Wdzięczność

Wspólnie zwiedziliśmy 45 ogrodów krainy życia. Zapachy, kolory, widoki niektórych natychmiast zapierały dech w piersiach, tymczasem okazywało się, że pomiędzy nimi są też osty, kolce i ciernie, które warto zauważać i respektować, aby nie przerwać strumienia energii, płynącej przez nas ku niebu, w którym chcielibyśmy żyć. Nie zapominajmy, że uważność na każdy rodzaj emocji stwarza w nas niebo albo piekło. Z kolei w innych spodziewaliśmy się dzikiej plątaniny trujących, kaleczących i śmierdzących chwastów, a mimo tego odkrywaliśmy, że każdy z nich pełni rolę lekarstwa na duchowe choroby. W końcu, gdy udawało nam się przedrzeć przez gąszcz dzikich roślin, w samym środku ogrodu odkrywaliśmy śpiącą królewnę, czekającą na pocałunek. Jest nią dusza, zraniona igłą zawiedzionych oczekiwań, poglądów i marzeń.

Domyślam się, że zabrakło Wam jednego ogrodu, być może najważniejszego? Tego rajskiego w pełnym znaczeniu tego obrazu. Może pytaliście, gdzie między emocjami straciła się wdzięczność? Cierpliwie czekała na sam koniec, zresztą podobnie jak bywa w powszednim życiu, że gdy wszystko już się przeżyje i doświadczy zaczyna się rozumieć i doceniać znaczenie wdzięczności.

Wszystkie emocje, popularnie uznawane za negatywne, jak przekonaliśmy się w podróży po ogrodach życia, wynikają z przekonań. W rzeczywistości są energią, którą z pożytkiem możemy wykorzystywać dla poprawy jakości życia, jeśli tylko podnosimy poziom naszej świadomości. W istocie wszystko zależy od nowego sposobu myślenia, którym świadomie zarządzamy emocjami. Dzięki nowym myślom nie poddajemy się stereotypowym przekonaniom umysłu tłumu i możemy angażować się w najlepsze dla nas przedsięwzięcia.

Myśl, odczuwaj, działaj.

Niestety niektórzy z nas, akceptując ów porządek i próbując go praktycznie realizować, po jakimś czasie doświadczają nieskuteczności i poddają się. Przyczyna jest bardzo prozaiczna i ma związek z duchowością. Otóż jak długo podświadomy umysł nie będzie posługiwał się tymi samymi przekonaniami, co umysł świadomy, przeobrażająca i twórcza moc nowych myśli niestety nie zadziała.

Zatem, jak przekonać podświadomość, która dysponuje pamięcią, ale nie potrafi logicznie myśleć, czyli odwrotnie do racjonalnej świadomości, korzystającej z kart pamięci, magazynowanych w podświadomości, że stare wzorce z przeszłości są nieaktualne, bezwartościowe, szkodliwe i niebezpieczne? Oczywiście można z powodzeniem stosować różne techniki, zwłaszcza medytacyjne, jednak istnieje jeden duchowy skrót. Aby móc się nim posłużyć i skutecznie przekonać podświadomość do zmiany starych przekonań na nowe, trzeba posłużyć się wiarą, w wcześniej zaproponowanym rozumieniu

Wiara

Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, i dowodem istnienia rzeczy, których nie potrafimy dostrzec zmysłowym wzrokiem. Jak ciężko samego sobie oraz innych przekonać do takiego pojmowania wiary najlepiej ilustruje historia tłumaczenia słów Jezusa z Galilei, który zdawał sobie sprawę, że podświadomy umysł można przekonać jedynie wiarą.

W 23-cim wierszu 11-tego rozdziału Ewangelii Marka znajduje się wypowiedź, które najczęściej bywa tłumaczona mniej więcej tak: „Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni się. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie a spełni się wam”. Tymczasem grecki oryginał co prawda w niezręcznym tłumaczeniu brzmi następująco: „Amen mówię wam. Ktokolwiek powie do góry: Podnieś się i rzuć się w morze, a w sercu nie zawaha się, ale będzie wierzył, że staje się to, co mówi, stanie się mu. Dlatego mówię wam, wszystko, o co się modlicie i prosicie, wierzcie, że otrzymaliście, a stanie się wam”.

Widać kolosalną różnicę? Dlaczego tłumacze używają złych czasów? Dlaczego poprawiają Mistrza z Galilei, który wie, że wszystko już jest, tylko my nie widzimy i źle się modlimy? Skoro nie widzimy zmysłowym wzrokiem, więc prosimy zamiast dziękować i odczuwać wdzięczność, że już otrzymaliśmy. Nie rozumiemy, że gdy o coś prosimy, to automatycznie uznajemy, że to jeszcze nie istnieje. Nie widzimy tego, ani nie czujmy. Nie ma tego, więc paradoksalnie zatwierdzamy sytuację, o zmianę której się modlimy. Jeśli na przykład prosimy o zdrowie, ponieważ jesteśmy chorzy, zatwierdzamy chorobę, chociaż liczymy na zdrowie.

