Po-twarz

Spotkała nas potwarz. Ktoś sięgnął po naszą twarz, a my milcząco się zgadzamy.

Czy to koniec kultury, jaką znamy? Już także ponowoczesność stała się nieadekwatna?

Nie żyjemy tylko w świecie fizycznym. Nawet zagorzali materialiści, zwolennicy behawioralnej definicji kultury i fanatyczni wyznawcy religii rozumu, przyznają, że poruszamy się w przestrzeni symbolicznej. Nie jest ważne, czy symbolizm wspólnoty tworzy jednostkę, jak ma to miejsce w kulcie religijnym, czy jednostka sama tworzy narzędzia symboliczne, aby wyrazić swoją jaźń. Znaczenie symboliczne, którym poszerzamy zajmowaną przez nas przestrzeń świata, dla jednych może być zapowiedzią doświadczenia metafizycznego, a dla innych będzie wprost bramą przejścia do świata duchowego.

Ludzkie ciało nie tylko samo w sobie jest symbolem duszy. Ma też wiele mniejszych, symbolicznych przejść do tajemnicy, która w człowieczym życiu chce się wyrazić na co dzień, a jest ukryta pod maską ciała.

Jednak nic nie przysłoni roli twarzy, która jest głównym portalem przejścia z materialnej codzienności do duchowej wieczności.

Człowieka można pozbawić twarzy na trzy sposoby. Pierwszy, najbardziej brutalny, polega na użyciu ostrza. Twarz spada wraz z głową. Jakże często i jakże wielu, z litości do posiadających własną twarz, właśnie w ten bezpośredni sposób pozbawia ich twarzy, aby mogli być zbawieni bez twarzy, bez duszy, bez jaźni, bez siebie, jako nierozpoznawalna i nie zindywidualizowana dusza.

Intencja dobra, wykonanie barbarzyńskie.

Zbawienie jest odrzuceniem maski, czyli indywidualnej świadomości. Jest odkryciem większej świadomości. Świadomości Źródła, z którego wszyscy jesteśmy. Odrzucenie własnej twarzy jest aktem przejścia z materialności w duchowość. Jako portal, twarz potrzebna jest do przejścia. Potem można ją odrzucić. Stajemy się czystą świadomością Źródła.

Ale twarzy można pozbawić w sposób bardziej wyrafinowany. Człowiek traci twarz, gdy zabiera mu się ubrania. Oczywiście może zrobić to sam. Staje się wtedy nagi, szczery i prawdziwy. Staje się udziałowcem świadomości Źródła. Nie ma potrzeby dłużej się zasłaniać. Najlepszą zasłoną dla reszty ciała jest wyeksponowanie twarzy, mającej właściwość koncentrowania uwagi, kondensowania obrazu, który chce się pokazać innym. Gdy w odwracaniu uwagi od prawdy o sobie twarz przestaje być potrzebna, można się rozebrać. Twarz znika.

Po twarz można sięgnąć jeszcze inaczej, może najprościej? Po prostu ją zasłonić. Gdy wciąż za wcześnie, bo przemoc nie zdążyła nagromadzić w sobie na tyle mocy, aby twarzy pozbawiać wraz z głowami, prowizorycznie można kazać je zasłonić. Gdy przekonanie, że ma się prawo do ludzkiej duszy, dojrzewa do mesjańskiej pewności, sięga się po twarz, aby dusza nie pokazywała siebie, swej indywidualności, niepowtarzalnego piękna, nie prowokując do miłości.

Czy to przypadek, czy nie, że tam, gdzie najczęściej pozbawia się twarzy, odcinając ją z całą głową, ani więźniowie, ani kobiety nie mogą mieć twarzy?

Co o tym myślicie?

Najsłabsi, zniewoleni, którzy są własnością obsesyjnie zakompleksionej męskości, nie mogą pokazać duszy, sprowokować odruchu litości, wzbudzić miłości i szacunku.  

Po twarz sięgają maniacy prawa własności.

Po-twarz to zawsze sprawka kogoś, kto nie ma twarzy. Sięga po cudzą, bo nie ma własnej. Sięga po czyjąś duszę, bo nie spotkał się ze swoją. Wprowadza bezduszną kulturę po-twarzy.

Czy to przypadek, czy nie, że w Polsce od kilku lat po-twarz jest narzędziem polityki, a w sądzie przegrywa z retoryką wyroków ludzi bez twarzy?

Co o tym myślicie?

Wpierw w przestrzeni publicznej usankcjonowano po-twarz. Teraz sięgnięto nam po twarz, nakazując używania maseczek. Kolejnym krokiem przemocy, gromadzącej w sobie na tyle dużo mocy, aby zażądać naszej duszy, będzie co?

Co o tym myślicie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty + 11 =