami polityków, wojskowych, socjologów, dziennikarzy, ekonomistów, a więc zwiedzeni informacyjnym szumem, zwycięstwo nie zależy od sukcesów odnoszonych w świecie, ale od zmian, które pod wpływem miłości zachodzą w nas. Gdy wydostajemy się z lęku oraz wychodzimy z poczucia wstydu i winy, wtedy przestajemy sobą gardzić i uczymy się kochać. Dzięki miłości zaczyna działać wyzwalająca prawda, w której jest możliwe prawdziwe zwycięstwo.

Nikt z nas nie potrzebuje wyzwolenia z kłamstw i fałszywych opinii o świecie, ale z kompleksów, lęku, wstydu i winy, czyli z wypartej prawdy o sobie samym, z powodu której używamy zewnętrznej siły, aby pozbyć się wewnętrznej bezsiły. Prawdziwa odwaga to nie gotowość do walki z zewnętrznym wrogiem. Dzięki niej stajemy się prawdziwi, wyzwoleni z ego, kochający. Używamy wtedy miłości do zwyciężania świata, pełnego zakompleksionych, sfrustrowanych, wystraszonych większych i mniejszych Putinów.

Odwaga potrzebna jest miłości, poza którą nie mamy najmniejszych szans na zwycięstwo.

Zapraszam do Pszczyny na warsztaty dla par

Życie w parze jest nie tylko wspólnym przedsięwzięciem. Przede wszystkim jest szkołą, w której poznajemy samych siebie.

Partner zawsze jest lustrem, pokazującym nam naszą ciemną stronę. Dlatego bez wewnętrznej zgody na relację, w której nie dostosowujemy partnera do swoich potrzeb, ale sami stajemy się bardziej prawdziwi, żadna tzw. miłość nie ma szansy na przetrwanie.

Miłość bowiem jest emocją transformującą lęk przed zniknięciem, brakiem i wykorzystaniem w zaufanie człowiekowi i życiu. To ruch od pożądania po tęsknotę; od potrzeby zaspokojenia po radość obdarowywania; od uzależnienia od innych po bycie wolnym; od bycia pustym po bycie pełnym; od bycia osobnością po bycie wszystkim dla wszystkich.

Niestety łączymy się w pary i rozpoczynamy małżeńskie albo partnerskie eksperymenty nieświadomi samych siebie, całkowicie nieprzygotowani do miłości. Nie rozumiemy, że każdy brak w psychice ujawni się także w związku. Naiwnie sądzimy, że wszystkie nasze lęki, kompleksy i brak wiary w siebie miną dzięki relacji, a tymczasem z biegiem czasu stają się większe i dokuczliwsze.

Do relacji trzeba być przygotowanym, a będąc w niej mieć świadomość zachodzących procesów duchowych i psychicznych. Dlatego zainteresowanych zapraszam na dwudniowe warsztaty dla młodych par: Taneczny wir żeńskiej i męskiej energii.

Termin:

sobota 5 marca od 10-tej do 14-tej i od 16-tej do 19-tej

niedziela 6 marca od 10-tej do 13-tej

Miejsce warsztatów:

Pszczyna, ośrodek Śląskiej Fundacji Błękitny Krzyż, ul. Paderewskiego 3.

Na miejscu napoje i przekąski. Obiad w sobotę we własnym zakresie.

Inwestycja pary: 300 zł

Zgłoszenia: 660 783 510; mju@escobb.com.pl

Życie w parze ma ożywiać połączeniem dwóch energii. Wirującym polem miłości Królowej i Króla, Kochanki i Kochanka, Wiedźmy i Maga. Niech wypełnia się i działa uzdrawiający związek żeńskiego Ducha i męskiego Słowa, kobiecej mocy i męskiej siły, kobiecej miłości i męskiej czci.