Być może próbowaliśmy już wszystkiego, a każde kolejne pragnienie wynikało z poczucia braku, co sprowadzało w życie jeszcze więcej braku. Zastanówmy się więc, jak coś, co w swej genezie jest negatywne i puste, może stworzyć obfitość? Jak z ziaren smutku, niedoli, rozczarowania mogą wyrosnąć kwiaty radości, powodzenia, akceptacji? No właśnie. Przejmijmy zatem odpowiedzialność za własne owoce i zacznijmy wysiewać inne ziarno. Niech będzie nim wdzięczność, ponieważ jest najwartościowszym ziarnem nowego życia. Wdzięczność jest najpotężniejszą siłą sprawczą i skutecznym narzędziem, które pomaga wyjść z kręgu strachu oraz cierpienia. Dziękując i pozostając w stanie wdzięczności, wierzymy, że to, za co dziękujemy, wydarzyło się i czeka na manifestację.

Więcej. Powinniśmy uczyć się korzystać z mocy, której Źródło jest w nas i dzięki nam powinno działać w świecie. Jak to zrobić? Będąc wdzięcznymi, odczuwajmy cieleśnie właśnie to, co czujemy zawsze wtedy, gdy doświadczamy tego, za co jesteśmy wdzięczni. Poczujmy tę emocję, która wszystko stwarza na nowo. Nie prośmy o deszcz, ale czujmy, jak cudownie pachnie ziemia, gdy pada, i dziękujmy za to, pozostając wdzięcznymi, chociaż właśnie praży słońce. Nie prośmy o słońce. Poczujmy cudowne pieszczoty promieni, które dotykają nas i uzdrawiają, ilekroć wystawiamy się na ich działanie, mimo że niebo akurat zasnute jest chmurami. Nie prośmy o uzdrowienie, ale poczujmy radosne, pełne szczęścia i pokoju emocje, związane z cudownym stanem zdrowia, wolności, szczęścia i życiowej niezależności. Na początku zawsze jest ciężko, zwłaszcza gdy jest się chorym i odczuwa się silny strach. Zaczynajmy więc od małych spraw, od najmniejszych cudów, a zaczną wydarzać się coraz większe.

Prosząc, zmagamy się ze starymi programami podświadomości, które ciężko wyłączyć. Wdzięcznością pokazujemy jej, że są bezużyteczne. W ten sposób odwracamy pozorny porządek rzeczy i czynimy nowy początek. Dlatego wdzięczność jest emocją, dzięki której świadomość przejmuje kontrolę nad podświadomością. Normalnie chcemy być wdzięczni dopiero, gdy coś zostanie osiągnięte. Jesteśmy przekonani, że to swoiste postludium po dobrze wykonanej pracy. Logika podpowiada, że wydarzenia, które uczynią nas szczęśliwymi, dopiero mają nastąpić, więc na razie nie mamy powodu do wdzięczności. Skoro nie ma wydarzeń, więc nie ma wdzięczności. Jednak jest dokładnie na odwrót. Wdzięczność nie jest skutkiem szczęścia, ale szczęście jest skutkiem bycia wdzięcznym.

Ponieważ wdzięcznym można być tylko w chwili obecnej, na pewno nie w przyszłości, więc wdzięczność jest stanem czujnej świadomości, która nie przegapia darów życia. Jest zdolnością spostrzegania szans, które pojawiają się zwłaszcza w godzinie kryzysu. Prosząc i działając według starych programów podświadomego umysłu po prostu ich nie zauważamy, ponieważ reagujemy buntem oraz funkcjonujemy w stresie. Nie potrafimy tak zarządzać energią emocji, aby nie ulegać powszechnym przekonaniom, co jest dla nas dobre, a co złe. W efekcie doświadczamy negatywnych skutków nieświadomie przeżywanych emocji.

Wdzięcznością zakorzeniamy się w chwili obecnej. Doceniamy jej wartość, cieszymy się nią i dzięki wspólnej pracy podświadomości i świadomości wykorzystujemy cały potencjał życiowej energii do duchowego rozwoju i podniesienia świadomości. Owocem wdzięczności jest szczęśliwe i zdrowe życie. To tłumaczy, dlaczego naszą podróż zakończyliśmy w ogrodzie wdzięczności, w odzyskanym Raju, który jest Ogrodem Życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four + ten =